Wróć do katalogu

Świąteczna opowieść

Wierzysz w świętego Mikołaja?

Pieróg ziom, opublikowano , 28 min czytania, 4,9 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

- Wierzysz w św. Mikołaja? - zapytano mnie w zeszłym tygodniu. - Tak, to naturalne... - Ha ha. Przecież on nie istnieje. - Kiedyś też tak twierdziłem. Ale teraz jestem pewien. Wiem, że św. Mikołaj jest wśród nas...

Trzydziestokilkuletnia Joanna po cichu weszła do pokoju swojego młodszego syna. Minęła dopiero ósma, ale wedle zawartej dzień wcześniej umowy o tej właśnie porze miała obudzić Piotrusia. Stawiała kroki powoli. Wpadła w prawdziwe zaskoczenie, kiedy nie zobaczyła syna w łóżku. Po zebraniu myśli, uświadomiła sobie, gdzie teraz zapewne znajduje się chłopiec. Złożyła kołdrę i odsłoniła zasłony. Zobaczyła rysunek, leżący na podłodze przy łóżku Piotrusia. Kobieta uroniła łzę, widząc wyobrażenie Piotrka. Rysunek przedstawiał dwoje dorosłych ludzi i ich dwóch synów, których starsi trzymali w uścisku. Domyśliła się, że są tu zapewne rodzice, brat i sam Piotrek. Kobieta odłożyła rysunek na biurko i ocierając łzę, raptownie ruszyła do salonu. Joanna rozstała się z Włodzimierzem trzy lata temu. Kiedyś tworzyli doskonała parę. Wielu ludzi zazdrościło im takiej prawdziwej idylli. Do czasu... Zaczęły się kłótnie, często nie do wytrzymywania. Włodzimierz pogrążył się w kryzysie, rzadko kiedy wracał na noc do domu. Żona podejrzewała go o romans. Co prawda, jej domysły nie okazały się prawdą, ale po jakimś czasie mężczyzna postanowił odejść i wprowadził się do małej kawalerki. Jej starszy syn, Tomek doskonale pamiętał ojca, a jeszcze bardziej kłótnie rodziców. Gorzej było z Piotrusiem, któremu było nawet ciężko określić wygląd swojego taty. Nie dało się ukryć, że niekiedy bardzo go potrzebował. Wielu rówieśników w przedszkolu opowiadało Piotrusiowi o swoich tatusiach, z którymi jeździli na ryby, albo na hamburgera. Syn Joanny nie mógł opowiedzieć im podobnej historii. Wielokrotnie pytał swoją mamę, gdzie jest tata. Kobieta musiała mu kłamać, że wyjechał służbowo i nie prędko wróci. Joanna wiele razy próbowała skontaktować się z Włodzimierzem. Nieraz wprost mówiła mu, jak bardzo potrzebuje go Piotruś. Łamała swoje zasady, i proponowała mu powrót do domu. Gdyby nie jej synek, nigdy by się na to nie zdecydowała. Ale dla Piotrka była gotowa zrobić wszystko. Mężczyzna nie miał zamiaru wrócić do rodzinnego domu. Zerwał z przeszłością i definitywnie nie chciał do niej wracać. Raz na miesiąc przesyłał alimenty i uważał, że to i tak za dużo. Joanna nie rezygnowała. Kilka dni temu wysłała mu zaproszenie na Wigilię. Chciała, by zjawił się choć na chwilę. Oddzwonił do niej, mówiąc, że wyjeżdża i nie przyjdzie, ale kobieta w duchu liczyła, że zmieni zdanie. Wchodząc do salonu, zobaczyła Piotrusia śpiącego na kanapie, obok choinki. Delikatnie złapała go za ramię, mówiąc, żeby wstał.

- Dzień dobry, synku - powitała go z szerokim uśmiechem na twarzy.

Piotruś zerwał się momentalnie na równe nogi i podszedł do choinki.

- Mikołaja jeszcze nie było - wyraźnie posmutniał na twarzy, dostrzegając, że nie ma jeszcze żadnego prezentu. - Piotrusiu, jest dopiero ósma rano. Mikołaj na pewno się zjawi, ale nie tak wcześnie... - Czekałem na niego. - To dlatego spałeś tutaj, a nie w swoim pokoju. Możesz być chory, nie przykryłeś się, synku. - Czekałem na Mikołaja, ale chyba zasnąłem... - Na pewno przyjdzie, zobaczysz. A teraz, wstań. Mamy przecież iść na świąteczne zakupy. - Pamiętam, masz dla mnie jakąś niespodziankę. - Owszem, ale najpierw musisz się umyć. Mama w tym czasie przygotuje śniadanie. - Dobrze - powiedział, po czym szybko pobiegł do łazienki. - Tylko wyszoruj zęby!

Joanna skierowała się na dół, do kuchni, uśmiechając się w duchu. Ile w tym małym brzdącu energii życiowej! Zobaczyła siedzącego przy stole, starszego syna Tomka. Nastolatek jadł kanapkę.

- Już wstałaś? - zapytał, wyraźnie zdziwiony. - Idziemy z Piotrkiem na zakupy świąteczne... - A, no tak. Chętnie bym wam pomógł, ale wiesz... - Tak, musisz rozwieźć paczki. Mam nadzieję, że szybko wrócisz. Pamiętaj, że na siedemnastą mają przyjść na wigilijną kolację ciocia Aneta i wujek Zbyszek. - Przecież wiesz, że rozwiozę wszystko w kilka godzin. Jeszcze ci pomogę w domu - uśmiechnął się do matki. - Dzięki, skarbie - poklepała syna po ramieniu.

Z Tomkiem nie było żadnych problemów. Świetnie się uczył, miał szczerych i otwartych przyjaciół, którzy wielokrotnie mu pomagali. Joanna nie musiała się nigdy o niego martwić. Odnosił także sukcesy. Wygrywał w wielu konkursach z języka angielskiego. Kobieta była z niego bardzo dumna. Tomek pytał czasem o ojca. Ze względu na jego wiek, kobieta nie musiała go oszukiwać. Doskonale pamiętał kłótnie rodziców i ich rozstanie.

Chłopak wsiadł na rower i pojechał. Zmierzał do firmy, która miała mu wręczyć różne paczki do rozwiezienia ludziom. Tomek pracował tak już od jakiegoś czasu. W pakunkach znajdowało się głównie jedzenie dla ludzi starszych i różnego rodzaju prezenty. Dziś po raz ostatni miał zawieźć kilka paczek dla ludzi mieszkających w tej samej dzielnicy. Nie powiedział tego matce, ale po zakończeniu pracy, był jeszcze umówiony z Przemkiem- swoim najbliższym kumplem.

Mężczyzna walnął pięścią w budzik, stojący na małym stoliku. Co za pogańska pora! Włodzimierz jeszcze przez kilka minut leżał na łóżku z otwartymi oczami, po czym zdecydował się wstać. Poszedł do salonu i wyciągnął papierosa z paczki, która leżała na stole. Mocno zaciągnął się, co przyniosło mu zadowolenie. Kątem oka zobaczył leżącą na stole kartkę z zaproszeniem na Wigilię od byłej żony. „Głupia jędza! Życie z nią to prawdziwy koszmar! I ona chce, żebym w takiej atmosferze spędził świąteczny wieczór! Jeszcze ma czelność zasłaniać się dziećmi. Że to niby one chcą, abym przyszedł. Jasna sprawa...” Włodzimierz z papierosem w ręku, podszedł do lodówki. Nie znalazł w niej jednak, swoim zdaniem, niczego porządnego do zjedzenia. Wczoraj miał zrobić zakupy, ale jakoś wyleciało mu to z głowy. „Dobra, zrobi się po powrocie z pracy. W ogóle co to za głupi pomysł, żeby pracować w Wigilię. Niestety, chcesz mieć pieniądze, to haruj ile wlezie”. Mężczyzna nie pracował już w firmie budowlanej. Tam znajdował zatrudnienie przez kilka ostatnich lat. To w niej spędzał piękne chwilę ze swoją kochanką, zdobywał kolejne awanse na wyższe stanowiska. To po powrotach, z owej firmy, kłócił się z żoną. I pewnie dalej, by pracował, gdyby nie wyrolowaliby go na szaro. Jego kochanka użyła podstępu, po czym Włodzimierz został zwolniony. Oczywiście, nie chciał się tak łatwo poddać, ale jego działania nie przyniosły rezultatu. Kobieta, z którą się związał, zajęła jego stanowisko. Było to kilka miesięcy temu. Od tamtej pory, Włodzimierz za wszelką cenę, szukał nowej pracy. Przecież musiał się jakoś utrzymać. Głównie łapał jakieś roboty, w których dawało się dorobić. Od kilku dni siedział przez kilka długich godzin przebrany za św. Mikołaja i bawił się z dziećmi. Wręczał im drobne prezenty i sprawiał radość. Gdyby dzieci wiedziały, kim tak naprawdę jest ich święty Mikołaj... Pół godziny później, Włodzimierz udał się do miejsca pracy.

Siostra Joanny- Aneta i jej mąż- Zbigniew byli małżestwem od prawie dwudziestu lat. Nie mieli dzieci, mieszkali w dość sporym trzypokojowym mieszkaniu. Zbigniew pracował w firmie ochroniarskiej, jednej z najlepszych w Polsce. Był w niej dyrektorem, przez co powodziło im się bardzo dobrze. Aneta przygotowała śniadanie, Zbigniew usiadł na jednym z krzeseł przy stole.

- Naprawdę musisz iść dzisiaj do pracy? Jest wigilia... - dziwiła się kobieta. - Anetko, jestem dyrektorem, dobrze o tym wiesz. To zobowiązujące stanowisko- tłumaczył się Zbyszek - Postaram się być jak najszybciej. - Pamiętaj, że mamy jechać jeszcze po parę prezentów... - Wiem, tak jak co roku. Załatwię wszystko, co trzeba i jestem z powrotem...

Pół godziny później mężczyzna opuścił mieszkanie i pojechał w kierunku firmy. Aneta zajęła się sprzątaniem naczyń ze stołu. Znowu się zamyśliła. Doskonale wiedziała, że mąż od dłuższego czasu się od niej oddala. Przeszkadzało jej coraz częstsze przebywanie Zbyszka w pracy. Mężczyzna stawał się także coraz zimniejszy. Kiedyś nie zapominał o ważnych imieninach czy rocznicy ślubu, spędzał dużo czasu w rodzinnym ognisku. Z tygodnia na tydzień zmieniało się to coraz bardziej na gorsze. Nawet dzisiaj, w Wigilię, kiedy Aneta tak bardzo liczyła, że wybierze się z nim na świąteczne zakupy, on pojechał do pracy. Jest dyrektorem, ale nikt nie może go zastąpić. Została jej tylko nadzieja, że Zbyszek wróci dostatecznie szybko i pojadą razem do centrum handlowego.

Joanna i Piotruś byli w galerii handlowej już od godziny. Kupowali wszystkie najbardziej potrzebne rzeczy.

- Mamo... długo jeszcze? - dopytywał się wyraźnie znudzony chłopiec. - Kupię jeszcze tylko karpia. - A co z tą niespodzianką? - Spokojnie, wszystko w swoim czasie.

Niedługo później, gdy matka z synkiem przebrnęli przez ogromną kolejkę do kasy, skierowali się na małą scenę w środku centrum handlowego. Zniecierpliwiony Piotruś ujrzał świętego Mikołaja, siedzącego na tronie. Dzieci były ustawione do niego w gigantycznej kolejce. Każde siadało na chwilę na jego kolanach, rozmawiało przez moment, po czym otrzymywało prezent i szczęśliwe wracało do swoich rodziców.

- Mikołaj! - ucieszył się chłopiec. - Chcesz do niego podejść i otrzymać prezent, Piotrusiu? - No, pewnie. Mogę stać w tej kolejce nawet przez cały dzień...

Piotruś ustawił się w kolejce do Mikołaja za pozostałymi dziećmi, a Joanna usiadła na małej ławce. Miała nadzieję, że oczekiwanie nie portwa jednak całego dnia.

Tomek jeździł na rowerze i rozwoził kolejne świąteczne paczki starszym ludziom. Praca zajęła mu już kilka godzin, a on był bardzo zmęczony. Jechał właśnie na drugi koniec dzielnicy, do pani Dobrzańskiej, z ostatnią paczką. Doskonale znał tę kobietę. Nagle zadzwonił telefon. Tomek odebrał połączenie.

- Siema Tomek. Wpadasz na kwadrat w końcu? - powiedział przez komórkę kumpel chłopaka. - Muszę pojechać z jeszcze jedną paczką... - Oj, daj spokój, Tomek. Ja potem nie będę miał czasu. Mam tylko teraz godzinę. - Poczekaj, ja tylko ją zawiozę i dotrę do ciebie za pół godziny. - A gdzie musisz jechać? - Na Mickiewicza, do takiej jednej starszej babki. - Przecież to zajmie tobie minimum z godzinę. Tomuś, mam mało czasu... - Przemek, później. - Tomek, naprawdę potem nie mogę. - A jak później sprawdzą, że nie dostarczyłem tej paczki? - Daj sobie siana. Po prostu gdzieś wyrzuć tę paczkę i po sprawie. Czekam na ciebie przy trzepaku. - No, dobra, będę za pięć minut.

Tomek jednak się przekonał. Podjechał na rowerze do najbliższego śmietnika i wrzucił ostatnią paczkę do kontenera. Potem, skierował się do swojego kumpla.

Janina Dobrzańska mieszkała w malutkiej kawalerce przy Mickiewicza. Jej mąż, Henryk zmarł już prawie pięć lat temu i od tamtej pory kobieta mieszkała sama. Dostawała emeryturę, ale prawie wszystkie pieniądze wydawała na lekarstwa i rachunki. Nie miała najbliższej rodziny. Jej jedyny syn również zmarł dziesięć lat temu na raka. Pani Dobrzańska strasznie przeżyła wówczas jego śmierć. Pani Janina rzadko kiedy wychodziła z domu. Miała problemy z chodzeniem, poruszała się o lasce. Była emerytką. Czasem decydowała się iść do sklepu, albo do kościoła. Dziś czekała na świąteczną paczkę. Rano zadzwoniono do niej i poinformowano, że jeszcze przed wieczorem otrzyma to, co zamówiła. Potrzebowała wszystkich rzeczy, które były jej potrzebne do przyrządzenia dla siebie małej wigilijnej wieczerzy. Wydała na ową paczkę ostatnie pieniądze. Pani Janina spojrzała na zegar w kuchni. Pokazywał czternastą. Zaczęła się denerwować. Dlaczego wciąż nie było chłopaka, który przywiezie jej paczkę świąteczną? Posmutniała. Wyobraziła sobie najpiękniejsze święta w roku spędzone bez wieczerzy. A póki nie dostała paczki, takie myśli też przychodziły jej do głowy.

Zbigniew siedział w pracy przy komputerze. Zapisywał jakieś informacje, ale co jakiś czas spoglądał na zegarek. Zastanawiał się, kiedy przyjdzie osoba, na którą czekał. Nagle ktoś zapukał do drzwi.

- Proszę - odezwał się głośno mężczyzna.

W gabinecie zjawiła się jego sekretarka.

- Przed chwilą był jakiś kurier. Przywiózł jakiś list dla pana, panie dyrektorze - odezwała się kobieta. - Dziękuję.

Zbyszek otworzył kopertę. Znajdowała się w nim jakaś kartka i kilka zdjęć.

„Drogi Zbigniewie! Wiem o wszystkim. Chodzi mi o twój romans. Od dłuższego czasu obserwowałem cię, i mam na to dowody. Zapomniałeś już o swojej żonie, która bardzo cię kocha. Dam ci szansę. Dzisiaj jest Wigilia. Możesz jeszcze jechać do niej, przeprosić za spóźnienie i w dobrym nastroju jechać do swojej szwagierki na kolację. Ona o niczym nie wie. Jeśli tego nie zrobisz, będę musiał wysłać jej drugi komplet zdjęć, który dołączyłem. Mam nadzieję, że dokonasz właściwego wyboru, a wtedy zapomnimy o całej sprawie. Wesołych świąt!”

Zbyszek był zszokowany. Nie miał pojęcia, kto jest autorem listu. Ale wszystko się zgadzało. Co do joty. Nie mógł w to uwierzyć. Popatrzył jeszcze na zdjęcia, które ktoś dołączył. Zobaczył na nich siebie z jego kochanką w różnych miejscach. Nie zastanawiał się zbyt długo. Wyłączył komputer, wziął swoją marynarkę i skierował się do wyjścia. W tym samym momencie do jego gabinetu, weszła jakaś młoda i piękna kobieta.

- Witaj, Zbyszek- podeszła do niego i próbowała pocałować - Czekałeś na mnie...

Mężczyzna odsunął się od niej.

- Coś się stało? Co się dzieje? - nie rozumiała kobieta. - Bardzo się spieszę. Żona na mnie czeka... - Nigdy się tym nie przejmowałeś. Sekretarka już poszła, zostaliśmy tylko we dwoje... - Przestań, muszę jechać! - O czym ty mówisz? - zaczęła się do niego zbliżać. - Z nami koniec.…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych