Wróć do katalogu

Szaleńcze Wrota

Opowiadanie, które napisałem na konkurs organizowany przez portal Wrota Wyobrazni na temat: wrota.

samur, opublikowano , 14 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

“Szaleńcze Wrota”

Gdy otwierasz stary, rozlatujący się opasły tom jakiejś księgi zauważasz, że na podłogę wyleciał jakiś zwitek gęsto zapisanych karteluszek. Podnosisz je i czytasz...

Zapiski, które właśnie czytasz, dotyczą mojego marnego życia, a dokładniej wszystkiego, co miało miejsce tuż po moich czternastych urodzinach. Gdy to piszę, po woli dobiegam do czterdziestki i choć minął taki szmat czasu, to nadal wszystko pamiętam. Wszystko zaczęło się, jak już wspomniałem wcześniej, kiedy skończyłem czternaście lat. Tego samego dnia w nocy przyśnił mi się koszmar. Stałem w środku kręgu, który do złuszenia przypominał mi Stonehange. Wydawało mi się, że różnił się tylko wielkością. Jego średnica była znacznie mniejsza. Taki okrąg, w którym na stojąco zmieszczą się maksimum cztery osoby. Światło, które padało w sam jego środek, powodowało, że świetnie widziałem swój własny cień. Wszystko to było zamierzone, gdyż po chwili mój cień jakby się ode mnie odłączył. Stał się jakby osobną istotą. Odszedł kilka kroków do tyłu i wypowiedział pamiętliwe słowa: “Kanicjuszu, wrota są twoją przyszłością. Twą drogą różaną.” Byłem w stanie nawet zobaczyć ruch jego ust, kiedy wypowiadał te słowa. Było to niezwykłe wrażenie. Jego głos dochodził ze wszystkich stron i odbijał się gromkim echem. Kiedy ucichł i zapanowała martwa cisza, mój cień jednym szybkim susem we mnie wszedł. Poczułem, jak coś mi w środku pęka, dzieli się na pół ... i wtedy się obudziłem. Nie pamiętam, abym krzyczał, czy też wogóle się bał, a jedyne, co mi wtedy zostało, to nieznośna suchość w ustach. Jednak mój mózg nagrał to wszystko na jednej z milionów swoich kaset. Prawie codziennie odgrywał mi tę kasetę powodując mi nią niewyobrażalne tortury. Dopiero dziś wszystko ucichło w mojej głowie. Następne dni były w miarę normalne, nie licząc tych chwil, kiedy w moich myślach obrazy z koszmaru powracały. Chwile te były jednak ulotne, a po trzech, czterech dniach zaczęłém się już do nich przyzwyczajać. Spędzałem więc większość czasu, zabijając nudę, a więc oglądałem niezliczone programy telewizyjne, szperałem po internecie, gadałem z kumplami w szkole, udawałem, że się ucze, itd. Słowem normalne życie osób w moim wieku. Taki okres nie trwał jednak długo i już gdzieś miesiąc póżniej koszmar powrócił w całkiem nowej formie. Leżałem już w łóżku, czekając aż dopadnie mnie sen, aż osiągne ten błogi stan, zarówno dla ciała, jak i duszy. Wreszcie zasnęłem, ale moje myśli zbuntowały się przeciwko mnie i ani myślały o niczym nie myśleć. Znów ta sama sceneria: krąg z kamieni, w środku ja, obok mój cień, światło padało dokładnie w sam środek kręgu. Znów cień odłączył się ode mnie, po czym z wszystkich stron dochodził gromki głos. Tym razem kaźde słowo było starannie wyartykulowane, zaintonowane: Jesteś wybrańcem... Wrota to twój cel... Nie zmarnuj szansy, kiedy nadejdzie... Drugiej nie dostaniesz. Nie jestem w stanie powiedzieć, ile czasu trwałem w takim stanie świadomości: między jawą a snem. Nie pamiętam też, jak, ani kiedy, ale następnego dnia obudziłem się w łóżku rodziców. Ja, czternastoletni facet, spałem z rodzicami. Oni smacznie spali, ponieważ elektroniczny zegarek wskazywał 6:33. Nie wiem, czy wiedzieli, że z nimi spałem, a ponieważ nic potem nie mówili i zachowywali się normalnie, wnioskuję, że nawet się tego nie domyślali. Dopiero, kiedy udałem się do łazienki obmyć twarz zimną wodą, aby się wreszcie obudzić, zobaczyłem na prawej ręce, tuż pod łokciem średniej wielkości ranę ciętą. Nie była głeboka, krew także już nie leciała. Wyglądało to bardziej, jak precyzyjne cięcie chirurgiczne. Proste, idealne, a jednak rodzące we mnie uczucie strachu. Całe to zdarzenie wytrąciło mnie z równowagi. Byłem zmęczony i przestraszony. Chciałem się zaszyć gdzieś w samotności, gdzieś, gdzie będe również bezpieczny. Udanie, więc zasymulowałem chorobę, nie wstając ze swojego łóżka i skarżąc się na ból głowy i gardła. Zostałem w domu sam, jak palec i miałem nadzieję, że cały dzień spędze na zabijaniu nudy. W myślach powtarzłem, zklinałem głos, a nawet próbowałem mu grozić... Nieświadomie poczyniłem wtedy krok ku mojemu przeznaczeniu, ku miejscu, gdzie teraz jestem. Tego pamiętnego dnia moje życie na zawsze się zmieniło. W samo południe, kiedy oglądałem telewizję głosy ponownie się odezwały. Tym razem w mojej głowie rozbrzmiewała rytmiczna piosenka, a jej melodyjne, wydłużające się słowa na początku tworzyły bezsensowną papkę: Aaaabbbbyyyysssssoooolllloowwwaaććaaaabbbyyy. Trwało to chwilkę, zanim ten bełkot przerodził się w zrozumiałe słowa: Wrota są twoim celem... aaaa... Musisz się poświęcić... Wykorzystać swoją szansę... Odkręć, proszę gaz... Pozwól mi zająć się resztą... O nic się nie martw... Zrób, co ci każę... Poddałem się woli tego hipnotycznego głosu i zrobiłem dokładnie to, co mi kazał. Odkręciłem wszystkie kurki w kuchence gazowej do maksymalnego poziomu, po czym mimowolnie, jakbym był jakimś zdalnie sterowanym robotem, opuściłem szybkim krokiem dom. Uszedłem może z kilometr, idąc środkiem ulicy. Wywołałem przy okazji liczne salwy klaksonów, które jednak zostały zagłuszone przez ogromny huk. Na północnym horyzoncie zapanowała ognista łuna. Usiadłem na środku ulicy, jakby nigdy nic, wyrażnie na coś czekając. To już nie głos kazał mi czekać, to moje ciało nie słuchało mojej woli. Czułem się, jak uwięzione w klatce zwierzę, które nie wie, co się z nim dzieje. Większość zirytowanych kierowców miotała tylko przekleństwami i mnie omijała. Znalazł się jednak wyjątek. Jeden z nich miał już wyraźnie dość mojej “olewki”. Wysiadł z samochodu, usłyszałem metaliczny trzask, podeszedł do mnie i zaczął coś krzyczeć. To było niezwykłe, ponieważ właśnie wtedy w jakiś sposób się od tego odcięłem. Wszystkie odgłosy otaczającej mnie rzeczywistości docierały jak przez masywną ścianę lub filtr chałasów. Kiedy ten średniej postury mężczyzna zobaczył, że nic nie wskura swoimi krzykami, złapał mnie za koszulę. Byłem za ciężki, aby podniósł mnie jedną ręką, dlatego też postanowił pomóc sobie drugą. Zaczął zbliżać drugą rękę. Zaczął, ponieważ nigdy jej nie zbliżył... Nie mam pojęcia, co się wtedy ze mną stało, ale poczułem, jak przepełnia mnie niewyobrażalna siła. Trudno to opisać. Moje własne ręce z ogromną szybkością i siłą złapały za tę zbliżającą się rękę. Tego się na pewno nie spodziewał. Trzask kości, krzyk bólu... Mężczyzna po chwili wił się z bólu. Jakby tego było mało, moje ręce przyciągnęły tego mężczyne, zwiniętego w pozycji embrionalnej. Wtedy moja głowa zniżyła się do jego głowy, jakbym chciał go pocałować, a moje zęby boleśnie się wgryzły w jego prawy policzek. Ból, rozpacz, zdzwienie, krew i ja stojący nad tym wszystkim. Ja, wątły czternastolatek,…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych