Wróć do katalogu

"Świetlisty Zmierzch" cz.4

...zaczęło się. Niespodziewane wydarzenie, którego nikt nawet w najgorszych proroctwach nie przewidział wkrótce wstrząśnie całą społecznością Miasta. Zapraszam także do czytania poprzednich części.

Rielin Erowlen, opublikowano , 11 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

*** O Mieście można powiedzieć wiele rzeczy - na przykład to, że jest brudne, że szerzy się bieda, że liczba szczurów przewyższa liczbę mieszkańców. I wiele innych temu podobnych oskarżeń. Jednak jakim by się sceptykiem nie było, jak bardzo by się tej metropolii nienawidziło, ilu by się krain nie widziało, po prostu trzeba przyznać, że Miasto nocą to jeden z najpiękniejszych widoków świata. Roziskrzone milionami gwiazd niebo i światło ozdobnych ulicznych lamp w połączeniu z fantazyjnymi kształtami dachów budynków dawało piorunujący efekt. Tej nocy niebo było szczególnie piękne, światło ulicznych latarni dawało jeszcze wspanialszy blask niż zwykle, a spiczaste dachy domów omiatane lekkim nocnym wietrzykiem wyglądały, jakby się poruszały... żyły własnym życiem... KLAK! KLAK! Odgłos uderzania butów o dachówki wibrował w powietrzu jak rezonans, po czym niknął w szumie lekkiego, świeżego powiewu nocy. KLIK! KLAK! Na tle nocnego nieba rozjarzonego tysiącami gwiazd przemknął cień postaci przeskakującej z dachu na dach w sobie tylko znanym kierunku. Mimo, że postać poruszała się z dużą szybkością, żadna dachówka nie spadła na ziemię ani nawet nie obluzowała się. Chłopak ubrany był w czarny płaszcz z naciągniętym na głowę kapturem spod którego błyszczało dwoje zielonych oczu wypatrujących pewnego miejsca, gdzie najlepiej postawić stopę. Chociaż przemieszczając się w taki sposób musiał być bardzo skoncentrowany, myślał o czymś intensywnie.

"Cholera... spierdoliłem akcję, niedobrze... Pewnie będzie bura od starucha. Ale... jest jeszcze ten kamyczek dziwny... Ciekawe po co im takie coś...? Jeżeli faktycznie chcą odprawić ten chędożony rytuał..."

Przez chwilę miał wrażenie, że ktoś go obserwuje. Rzucił szurikenem w miejsce, gdzie wydawało mu się, że widzi przyczajoną postać. Odpowiedzią na cios był okropny skrzek i na ziemię spadł martwy kot. Był czarny. Nie zważając na incydent Edain mknął nadal przed siebie.

"...jeżeli chcą odprawić ten chędożony rytuał potrzebują jakiegoś nadajnika, który przekieruje Martwą Czakrę w pojemnik. Może to właśnie...? Z drugiej strony pierwszy raz słyszę, żeby nadajnik mieścił się w czymś pochodzenia naturalnego... Zawsze był to jakiś pierścień... albo kunai... ale żeby kamień...?"

Tak rozmyślając dotarł tam, gdzie chciał dotrzeć. Spojrzał na obskurny, dwupiętrowy budynek z czerwonej cegły, która po tylu latach ciągłego zużycia bardziej przypominała osmalone pustaki niż cegłę.

"Co się odwlecze to nie uciecze..."

Zeskoczył z dachu budynku i cichutko wylądował przed podrapanymi, drewnianymi drzwiami.

"Jak mus to mus, Dziadku..."

*** I nie było demonicznego uśmiechu. W ciemnościach błysnął zakrwawiony kieł, niczym groźba i przepowiednia dla nadchodzących właśnie czasów smutku i rozpaczy... Ząb zatoczył w powietrzu krąg. Wściekłość uwolniona z więzów umysłu jeszcze przed chwilą wielka, groźna i majestatyczna - teraz przygasała i nikła. Postać zaczynała odzyskiwać nad sobą panowanie. Pochyliła się w stronę ciała swojej ofiary wiedziona niedającym się przytłumić przeczuciem i zaczęła przeszukiwać zwłoki za czymś czego nie spodziewała się znaleźć. Po chwili bezowocnych poszukiwań znalazła wreszcie coś, co pozwoliło jej znowu uwolnić wielkie uczucie jakże przeciwne do tego, co czuła poprzednio. Radość. Wielka, chorobliwa radość na widok szarego, błyszczącego kamyczka trzymanego w ręce, którego blask teraz słaby zanikał z każdą sekundą. Postać przyglądała się kamyczkowi, który po kilku minutach coraz słabszego świecenia zgasł zupełnie. Jako, że pomieszczenie straciło ostatnie źródło światła, Postać mogła tylko wyczuwać ręką to ,co działo się z kamieniem - zmienił swoją fakturę i miękkość. Stał się wilgotny i w pewien sposób ohydny.

"Ty, które swą mocą napędzasz Czerwoną Rzekę staniesz się kamieniem węgielnym nowego świata... Niechaj zapanuje Zmierzch!"

W komnacie zabrzmiał zimny, złowieszczy śmiech tak inny od ciepłego miłego chichotu, który słyszy się na co dzień. I znów na twarzy tajemniczej postaci zagościł okropny, demoniczny uśmiech pełen okrucieństwa i przemocy, jakie obserwowane były tylko na dnie Otchłani.

*** Tuż obok głowy czarnowłosego chłopaka przeleciał mały, szary kamyczek trafiając w sam środek otwartego na oścież okna. Przelatując jakieś czterdzieści metrów nad dachami domów trafił tam, gdzie miał trafić - między oczy burego kota wylegującego się obok komina ślicznego, małego domku z czerwoną dachówką. Kot miałknął przeraźliwie i uciekł z szybkością, która zadziwiłaby niejednego sprintera. Edain zastygł w bezruchu z wyrazem krańcowego zdziwienia na twarzy. Nie myśląc ani chwili podbiegł do okna i spojrzał przez nie. Zdążył zobaczyć błysk w oku kota znikającego z nieprawdopodobną szybkością w mroczny zaułek. Odwrócił twarz w kierunku, z którego nadleciał kamień. Zobaczył starca z bujną, białą brodą wyraźnie zadowolonego z własnej celności. Chłopak, gotowy rozszarpać go z wściekłości wyrzucił: - Co... Coś ty najlepszego narobił! TO BYŁ NADAJNIK! WYRZUCIŁEŚ NADAJNIK!!! Ty stary... - Zamknij japę, Edain. To nie był żaden nadajnik, głąbie. - Jak... jak to nie! Przecież chcą odprawić rytuał Dziecka Otchłani! Muszą mieć nadajnik, żeby przekierować Martwą Czakrę na pojemnik! - Idiota... - stwierdził spokojnie starzec zasiadając za…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych