"Świetlisty Zmierzch" cz.5 Ostatnia
...ostatni akt... Wszystko rozstrzygnie się pewnego pięknego, letniego poranka. Tuż po wschodzie słońca...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Edain z trudem oddychał wśród tumanów kurzu, które podniosły się z rozoranej przez gruzy budynków ziemi. Na horyzoncie uwidaczniała się pomarańczowo-czerwona łuna wschodzącego właśnie słońca. Coraz wyraźniej pojawiał się zarys gruzowiska domów, które jeszcze niedawno były całkiem ładnym osiedlem. Widok połamanych dachów, przewalonych ścian, wybitych okiennic, cegieł tu i ówdzie zbroczonych krwią właścicieli domów przysporzył chłopaka o mdłości. Powoli opadała kurzawa ukazując istotę o energii tak potwornej i przytłaczającej, że Edaina przeszły ciarki. Cieniotwórca nie przypuszczał, że energia ta mogłaby pochodzić z tego świata. I miał rację.
„Jestem przeklęty…! Chciałem wiedzieć więcej… czuć lepiej…! Skazany na wieczne zapomnienie… wśród czarnych chmur, spijam starte na proch marzenia głupców…!”
Głos przypominał drapanie ostrych pazurów o szkolną tablicę lub ocieranie się dwóch kawałków styropianu o siebie… lub jakiś równie nieprzyjemny dźwięk, sprawiający, że ręce same rwą się, aby zatykać uszy. Edain nawet nie próbował powstrzymywać się przed tym, lecz niewiele to poskutkowało – nadal słyszał dziwne i przeklęte słowa wypluwane przez potwora.
„Padół smutku… studnia łez… czasów naszych nastał kres… Cholera!!! Zostaw mnie w spokoju!!! Teraz moja kolej debilu!...”
Chłopak nie mógł już słuchać tego żałosnego skomlenia. Przygotował krótką czarną katanę i przyjął niską pozycję bojową, przerzucając ciężar ciała na lewą nogę. Z uwagą czekał aż obłok kurzu opadnie i ukarze mu swojego przeciwnika. Nie czekał długo, lecz gdy pył zniknął, żałował, że nie ma go dwadzieścia kilometrów stąd. Dziecię Otchłani z grubsza przypominało człowieka. Miało dwie ręce, dwie nogi, głowę i coś co wyglądało na grubą błonę. Na tym podobieństwa się kończyły. Potwora okrywała zgniło pomarańczowa skóra, której poszczególne płaty poprzyszywane były do siebie czarnymi, ohydnymi nićmi. Spomiędzy szczelin wyciekała powoli zatęchła, ciemnoczerwona krew. Dłonie i stopy poucinane na wysokości stawów zaszyte zostały tą samą obrzydliwą skórą. Na łysej jak kolano głowie zawiązano mu czarną opaskę zasłaniającą oczy i nos, spod której sączyła się czerwonawa maź. Na opasce wyszyte srebrną nicią zostały tajemnicze znaki zapomnianych alfabetów. Stwór grzmocił w nią raz po raz, jakby próbując ja zedrzeć, lecz dłonie bez palców skutecznie mu to uniemożliwiały. Z bezkształtnych ust ziała przerażająca pustka. Na klatce piersiowej Dziecię posiadało dziurę wielkości ludzkiej głowy, a w niej, przymocowane pięcioma srebrnymi łańcuchami, biło w szaleńczym tempie czarne, ohydne serce. Edaina na ten widok przeszła gwałtowna fala mdłości i obrzydzenia. - Co to, kurwa, jest? – zaklnął. Chłopak nie zdążył jeszcze otrząsnąć się z szoku, kiedy poczwara zaatakowała bez ostrzeżenia. Mimo, iż jeszcze przed chwilą ruchy potwora wydawały się nieudolne i ociężałe, teraz skoczył do niego z szybkością i zręcznością kota. Edain tylko dzięki niesamowitemu refleksowi i instynktowi uskoczył w ostatnim momencie. Odruchowo zamachnął mieczem trafiając potwora w rękę, co jednak nie przyniosło żadnego efektu. Rana, z której wypływała gęsta krew zdawała w ogóle nie przejmować Dziecięcia. Przed następnym ciosem nie udało mu się wykonać uniku. Zamiast tego zasłonił się kataną, mrucząc inkantację Eterycznej Sztuki Wzmacniania Kończyn. Siła ciosu była tak wielka, że chłopaka wyrzuciło na jakieś dziesięć metrów. Jakimś cudem nie upadł, ale musiał się podeprzeć lewą ręką. Prawą ściskał z trudem rękojeść miecza. Atak wybił mu nadgarstek ze stawu, ogromny ból przeszył mu rękę aż do ramienia. Nie czekając na kolejny cios Edain zamierzał szybko oddalić się na bezpieczną odległość. Potwór posłał za nim spory kawał gruzu, który jednak chybił uderzając w osamotnioną ścianę zburzonego budynku. I choć chłopak umknął przed pociskiem, nie zdołał uciec przed odłamkami, które poraniły mu nogi i prawą rękę. Syknął z bólu, ale nie miał zamiaru się poddać. Lewą ręką wyciągnął z kieszeni dwa sztylety i posłał je w kierunku stwora. Maszkara nawet nie drgnęła, kiedy żelazo wbiło mu się w nogę i w brzuch. - Szlag by to… - mruknął Edain, jednocześnie wyjmując z kieszeni zawiniątko, w którym znajdował się bandaż nasączony żółtym płynem. Odpieczętował go zębami, a następnie owinął sobie wokół nadgarstka. Poczuł gwałtowną falę ulgi zalewającą mu przedramię.
