Szatnie damskie
To już kompletna historia. O bieganiu i innych pasjach...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
SZATNIE DAMSKIE
Dopiero pod prysznicem widać, które kobiety to naturalne blondynki, a które nie. Podobnie jest z fałszywymi szatynkami i rudzielcami. Dowodem na to jest owłosienie łonowe. Zabawnie wygląda ten kontrast u farbowanych. Oczy dziwią się, natura przecież najlepiej wie jak przyozdobić kobietę, w jakim kolorze każdej z nich będzie dobrze.
Zmęczona i spocona po wyczerpującym biegu Gośka udała się do damskiej szatni, tam rozebrała się do majtek i weszła pod prysznic. Widząc jednak, że wszystkie biegaczki stały nagie, tak jak je Bóg stworzył, również pozbyła się swoich. Czuła się skrępowana stojąc tak nago wśród obcych kobiet. I jeszcze to zadziwiające odkrycie. Próbowała nie patrzeć w tym kierunku, ale wzrok samoistnie biegł w stronę gołych dziewczyn. Właśnie nałożyła obficie szampon na głowę, gdy drzwi otworzyły się. Stanął w nich mężczyzna i niewinnie spytał:
- Szukam Anety, mojej żony.
Stała najbliżej wejścia, więc zobaczył ją w całej okazałości. Zdążyła tylko przykryć rękoma najbardziej intymne części ciała. Nieproszony gość poznał ją i skierował do niej pytanie:
- Nie widziałaś Anety? - Nie, nie ma jej tutaj. Wyjdź stąd! – krzyknęła zawstydzona. - Tak. Niech pan stąd natychmiast wyjdzie! – zawtórowały jej pozostałe kobiety.
******
Poznała go miesiąc wcześniej na biegu w Zabrzu. Był to ciepły, czerwcowy dzień, bezchmurne niebo i słońce rażące w oczy. Gośka miała na sobie sukienkę w kwiaty, z trójkątnym dekoltem, do którego akurat wpadł bąk. Przerażona zaczęła piszczeć ze strachu i podskakiwać, aby owad szybciej wyleciał. Wsadziła nawet rękę pod sukienkę, aby prędzej pozbyć się bzyczącego intruza. Wyglądało to zabawnie, jakby sama, w publicznym miejscu coś tam majstrowała pod ubraniem. W tym właśnie momencie podeszła do niej Aneta z jakimś facetem i dokonała prezentacji.
- Wojtek, mój mąż – przedstawiła ich sobie – Gośka, rywalka z trasy. Poznajcie się. - Cześć – przywitał ją rozbawiony osobnik i podał jej dłoń – Aneta często o tobie mówi. Nieźle dajesz. - Cześć – odparła odwzajemniając uścisk – Jestem amatorką. Nie mam trenera, sama ustalam swój plan treningowy.
Miał ciemne okulary z jasnozielonymi oprawkami. Białą koszulkę, pod którą rysowało się szczupłe, ładnie zbudowane ciało. Do tego szare, krótkie spodnie.
- Muszę już iść do szatni. Miło było ciebie poznać – rzekła Gośka. - Mi również – odpowiedział z wyczuwalnym uśmiechem w głosie mężczyzna.
W szatni przebrała się w żółtą koszulkę i czerwone spodenki. Wygodne i sprawdzone buty. Białą czapeczkę z daszkiem chroniącą przed słońcem. Do tego obowiązkowa półlitrowa butelka z wodą. Na starcie zebrało się około stu pięćdziesięciu zawodników. Wystartowali. Piętnaście kilometrów to fajny dystans. Można zmęczyć się bardziej niż na dyszce, ale już nie tak bardzo jak na półmaratonie. Trasa w Zabrzu była urozmaicona, a teren pofałdowany, pełen długich podbiegów i zbiegów. Wytrzymałe zawodniczki lubią takie trasy, równo rozkładają wtedy siły, mają nawet rezerwę na finisz. Gośka i tym razem nie rwała się do przodu, zawsze biegła swoim tempem, a potem systematycznie połykała te niedoświadczone lub słabsze. Aneta majaczyła przed nią w oddali, jak mały niebieski punkcik. Była daleko, bo szybko wystartowała. Gośka powoli zbliżyła się do swojej rywalki, biegła równym rytmem, tuż za jej plecami, aż w końcu wyprzedziła ją na podbiegu. Stopniowo zaczęła oddalać się od koleżanki i zostawiła sobie jeszcze siły na ostry finisz. Pierwszej nie udało już się dogonić, ale drugie miejsce w generalce to bardzo dobry wynik, szczególnie dla amatorki. Aneta wpadła na metę dwie minuty po Gośce.
