Światło
a jednak ciemność
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Światło. Oślepiający punkt. Kołysząca się lekko gwiazda północna, migocąca tylko w mojej głowie, bo tak na prawdę nie migotała. Światło kołysało się ruchami wahadła. Unosiło się z przyspieszeniem w prawo, by zaraz leniwie opaść na środku i znowu, trochę energiczniej unieść się w przeciwnym kierunku. Kołysało się i kołysało, jakby chciało uśpić mnie jak niemowlę. Lecz nagle, całkowicie niespodziewanie zmieniło kierunek. Moje zaskoczenie trwało jednak ułamek setnej części sekundy, bo zastąpiła je wnikliwa obserwacja nowej drogi światła - z najwyższego punktu swej wahadłowej drogi, wychodząc poza łuk ruchu, zakręciło się i pochyliło lekko do przodu, by zaraz opaść w tył, przebyć jeszcze raz króciutką drogę ku przodowi, i znowu trochę do tyłu, do przodu, trochę bliżej, trochę dalej, do przooodu, do tyyyyłu, do przodu, do tyłu, do prz, do ty, do, d, , . Zatrzymało się. Przyglądałam się mu zmrużonymi oczyma. Wypatrywałam go przymykając lekko powieki i wytężając wzrok. Kołyszące się światło hipnotyzowało mnie swoimi powolnymi ruchami, za którymi powolnie pomykały moje zgaszone, w porównaniu do niego, źrenice. Dopiero, gdy punkt się zatrzymał dojrzałam, że jest to zawieszona na cienkim kablu żarówka. W rozżarzonej, jasnej kuli spierały się potwory wszechświata – siła i światło. Napierały na siebie tak bardzo, że przerażająco gorące, parzące oczy, skórę i język smugi światła zdawały się uciekać w chaotyczną gonitwę za mrokiem, którego uwięzić ostatecznie nie zdołały. Chciałam unieść się do góry i złapać żarówkę w dłonie. Poczuć ognisty prąd, raniące mnie niebieskie języki. Ale nie mogłam. Siedziałam na krześle, a moje ciało było jak z ołowiu. Przytwierdzone do metalowego podłoża. Gorącego z zimna. Ciążącego swą lekkością. Zdołałam tylko powoli i ospale podnieść się z oparcia. Moje ciało to kamień, barki ważą tony. Niezauważenie zaczęłam obracać się w prawo, by chwycić prawą ręką stalowe oparcie krzesła. Nikt nie mógł przecież zobaczyć, co robię. Jakbym udawała, że śpię, a moje ruchy to wynik złego snu, podświadomej i pierwotnej potrzeby wygodnego ułożenia się w niewygodnej przestrzeni. Chwyciłam dłonią metalicznie surowy brzeg oparcia, pełny chropowatej rdzy pod delikatnymi jeszcze opuszkami moich palców. Powoli zaczęłam przesuwać również lewą rękę, by złapać oparcie z jednej strony, dłoń pod dłonią. Ręka zwolnionym tempem przecinała gęste, brudne powietrze. Dotknęła mroźnej jak lód stali, lekkiej, lżejszej nawet od powietrza. Otoczenie było parne, jakby księżyc w jednej sekundzie udusił się we mgle. Rozum zasnął, aby obudziły się demony. Ciężki pył zdawał się osiadać na mnie, jakby zło całego świata kładło na mnie swoje masywne ciało, jakby oparło na mnie swe wielkie, połamane skrzydła. Bojąc się nie wiadomo dokładnie czego, a wiedząc tylko, że jest to upiorne i może mnie zabić, zebrawszy w jednym momencie powalającą ilość energii czerpanej z próżni, która była we mnie, ścisnęłam z całej siły dłonie na oparciu, napięłam całe ciało i szybkim ruchem, od czubka głowy, rzuciłam się lekko w tył by wziąć zamach i zaraz potem w dzikim szale rzucić się do przodu i wbić zęby w metalową poręcz. Ugryzłam ją z całej siły, dociskając łamiące się zęby. Gryź, gryź, jakby to miało cię uratować. Metal robił się coraz twardszy z każdym ugryzieniem, naprężał z niewyobrażalną mocą swoje płaskie muskuły. Niepozornie zwyczajne, stalowe krzesełko, miażdżyło teraz moje zęby, które kruszyły mi się w buzi. Czułam ich kawałki w ustach. Zmielony, gorzki pył, który ostawał się na polikach i mieszał ze śliną. Tracąc je traciłam również siłę, która mimo nieznanego źródła była potężna i mogła zdziałać wiele. Zyskiwał ją teraz metal, który jeszcze usilniej pozbywał się moich zębów. Czy w takich chwilach się płacze? Płacze się nad swoim losem, uszczerbkiem na zdrowiu, ranami w…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil alktaurion
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…