Starszy kontroler w departamencie JP
Góry Absolutorium, szczyty i mądrość, śnieg i prawda. Prawda dla każdego i dla ogółu... A co jeśli się mylą?
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Wszystko, co trwa w „teraz”, miało swój początek w „kiedyś”. Stan rzeczy nieustannie się jednak zmienia, ewoluuje, a następnie wpada ze świstem w średniowieczne zaślepienie. Cykl ten toczy się niczym koło po solidnie upstrzonej kamieniami polnej drodze. Są jednak elementy, które w większym, bądź odrobinkę mniejszym stopniu są stałe, one trwają, wyznaczając granice dla panoszącej się rzeczywistości.
W naturze człowieka leży układanie tych elementów, zaganianie ich w wyznaczone przez niego zagrody i usilne pilnowanie, aby żadna, nawet najbardziej rozbrykana cząstka, nie wydostała się z niej. Czasami jednak, mimo licznych straży, okazuje się, że jedna z nich stoi przed płotem, zamiast za…
Nikt dokładnie nie znał momentu wystąpienia tego wydarzenia, nikt nie był w stanie określić dokładnej daty. Niemniej jednak, miało ono miejsce, a był to bodajże wtorek.
{i}No skoro zaczęliśmy od końca, to wypadałoby przejść do początku{/i}
Osiem cienkich jak włos nóżek wydeptywało swoją codzienną ścieżkę na drewnianej podłodze. Zgodnie ze swoim zwyczajem, do kuchni najpierw zajrzała głowa. Niewielki wzrost był atutem, a nie przeszkodą, gdyż pozwolił na błyskawiczną ocenę zasobności podłogi. Pomijając przymus oglądania zielonych kafli, których po prostu nie cierpiał, to wyprawa okazała się sukcesem; w prawym rogu, tuż za bzyczącą lodówką, znalazł kawałek chleba. Usiadł sobie pod ścianą i dokładnie obejrzawszy znalezisko, wybrał fragmenty, które wyglądały szczególnie smakowicie. Zupełnie nie musiał się krępować, gdyż mimo iż był kompletnie głuchy, to właściciel tego mieszkania wydawał z siebie tak intensywne odgłosy spania, że wyczuwał jego stan wszystkimi odnóżami. Pyszczek wgryzł się w chrupiącą, lecz trochę spleśniałą skórkę.
No44 spał. Koronkowe firany unosiły się przy każdym nabraniu powietrza i opadały z lekkim falowaniem przy jego wypuszczaniu. Ten senny taniec obserwowały gładkolice szafki oraz pstrokate poduszki, które będąc miłością właściciela, zajmowały niemalże każdą wolną przestrzeń. Chrapanie ustało. Całe mieszkanie przygotowało się do przywitania swojego pana. Kapcie ochoczo leżały przy łóżku, a puchaty dywan rozprostowywał swoje pokręcone włosia. Czekali…
Przeciągłe ziewnięcie i orzeźwiające chrupnięcie w kościach – No44 przywitał kolejny dzień swojego życia. Nieprzytomny wzrok starał się przypomnieć sobie zmyślone historie, których jeszcze kilka minut temu był bohaterem. Na próżno, wszystkie zdążyły już uciec do swoich dziennych jamek. Wstał i wciskając stopy w kapcie, pomaszerował do łazienki. Krągłe, ale stworzone ze smakiem kształty kąpielowej armatury ucieszyły oko. Z wewnętrznym uśmiechem pomachał do idealnie ułożonych kosmetyków na półeczce obok lustra. Szpetnie zaś zaklął na widok swojej facjaty w jego odbiciu. Szkaradność jego rysów była powodem żartów większości podwładnych, mimo to był wielce ceniony za swoją fachowość. Tak więc, ludzie rozmawiając z nim patrzyli głównie w podłogę lub sufit, ale słuchali i sumiennie wykonywali polecenia.
Po porannej toalecie skierował swoje kroki do kuchni. Finezyjnie wykończony ekspres do kawy rozpoczął mielenie ziaren. Po chwili, do kuchennej melodii dołączyło ciche tykanie tostera. No44 stał wsparty dłońmi o blat. Odruchowo sięgnął do ekranu swojego powiadamiacza i zmobilizował go do odświeżenia listy zgłoszeń. Pojawiło się tylko jedno; przymrużone oczy wyszukały nazwę ulicy i oznaczenie zgłaszającego. Kliknął „zapamiętaj” i ruszył do niecierpliwiącego się kubka.
- O, bratku! – krzyknął No44, budząc śpiącą postać; zawsze po posiłku, chcą nie chcąc, zapadał w sen, co niejednokrotnie ściągało na niego gniew właściciela apartamentu. Był jednak szybki, gdy odnóża pracowały z pełną mocą. Uniknął więc śmierci, bo kapeć będący jego odwiecznym wrogiem, wylądował w miejscu, gdzie majaczyło już tylko jego wspomnienie. Dwa kolejne ślizgi wyprowadziły go poza obszar rażenia.
- No, co za bezczelny karaluch! Drzemkę sobie zrobił, no! - mamrotał No44, człapiąc w stronę leżącego kapcia. - O! I do tego nakruszył…
{i}A dłoni krawędzie dotykały jej lichych kształtów, nadając istotność, nadając sens…{/i}
Niewidzialna dłoń płynęła po całej krainie. Była bezgranicznie rozległa, mogła dotknąć wszystkiego co namacalne, wszystkiego co ulotne. Długie palce muskały niewyrobione jeszcze ciała. Przebiegały po dopiero kiełkujących kształtach i nie raz łaskotały - ledwo co wysunięte ponad nic główki. Czasami jednak w jej działaniach pojawiała się nieuwaga, choć według pism zatroskanych czasoprzeszłych, wersja powinna brzmieć inaczej. Księgi te jednak spalono, bo wprowadzały zupełnie niepotrzebny zamęt, do i tak pokiereszowanych przez wydarzenia czasów.
Niemniej jednak, co poniektórzy pamiętali… A może po prostu wiedzieli, tego akurat nie udało się udowodnić. Twierdzili, że forma istnienia, niedająca się okiełznać żadną matrycą, nie jest wynikiem lekkomyślności, przypadku. W pewnym sensie, było to celowe działanie, ukierunkowane na…
No właśnie, na co?
Tego ani pisma, ani tym bardziej spadkobiercy tychże myśli, nie potrafili wskazać. Rysowanie diagramów, liczne dysputy nielicznych mądrych prowadziły do zupełnie rozbieżnych konkluzji. Dłoń jednak nic sobie z tego nie robiła, a to co robiła, robiła naturalnie – ot, tak. Każdy dzień dostarczał kolejnych kreacji, zupełnie nowych tworów, ku utrapieniu obserwatorów.
{i}Nic do oglądania, rozejść się, do szkoły maluchy!{/i}
Zatrzymał auto przy krawężniku, blokując prawy pas ruchu. Uprawniał go do tego niebieski sygnał, który pulsował na dachu. Wygramolił się z samochodu i podszedł do ekipy interwencyjnej, która zabezpieczała obszar zdarzenia. Skinął głową, odpowiedziało mu również skinięcie.
- Nie spodziewaliśmy się pana… - prawie wyszeptał, trochę onieśmielony kierownik zespołu.
- Mieszkam niedaleko, więc się przypisałem - odparł No44. – Jak rozumiem – spojrzał na podręczny powiadamiacz – mam przyjemność z D58?
- Tak jest! – zasalutował D58.
- No to z czym mamy kłopot?
- Zapraszam, już pokazuję… - Nie odwracając głowy od swojego przełożonego, D58 ruszył do odgrodzonego czerwoną folią obiektu zgłoszenia.
- Spokojnie D58… wszyscy jesteśmy tutaj po tej samej stronie. Tworzymy zespół. – Widząc nieporadność swojego pracownika, No44 postanowił dodać mu otuchy.
- Oczywiście… Oczywiście… O proszę. To! – Wskazał na mały kwiatek, który ledwo zdążył wybić się ponad ziemię.
- Aha…
- Dziś rano obserwatorzy zgłosili tę anomalię. Byliśmy tu już o ósmej. Chcieliśmy przystąpić do usuwania, ale… - Jego oczy błądziły, dawało się dostrzec nie tylko zdenerwowanie, ale również zakłopotanie z powodu zaistniałej sytuacji. – No ale… miałem pewne odczucie…
- Odczucie…?
- No… tak jakby… Zresztą, obecny tutaj E12, również to poczuł…
- No dobrze. A jakież to odczucie?
- Proszę spojrzeć, ale tak zgodnie z dyrektywą aj-si-ju-9-3, a my zawsze ją stosujemy!
- Tak, zawsze! – Przypomniał swoją obecność E12.
- I słusznie. No dobra. Dajcie spojrzeć… - Nachylił się nad małym kwiatkiem. Zarówno E12, jak i D58 zgięli plecy w identyczne łuki. Każdy z nich przekrzywił głowę, aby móc dostrzec mistrza przy pracy. Patrzyli to na kwiatek, to na No44. On zaś przykucnął. Przechylił głowę w lewą stronę, wyciągnął dłoń i musnął delikatne płatki. Dało się słyszeć ciche mruczenie.
- To przebiśnieg – oznajmił po chwili.
- Tak, tak, oczywiście, ale… - wtrącił E12.
- Tak, tak, widzę. Czarny!
- No właśnie. Normalnie byśmy go po prostu usunęli. Oczywiście zachowując kroki zalecone w dyrektywie won-1-1. No, ale…
- Tak, ale?
- No poczuliśmy… Bo to… - Nie mogąc znaleźć odpowiednich słów, E12 zwrócił się błagalnym wzrokiem w kierunku D58.
- Bo, tak, szkaradztwo i parszywość, niby tak… ale… Poczułem to, co opisuje dyre…
- Dajmy już spokój tym cyferkom, co poczuliście? Mówcie – przerwał mu No44.
- No coś, jakby… Piękno? – Usta wykrzywiły się w grymasie. Oczy zacisnęły się, obawiając się reakcji przełożonego.
- Piękno? – Zamyślił się No44. Ponownie spojrzał na niewielki kwiatek. Jego cechy zewnętrzne bezbłędnie wskazywały na anomalię. Dokładnie taką, jaką należy bezzwłocznie wyeliminować ze zbioru elementów rzeczywistości.
Był czarny, miał postrzępione koniuszki płatków, a całość pokrywała…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil kartonbezpudla
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…