- Gratulacje, dla was obu - powiedział czekający na mecie Wojtek. - Gośka, ale ty mocna byłaś dzisiaj – dodała Aneta. - Dobrze mi się biegło. Lubię taką trasę. - Padam z nóg. Idę się przebrać – powiedziała czerwona na twarzy Aneta. - Poczekaj! Pójdę z tobą – Gośka podążyła jej śladem pijąc wodę z otrzymanej na mecie butelki. - Spotkamy się za godzinę na dekoracji – rzucił im na odchodne Wojtek.
W szatni Aneta zaczęła wypytywać Gośkę o szczegóły treningu. Ile razy w tygodniu biega? Czy stosuje interwały? Podbiegi? Wszystko chciała wiedzieć, najwidoczniej przegrana utkwiła jej w głowie jak zadra w palcu. Gośka nie potrafiła jej zbyć, a Aneta drążyła temat w nieskończoność, wszystko pod przykrywką nieszczerego uśmiechu.
- No powiedz - męczyła Gośkę – Co zmieniłaś? - Nic. Po prostu schudłam kilka kilogramów i lżej mi się biega. - To widać. Niezła z ciebie laska się zrobiła. - Nie przesadzaj – Gośka czuła się już zakłopotana tą rozmową – Zbierajmy się, za chwilę dekoracja.
Zaczęło się nagradzanie zwycięzców. Najpierw generalka mężczyzn, potem kobiet. Kolejno wstępowały na podium, wywoływane po nazwisku, z podaniem ich czasów. Jakaś nieznana pierwsza (1:08:14), potem Gośka (1:11:32), a jako trzecia Aneta (1:13:15). Organizatorzy wręczyli puchary i inne trofea. Wojtek stał naprzeciwko, wśród innych fotoreporterów i robił zdjęcia swoim smartfonem. Gdy zeszły z podium objął obie, Gośkę i Anetę, i poprosił kogoś o pamiątkową fotkę. Gośka poczuła, że silnie obejmuje ją w talii, zbyt mocno przyciska do siebie i to w obecności żony. Gdy tamta oddaliła się już ze swoim pucharem Wojtek nadal, jakby w transie, ściskał Gośkę.
- Jestem pod wrażeniem – dodał skwapliwie - Dobra jesteś. Lepsza od Anety. - Dziękuję – odrzekła skromnie Gośka – Sama jestem zaskoczona. Pierwszy raz z nią wygrałam. - Zaimponowałaś mi – dodał wyraźnie lustrując jej nogi i biust. Bezpardonowo jak samiec, wysportowany i pewien swoich wdzięków macho. - Muszę już iść. Spóźnię się na pociąg do Katowic. - Podwieziemy cię. Poczekaj zawołam Anetę, żeby się zbierała.
W samochodzie siedziała na tylnym siedzeniu za kierowcą, który – jak widziała – obserwował ją w lusterku. Ich oczy spotykały się wielokrotnie, zbaczały w bok, by za chwilę jak magnez powrócić do siebie. Chemia, tak działała chemia wzajemnego zauroczenia. Aneta na szczęście nic nie zauważyła, całą drogę szczebiotała o „dupie marynie”, a obok niej toczył się dialog bez słów. Rozmowa oczu.
Dojechali do dworca, odprowadzili Gośkę na peron i pożegnali jak starzy, dobrzy znajomi, z przytuleniem i pocałunkiem w policzek. W pociągu Gośka myślała o Wojtku, czegoś tu nie rozumiała. Miał przecież żonę, a dawał jej niedwuznaczne sygnały zainteresowania. Spodobał jej się zewnętrznie, jego zachowanie również. Biła od niego pewność siebie, taka męska przebojowość i zaradność. Wiedział czego chce.
W drodze powrotnej do domu, w samochodzie Aneta nieustannie gadała, tym razem o Gośce. Tak po babsku plotkowała o niej, mówiła dobre i złe rzeczy, z przewagą tych drugich. Że ona nie powinna z nią wygrać, jakim on był trenerem, że do tego dopuścił. Że Gośka kiedyś była znacznie grubsza i nigdy by jej nie dogoniła. Że chłopak ją zostawił i dlatego tak schudła. Że... Wojtek wyłączył się całkowicie, nie słuchał monologu zawiedzionej i złośliwej żony. Myślał o Gośce, jak wpadała na metę, o finiszu, gdy jej zgrabne nogi mknęły do przodu jak u długonogiej antylopy. A piersi ze sterczącymi sutkami unosiły się i opadały w rytm jej kroków. Wspominał jej spojrzenie tryumfu, gdy stała na podium trzymając w ręku puchar i uśmiechała się do fotografa – może do niego? Nie znał jej, nie wiedział o czym myśli. Jej enigmatyczny uśmiech i oczy w kolorze fiołków były dla niego zagadką.
*****
Mijały tygodnie. Wojtek jeździł z żoną na każde weekendowe zawody, mając skrycie nadzieję, że spotka tam Gośkę. Myślał o niej dużo i często. Relacja z Anetą stała się jakaś nerwowa, pełna uszczypliwości, rozdrażnienia, wręcz rozczarowania. Ich pożycie seksualne nigdy nie było tak nieudane i pełne obustronnej frustracji. W intymnych sytuacjach Wojtek myślał o Gośce. Wyobrażał sobie, że to z nią się kocha, pieści jej uda i piersi. Pragnął jej, zżerała go tęsknota. Relacje małżonków stały się napięte. Aneta nie znała przyczyny zmiany w zachowaniu męża. Wojtek wypytywał o Gośkę częściej niż zwykle: Dlaczego jej nie było na zawodach? Co u niej słychać? Anetę nie dziwiły te pytania, sama była zaskoczona nieobecnością i milczeniem rywalki.
Wszyscy troje spotkali się dopiero na dziesiątce w Gliwicach, w biurze zawodów przy odbieraniu pakietów startowych.
- Cześć Gośka! Co się z tobą działo?! – huknęła Aneta swoim donośnym głosem. - Cześć wam. Zrobiłam sobie przerwę - odezwała się cicho Gośka. Cmoknęła Anetę w policzek i wyciągnęła rękę do Wojtka. On zignorował jej rękę i też ją pocałował. Oboje patrzyli na siebie nienasyconym, pełnym tęsknoty wzrokiem.
Gośka oblała się rumieńcem pod obstrzałem spojrzeń Wojtka. Myślała, że to głupie zauroczenie, zgodnie z powiedzeniem: "Co z oczu to z serca...", już jej przeszło, jednak nie tym razem. Nieposłuszne serce mocniej zabiło, a nogi były jak z waty. Jak ona dziś pobiegnie dziesiątkę na tych giętkich nogach i na dodatek w taki upał. Aneta na pewno ostro trenowała i odbije sobie przegraną w Zabrzu, podczas gdy ona zrobiła przerwę w treningach i myślała o właścicielu okularów w zielonej oprawie. I całej tej beznadziejnej sytuacji w jakiej się znalazła. Nie tak dawno przeżywała rozstanie z Markiem – byłym już narzeczonym, z którym mieli wspólne plany na przyszłość. Potem pojawiła się ta druga i wszystko rozpadło się, pękło jak bańka mydlana. A teraz marzyła, tylko, że o... żonatym mężczyźnie i mężu koleżanki.
Wojtek nie mógł oderwać wzroku od Gośki. Wpatrywał się w nią dosłownie jak „sroka w gnat”. Jego wyobrażenia o niej urealniły się. Wydała mu się już nie tylko zgrabna i pociągająca, ale po prostu piękna. Musiał za nią tęsknić jak wariat albo pomieszało mu się w głowie od tego upału.
- Wojtek! Halo! Tu ziemia! - wyrwał go z zadumy głos żony – Idę się przebrać. Spotkamy się na stadionie. - Dobrze – szybko odpowiedział żonie, a do Gośki dodał jeszcze – Powodzenia na biegu. Będę trzymał kciuki. - Dziś nie czuję się na siłach, ale dziękuję – uśmiechnęła się Gośka i poszła za Anetą.
Jaka ja jestem głupia – dręczyła się myślami Gośka - Zakochać się w żonatym facecie i na dodatek mężu koleżanki z trasy. Trzeba mieć nierówno pod sufitem. Zero logiki i zdrowego rozsądku. To przecież bez sensu, to droga donikąd.
Aneta wystartowała jak gazela i równie szybko, jako pierwsza, dobiegła do mety. Gośka biegła wolniej niż zazwyczaj i wbiegając na metę była dopiero ósma wśród kobiet. Nie była w formie, nie zależało jej na tym biegu. Była szczęśliwa, że zobaczyła Wojtka, ale miała też chłodną świadomość beznadziejności sytuacji, męczyły ją rozterki i wątpliwości. Zrozumiała że, błędem było jej pojawienie się tutaj. Nie powinna w ogóle bywać na zawodach i raczej unikać wszelkich spotkań z obiektem jej marzeń. Usiadła na trawie w cieniu drzew, wypiła butelkę wody, a potem poszła do szatni damskiej wziąć prysznic. Nigdzie nie widziała Anety.
Pod natryskiem, gdy już oswoiła się z nagością obcych kobiet, rozmyślała o Wojtku. Co on o niej myślał? Czy w ogóle...? Potem jego niespodziewane wtargnięcie do jaskini kobiet. Jak ona spojrzy mu w oczy, gdy spotkają się w świetle dziennym? Przecież widział ją całą, nagą. Była tak zagubiona, że sama nie wiedząc kiedy, rozpłakała się. Szybko dokończyła kąpiel, przebrała się, wzięła torbę i ruszyła na dworzec. Chciała zniknąć, najszybciej jak się da. Męczyła ją bardzo ta sytuacja. Nagle zadzwonił telefon, to była Aneta:
- No gdzie ty jesteś? Zajęłaś trzecie miejsce w kategorii wiekowej! Wołają cię! - Jestem na dworcu. Kupiłam już bilet na pociąg do Katowic. Za pięć minut odjazd. - Szkoda. Będziesz za tydzień na piętnastce w Kędzierzynie – Koźlu? – spytała jeszcze Aneta. - Mam taki zamiar. Aha, gratuluję pierwszego miejsca. - Dziękuję. Do zobaczenia w sobotę.
Powoli na peron wtoczył się pociąg. Katowiczanka zajęła miejsce przy oknie i rozpłakała się kolejny raz tego dnia.
*****
Kilka dni później Gośka dowiedziała się, że Aneta złamała nogę i była w gipsie. Z jednej strony żal jej było koleżanki, bo dla zawodnika kilkumiesięczna przerwa to duże zaległości do nadrobienia. Z drugiej jednak strony poczuła ulgę, że nie będzie spotykać Wojtka i łatwiej o nim zapomni. Od kilku tygodni, co wieczór, idąc spać myślała o nim. Odtwarzała w pamięci ich spotkania, przypominała sobie rysy jego twarzy, budowę ciała, gorące spojrzenie jakim ją obdarzał, jego uścisk i szorstki policzek, gdy ją całował. Potem długo nie mogła zasnąć i obserwowała księżyc płynący po niebie. Podczas tych bezsennych nocy wędrowała po domu. Nie mogła znaleźć sobie miejsca, ani ukojenia dla swoich wzburzonych uczuć.
Zawody zwykle odbywały się w sobotę. Tego ranka była spokojniejsza i dojechała na czas pociągiem z Katowic. Odebrała koszulkę wraz z numerem startowym i zmierzając do szatni damskiej nagle zatrzymała się. Po prostu stanęła jak wryta. W jej kierunku szedł Wojtek.
- Co ty tutaj robisz?! – spytała zaskoczona. - Cześć Gosiu. Przyjechałem na bieg – odparł zwyczajnie. - Cześć Wojtek – przywitała się zauważając swoją gafę – A co z Anetę? - Została w domu. Nic jej nie będzie – po chwili dodał ciszej - Chciałem cię zobaczyć. - ??? – niewypowiedziane słowa Gośki zawisły w powietrzu. Jej oczy pytały go co to znaczy. - Później ci wytłumaczę – wyjaśnił Wojtek – Teraz nie ma czasu. Trzeba się przebrać i zdążyć na start.
Gośka odżyła w środku. Serce zaczęło walić ze szczęścia jak szalone. Czyżby to dla niej tutaj przyjechał? Powiedział przecież, że chciał ją zobaczyć – zastanawiała się.
Spotkali się na starcie. Wojtek pobiegł szybko, Gośka także całkiem nieźle sunęła do przodu, niesiona na skrzydłach emocji i rozbudzonych ponownie marzeń. Biegła żwawo, by jak najprędzej dotrzeć do mety i wreszcie usłyszeć, co chciał jej powiedzieć. Zajęła trzecie miejsce w generalce kobiet. Wojtek już na nią czekał. Pogratulował jej, a ona z wdzięcznym uśmiechem przyjęła jego słowa. W szatni wzięła szybki prysznic nie zwracając już uwagi na kobiety i kolory ich włosów. Śpieszyła się na dekorację i spotkanie z Wojtkiem. Nagrody zostały wręczone, a impreza powoli dobiegała końca. Było jeszcze losowanie, ale darowali je sobie.
- Jestem samochodem – zaczął Wojtek – Chodź, odwiozę cię do domu. - Nie musisz. - Ale chcę! – odparł zdecydowanie. - Dlaczego? - Chcę spędzić z tobą trochę czasu. Myślałem o tobie... - Naprawdę? - Tak. Naprawdę.
Opuścili miasto Kędzierzyn – Koźle i wjechali na szosę wiodącą przez las. W samochodzie leciały piosenki Ewy Bem z pięknej i nostalgicznej płyty: "Mówię tak, myślę nie".
- Chciałabym spróbować... - zaczęła Gośka. - Proszę, nic nie mów – uciszył ją Wojtek.
Prowadził w milczeniu, później nagle skręcił w leśną drogę. Zatrzymał auto, wyłączył silnik i spojrzał na Gośkę. Ich oczy pełne tęsknoty spotkały się, głowy zbliżyły do siebie, a usta połączyły w długim, namiętnym pocałunku. Oderwali się na moment od siebie, by za chwilę znów zachłannie się całować. W samochodzie zrobiło się jakoś ciasno i gorąco.
- Może się przejdziemy? - zaproponował Wojtek. - Tak, wyjdźmy.
Szli w milczeniu. Trwała niema rozmowa oczu, słowa nie były potrzebne. Ich ciała szukały bliskości, pragnęły zbliżenia. Rzucili się na siebie wygłodniali, instynktownie jak zwierzęta, a nie jak aktorzy grający namiętność na scenie. Ogarnął ich szał długo skrywanego uczucia. Wojtek przyparł Gośkę do grubego pnia drzewa i całował oczy, usta, szyję, powoli schodząc coraz niżej. Wiedziała już, że na tym się nie skończy. Pragnęli tego równie mocno.
- Nie tutaj. Poszukajmy innego miejsca – zaoponowała ostatnim głosem rozsądku. - Ach, no dobrze – westchnął on głośno.
Wkrótce znaleźli zacienioną, leśną polankę otoczoną starymi dębami. Porośnięta była grubą warstwą miękkiego mchu. To było wygodne i ustronne miejsce, którego szukali. Zatracili się całkowicie i zapomnieli o otaczającym świecie. W milczeniu poznawali swe ciała, czułe miejsca, wzajemne reakcje i ciche odgłosy. Nikt im nie przeszkadzał, żaden zwierz, człek, ani ptak. Stare drzewa rozłożyły szeroko liście i przyjaźnie skryły ich tajemnicę. Leżeli potem wtuleni w siebie, szczęśliwi i zaspokojeni. W lesie zaczęło ściemniać się.
- Chyba musimy wracać – wyszeptała Gośka – Aneta może coś podejrzewać. - Dobrze. Zbierajmy się – niechętnie zgodził się Wojtek.
Trzymając się za ręce wrócili do samochodu. Wojtek zobaczył w telefonie pięć nieodebranych połączeń od żony. Musiał szybko coś wymyślić i nie brzmieć zbyt radośnie.
- Skończyło mi się paliwo w samochodzie – zaczął - Musiałem go pchać kilka kilometrów do najbliższej stacji. Nikt się nie zatrzymał, gdy machałem. - Kiedy będziesz?! – krzyczała do telefonu Aneta. - Zjem coś jeszcze na stacji, odpocznę i wracam do ciebie.
Rozłączyła się, jak to miała ostatnio w zwyczaju. Zobojętniał już na to. Była z nim Gosia, a to było teraz najważniejsze. Włączył płytę Ewy Bem, która brzmiała teraz inaczej, radośniej i szczęśliwiej. Zamyśleni i zasłuchani mówili niewiele. Odwiózł ją do domu i niezwłocznie wyruszył do Tychów, do żony.
*****
Wojtka męczyły wyrzuty sumienia. Nie dlatego, że zdradził żonę, robił to…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Sylwiana
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…