„Szlag… trzeba szybko to skończyć… Jeżeli bezpośrednio od niego oberwę, jego Martwa Czakra zareaguje z moją i to będzie mój koniec… Cholera… A jakbym tak spróbował trafić go w to serce…? Może się udać…”
A potem pomyślał:
„Nigdy nie modliłem się do Ciebie, Feotharonie… jednak dziś potrzebna mi jest twa pomoc… więc pomóż…! Proszę…”
W skupieniu zamknął na chwile oczy. Gdy je otworzył, już bez żadnego strachu i wątpliwości skoczył w wir walki z dzikim okrzykiem na ustach. ***
- Znalazło się wreszcie…! Kto by przypuszczał, że tak potężny przedmiot ukryty zostanie w schowku na mopy… - Mistrzu… musimy iść… - Ah…! Racja, Aranie. Miejmy tylko nadzieję, że nie będzie za późno… Spojrzał swymi starymi oczami w kierunku wschodzącego właśnie słońca. ***
- ZDYCHAAAAJ…!!! – wrzasnął i z całej siły wbił katanę w serce potwora, po czym szybko odskoczył uważając, żeby przypadkiem nie oberwać. Przez chwilę Dziecię zupełnie nie reagowało, jednak po chwili upadło głucho na ziemię wijąc się i plując czarną krwią. Edain chwilę przyglądał się umierającemu stworowi, drgającego w śmiertelnych konwulsjach, aż całkiem znieruchomiał. Chłopak padł wycieńczony na kolana. Wiele sił kosztowało go to zakończenie walki. Oddychał ciężko, z trudem łapiąc powietrze, powieki same się zamykały, a ręce, które wydawało mu się, że ważą przynajmniej tonę, nie chciały się podnieść. Ostatkiem sił wygrzebał małą, śmierdzącą pigułkę i wepchnął ją sobie siłą do gardła. Chwile potem poczuł niewysłowioną ulgę, wzrok mu się wyostrzył i część sił powróciła. Usłyszał cichy odgłos lądowania ludzi na udeptanej dróżce. Odwrócił głowę i ujrzał trzy postacie ubrane w czarne szaty Cieniotwórców. Każdy przepasany jedwabną wstęgą tego samego koloru, na której złotą nicią wyszyto rangę i imię posiadacza. Jedna z postaci wydawała mu się bardzo znajoma. - Dziadek… Niepotrzebnie przychodziłeś… Poradziłem sobie, jak widzisz… - Widzę, widzę… Wspaniała robota. Może i dobrze, że nie użyliśmy Berła Uwięzienia. Przyda się na gorsze czasy. Ehh… jak ty wyglądasz… Zmierzył wnuka wzrokiem i z gestem politowania pomógł mu wstać. ***
- HRRR…!!! Czwórka Cieniotwórców stanęła jak wryta. Już mieli odchodzić z pola bitwy, gdy za ich plecami rozległo się upiorne charczenie. Nikt nie miał odwagi spojrzeć do tyłu. - HRRR…!!! Edain powoli odwrócił się, a za nim zrobiła to pozostała trójka. Na usta cisnęło mu się jedno, bardzo wulgarne, lecz jakże wymowne zapytanie. - Kurwa jego mać! Co się dzieje?! Dziecko Otchłani przed chwila martwe i nieruchome, stanęło znów na nogi chwiejąc się jakby na wietrze. Z ust leciała mu zielonkawa para, jak z gotującego wodę czajnika. Potwór wydawał z siebie groźne pomruki. Jedynym, który wydawał się niezaskoczony tą sytuacją był dziadek. Przypatrywał się temu ze smutkiem i powoli odwijał szare zawiniątko wielkości ludzkiej ręki schowane za pazuchą. Edain spojrzał na niego pytającym wzrokiem. - Pamiętasz, kiedy mówiłem Ci, że to nie jest zwyczajny rytuał Przywołania? – zaczął staruszek. – Widzisz… oni zmodyfikowali jakoś proces przenikania Martwej Czakry z ofiary do Pojemnika. Po śmierci swoich ofiar wykorzystywali nie tylko ich energię, ale także dusze z nią związane. To, co teraz widzicie to zlepek dwudziestu i jednej duszy połączony z ich czakrą. Jeżeli mamy go pokonać, musimy wygnać z niego wszystkie dusze. Póki zostanie w nim chodźmy jedna, nadal będzie… -zastanowił się nad doborem słowa. – egzystował. Edain słuchał tego wywodu z wyrazem głębokiego niezrozumienia na twarzy. - Jednym słowem, żeby go zabić musimy jeszcze dwadzieścia razy przebić mu serce. - Że co?! W chłopaku wzbierał irracjonalny gniew na własnego dziadka. Z każdą sekundą obrzydzenie na widok porytej zmarszczkami twarzy starca gwałtownie wzrastało. Zanim zdążył użyć paru wyszukanych epitetów, Edain ściskał w dłoni długi, biały pręt z srebrnym grotem na końcu. Na ostrzu wygrawerowano delikatny wzorek dwojga splecionych ze sobą łabędzich skrzydeł. - Masz… i kończ, co zacząłeś. – w oczach starca pojawiła się taka troska i współczucie, pomieszane z dumą i determinacją, że gniew chłopaka rozpłynął się jak dym rozwiany przez wiatr. - Spokojna twoja rozczochrana, pierniku…! Uśmiechnął się kąśliwie, odwrócił i powolnym krokiem zbliżył się do przeciwnika. ***
- Mistrzu…? - Tak, Aranie? - Może mu pomóc…? W walce jeden na jednego będzie mu ciężko… - Ani się waż! - Ale… - zaniemówił Aran. – to twój wnuk przecież! - Właśnie dla tego nie powinniśmy… Nigdy by nam nie wybaczył,…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Rielin Erowlen
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…