Wróć do katalogu

Strach się bać! Je, Je...

Mój sen, niesamowicie realny sen, nie wiem co znaczy. Mnie zaszokował.

tomek1991, opublikowano , 10 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Jest normalny, pochmurny, letni dzień; popołudnie. Chmury przysłaniają słonce jest szaro i nie za ciepło. Jestem młodym policjantem po cywilu. Jadę busem przez Kazimierze Wielką jakby od strony Skalbmierza ale nie do końca. Jakby ulicą kolejową w stronę dworca. Siedzę przy oknie i patrze na szare budynki, ludzi i cały świat zza brudnej szyby śmierdzącego spalinami busa. Nie myślę o niczym po prostu jadę.

Przyglądam się przechadzającym się ludziom. Przejeżdżamy wolno obok plastikowego, brudnego przystanku autobusowego. Widze, że siedzi za nim i obok niego grupka młodych, dziwnie zachowujących się ludzi. Jako młody lecz zmęczony policjant zwracam na nich uwagę. Nie wiem ilu ich jest dokładnie, kilku facetów może ze trzech i na pewno jedna kobieta. Są ubrani jak ludzie z jakiejś subkultury. Skórzane kurtki wygolone głowy, tatuaże, spodnie bojówki, glany. Jakieś skiny. Widać, że mają niejedno na sumieniu. Pewnie piją, palą, ćpają... Pewnie szykują się do jakiejś zadymy albo napadu. Albo może tylko siedzą sobie na przystanku... Nie wiem. Może przesadzam.

Bus jedzie wolno, pewnie zatrzymujemy się na skrzyżowaniu, może zrobił się mały korek. Widzę, że coś kombinują. Zza przystanku wychodzi jeden z tamtych. Bardzo mi się to nie podoba! Widzę, że ten gość wychodzi z dwoma pałkami policyjnymi. Nie boi się idzie wartko. Trzyma je na wierzchu. Jestem zły, bardzo zły, zirytowany! Myślę o tym.` Przecież on na pewno coś planuje. Wyobrażam sobie jak ten gość okłada tą pałką jakąś starszą panią.

Bus rusza ja cały czas patrze na niego wkurzony, patrze jak sobie dupek śmiało idzie. Bus go wyprzedza ja wykręcam głowę do tyłu i patrze na niego do momentu aż nie znika mi za busem. Jestem zdenerwowany. Bus przejeżdża obok cukrowni, baszty, jedzie przez rondo zjeżdża na dworzec za zalewem. Szybko wysiadam. Trochę o tym zapomniałem. Zauważyłem policjantkę, moją mamę. Nie wiem skąd się wzięła tutaj. Może po mnie przyszła na dworzec, a może to zbieg okoliczności. Jest ubrana w granatowy mundur. Widzę przy jej pasie pałkę, przypomniał mi się tamten gość. Nagle przyśpiesza mi puls, adrenalina uderza mi do głowy, pojawia się myśl, że razem z moją mamą mogę go przecież złapać. Uświadamiam sobie nagle, że przecież on szedł w stronę dworca. Ja nie jestem uzbrojony, jestem po cywilu. Biorę od mamy pałkę. Idziemy w stronę z której on będzie nadchodził. Wiem, że on ma dwie pałki ale i tak jestem tak na niego wkurzony, że jestem pewny, poradzę sobie z gówniarzem. Jestem na niego nakręcony. Nie wzywamy posiłków chce go dorwać sam. Idąc każe mamie wyciągnąć pistolet. Wiem, że może się sprzydać. Mama nie chce go wyciągnąć. Boi się na pewno ale wiem, że mogę na nią liczyć. Ufam jej. Stanowczym głosem każę jej wyciągnąć ten pistolet. Wyciąga. Przeładowuje. Z przeciwka idzie on. Teraz widzę dokładnie jak wygląda: mojego wzrostu, brunet, włosy postawione na żelu, kurtka skórzana z naszywkami, spodnie... pewnie dżinsy, bojówki, szerokie (nie widzę). No i ta pewna siebie mina cwaniaka. To mnie jeszcze bardziej rozzłościło!

Idziemy chodnikiem gdzieś między zalewem, a dworkiem. Idziemy obok rzeki. Jest dość ciemno choć jest dzień, po pierwsze jest pochmurno, a po drugie drzewa dają spory cień. Jest tu też chłodniej przez ten cień. Na ziemi leży dużo zgniłych liści jak to pod drzewami. Jesteśmy na uboczu. Kawałek od nas jest bardzo głęboki rów. To właśnie koryto tej rzeki. Ogólnie nie przyjezdne miejsce. Pusto tu chociaż jesteśmy praktycznie w środku miasta, w środku normalnego dnia. Ale ludzie choćby tu byli, byliby obojętni. Są obojętni. Nie zwracają na nic uwagi. Ja też nie zwracam na nich uwagi. Podchodzimy do niego, on trzyma ręce w kurtce, która jest zapięta tylko kawałek u góry. To skórzana, brązowa kurtka z ciężkim zasuwakiem. On wie, że idę właśnie do niego może widział mnie w busie. Ma głupią pewną siebie minę. Zatrzymał się. Nawet go o to nie poprosiłem. Poprosiłem, właśnie. Najchętniej to bym go zastrzelił na miejscu ale nie mogłem tego zrobić. Wiem, że obok jest mama. Ma pistolet w pogotowiu. Trzymając pałkę w ręku proszę go o rozpięcie kurtki. Trochę jest nie chętny. Jego twarz śmierdzi złem. Wiem, że muszę go zgarnąć za te pałki bo zrobi komuś nimi krzywdę. Poza tym pewnie zrobił w swoim życiu niejedno, a i tak nikt by go nie zamknął, taki kraj. Gość dziwnie się zachowuje, pewnie jest naćpany, ale jest spokojny pewny siebie i przytomny, widze że ma odwagę nie boi się nas. Chyba mówi, że nic nie zrobił. Ogólnie nic nie mówił. Może tego też nie powiedział tylko mi się wydawało. Rozpina kurtkę. Ukazują mi się dwie policyjne, czarne pały, zupełnie takie jak moja. Każe mu je oddać. Okazuje się, że są przywiązane do jego ręki jakimś sznurkiem. Ciekawe po co? Wiem, że wyczuwa…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych