Wróć do katalogu

Sposób

Czasem wygrywa się sposobem, nie siłą

Czarny, opublikowano , 9 min czytania, 4,6 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Lecę. Pode mną piękny, prastary las. Zielony bezmiar, przecięty gdzieniegdzie błękitną wstęgą rzeki, próbuje zagarnąć zbocza i szczyty gór. Jednak szeregi zdobywców topnieją i karłowacieją wraz z wysokością, nie mogąc pokonać potężnych wichrów, niskich temperatur i jałowego podłoża. Słońce grzeje me skrzydła i igra feerią barw na łuskach, okrywających ciało. Spokój, cisza ... - Słuchaj stary, oni znowu to zrobili! – tubalny krzyk, wzmocniony ścianami jaskini wyrywa mnie ze snu. Przede mną stoi moja samica. Jest piękna, gdy się złości. – Albo nauczysz ich w końcu moresu, albo wyniesiemy się stąd. Nie mam ochoty latać ciągle za twoim synalkiem i pilnować by nie żarł wszelkich napotkanych świństw. Wybieraj! – krzyknęła ze złością, obróciła się i wyszła. Trzeba sprawdzić o co chodzi tym razem.– mruczał do siebie, ruszając do wyjścia. – Co się z tymi ludźmi dzieje? Nic do nich nie trafia. Nie mogą zostawić nas w spokoju? Kiedy byłem mały nie było ich tu tak wielu i unikali naszych terenów. Ale od tamtej pory wiele się zmieniło. Okolice zaludniały się bardzo szybko, dziewicze niegdyś tereny gór i lasów zostały mocno przetrzebione. Drzewa uciekały na stoki gór przed najazdem pól uprawnych i pastwisk. Hałas życia wioski i polowania, przegnały zwierzynę leśną w głębokie ostępy i uczyniły bardziej płochliwą. U wejścia do groty leżał spory baran. Czy oni nie mają rozumu? Myślą, że nabiorą nas drugi raz na tę samą sztuczkę? Po tym jak do naszego jadłospisu dodaliśmy mięsa hodowanych przez nich zwierząt, słuszna zamiana za przepłoszoną dziczyznę, najpierw próbowali nas zabić. Ale tymi swoimi widłami i cepami, niewiele mogli zrobić. Wreszcie wpadli na szatański pomysł i podrzucili krowie truchło w okolicy naszego legowiska. Pożarliśmy je z mą panią i zaczęło się. Nie wiem co to było, ale najwyraźniej chcieli nas otruć. Żołądki wywracały się nam na nice. Z bólu tarzaliśmy się po ziemi. Nic nie pomagało. Próbowałem wyrzygać, to świństwo, ale zamiast tego z paszczy buchnął strumień płomieni, paląc po drodze przełyk i gardło, a nozdrzami buchnął dym. Moja samica miała to samo. Żadne jadło ani woda nie mogło ugasić żaru, który trawił wnętrzności. Wreszcie, chcąc zemścić się na naszych prześladowcach, spadliśmy na ich wioskę, paląc i niszcząc wszystko wokoło. Rozszarpując zębiskami i pazurami ich drobne, miękkie ciała, przypadkiem połknąłem kawałek młodego dziewczęcia i puff - ogień zgasł. Porwałem w zęby resztę cudownego panaceum i zaniosłem mej samicy, by zakończyć i jej cierpienia. Niestety jednorazowa kuracja nie rozwiązała całkowicie problemu, po kilku tygodniach wnętrzności znów zapłonęły, trzeba było przyjąć kolejną dawkę leku. Co nie było wcale takie proste, coraz trudniej trafić na odpowiednią osobę, z wrzasków ludzi zrozumiałem, że musi to być dziewica. Od tej pory, gdy tylko któreś z nas poczuje pieczenie we wnętrznościach, natychmiast wyruszamy po antidotum, czasem nawet przyjmujemy je profilaktycznie, nim pojawią się objawy. Złapałem w zęby podejrzany prezent i poleciałem oddać go właścicielom z wioski, wraz z wyrazami niezadowolenia z ich działań.

- Ano, to chceta posłuchać jak to było z tym przepędzaniem smoka? Dyć mogem rzec; przeszło już sporo wiosen, ale pamiętam syćko jakoby to wczora było. Mały byłem jako i wy, gdy z tatulem, matulą, siostrą moją Raleną i niewielkim dobytkiem tu przybylim. Uciekli my z miasta zniszczonego wojną, jak i wiele innych rodzin. Pomagając sobie nawzajem nowi osadnicy postawili chaty, wykarczowali las pod nowe pola, wieś rozrastała się. Ziemia tu dobra, urodzajna, szczodre plony daje, a i zwierz wszelki zdrowo i licznie rośnie. Piękne to były czasy, pełnych skopków i słodkich bułek – tęsknym głosem rzekł starzec. Nic jednak nie trwa wiecznie, pewnego dnia od strony gór nadleciał smok. Widywalim go czasem wysoko na niebie, ale daleko od naszych siedzib. Tym razem jego celem były nasze pastwiska. Spadł z nieba niczym grom, rycząc i wzbijając tumany kurzu olbrzymimi skrzydłami, porwał jedną z krów i odleciał. Po kilku kolejnych

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych