Wróć do katalogu

Stroiciel Śpiewu Ptaków czI

Pierwsza część powieści, opwiadającej o młodym człowieku, który potrafi przenieść swą jaźń w ciało ptaka i kierować jego lotem. Powieść ukazała się drukiem w wydawnictwie Novae Res i jest dostępna w większości księgarni internetowych.

LechMucha, opublikowano , 16 min czytania, 4,3 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Na szczycie dachu starej, pochylonej szopy, stojącej na samym skraju wsi, usiadł szpak. Nastroszył piórka, otrzepał się, rozejrzał dookoła i zaśpiewał. Jego śpiew wywabił z wnętrza szopy śpiącego tam piętnastoletniego chłopca, znanego we wsi, z racji złamanego przedniego zęba, jako Szczerbaty. Matka Szczerbatego, zanim zmarła podczas epidemii, zwykła mawiać, że jej jedyny syn tylko przez pomyłkę urodził się człowiekiem. Ci, którzy znali chłopca bliżej potwierdzali, że powinien był urodzić się ptakiem. Całe godziny spędzał patrząc tęsknie na szybujące wysoko jastrzębie. Każdej jesieni smutnym wzrokiem odprowadzał odlatujące dzikie gęsi, kaczki, żurawie i bociany. Widząc klucze lecące na południe marzył, by być jednym z tych ptaków, by szybować w powietrzu, wznosić się jak bociany w ciepłych prądach powietrza, a później odlecieć daleko, daleko i zobaczyć na własne oczy wszystkie cuda południowych krain. Nic też nie sprawiało mu większej radości jak widok powracających wraz z wiosną kluczy dzikich ptaków. Nawet ząb złamany podczas krótkiego lotu z dachu stodoły, niczego go nie nauczył. Szczerbaty od dwóch lat żył samotnie, osierocony, bez żadnej rodziny, żywiąc się tym, co udało mu się wyżebrać w gospodzie. Opuściło go szczęście, rodzice pomarli, sąsiedzi kawałek po kawałku ograbili z ziemi i tylko jedno mu zostało - miłość do ptaków… Nic więc dziwnego że teraz, obudzony i zaciekawiony, ruszył w ślad za szpakiem, gdy ten odfrunął. Śledząc szpaka Szczerbaty minął ostatnie wiejskie zabudowania, pozostawił za sobą rozpościerające się pod lasem łąki i dotarł do niewielkiej polany na skraju lasu, gdzie przy małym ognisku siedział stary, ubogo ubrany człek i grał na fujarce. Szpak usiadł na ramieniu człowieka i podjął melodię fujarki. Muzyka była drugą fascynacją chłopca, który nie chcąc uronić nic z melodii wygrywanej w duecie przez człowieka i ptaka, położył się na skraju polany i zastygł w bezruchu. Wiedział dobrze kim jest starzec. Wędrowni stroiciele śpiewu ptaków, wielu z jakimiś ptakami na ramionach, byli częstymi gośćmi w gospodzie. Kilka razy w roku przechodzili przez wieś, czasem zatrzymywali się i grą na instrumentach zarabiali na kawałek chleba. Gdy koncert się skończył, stroiciel gestem przywołał chłopca i nieproszony odkroił kawał ciemnego chleba i wcisnął mu w rękę…

Szczerbaty zostawił dotychczasowe życie bez cienia żalu, przecież poza grobem matki nic go tu nie trzymało, a życie stroiciela śpiewu ptaków odpowiadało mu całkowicie. Wraz ze starszym towarzyszem Krukiem i jego szpakiem wędrowali od wsi do wsi, od grodu do grodu. Noce spędzali, jeśli pogoda nie była zbyt dokuczliwa, pod gołym niebem, przy małym ogniu rozpalanym gdzieś na polanie wśród lasów, a gdy padało zaszywali się na kilka dni w starych szałasach lub stodołach, za zgodą ich właścicieli lub bez niej. Kruk opowiedział mu o tym, jak sam jako młody chłopak został wywabiony z domu przez bociana i porzuciwszy dostatnie życie, gospodarkę, rodziców i starsze rodzeństwo, wyruszył na niekończącą się wędrówkę. Szybko zawiązała się między nimi nić sympatii i porozumienia, wszak obaj kochali nade wszystko ptaki. I wolność. Wrodzone zdolności muzyczne pozwoliły Szczerbatemu szybko opanować sztukę gry na fujarce i okarynie. Wspólne z Krukiem i szpakiem Kubikiem muzykowanie, pozwalało im zarobić na proste jadło i tak wiedli żywot stroicieli śpiewu ptaków, wolni i szczęśliwi. Jak ptaki. Pewnej nieprzespanej, ciepłej, lipcowej nocy Kruk, wpatrzony w gasnące ognisko, opowiedział Szczerbatemu smutną historię Wróbla, swego towarzysza i nauczyciela. - Wędrowaliśmy w kierunku granicy z prowincją Theram, kiedy wybuchł bunt chłopów. Śpiących w rowie zaskoczyli nas żołdacy księcia Votter. Czy wzięli nas za buntowników, czy też zrobili to dla zabawy, nie wiem… Dość, że obili nas prawie na śmierć, dla zabawy strzelali z łuków do naszych ptaków… Wróbel był już stary, schorowany… Nie wylizał się…- Kruk zamilkł, po czym zagrał na okarynie najsmutniejszą, najbardziej przejmującą melodię, jaką Szczerbaty kiedykolwiek słyszał. Muzyka niosła się między drzewami, w mrok puszczy, ognisko dogasało, na niebie świeciły gwiazdy, a Szczerbaty, pomimo smutku jaki wywołała w nim opowieść towarzysza, poczuł się szczęśliwy, szczęśliwy tak, jak już bardzo dawno nie był. Poczuł, że żywot stroiciela jest mu przeznaczony. Mylił się…Bardzo się mylił… Po ciepłym lecie, nastała piękna, kolorowa jesień. Chcąc uciec przed zbliżającą się zimą, dwaj stroiciele postanowili przekroczyć góry i przedostać się na południe królestwa, gdzie ciepły morski klimat pozwalał różnego rodzaju włóczęgom przeżyć zimę. Pewnego dnia, w trakcie przeprawy przez górską przełęcz zaskoczyła ich gwałtowna burza. Z ciemnego nieba lała się ściana deszczu, wiatr tarmosił gałęziami drzew. Dwaj stroiciele, przemoknięci do suchej nitki, znaleźli starą opuszczoną gajówkę, której dach był jednak na tyle szczelny, że po rozpaleniu ognia w kominku mogli wysuszyć sobie ubrania. Zjedli resztkę zapasów, popili zimną, surową wodą, a potem usiedli na progu domu podziwiając dziką i piękną przyrodę gór. Deszcz padał teraz z mniejszą nieco gwałtownością, również wiatr stracił nieco ze swej siły. Kruk siedział oparty o framugę drzwi i ćmiąc fajkę przyglądał się w milczeniu swemu młodszemu towarzyszowi. Siedzący na jego ramieniu szpak czyścił dokładnie swe suche już piórka. W pewnej chwili stary człowiek podjąwszy widać jakąś decyzję, chrząknął, wysypał popiół tytoniowy z fajki na mokrą ziemię przed chatą i powiedział: - Przez te kilka miesięcy, od kiedy wędrujemy razem przekonałem się, że jesteś dobrym człowiekiem, Szczerbaty. Dlatego też zdecydowałem się powierzyć ci tajemnicę stroicieli śpiewu ptaków. Otóż, musisz wiedzieć, że my stroiciele posiadamy pewien niezwykły dar. Jest to dar wcielania się w ciała ptaków. Możemy dzięki temu widzieć ich oczyma, słyszeć to, co one słyszą, możemy czuć wolność, jakiej doświadcza przewodnik lecącego wysoko klucza dzikich gęsi. Możemy choć na pewien czas okiełznać wiatr, możemy spełnić marzenia - polecieć o własnych siłach prosto w słońce...- gdy to mówił, jego oczy zapaliły się wewnętrznym ogniem, jakby w tej jednej chwili przypomniał sobie wszystkie swoje dotychczasowe przeżycia, wszystkie podniebne wyprawy, kiedy wcielony w ciało ptaka szybował wysoko, wysoko, na błękitnym niebie. Jeszcze tego wieczoru Kruk wtajemniczył Szczerbatego w arkana wcielania się w ptaka. - Najpierw - mówił - musisz wybrać sobie jakiegoś ptaka w zasięgu wzroku. Gatunek nie ma w zasadzie znaczenia, ale na początek lepiej wybrać jakiegoś mniejszego ptaka. Wiedz, że przejmiesz nad ciałem ptaka pełną kontrolę, a latanie wcale nie jest tak proste jak się wydaje. Gdy znajdziesz już odpowiedniego ptaka musisz go przywołać grą na fujarce, a następnie wprowadzić się w trans, który pozwoli ci wejść w jego świadomość. Następnego dnia Szczerbaty odbył swój pierwszy lot. Ptakiem którego przywołał była sikorka bogatka, których całe mnóstwo żyło w lesie. Najpierw Kruk zagrał Szczerbatemu melodię. Po chwili słuchania Szczerbaty podchwycił nutę i przyłączył się do niej. Pierwszym wrażeniem, które zapamiętał, gdy jego jaźń znalazła się w ciałku sikorki, był głód. W górach panowała już późna jesień i o pokarm dla sikorek było coraz trudniej. Po chwili, gdy Szczerbaty nabrał już jako takiej wprawy w lataniu, postanowił poszukać czegoś do jedzenia. Po kilkunastu minutach lotu zauważył wiszący na sznurku kawałek słoniny, powieszony specjalnie dla sikorek przez jakiegoś człowieka. Niestety, pierwsza próba uchwycenia się pazurkami słoniny nie udała się i sikorka spadła na ściółkę. Na szczęście ściółka była miękka, a sikorka bardzo lekka, więc nie wyrządziła sobie żadnej krzywdy. Druga próba była nieco bardziej udana - Szczerbatemu z niejakim trudem udało się utrzymać na kawałku słoniny i

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych