Wróć do katalogu

sztuka latania

niewidoma dziewczyna, pies, bliźniaki...czyli że nigdy nie jesteśmy sami a marzenia czasem się spełniają;) proszę o szczere opinie bardzo mi na tym zależy...

lady shadow, opublikowano , 2 godz. 54 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Dzień 11 kwietnia był niezwykle ciepły i pogodny, jak na tę porę roku. Jednak Ola nie zwracała na to najmniejszej uwagi. Przed chwilą z pokoju babci wyszedł z nietęgą miną lekarz. Ola spłoszona podniosła się szybko, strącając przy tym szklankę, która dziwnym trafem, znalazła się pomiędzy łapami zdezorientowanego psa. Lekarz odezwał się cicho. - Moje dziecko, z twoją babcią nie jest najlepiej. Leki przestały skutkować, a ostatnie przeziębienie tylko pogorszyło sytuacje. Z przykrością muszę stwierdzić, iż jej śmierć to kwestia tylko kilku dni. Dałem jej coś na sen, więc na razie proszę jej nie przeszkadzać.- Ola nie była w stanie wydobyć z siebie głosu- Mam nadzieję, że ktoś zajmie się wami.- Mówił dalej, spoglądając z litością na dziewczynę. - Ttak –wyszeptała ledwie słyszalnym głosem, po jej policzkach płynęły łzy- pomaga nam sąsiadka. - Dobrze, jeśliby coś się działo proszę dzwonić.- Chciał jak najszybciej opuścić ten dom, którego mieszkanki wzbudzały w nim ogromną litość. Gdy tylko za lekarzem zamknęły się drzwi, Ola zaczęła rozpaczliwie szlochać wtulona w szorstką sierść Fariego. Po kilkudziesięciu minutach, a może godzinach usłyszała pukanie do drzwi. Początkowo nie chciała nikomu otwierać, ale mogła to być pani Janina, sąsiadka pomagająca w opiece nad babcią. Kobieta, która prawie nigdy nie rezygnuje i wszystko wie najlepiej (przynajmniej we własnym mniemaniu). Rzeczywiście, pani Janina wmaszerowała raźno do środka, potrącając przy okazji psa. - Och, przepraszam bardzo.- Pochyliła się by go pogłaskać.- Co się stało Olu? Z babcią coś nie tak? Był doktor? Czemu płakałaś?- Wyrzucała z siebie pytania z szybkością karabinu maszynowego. Kiedy dziewczyna opowiedziała o wszystkim, zaległa niczym niezmącona cisza. W końcu przerwała ją starsza kobieta. - Olu zawsze trzeba wierzyć, że Bóg nam pomoże, a przecież ten lekarz może się mylić. W końcu ile było takich przypadków, mojemu bratu też się to przydarzyło.... Tu rozpoczęła jedną ze swych sławetnych tyrad. Ola względnie lubiła sąsiadkę, a lubiłaby ją jeszcze bardziej gdyby zaprzestała tych swoich charakterystycznych przemów na każdą okazję. Czasami zastanawiała się jak wytrzymuje to pan Ksawery, ale jak to mówią każda potwora ma swojego amatora. Kiedy udało się jej pozbyć, natychmiast skierowała się do zamkniętego pokoju. Widząc, że babcia jeszcze śpi, usiadła w pobliskim fotelu by przemyśleć swoją obecną sytuację. Ta nie była godna pozazdroszczenia. Miała prawie 20 lat, prócz babci i Fariego nie miała żadnej rodziny i do tego była jeszcze niewidoma.... Boże powiedz mi, co mam zrobić przecież ja nie mogę zostać teraz sama, ja sobie nie poradzę. Dopiero teraz zrozumiała, że jej życie będzie odtąd bardzo trudne. Jej niewesołe rozmyślania przerwał słaby głos dochodzący z łóżka. - Wnusiu mam nadzieję, że nie siedzisz tu cały czas...- Dalsze słowa przerwał atak kaszlu.- Która właściwie jest godzina, zresztą nieważne. Dziecko, mam do ciebie prośbę, chcę żebyś zadzwoniła dzisiaj do cioci Zosi i poprosiła żeby jutro do nas przyjechała. Muszę koniecznie z nią porozmawiać. A ty powinnaś się trochę przespać, dość już dziś miałaś wrażeń! - Dobrze babciu, nie denerwuj się. Zadzwonię i obiecuję, że zaraz się położę. - Poczekaj chwilę- popatrzyła na nią uważnie- chcę żebyś mi przyrzekła, że zawsze będziesz cieszyć się życiem i nie będziesz nigdy płakać. - Dobrze babciu postaram się.- Obiecała, nie okazując zdziwienia tą prośbą. Nauczyła się już dawno, że babcia w bardzo wielu kwestiach ma rację. - I pamiętaj że Fari zawsze ci pomoże. Chociaż to tylko pies...

Ola dzwoniąc, zastanawiała się, czemu babcia tak nalegała na to spotkanie. - Słucham, rezydencja państwa Piotrowiczów- po dość długim oczekiwaniu odezwał się nieznany głos, o zdecydowanie męskiej barwie. - Dobry wieczór, chciałabym rozmawiać z ciocią Zosią. - Obawiam się, że to chwilowo niemożliwe, ale zawsze możesz porozmawiać ze mną, skromnym lokajem tego przybytku...- Mogła dodać do swoich spostrzeżeń, iż jej rozmówca jest dosyć młody i z nienormalnym poczuciem humoru. A do tego jest wnukiem ciotki i ma na imię Maciek. -Możesz mi na przykład powiedzieć, kim jesteś i w jakim stopniu jestem z tobą spokrewniony? - Cóż, z przykrością muszę stwierdzić, iż w mojej rodzinie nie stwierdzono jeszcze tak chorego na umyśle człowieka jakim ty niewątpliwie jesteś, ale zawsze mogę popytać. Mogę już porozmawiać z ciocią, czy jeszcze jakieś pytania drogi lokaju?- jej głos ociekał ironiczną słodyczą. - A co ja ci nie wystarczam? I przepraszam bardzo, dlaczego nazywasz mnie świrem przecież się nawet nie znamy...? - I drogi Maćku w tym momencie się mylisz.... A poza tym wcale nie nazwałam cię świrem, tylko chorym na umyśle człowiekiem.- sprostowała. - Jak to? To kim ty właściwie jesteś. Czy my się kiedyś spotkaliśmy?- zapytał podejrzliwie pomijając jej uwagę. - Ależ oczywiście, jak możesz tego nie pamiętać.-coraz bardziej zaczynało ją to bawić.- Czyżbyś zapominał wszystkie dziewczyny, które całujesz? - Jak to całujesz??? To ja się z tobą całowałem…???Może chociaż zdradź mi swoje imię. Wtedy na pewno wszystko sobie przypomnę!- rzucił przymilnie. - No nie wiem, nie wiem.... Pozostawmy na razie ten temat. Więc jak mogę porozmawiać z ciocią? - A powiesz jak masz na imię?- zapytał głosem który według niego miał być uwodzicielski. - Wiesz, co dam ci dobrą radę, popracuj lepiej jeszcze nad tym tonem, bo na razie masz komiczne efekty. - No wiesz… a może byśmy poćwiczyli razem? - Nie sądzę.Mj brzuch chyba by tego nie wytrzymał. Dasz mi w końcu porozmawiać z twoją babcią? - Noo dobra, ale i tak się dowiem kim jesteś! Wtedy to dopiero zobaczysz…- Groził, co skwitowała głośnym śmiechem. W słuchawce przez chwilę zaległa cisza, poczym odezwał się głos kipiący energią. - Słucham, któż to tak niecnie nie chce wyjawić swego imienia? - Dobry wieczór ciociu, mówi Ola. Jestem wnuczką Marii. - Tak, tak teraz poznaję. Czy coś się stało, że tak nagle dzwonisz? - Tak babcia jest bardzo chora. Chciałaby się z tobą spotkać, i to możliwie jak najszybciej. - Oczywiście. Przyjadę jutro z samego rana. A jak ty się trzymasz? - Nie jest tak źle, trochę pomaga nam sąsiadka. Porozmawiamy jutro. Ach mam jeszcze mała prośbę- Ola uśmiechnęła się ze złośliwością, niech się trochę pomęczy- nie mów proszę Maćkowi, z kim rozmawiał. - Dobrze, chociaż nie do końca rozumiem. Mam nadzieję, że jutro mi to wyjaśnisz. W takim razie do zobaczenia. Po odłożeniu słuchawki Ola siedziała jeszcze przez chwilę rozważając tę rozmowę. Zaśmiała się, przypomniawszy sobie zaskoczenie Maćka, gdy powiedziała, że kiedyś ją całował. Przez chwilę czuła się jak normalna, przeciętna dziewczyna. Jednak moment ten szybko minął, a ona wróciła do szarej rzeczywistości. Cicho, na palcach przeszła do pokoju swej jedynej żyjącej krewnej. Babcia spała spokojnie, a przynajmniej udawała co zdarzało jej się ostatnio dosyć często (nie chciała denerwować wnuczki, i tak miała za dużo problemów na głowie). Uspokojona wróciła do siebie, gdzie szybko wskoczyła w piżamę i wykonała wieczorną toaletę. Gdy już zasypiała drzwi lekko się uchyliły i do środka z godnością wmaszerował, czujny jak zawsze, Fari. Zorientowawszy się, że wszystko jest w porządku, szerokim łukiem ominął swój wielgachny koszyk, po czym bezczelnie władował się na łóżko, tylko lekko przygniatając właścicielkę.

Budzik nieznośnie zaczął dzwonić o 7.00. Maciek klnąc swoje beznadziejne i bezproduktywne studia, wyłączył diabelskie urządzenie i naciągnął na głowę kołdrę. Po kilku minutach do pokoju dziarsko wmaszerowała starsza, elegancko ubrana kobieta. - No wstawaj śpiochu. Najwyższa pora. Za godzinę masz wykłady. Wiedząc z doświadczenia, że te słowa nie spotkają się z żadną reakcją, jednocześnie złapała za skraj kołdry i ściągnęła ją z łóżka. - Dobra, już dobra. Ale z ciebie służbistka.- Chłopak otworzył jedno oko, potem drugie i uważnie spojrzał na swoją babkę, po czym gwizdnął z uznaniem.- Co ci się stało, czemu się tak odstrzeliłaś? - Muszę odwiedzić moją starą przyjaciółkę. Zabieram ze sobą Michała, więc zachowuj się dzisiaj przyzwoicie. Maciek popatrzył z zainteresowaniem i przypomniał sobie wczorajszą rozmowę telefoniczną. - Przyjaciółkę? A ile ma lat? - A od kiedy interesują cię moi przyjaciele? Poza tym kobiet się o wiek nie pyta, mój drogi. Zwłaszcza, jeśli się ma tyle lat co ja i moja znajoma. Po takiej odprawie skapitulował. Przez jakiś czas zastanawiał się, kim może być tajemnicza nieznajoma. Wkrótce jednak dał sobie spokój nie potrafiąc jej sobie przypomnieć. Na domiar złego jak tylko Michał dowiedział się o wszystkim, nie dawał mu spokoju.

Tymczasem, w odległości (na oko) jakieś 200 kilometrów, Ola przygotowywała śniadanie dla babci. Sama wstała bardzo wcześnie, zresztą i tak nie mogła spać, a chciała się jak najlepiej przygotować do najbliższych dni. Zmusiła się do łagodnego uśmiechu, po czym zapukała i weszła. - Cześć babciu, jak tam samopoczucie? Mam tu dla ciebie małe co nieco. - Kruszynko nie trzeba było,ja wcale nie jestem głodna.. - Jak to nie jesteś głodna? Babcia, mydlić oczy to my, a nie nam, jasne.- Ola uśmiechnęła się porozumiewawczo. –Musisz coś zjeść zwłaszcza, że dzisiaj czeka cię spotkanie, pamiętasz. A przecież nie możesz się przemęczać. Więc przestań marudzić. - Już przestaje, widzę, że z tobą i tak nie wygram.- roześmiała się cicho. Jednak śmiech ten prawie natychmiast przeszedł w urywany kaszel. - To ja zostawiam ci tu śniadanie. Idę na chwilę do sklepu, a jak wrócę to wszystko z tego talerza ma zniknąć. Rozumiemy się? Fari, niezwykle ucieszony perspektywą choćby krótkiego spaceru, już siedział ze swoją uprzężą w zębach przy drzwiach. Ola zamknęła drzwi i roześmiała się. Był to śmiech szczery i beztroski. - Przepraszam Faruś. Wiem, że ostatnio cię zaniedbuje. Ale jakoś damy sobie radę. Prawda?- Pies w odpowiedzi szczeknął głośno, jakby przyznając jej racje.

W warzywniaku na rogu dziewczynę przywitała pani Jadzia. Osoba niezwykle korpulentna i do tego nadzwyczaj wygadana. A, że Olę znała od dziecka i w dodatku bardzo jej współczuła, jeszcze nigdy nie wyszła ona ze sklepu, bez spędzenia w nim co najmniej 30 minut. Gdy weszli do środka sklepikarka miała jak zawsze dobre słowo dla niej i świeże kostki dla psa. Kiedy już miała wychodzić do środka weszło dwóch chłopaków. - Ty pa ślepa- doszedł ją sceniczny szept- jak można puszczać TAKICH na ulice. - Mowa, powinni ich gdzieś pozamykać czy cuś. Fari warknął jakby wszystko zrozumiał (Olę czasem zaskakiwała bystrość jej ukochanego zwierzaka), zaś ona poza tym, iż trochę zbladła zignorowała tę wymianę zdań. Spokojnie wyszła na ulicę. Jednak pod tymi pozorami gotowała się ze złości, przeklinając niesprawiedliwy los i swe kalectwo. Gdy dotarła do domu wściekłość minęła, choć żal pozostał…Chciała być teraz sama, ale na klatce spotkała zawsze chętną do pomocy panią Jankę. Grzecznie wymówiła się od propozycji ugotowania obiadu i małych porządków. Wszedłszy do mieszkania, jak zwykle w tych starych czterech ścianach, poczuła się bezpiecznie. Dom, domek, kochane cztery kąty, ale jak długo jeszcze… -znów pogrążyła się w niewesołych myślach- przecież z babcią jest coraz gorzej, a ja sama nie dam sobie rady. Fari polizał ją po ręce przywracając do rzeczywistości. Babcia spała, zegar tykał, a ona z rosnącym zdenerwowaniem czekała na gości. Pies patrzył na nią zdziwiony, aż w końcu, na psi sposób wzruszywszy ramionami, wyszedł z pokoju. W końcu około 11 na klatce dały się słyszeć kroki, a Ola pobiegła do drzwi otwierając je już po pierwszym dzwonku. Po raz pierwszy spotkała się z takim powitaniem. Dotychczas ludzie od razu chcieli pomagać traktując ją jak kalekę, którą zresztą była. Zdarzało się też, że zadawali głupie pytania w stylu jak się czujesz, albo stwierdzeniami: nie powinnaś się tak przemęczać. Ola nienawidziła tego strasznie, gdyż nie mogła nic na nie poradzić. Tymczasem od razu została mocno przytulona i ucałowana w oba policzki. - Witaj kochanie, aleś ty wyrosła. No proszę, popatrz Miki jak wyładniała. No, ale wchodźmy, wchodźmy. Przecież nie możemy tak stać tu cała wieczność. - Tak oczywiście. Przepraszam wejdźcie- Ola trochę ogłupiała, nie wiedziała co powiedzieć. Zaprowadziła ich do pokoju i usadowiwszy na kanapie, chciała podać coś do picia. Jednak została całkowicie zbojkotowana, nie wiedząc nawet jak, sama znalazła się w wielkim fotelu. Gdy w końcu wzięła się trochę w garść do pokoju wmaszerował zdegustowany zamieszaniem Fari. Szczeknął z zainteresowaniem ujrzawszy nowe twarze. - Zachowuj się Fari! Przepraszam za niego, nie jest przyzwyczajony do gości. To jest mój pies przewodnik. - Miło poznać. Sie masz pies- Michał wyciągnął rękę, na co pies z najwyższą godnością podał mu łapę. - Skoro już się ładnie przywitaliśmy to teraz powiedz mi co dzieje się z Marysią. - Babcia od dawna była chora, a ostatnio jeszcze się przeziębiła i to dopełniło wszystkiego. Wczoraj był tu lekarz…- Poczuła że głos zaczyna jej się łamać, a oczy wypełniają się łzami. -… I pppowiedział, że to już tylko kwestia czasu… - Dobrze, już dobrze. Dziecinko nie płacz.- Zofia poderwała się ze swojego miejsca i opiekuńczo objęła dziewczynę.- Jak myślisz Olu, mogłabym teraz porozmawiać z twoją babcią?- Bez słowa kiwnęła głową, niezdolna wydusić słowa. W końcu wykrztusiła - Tak, tak. Bardzo się ucieszy, prosiła żebyś ją odwiedziła jak najszybciej. Pozwolisz, że ja tutaj zostanę. Nie chcę żeby widziała mnie w takim stanie. - Oczywiście. Idę, życzcie mi szczęścia. Zostawiam ci do towarzystwa Michałka.- Z tymi słowami ulotniła się a zaraz za nią pobiegł pies. - No więc zostaliśmy sami.- Michał początkowo nie wiedział co powiedzieć. Zaskoczył go widok dziewczyny z białą laską i psem przewodnikiem u boku, choć babka wspominała o tym przed wizytą. Ola od razy zrozumiała przyczyny wahanie w jego głosie. - Nie musisz nic mówić. Wiem, że na początku to taki mały szok. - Sorry. Trochę mi głupio, bo w końcu wiedziałem już wcześniej. Od razu mnie przejrzałaś?- zapytał z ciekawością. - Lata praktyki… Ale muszę przyznać, że całkiem nieźle się maskowałeś. - Kurcze, babcia ma rację faktycznie trochę wyrosłaś. Ostatni raz widzieliśmy się chyba jak miałem jakieś 12 lat. - Tak pamiętam. A tak w ogóle, to co tam u ciebie? Nadal jesteście tacy podobni z Maćkiem? - Taa, jak dwie krople wody. Nawet nasi starzy czasem się mylą heh… - Taki los bliźniaków. Zresztą, kiedyś wam to nie przeszkadzało, o ile dobrze pamiętam. - Fakt wtedy to było życie…

Tymczasem w pokoju obok rozmowa była zgoła odmienna. Jedynie Fari wykazywał pewne objawy beztroski. Przez okno wpadały jasne promienie kwietniowego słońca, oświetlając łóżko ze skuloną postacią. - Ach Marysiu, zobaczysz jesteś silna i na pewno wyzdrowiejesz. Jeszcze będziesz nam tutaj całkiem nieźle biegała.- Zofia nie chciała do siebie dopuścić, że jej najbliższa przyjaciółka umierała. - Nie tym razem. Na mnie już przyszła pora. Muszę z tobą porozmawiać w bardzo ważnej sprawie…Chodzi o Olę. Kiedy ja zejdę z tego świata, biedactwo zostanie zupełnie samo. Oprócz ciebie Faruś- gdyż pies szczeknął, jakby doskonale rozumiał o czym rozmawiają.- I w związku z tym, przez wzgląd na naszą przyjaźń, chciałabym cię poprosić o opiekę nad nią. - Ojej masz rację do tej pory jakoś o tym nie pomyślałam, a przecież powinnam! Oczywiście, że zaopiekuję się nią jakby była moją wnuczką. - Nie chciałabym cię tym obarczać, ale nie mam innego wyjścia, a sama sobie nie poradzi. Chociaż udaje przede mną, że wszystko będzie dobrze, widzę jak się ostatnio zadręcza… - Marysiu, ależ ty wcale nie musisz mnie o nic prosić… Przecież wiesz, że zrobiłabym dla ciebie wszystko. Jesteś dla mnie jak siostra. Dalej siedziały już w ciszy, przerywanej jedynie gwałtownymi atakami kaszlu Marii, rozmyślając nad minionymi latami. Po chwili chora zapadła w sen. Zofia ocknąwszy się z zadumy poszła w ślady Fariego, który już jakiś czas temu wymknął się bezszelestnie do swej właścicielki. Gdy weszła do pokoju zastała dwoje młodych ludzi w doskonałej komitywie. Michał pierwszy uświadomił sobie jej obecność. - Hej, no i co?- od razu po minie zorientował się, że nie jest najlepiej. - Nie rozmawiajmy teraz o tym.- Zofia usiadła, a spojrzawszy na Olę natychmiast podjęła decyzję.- Jeśli pozwolisz dziecko, chciałabym tu zostać kilka dni. Nie mogę was teraz tak zostawić. Dziewczyna, początkowo trochę zaskoczona, nie miała innego wyjścia jak wyrazić zgodę. Niespodziewanie rozległ się dzwonek do drzwi. Po chwili, przy akompaniamencie poszczekiwania Fariego, dziarsko wmaszerował pani Janina. - Dzień dobry, dzień dobry. Witam.- serdecznie poczęła witać kompletnie zaskoczonych gości.- Jestem sąsiadką i pomagam trochę Oli. Mam nadzieję, że nie przeszkadzam. Ale jest już pora obiadowa, a ja chciałam państwa zaprosić na obiad.- Taa jasne, pomyślał Aleksandra, jak znam życie na pewno umiera z ciekawości i nie może się doczekać, aż się czegoś dowie. - Liczę na to, że się zgodzicie, prawda Olu? - Tak oczywiście, jeżeli zadała sobie pani tyle trudu nie mogę odmówić. - W takim razie proszę do mnie. Nie będziemy wtedy przeszkadzać pani Marysi podczas snu. Nie dając powiedzieć ani słowa, poprowadziła ich do siebie, gdzie już czekał na nich pan Ksawery, jak zwykle w swojej wielkiej muszce. Muchy te były szeroko znane w okolicy. W jego kolekcji znajdowały się przeróżne egzemplarze, od małych począwszy na wielkich i jaskrawo kolorowych skończywszy. Minę miał dosyć nietęgą. Spowodowane to było raczej większą niż zazwyczaj gadatliwością żony, niż gośćmi przy obiedzie. Podczas posiłku prawie nie odzywał się, w przeciwieństwie do żony, która nie dopuszczała nikogo do głosu. Mimo wszystko trzeba było jej oddać, iż przygotowując wszystkie dania przeszła samą siebie. W trakcie „przesłuchania” Ola wymknęła się do babci. Ta jednak wciąż spała, więc udała się do siebie, nie chcąc narażać się na współczucie miłej, aczkolwiek wścibskiej sąsiadki. Po kilku minutach usłyszała kroki i ciche pukanie do drzwi. - To ja, coś tak uciekła i zostawiła mnie na pastwę tej WIELKIEJ INKWIZYCJI? Kurczę, ona jest lepsza od KGB…- Michał jak zwykle nie mógł powstrzymać się od żartów. - Nie przesadzaj, nie jest wcale taka zła. Trzeba się tylko przyzwyczaić… - Ha, a teraz zostałaś wystawiona na pastwę mnie… Strzeż się, ja też jestem niezły w te klocki, chociaż do twojej sąsiadki jeszcze mi brakuje. Może powiesz mi, o czym to rozmawiałaś z moim ulubionym braciszkiem, co? Ale się zdziwi jak mu powiem, że rozgryzłem zagadkę stulecia…- Pokręcił głową na myśl o Maćku i jego tajemniczej rozmówczyni. - Boże,jak mi głupio.- Ola czuła, że oblewa się rumieńcem.- To on o tym mówił? - Zdaje się moja panno, że zalazłaś mu trochę za skórę. A jak się dowie kto zrobił mu ten kawał…Muszę wtedy zobaczyć jego minę.- Ola czuła się trochę dotknięta, jednak szybko zrozumiała, że Mikiemu chodzi tylko o to, iż to właśnie ona ich mała przyjaciółka z dzieciństwa, prawie siostra.- Już chyba wiem o co chodziło z tym całowaniem. - Acha,dokładnie to o czym myślisz. Była to stara historia, kiedy to podczas niewinnej zabawy, jak się mówi, Maciek mając lat około 10 postanowił przetestować swój urok na płci pięknej. Jego pierwszą ofiarą została Aleksandra (wiek 6 lat), osobnicza z całą pewnością takiej płci. Już za młodu odznaczając się inteligencją, z iście szatańską precyzją wybrał scenerię dość romantyczną: na skraju lasu wśród mnóstwa kwiatów. Zaprowadziwszy tam swą ofiarę nasz „uwodziciel”, nie bawiąc się w ceregiele, przeszedł od razu do całowania. Na to Aleksandra, lekko zaskoczona całą sytuacją, dziewczę równie inteligentne i rezolutne, w dodatku akurat nie w nastroju do takich harców, niewiele myśląc przyłożyło łobuzerskiemu chłopaczkowi prosto w twarz. Maciek przewrócił się nieszczęśliwie podbijając sobie oko o wystający korzeń. Jedynie wtedy braci bliźniaków można było odróżnić. Rodzice tak naprawdę nigdy nie poznali prawdy o tamtym wydarzeniu. Tylko Ola, Maciek i Michał znali cała historię. Oboje zgodnie roześmieli się na to wspomnienie. Dziewczyna pomyślała, że po raz pierwszy od bardzo dawna rozmawia z kimś tak szczerze. Jednak, jak to zwykle bywa, radosne chwile szybko przemijają. Tak i teraz. Chłopak zorientowawszy się, że już dawno minęło popołudnie i szybko zapadał wieczór z żalem musiał się pożegnać. - O kurza twarz, już tak późno… Muszę się zbierać. No to zostawiam ci babcie. Wiesz muszę powiedzieć, że jakoś wcale nie chce mi się jechać. Dawno tyle nie gadałem z dziewczyną. Zaraz, jakby się tak zastanowić to nigdy tak szczerze nie rozmawiałem z żadną. - W takim razie bardzo się cieszę i oby częściej. Wiesz, zawsze możesz zadzwonić to sobie pogadamy i powspominamy naszą zamierzchłą przeszłość. Kolejne 15 minut trwały pożegnania, po czym wyruszyli na poszukiwania Zofii, którą znaleźli w pokoju Marii. Siedziała tam cicho, głęboko nad czymś rozmyślając. Michał pożegnał się szybko, nie chcąc tracić czasu na zbędne pogaduszki, choć widział, że coś ją trapi. Jednak z doświadczenia wiedział, że nic mu nie powie, dopóki wszystkiego sobie nie przemyśli. Zanim wyjechał przytaszczył jeszcze na górę podróżną torbę (przygotowaną wcześniej, tak na wszelki wypadek). Tutaj, drogę powrotną na dół zagrodził mu Fari, który widocznie również chciał wziąć udział w pożegnaniu. Z największą powagą podał mu łapę, po czym usatysfakcjonowany wypuścił na korytarz.

Kilka godzin później Oli zdawało się, że dom ożył. Miała ochotę zaszyć się w swojej dziupli, ale czuła, że byłoby to trochę niegrzeczne. Było nie było, w końcu jest tu gospodynią. Fari nie miał jednak takich skrupułów. Przy pierwszych podrygach przyszywanej ciotki ulotnił się do swojego legowiska. W końcu do kuchni weszła ciocia. Aleksandra została zobowiązana do wyjaśnienia jak radziła sobie do tej pory. Jednak słowem nie wspomniała o swych obawach dotyczących przyszłości. Uważała, że to tylko jej problem i nie może nim obarczać innych.

Tymczasem Michał dotarł już do domu. Teraz czekał już tylko na Maćka. Miał zamiar podręczyć go trochę „tajemniczą nieznajomą” i nie mógł się doczekać. A tu jak na złość bliźniak spóźniał się. Gdy w końcu przyszedł, Miki przybrał niezwykle jak na niego poważną minę. - Siemanko, gdzieś się szlajał tak długo? - Ech, szkoda gadać. Znowu cały dzień łaziły za mną jakieś panny. Mam dziwne wrażenie, że jakoś wcale nie chodziło im o mnie… Jeżeli jeszcze raz usłyszę za sobą ten ich chichot, to zacznę mordować… - Co ty stary, nie przesadzaj nie jest chyba tak źle. Ale masz racje. Też bym chciał żeby mnie nie mylili z tobą. - Taa jasne, no to może zrobisz sobie jakąś operacje plastyczną. Tylko bez przesady, nie chcę mieć w rodzinie Frankensteina. Dobra dość tych pogaduszek. Sam jesteś, a gdzie babcia? - Została. Powiedziała, że nie może ich teraz zostawić. Kurcze po raz pierwszy od paru lat widziałem Olkę… Pamiętasz ją?- Maciek jakoś nie wydawał się szczególnie zainteresowany. - Tak jakby, a co tam u niej? Nie widziałem jej ładnych kawałek czasu.- pamiętał ją jak przez mgłę. - Trzeba przyznać, trochę wyrosła. Wiesz po dzisiejszym dniu muszę przyznać, że szczerze ją podziwiam. Po tym co usłyszałem od naszej staruszki nie przypuszczałem...- powiedział Miki w zamyśleniu. Tymczasem brat popatrzył na niego ze zdziwieniem. - A co słyszałeś, bo ja chyba nie bardzo w temacie? - Ona jest niewidoma. - Jak to niewidoma? Przecież, chyba… - Podobno to się stało w wypadku w którym zginęli jej rodzice. Babcia mówiła, że miała wtedy, o ile się nie mylę, 15 lat. - O w mordę, nie miałem pojęcia. Chociaż, faktycznie, chyba kiedyś o tym mówiła. I jak ona sobie radzi? - Nadzwyczaj dobrze. Zresztą prawie we wszystkim pomaga jej Fari. - Fari? Myślałem, że mieszka tylko z babką. - Idioto to jest jej pies przewodnik. - A fakt, trochę mnie zatkało- Maciek czuł się jakby dostał obuchem w głowie. W końcu dziewczyna o której mówili, była towarzyszką ich dziecięcych zabaw. Co prawda znali się dawno temu, ale mimo wszystko. W końcu pamiętał Olkę jako radosne, żywe dziecko, a nie jako „życiową kalekę”. - Dobra koniec tematu- bliźniak doskonale rozumiał co przeżywa. Sam doświadczył na początku tego samego.- Może tak dla rozluźnienia pochwalisz się czy znalazłeś swoją „tajemniczą rozmówczynię”? - E tam- zainteresowany tylko machnął ręką. Chyba sobie dam spokój. Nie mam zielonego pojęcia kto to może być. Jakaś panna robi sobie ze mnie jaja i tyle. Z radością cię poinformuję, że zamierzam sobie dać z tym spokój. - Nie no, czemu tak od razu chcesz się poddać? To jest całkiem ciekawe. - Taa chyba dla ciebie.- uśmiechnął się kwaśno. Ale jedno mnie zastanawia, skąd ONA wiedziała, że rozmawia ze mną, a nie z tobą. Przecież wszyscy ciągle nas mylą. - Ja ci na to raczej nie odpowiem. Jak ją znajdziesz to zapytaj.- Po tej dobrej radzie Michał stwierdził, że nie chce mu się już siedzieć po czym poszedł spać. Pokręcił tylko głową nad nadzwyczajną tępotą brata. Tymczasem Maciek tworzył coraz to nowe warianty odpowiedzi na nurtujące go pytanie. Jednak żaden nie wydawał mu się odpowiednim.

Dwa dni później Maria zmarła. Aleksandrę pocieszała myśl, iż babcia nie cierpiała, odchodząc we śnie. Czuła się teraz strasznie samotna. Odeszła przecież jej jedyna krewna, wychowująca ją po śmierci rodziców. Nie miała teraz zbyt wiele do roboty. Wszystkim zajęła się ciocia Zosia, która zadzwoniła już nawet do swych wnuków, każąc im bez gadania natychmiast przyjechać. Była przerażona, ale nie płakała. Do tej pory przyzwyczaiła się nie okazywać zanadto swych uczuć innym. Swoją drogą w domu panowała niezwykłą niczym niezmącona cisza. Zresztą nie było to zbyt dziwne w końcu ciotka gdzieś wyszła i dziewczyna została sama, z przykazaniem oczekiwania na bliźniaki. Chłopcy pojawili się po kilku godzinach od telefonu.

Michał znając już trasę bez żadnych przeszkód dotarł na miejsce. Jednak pierwszy za dzwonek przy drzwiach chwycił Maciek. Po chwili w progu pojawiła się blada postać. Pierwsze co tak naprawdę dostrzegł to wielkie cierpienie malujące się w jej niewidzących oczach, które starannie ukrywała. Dalej zauważył, iż była drobną dziewczyną o kasztanowych włosach i zielonych oczach, zdecydowanie kocich. Dziwnym trafem pierwsze skojarzenie jakie mu przyszło do głowy to mały elf. W myślach zamajaczył mu widok małej dziewczynki, jaką kiedyś znał. Obserwacje te trwały tylko chwilę, zresztą od razu przerwał je Miki klepiąc go w ramię. Choć w zamierzeniu miało to być „pieszczotliwe” trochę mu nie wyszło. Michał nie zwrócił jednak najmniejszej uwagi na jęk brata, już obejmował w ramach powitania Aleksandrę. Chłopak ze zdziwieniem odnotował, że na dźwięk jego głosu twarz dziewczyny rozjaśniła się niepewnym uśmiechem. - Cześć. Przepraszam, że tak zaniemówiłam, ale jakoś nie przywykłam do takich powitań. Wchodźcie, nie możecie tak zajmować miejsca na tej gigantycznej klatce schodowej. - Taa, jasne. Przyznaj się lepiej. Pewnie WIELKA INKWIZYCJA czuwa z uchem przy drzwiach…- Michał starał się ją jakoś rozweselić. Zaś Ola udawała, że podejmuje tę grę. - ONA tego nie robi. To byłoby poniżej jej godności. Zresztą nie łam się. Wiem, że tylko marzysz żeby ją spotkać… - Kurcze jak mnie rozgryzłaś…?- Westchnął teatralnie, po czym komicznie poważnym głosem zapytał- No więc gdzież się podziewa??? - Niestety muszę cię zmartwić. Wyszła z ciocią. Ale zawsze możesz iść do pana Ksawerego. Pośpiewacie sobie peany na jej cześć… Tymczasem Maciej, chwilowo zaskoczony obrotem całej rozmowy, szybko odzyskał swój rezon. - Dobra dzieciaki, może by mi tak ktoś w końcu powiedział kogo tak zażarcie obgadujecie? A tak w ogóle to cześć Aleksandro…. Dopiero jakby teraz dziewczyna zorientowała się, że nie są sami. Choć z pozoru mogło się wydawać inaczej, doskonale zdawała sobie sprawę z jego obecności. - Cześć przepraszam. Wejdźcie. Myśleliśmy, że nie przyjedziecie tak szybko. Idźcie do pokoju Michał zna już drogę. Chcecie coś do picia? Ja zaraz wracam.- powiedziawszy to szybko uciekła z pomieszczenia. Schroniwszy się w swej dziupli próbowała się uspokoić. - Co ty gadasz idiotko, w ogóle ile ty gadasz. Boże, zachowuję się jakbym miała nierówno pod sufitem- mamrotała cicho do siebie. Bardzo obawiała się tego spotkania. Oczywiście nie ze względu na Mikiego, ale na jego brata. Swoją drogą nie wiedziała właściwie czego się boi. W końcu przecież są rodzeństwem podobnym jak dwie krople wody, a jednak… Znali się dawno temu, teraz prawie nic już ich nie łączyło. Pamiętała, że zawsze świetnie się z nimi dogadywała, choć przy Maćku czuła straszne onieśmielenie. Szczeniacka pierwsza miłość- pomyślała i roześmiała się na samo wspomnienie. Nie no, ale chyba mi już przeszło… A zresztą to nieważne. Gorzej będzie jak się dowie, że to ja robiłam sobie z niego żarty. Co mnie podkusiło. Ale może jakoś się uda, Michał obiecał pary nie puścić z ust, chociaż go skręca. Dalej przez głowę przelatywało jej tysiące myśli. Nagle usłyszała pukanie, po czym drzwi uchyliły się trochę. Ola usłyszała cichy głos Maćka - Hej, czemu tak nam uciekłaś? Przecież nie gryzę… - Przepraszam, trochę się zamyśliłam. - Nie musisz przepraszać. A tak właściwie to jestem trochę zawiedziony. Ze mną wcale się nie przywitałaś.- Uśmiechnął się przy tym łobuzersko i objął niczego niespodziewającą się dziewczynę. - Dobra dość tych czułości. Co ty w ogóle sobie myślisz?-zaskoczył ich Michał, po czym zwrócił się do Oli- Widzisz ledwie go spuszczę z oka, a on od razu podrywa moje dziewczyny… - Odwal się. Zresztą kto cię tu zapraszał???- zapytał Maciek z udawaną pretensją w głosie wciąż trzymając ją w ramionach, mimo że próbowała się uwolnić. - Koniec tego dobrego. Wiecie że jesteście okropni? Obaj. Bracia popatrzyli na siebie po czym ryknęli zgodnym śmiechem. Ola wstała i również nie była w stanie utrzymać powagi. Tymczasem głosy zwabiły do pokoju Fariego, który dosyć zdegustowany (swym obecnym marnym psim żywotem) wmaszerował do środka. Obwąchał gości po czym z powagą podał każdemu z nich łapę, oraz (co zdumiewające) nawet bez jednego warknięcia pozwolił się pogłaskać. - Kurcze ten pies mnie zadziwia. Jesteście pierwszymi osobami, którym bez problemów dał się pogłaskać.- Pokręciła zdumiona głową. - Widać jesteśmy stworzeni by wszyscy bez wyjątku nas kochali. - Właśnie. A psy to już w szczególności. Bracia jak zwykle nie mogli powstrzymać się od żartów. Więc jak widzisz nie możesz się wyłamywać. - Pożyjemy zobaczymy, obawiam się że ze mną wam tak łatwo nie pójdzie… Siedzieli tak jeszcze spory czas przekomarzając się. Bliźniaki robiły wszystko by dziewczyna nie myślała o smutnych okolicznościach jakie ich tu zebrały. Pomimo niewypowiedzianych słów każde z nich intensywnie rozmyślało nad obecnym spotkaniem. Ola cieszyła się mogąc wreszcie porozmawiać z kimś, kto nie ma co najmniej 35 lat plus VAT. I choć obawiała się tego, wszystko przebiegało całkiem sprawnie. Cieszyła się, że rozmawiają normalnie. Czuła jedynie długie spojrzenia i lekką niepewność Maćka. Nie przejmowała się jednak. Z doświadczenia wiedziała, że po prostu musi się przyzwyczaić, jak poprzedniego razu Michał. Tymczasem Maciek głęboko zastanawiał się, skąd zna ten głos. Co prawda znali się jak byli mali, ale to nie to… Rozważając tą arcyciekawą zagadkę wpatrywał się w Olkę. Była całkiem niebrzydka, choć za nim ganiały już ładniejsze. Jednak najbardziej przyciągały go oczy. Miały niezwykły odcień, a jedyną i zarazem największą wadą było to, iż nic nie widziały. Kilka razy złapał brata na ironicznych uśmieszkach. Wzruszył ramionami nie wiedząc w czym rzecz. Ciekawe o co mu znowu chodzi- myślał- a coś mu na pewno chodzi jakem brat bliźniak… Miki rzucając swoje ironiczne uśmieszki nie próżnował. Zastanawiał się właśnie, kiedy jego głupkowaty braciszek rozpozna w Olce kogoś z kim ostatnio namiętnie konwersował. A choć biedaka skręcało na samą myśl, obiecał mu nic nie mówić. Po około 3 godzinach luźnych pogaduszek stwierdził, iż jest on przypadkiem beznadziejnym, nawet nie zaczął nic chwytać. Z zamyślenia wyrwało go szczeknięcie Fariego dotąd śpiącego w swoim koszu. - Maciek, muszę z przykrością stwierdzić, że jesteś największym głąbem jakiego w życiu spotkałam… Teraz miał okazję zaobserwować jak „głąb” rozdziawił usta do połowy, wytrzeszczył oczy, a na jego twarzy malowało się zrozumienie pomieszane z kompletnym zaskoczeniem. Widok był to doprawdy dosyć groteskowy. Stąd też mało brakowało, a popłakałby się ze śmiechu. Faktycznie warto było czekać… A jako, że był chłopakiem dość mądrym stwierdził że czas się ewakuować by zainteresowani mogli wyjaśnić sobie co nieco… Jak pomyślał tak zrobił. Jednak wychodząc, rzekomo po coś do picia, szepnął pieszczotliwie do brata: - Stary przymknij trochę tę jadaczkę bo przeziębisz migdałki, a ja nie mam zamiaru cię niańczyć…Że nie wspomnę już o tym wytrzeszczu. Mruknął z niesmakiem. Tymczasem Ola zorientowawszy się w sytuacji nie wiedziała co zrobić. Było jej strasznie głupio, ale postanowiła nie dawać nic po sobie poznać. Natomiast Maciek z iście szatańskim uśmieszkiem usiadł tuż obok dziewczyny i wyszeptał tuż przy uchu - No więc może odpowiesz mi, dlaczego ostatnio kiedy rozmawialiśmy nie chciałaś mi się przedstawić…? - Wiesz Sherlock to z ciebie marny. Trochę ci to zajęło. Dam ci dobrą radę, następnym razem zlecaj takie sprawy swojemu Watsonowi. Miki wiedział już po 5 minutach…Zaśmiała się na to wspomnienie i pokręciła głową. Postanowiła, że lepiej będzie dla niej jeśli obróci wszystko w żart. - Jak to wiedział??? Jak to od razu?? I nic nie powiedział…. Już ja sobie z nim pogadam - Nie miej pretensji. Obiecał mi to… A zresztą niby dlaczego ja mam ci się tłumaczyć? - Bo po pierwsze chcę znać odpowiedzi, po drugie bo robiłaś sobie ze mnie jaja. No i po trzecie serio mówiłaś z tym całowaniem? - Tak, mogłam się tego spodziewać- westchnęła teatralnie.- Teraz ja mam pytanie: czy ty myślisz tylko o jednym??? - No nie… ale strasznie mnie ciekawi, bo jakoś sobie tego nijak nie przypominam… - Fakt, to było jakiś czas temu…-No przecież nie kłamię, a kto by się czepiał szczegółów- Ale to prawda. A jeśli skleroza tak ci doskwiera to zapytaj Michała. On wie o co mi chodzi. - Zaraz, ale ja tu nic nie rozumiem- poskarżył się nagle. - Trudno, ja nie mam zamiaru ci tego wyjaśniać….w tej chwili z pokoju dobiegł ich głos zaaferowanej Zofii i ciche odpowiedzi Michała, który w tymże momencie pojawił się w drzwiach - Jak tam dzieciak, wyjaśniliście sobie już wszystko…? Brachu ale masz tępy wyraz twarzy he, he. Przejrzałbyś się lepiej w jakimś lusterku albo coś…Po waszych minach wnoszę że jak na razie jest 1:0 dla Olki… Dobra nie wiem jak wy, ale ja trochę zgłodniałem. Wstawajcie idziemy coś zjeść!!! Reszta dnia upłynęła względnie spokojnie. A może Oli tylko się wydawało. W końcu nie specjalnie zwracała uwagę na otoczenie. Następnego dnia odbył się pogrzeb. Przybyło na niego zadziwiająco wielu ludzi, jako, iż Marianna Olszyńska była znana i powszechnie lubiana za swoje usposobienie. Aleksandra prawie nie płakała, co trochę dziwiło zebranych, jednak nic nie mówili współczując dziewczynie. Po powrocie Zofia nie tracąc czasu przystąpiła do wyjaśnień co zamierza teraz uczynić. Wyjawiła mianowicie Oli ostatnią wolę jej babki, po czym stwierdziła, że i tak nie ma nic do gadania, bo już wszystko zostało postanowione. Ogłupiała siedziała tylko, nie wiedząc co powiedzieć, gdy ciotka zawołała bliźniaków, a następnie zakomunikowała im swe rewelacje. Ola do końca nie bardzo wiedziała co powiedzą, może nie będzie im się to podobało. Jednak ich żywiołowa reakcja kompletnie ją zaskoczyła. Tak więc rozpoczęły się przygotowania do przeprowadzki. W rekordowym tempie, bo już następnego dnia, wszystko było gotowe do wyjazdu. Ola nawet nie przypuszczała, że jest tu lubiana, ale dużo osób przyszło się pożegnać. Wśród nich prym wiodła oczywiście pani Janina wespół z panią Jadzią. W końcu po wielu życzeniach szczęśliwej podróży ruszyli w drogę.

Dom, nowy dom. Zadziwiające, jak szybko człowiek potrafi się przystosować do danych mu warunków. Olka znosiła wszystko bardzo dzielnie, za co nowi domownicy ją podziwiali. Co prawda nikt nie mówił o tym głośno, ale wszyscy myśleli o tym samym. Ona z kolei pokonując onieśmielenie, powoli poznawała swe nowe otoczenie Prosiła też wszystkich by nie zwracali na nią uwagi, żyjąc własnym życiem. Bo tak naprawdę najgorsze było obchodzenie się z nią jak z jajkiem. Wiedziała, że to zawsze było z troski o nią, ale nie umniejszało to jej niechęci. Ilekroć znajdowała się w nowym otoczeniu, w pewnym sensie, czuła się upokorzona, kompletnie nie orientując się w topografii. Jednak z każdym dniem nabierała coraz większej pewności w swoich poczynaniach. Powoli zaczynała się czuć jak prawdziwej rodzinie. A choć broniła się przed przywiązaniem do nich i starała się stać na uboczu, to bliźniaki nadzwyczaj skutecznie jej to udaremniały. Była dla nich prawie jak siostra, której nigdy nie mieli, traktowali ją więc jak równego sobie (choć nie do końca z wiadomych powodów). Przez ten czas bardzo zaprzyjaźniła się z Michałem, stając się praktycznie jego najlepszą przyjaciółką. Z Maćkiem szło jej jednak dużo gorzej. Przy nim nie czuła się już tak swobodnie. Poza tym sama nie przyznawała się do tego, że dziecinne zauroczenie wcale jej nie minęło. Twardo stojąc na ziemi wiedziała, iż jakikolwiek związek byłby niemożliwy. „Związek” zaśmiała się na samą myśl o czymś takim. Było późne sobotnie popołudnie. Jak zwykle dom świecił pustkami. Wszyscy gdzieś wybyli. Wyjątkowo pierwszy wpadł Miki. W niezbyt radosnym nastroju (tym razem nie poderwał żadnej interesującej dziewczyny). - Oto jestem cały do twojej dyspozycji… - Co randez-vous nie wyszło?- rzuciła kpiąco. - No wiesz, żadna nie jest tobą więc odpada. - Dobra, dobra nie podlizuj się. A gdzie zgubiłeś Maćka? Pewnie znalazł sobie nową przyjaciółeczkę. - Skąd wiesz? A zresztą… - Chłopcze, że Maćka nie ma to rozumiem, ale co ty robisz w domu? - Jak to co? W końcu tu mieszkam… Nie, a poważnie to jakoś mi się nie chciało nigdzie iść. - Okej już nie pytam. Może jestem samolubna, ale cieszę się, że jesteś. - Taa i dlatego się mnie czepiasz? - Jasne. - Dobra to co będziemy robić? Może obejrzymy jakiś film? - Jasne, pewnie znowu jakąś beznadziejną komedię co??? - Mowa… To ja lecę po jakieś chipsy i coś do picia. Wytrzymał zaledwie do połowy filmu. W między czasie wróciła ciotka, ze swojej imprezy. Ona również od razu poszła spać. Ola nie była zmęczona. Rozmyślała o swym życiu, ale nie były to myśli wesołe (prawdę mówiąc najzwyczajniej w świecie użalała się nad sobą). Ostatnio miała wszystkiego dość. A już zwłaszcza propozycji bliźniaków by gdzieś z nimi wyszła. Czy oni nie wiedzą, że z takimi dziwolągami nie chodzi się po ulicach. Dobrze pamiętała to milczenie towarzyszące jej wejściu do jakiegoś sklepu, czy te wszystkie komentarze. Sama znała to aż za dobrze i nie chciała by bliźniaki się z tym spotkały. Swoją drogą, ciekawe czemu oni są do mnie tak przyjemnie nastawieni. Łudziła się trochę, że może po prostu da się ją lubić, jednak racjonalny rozum mówił, że jest im jej po prostu żal. W końcu zasnęła na podłodze przed telewizorem. Kiedy do domu wrócił Maciek znalazł ją pogrążoną w głębokim śnie. Chłopak był trochę zły, jego „randka” okazała się całkowitym niewypałem… Panna kompletnie nie miała własnego zdania i do tego cały ten jej śmiech (a śmiała się prawie cały czas) przypominał chichot hieny brrr...Jedyne co można było jej przyznać na plus to chyba uroda, chociaż do końca nie był pewny. Przez tę cała tapetę niewiele było widać. To była jedna wielka katastrofa z tą…. No jak jej tam….Cholera….Nawet nie pamiętam jak się nazywała… Usilnie starając się przypomnieć imię dziewczyny, o mało nie zdeptał śpiącej Oli. W ostatniej chwili powstrzymało go ostrzegawcze warknięcie Fariego. Zdumiony spojrzał pod nogi. U jego stóp leżał rozciągnięty pies i wtulona w niego dziewczyna. Jego twarz rozciągnęła się w bezwiednym uśmiechu. Taa z Olką przynajmniej można normalnie pogadać i w ogóle… Wiktoria przypomniało mu się nagle. Tak Wiki była całkiem różna od Olki. Porównanie to stanowczo wypadało na korzyść tej drugiej. Stwierdził, że przecież nie może tak biednej dziewczyny zostawić całą noc na tej bądź, co bądź trochę niewygodnej podłodze. Nie namyślając się wiele, delikatnie by jej nie obudzić, wziął ją na ręce. Zdziwił się, że jest taka lekka. Cicho gwizdnął na psa i ruszył na górę. Mógłby przysiąc, że to zwierze mrugnęło do niego porozumiewawczo, po czym pobiegło przodem. Pokręcił tylko głową i poszedł w jego ślady. W pewnej chwili choć nadal pogrążona we śnie objęła go za szyję. Położył ją do łóżka i sam poszedł spać. Jednak nie mógł zasnąć. Jego myśli zwróciły się do dziewczyny, leżącej dokładnie po drugiej stronie ściany. Zaśmiał się na wspomnienie tego, jak go wykiwała. Z niepokojem uświadomił sobie, że ona ostatnio chyba go unika. Ale czemu, przecież nic nie robił. Z postanowieniem, że dowie się czemu tak jest zasnął.

Maciek miał ten zwyczaj, że jak sobie coś postanowi to zazwyczaj to realizuje. Następnego dnia prosto z mostu zapytał - Możesz mi łaskawie powiedzieć czemu ostatnio mnie unikasz? - Że co?- pytana mało się nie udławiła jedzonym właśnie śniadaniem. Kompletnie tym niewzruszony poklepał ją, po czym dalej domagał się swojej odpowiedzi. - Maciek po pierwsze, przestań mnie tak walić po plecach (już pewnie mam pełno siniaków). A po drugie, to skąd ci przyszło do głowy, że cię unikam? Sprawiała wrażenie całkowicie zaskoczonej. Tymczasem w jej głowie panował totalny chaos. Jasny gwint, jak się zorientował. Mogę mieć tylko nadzieje, że się nie domyśli prawdy. A prawda była, jak w większości przypadków, dosyć błaha. Olka po prostu była w nim z lekka zakochana. Ale bardzo starannie się z tym kryła. Toteż teraz usiłowała zyskać na czasie i coś wymyślić. - Nooo nie wiem. Tak mi się wydaje. Zresztą ostatnio prawie w ogóle cię nie widuję w przeciwieństwie do Mikiego… - Fakt jemu stanowczo poświęcam dużo więcej czasu niż tobie…A nie wpadłeś czasem na to, że to tylko i wyłącznie twoja wina???- postanowiła wziąć byka za rogi. - Jak to moja? A co ja ci takiego zrobiłem, że mnie unikasz? - Ależ ja cię wcale nie unikam- stwierdziła słodko, w końcu nie musi wiedzieć wszystkiego-Zresztą nawet nie muszę. Ciebie i tak nigdy nie ma w domu…A tak w ogóle to co cię napadło? - Mnie? Nic.- Cholera co się ze mną dzieje. Pomyślał zbity z tropu. - Wiesz co, jakbym cię nie znała to pomyślałabym, że jesteś najzwyczajniej w świecie zazdrosny.- Zazdrosny o mnie dobre sobie. Boże, co ja dzisiaj wygaduje, chyba mi na mózg padło. - JA ZAZDROSNY??? Nie rozśmieszaj mnie…. W życiu nie byłem zazdrosny, a poza tym nie mam o co. - Wiesz zawsze musi być ten pierwszy raz nie? Dobra skoro już to sobie wyjaśniliśmy nie wiem jak ty, ale ja idę na mały spacerek z Farim. On przynajmniej jest szczery… Wyszła z pokoju pozostawiając Maćka w całkowitym szoku. Kiedy Michał wkroczył do kuchni zastał brata z obłędem w oczach, mamroczącego do siebie. - Ja zazdrosny? Dobre sobie. Co ona sobie w ogóle wyobraża… W życiu nie byłem zazdrosny i na pewno nie będę. Jeszcze o nią…- indyczył się. - Się masz brachu! Co ci się stało- zapytał zaciekawiony. - Mnie nic. I WCALE NIE JESTEM ZAZDROSNY jasne??? - A czy ja coś takiego powiedziałem? A gwoli ścisłości, o kogo jesteś zazdrosny? - Przecież ci mówiłem, że nie jestem- ryknął Maciek już do końca wyprowadzony z równowagi.-Ta, ta smarkula o niewyparzonym języku…ta nawiedzona pannica powiedziała mi wyobrażasz sobie, że jestem zazdrosny…Śmiechu warte. - Jaka nawiedzona, co?- w drzwiach stała wkurzona Ola- jeszcze raz powiesz coś takiego i po prostu zarobisz w zęby…. Michał wytłumacz temu wieśniakowi, że jest największym idiotą jakiego ten świat oglądał. Powiedziawszy to odwróciła się na pięcie i uciekła do siebie. - Ty…ja… - Ej, widzę że jej nieźle podpadłeś… - Ale przecież ja nic nie zrobiłem… - Poza nazwaniem jej nawiedzoną smarkulą, to rzeczywiście chyba nic…- odpowiedział ironicznie Michał. - Ooo, daj mi spokój. - Nie chcę nic mówić, ale może byś tak ją przeprosił, co? - Myślisz? - Raczej tak, chyba pierwszy raz widziałem ją taką wnerwioną. Tylko wiesz, postaraj się trochę. Najlepiej idź do kwiaciarni i kup jej jakiegoś kwiatka…. - Zwariowałeś ona mnie tu obraża, a ja mam jej w nagrodę kupować jakieś badyle??? - Z tego co zauważyłem to jak na razie ty ją obraziłeś, a ona to słyszała. Więc marsz do kwiaciarni. - No dobra, może tym razem masz rację… - Matole jeszcze się nie zorientowałeś, że ja zawsze mam racje…w końcu jestem twoją lepszą połową. Braciom zeszło jeszcze trochę na przekomarzaniu ze sobą, czyli ich ulubionej rozrywce. Maciek nie dał się jednak przekonać bratu do przeproszenia Oli. Zmienił zdanie gdy ta pomimo, iż prawie cały czas przebywali razem traktowała go jak powietrze. Zgnębiony Maciek nareszcie poczuł się do winy, tak bardzo, że nawet w ramach przeprosin zakupił jej długą czerwoną różę. Jednak jak na złość teraz nie mógł jej znaleźć, wsiąkła jak kamfora…. W końcu, lekko już zdyszany poszukiwaniami, dostrzegł ją siedzącą w głębi ogrodu. Pod krzakiem jałowca. Nie tracąc czasu pobiegł w tamtym kierunku.

Ola siedziała spokojnie wystawiając twarz w kierunku słońca. Był początek maja i słonko miejscami nieźle przygrzewało. Ona również rozmyślała o porannej kłótni. Jeszcze nigdy nie zdarzyło się by była taka zła na kogoś. Jednocześnie była uspokojona, że Maciek zupełnie nie zdaje sobie sprawy z jej uczuć, bo byłoby to wprost upokarzające. Na szczęście wszystko skończyło się całkiem dobrze. O ile można to nazwać szczęśliwym zakończeniem. Przez cały dzień udawała, że on nie istnieje. A trzeba przyznać, że to wcale nie było łatwe. Miała jednak już dużą praktykę w ignorowaniu wielu rzeczy, więc jakoś dała sobie radę. Pomimo, iż ciotka utrudniała jej to na wszystkie możliwe sposoby, nie mając pojęcia o porannej wymianie zdań.. Nagle usłyszała ciche kroki. To Maciek, już dawno nauczyła się rozpoznawać jego chód. Po chwili stanął tuż przed nią, zasłaniając słońce. Ola, która właśnie postanowiła dalej traktować go jak powietrze nic nie mówiąc, odsunęła się. Maciek tymczasem stał w tym samym miejscu, nie mówiąc ani słowa. Patrzył tylko w te jej bezbronne oczy. Teraz sam się sobie dziwił, jak mógł się z nią kłócić. Po raz pierwszy od miesiąca popatrzył na nią uważniej. Dotychczas nawet przez myśl mu nie przeszło przyjrzeć się jej dokładniej. Nie była jakoś szczególnie ładna, można powiedzieć, że wyglądała dosyć przeciętnie. Przynajmniej dopóki nie rozpuściła włosów. Teraz też miała je ciasno związane, ale pamiętał jak wyglądała wczoraj, kiedy niósł ją do łóżka. Ola zniecierpliwiona jego spojrzeniem poruszyła się nerwowo. Maciek przypomniał sobie o trzymanej w rękach róży i celu w jakim tu przyszedł. - Hej, słuchaj chciałem cię przeprosić. Głupio wyszło, ja naprawdę nie chciałem. Ja wcale nie myślę tak jak mówiłem… - Nieprawda, właśnie że tak myślałeś. A zresztą może faktycznie jestem tylko głupią smarkulą- uśmiechnęła się niewesoło. - Nieprawda- gorąco zaprzeczył- i nawet tak nie myśl…Jeszcze raz przepraszam. Wcale tak nie myślę po prostu byłem trochę zły i chciałem się na kimś wyżyć… - Co pewnie nieudana randka… - Skąd wiesz?- Kurcze jak nie wiele trzeba żeby ją rozweselić. I do twarzy jej tym uśmiechem… - A cóż by innego. Nie działo się nic ciekawego, a słyszałam że masz nową dziewczynę. - Dla twojej wiadomości wcale nie mam dziewczyny. A wczorajszy wieczór to kompletny niewypał, więc pomińmy to milczeniem. Chyba lepiej bym na tym wyszedł, jakbym został z wami. - Nie sądzę. Spędziliśmy dosyć nudny wieczór przed telewizorem. Zresztą Michał zmył się dość szybko. - Ty też nie wytrzymałaś chyba zbyt długo…moja rada: podłoga nie jest najwygodniejszym miejscem do spania… - Ale ja przecież nie spałam na podłodze… - Nie, spałaś na dywanie… Przynajmniej dopóki cię nie zaniosłem na górę…-sprostował. - To byłeś ty??? No tak, mogłam się tego spodziewać…W takim razie dziękuję bardzo. - Więc jak rozejm? - Zgoda…- Uścisnął jej dłoń, pozostawiając w niej zapomniany kwiat. - A to w ramach moich przeprosin.- Dostrzegł jej zdumiony wyraz twarzy- co się stało, nie podoba ci się? - To pierwszy kwiatek jaki w życiu dostałam…. - W takim razie cieszę się, że to mogłem być ja… - Nie pochlebiaj sobie, bo znowu zaczniemy się kłócić.- Roześmieli się oboje. Dalej siedzieli w zgodnej ciszy. Pierwsza przerwała ją Ola. - Maciek…- zaczęła nieśmiało- chciałabym cię o coś prosić… - Wal… - Bo wiesz, ja chciałabym wiedzieć jak wyglądasz. To znaczy mogłabym dotknąć twojej twarzy? Bo trochę dziwnie jest dostosować twój głos do obrazu dwunastolatka który pamiętam… - Jasne, jakoś nigdy o tym nie myślałem. No to dawaj.- Złapał jej ręce i przyłożył sobie do twarzy. Jej dotyk był bardzo delikatny. Maciek zdając sobie sprawę z banalności i beznadziejności mógł porównać to tylko do muśnięć skrzydeł motyla. Ola, siląc się na jak największy spokój, przesuwała tylko ręce. - Kurcze, faktycznie z ciebie jest niezły przystojniaczek… - Dzięki.- Maciek zarumienił się, chyba po raz pierwszy w życiu- No i widzisz co zrobiłaś, nie wiem co powiedzieć… - Tak, ale ty jesteś biedny.... straszne. W takim razie już nigdy więcej nie powiem ci nic miłego, żeby cię nie zawstydzać… - Kpisz ze mnie??? - Ja? W życiu... - Cześć dzieciaki, co robicie?- Zza klombu wyłonił się Michał z niewinną minką. - Jakbyś nie zauważył gawędzimy sobie…- Maćkowi owa mina wydawała się niezwykle podejrzana, ale nie miał zielonego pojęcia o co może chodzić. - Widzę, widzę. Mam tylko nadzieje, że do rękoczynów dzisiaj nie dojdzie… - Przymknij dziób co…? Albo gadaj czemu tak szczerzysz te zębiska??? - Ja??? Zdaje ci się braciszku…. Chyba trzeba ci będzie sprawić jakieś okularki… - Ty tu się o mój wzrok nie bój. Mam się jeszcze całkiem dobrze. Widzisz, on się ciągle ze mnie nabija i co ja mam robić?- zwrócił się do Oli. - Wiecie co chłopaki? Wy obaj jesteście siebie warci i równie okropni… - Jak to my????- zakrzyknęli chórem. - Tak wy. Ale i tak was lubię… A teraz zrobiło mi się trochę zimno, więc idę do domu. Po kilku kolejnych docinkach zgodnie pomaszerowali do środka. Dni mijały powoli, robiło się coraz cieplej. Tymczasem róża od Maćka stała, ładnie ususzona w długim wazonie. Chłopak (zero poszanowania dla romantyzmu…) już dawno proponował żeby ją wyrzucić, jednak Ola nie zgadzała się na to. Bądź co bądź, to był kwiat od ukochanego chłopaka, nawet jeśli ten nie miał o tym pojęcia. Wieczorami lubiła trzymać ją w rękach i wyobrażać sobie co by było gdyby…. Choć wiedziała, że to się nigdy nie ziści to jednak marzenia nic nie kosztują. W nich zawsze mogła widzieć, robić wszystko to, czego nie jest w stanie teraz. Potem musiała wracać z powrotem do szarej rzeczywistości. Znów była niewidomą z marnymi widokami na przyszłość, czy nawet na szczęśliwą miłość. W wyobraźni wszystko jest łatwe, a z radą czy pomocą pojawiają się przyjaciele.

Ostatnio Michał chodził jak struty. Zachowywał się wręcz jak jakiś robot. Nic nie było w stanie go rozśmieszyć, z nikim nie chciał rozmawiać, czym w końcu przejęli się wszyscy. Nikt jednak nie był w stanie, wyciągnąć z niego co mu się stało. Maciek podejrzewał, że ma to związek z jakąś dziewczyną. W końcu Ola, której najbardziej doskwierało przygnębienie ulubionego rozmówcy nie wytrzymała. Dopadła go wieczorem gdy wszyscy oprócz nich gdzieś wyszli, stwierdzając przy tym, że nie odpuści dopóki nie dowie się wszystkiego. - Miki, ostrzegam, jak mi nie powiesz co cię ugryzło to…Och w każdym razie lepiej dla ciebie będzie jak powiesz wszystko… - Nie ma o czym… - Taa, a ja jestem królewna Śnieżka… Gadaj szczerze jak na spowiedzi… - Ale nic się nie dzieje. Poważnie. - I po tym jak się zachowujesz myślisz, że ci uwierzę. Dobra skoro nie chcesz, to może ja zacznę. No więc z tego co się domyśliliśmy wszyscy wychodzi na to, że chodzi o dziewczynę. Od siebie myślę, że coś zmalowałeś i to poważnie bo zdaje się, że ona cię nie chce…I jak mi idzie…? - Skąd wiesz to wszystko???- Michał poruszył się gwałtownie zdumiony jej przenikliwością. - Och…-uśmiechnęła się w odpowiedzi- no wiesz praktyka czyni mistrza. To jak, powiesz mi resztę? - A co tu jeszcze można powiedzieć… - Hm może na przykład imię. - A tak… Justyna. Ja zrobiłem z siebie strasznego głupka. Chodziło o to, że kiedyś siedziałem z kumplami przy piwie. Taki jeden chciał się ze mną założyć o poderwanie jej. Co prawda nie zgodziłem się, ale jakoś tak wyszło, że zacząłem się z nią spotykać. No i ona dowiedziała się o tamtym i teraz nie chce mnie wiedzieć. Ostatnio powiedziała mi nawet, że jestem beznadziejny, bezduszny i w ogóle nie liczę się z innymi. - To faktycznie wpadłeś… - Mądrala się znalazła… Wiesz jakoś już to zauważyłem. Może lepiej byś mi coś poradziła. - Nie wiem coś wymyśle, ale na razie chciałabym się z nią zobaczyć. Mógłbyś ją tu jakoś przyprowadzić? Chciałabym z nią pogadać. Zresztą i tak nie mam żadnych koleżanek. Może wartałoby to zmienić… - Pogadasz z nią… naprawdę?- wyraźnie uszczęśliwiła go perspektywa, że być może ma jeszcze jakieś szanse.- i obiecujesz, że wszystko jej wyjaśnisz? - Niczego nie obiecuje- zaśmiała się słysząc jęk zawodu- …ale mam wrażenie, że jeżeli jest mądra, to sama wpadnie na to jakim jesteś skarbem. - Kurczę zaskakujesz mnie, tyle komplementów w ciągu jednej godziny… Olka ty się dobrze czujesz? - Widzę, że humorek nam wraca… Ta przyjazna komitywa zaskoczyła wracającego Maćka. - No nie! Nie ma mnie raptem parę godzin, a tu jakaś rewolucja… Istotnie zachowanie Michała zmieniło się diametralnie. Po raz pierwszy od dawna udało im się spędzić wspólnie miły wieczór pełen wesołych przekomarzań. Kiedy Miki wyszedł, Ola wyjaśniła sytuację palącemu się ciekawości Maćkowi. Potem jak przykładna rodzina poszli spać, mniej więcej w środku nocy.

Następnego dnia, zgodnie z obietnicą, Michał wrócił do domu z Justyną. Trzeba przyznać, że problemy miał z tym ogromne. Dziewczyna broniła się przed tym rękami i nogami. W końcu wyjawił, że Ola jest niewidoma i on chciałby żeby w końcu znalazła jakąś przyjaciółkę, a prawie nikogo tu nie zna. Jako, że Justyna była nadzwyczaj odpowiedzialna i zawsze skora do pomocy zgodziła się od razu. Gdy pojawili się w domu, nie zastali tam nikogo. A to od razu wzbudziło podejrzliwość jego towarzyszki. - Mógłbyś mi łaskawie wyjaśnić, co to ma znaczyć. Żarty sobie robisz czy coś… - Nie to wcale nie tak. Ja naprawdę nie wiem gdzie oni wszyscy wyparowali… Ale poczekajmy chwilę na pewno zaraz wrócą. Wkrótce faktycznie pierwszy w polu widzenia pojawił się Fari, za nim szli roześmiani Maciek i Olka. Miki odetchnął z ulgą. Justyna sprawiała wrażenie jakby za chwilę miała popełnić jakąś zbrodnię, a co tu dużo mówić ofiarą niewątpliwe byłby on… - Cześć. Przepraszamy za spóźnienie. Maciek powiedział, że nie da mi spokoju dopóki nie wyjdę z nim na spacer.-zaczęła Ola. - Jasne mogłem się tego spodziewać, już myślałem, że chyba wyparowaliście… Dobra Olka poznaj moją… yyy… Justynę. A to jest właśnie moja nowa, przyszywana siostra Aleksandra- wskazał na dziewczynę, która na te słowa uśmiechnęła się kpiąco. - No proszę, dorobiłam się już nawet statusu siostry… Tak w ogóle to cześć, miło cię poznać. Ostatnio wiele się o tobie nasłuchałam… - Pewnie od niego. Nie wierz mu zdaje się, że połowa tego co mówi jest kłamstwem… - Hej, to nieprawda- zaprotestował z rezygnacją wiedząc, że to i tak nie zmieni jej opinii o nim. - Dobra to co robimy?- Maciek zaczynał wykazywać lekkie zainteresowanie. - WY idziecie sobie gdzie chcecie, a MY tu sobie pogadamy… - Ja tam się nigdzie nie wybieram- Maciek nie dawał się tak łatwo przekonać. - Stary daj spokój, idziemy zanim nasłucham się reszty obelg.- Michał powoli dochodził do wniosku, że ma bardzo małe szanse na odzyskanie Justyny, pomimo wiary Olki. Dziewczyny początkowo czuły się niezręcznie, nie wiedząc o czym rozmawiać. Szybko jednak doszły do porozumienia i w niedługim czasie zapałały do siebie szczerą sympatią. Po kilku godzinach dołączyli do nich bliźniaki. Spędzili razem bardzo udany wieczór. Ola od dawna nie czuła się tak rozluźniona. Żegnając się, dziewczyny umówiły się na kolejne spotkania, po czym Michał prawie siłą wywlókł Justynę na zewnątrz. - I co myślisz? Chyba ci się podoba?- chłopak zaryzykował pytanie. - Jeśli pytasz o Olę, to owszem, ale sam się nie podlizuj bo jakbyś nie pamiętał to ze mną masz na pieńku. Dlatego daruj sobie. Po tej, jakże miłej, odprawie Michałowi nie pozostało nic innego jak odprowadzić Justynę i na razie dać jej po prostu spokój. Tymczasem Ola obmyślała swoją strategię odnośnie wyswatania wspomnianej wyżej dwójki. Głównie dlatego, że naprawdę Miki był dla niej niczym brat, a tak poza tym miała dość jego ciągle ponurej miny.

Powoli wielkimi krokami zbliżała się sesja, dzięki czemu, po raz pierwszy odkąd Ola zamieszkała w tym domu, bliźniaki poważnie się uczyły (lub też jak kto woli udawali, że się uczą bo zdolne były z nich bestie, aczkolwiek trochę leniwe…). Tymczasem dziewczyna postanowiła nie tłumiąc zapału zostawić ich w spokoju i choć raz w spokoju zobaczyć coś w telewizji. Przynajmniej do czasu, aż ktoś uporczywie zaczął dzwonić do drzwi. Mamrocząc pod nosem (załapała się na jakiś fascynujący film o dziobakach) poczłapała do drzwi, bo nikomu innemu jakoś nie przyszło to do głowy. - Hmm cześć! Są bliźniaki…?- odezwał się sympatyczny głos, po czym dodał po namyśle- albo chociaż jeden? - Są na górze zawołać ich, czy sam trafisz? - Znam drogę. A tak w ogóle to my się chyba jeszcze nie znamy… jestem Cichy, znaczy się Tomek, dla przyjaciół Cichy- obrzucił ją olśniewającym uśmiechem (przynajmniej w jego mniemaniu…) swych 30 zębów- dwa stracił w wyniku nieszczęśliwego spisku słodyczy i próchnicy, przeprowadzonego na nim w chmurnej młodości. - Hej! Olka. Już wiem dlaczego zadajesz się z chłopakami… gadasz jak oni… - Eee, tam przesada- machnął ręką i popatrzył na nią z zainteresowaniem- jesteś ich siostrą, jakoś nigdy o tobie nie mówili? - Nie, chociaż oni twierdzą co innego… ale dobra w końcu przyszedłeś chyba do nich, nie do mnie… - Bo nie wiedziałem jeszcze, że tu mieszka taka fajna dziewczyna. Teraz będę musiał was częściej odwiedzać… - Oj Cichy, Cichy ty stary podrywaczu, opanuj się trochę…- nagle rozległ się za nimi rozbawiony głos. Maciek stojąc obok schodów, z rozbawieniem przysłuchiwał się toczącemu się obok dialogowi. - Siemanko brachu… czemu ukrywacie tutaj tę biedną dziewczynę? - O przepraszam, wcale nie ukrywamy… Olka po prostu chadza własnymi ścieżkami, a tobie nic do tego… - Jasne kapuje- mrugnął do niego porozumiewawczo. Po czym obaj szybko ulotnili się na górę w celach iście naukowych, choć Aleksandra zaczęła w to wątpić, słysząc raz po raz głośne wybuchy śmiechu. Korciło ją żeby posłuchać, o czym oni tak zawzięcie dyskutują, jednak stwierdziła, iż nie ma co się zniżać poniżej pewnego poziomu i postanowiła iść na spacer. Wtedy jakby w odpowiedzi na jej myśli odezwał się telefon. To Justyna mając dość zakuwania do egzaminów, postanowiła wyciągnąć ją na małe szaleństwo zakupów. Szaleństwo to objawiło się stosem nowych ubrań, które trzeba było odpowiednio oznaczyć i posegregować, ale Ola czuła się szczęśliwa, jak zwykła normalna dziewczyna. Cieszyła się, że może wyjść do ludzi wiedząc, że ma na sobie całkiem modne ciuchy a nie jakieś stare i powycierane, co w pewnym stopniu dodawało jej pewności siebie. Gdy wróciła Tomek akurat zbierał się do wyjścia. Otrząsnął się już z lekkiego szoku jakim było dla niego to, iż Aleksandra jest niewidoma (początkowo w ogóle się nie kapnął biedaczek) i potraktował dziewczynę zupełnie naturalnie- co było niezwykle cenną poradą ze strony braci M&M jak ich nazywano w niektórych kręgach.

Spokojnie, bez większych przygód, minęły kolejne tygodnie. Zaczęło się lato bliźniaki co rusz gdzieś znikały. Dziewczyny coraz lepiej się poznawały i prawdziwie się zaprzyjaźniły. Ola była szczęśliwa, bo tak naprawdę nigdy nie miała przyjaciółki w swoim wieku, właściwie to nie miała żadnej przyjaciółki. Ale, że była również przyjaciółką Michała postanowiła w końcu porozmawiać na jego temat. Co zresztą wcale nie było takie trudne bo za ostentacyjnie demonstrowaną niechęcią widać było, że Justyna miała dla niego dużo cieplejsze uczucia. - Tak się zastanawiam- zaczęła dosyć niepewnie- co tak naprawdę jest między tobą, a Michałem? - Nic zupełnie nic…- zaprzeczyła szybko, zbyt szybko. - Hmm,czyżbym wyczuwała nutkę żalu? - Nie skąd- zaprzeczyła błyskawicznie, jednak po chwili wahania dodała- no może trochę. Ale on wszystko już na początku zepsuł i ja nie chce mieć z nim już do czynienia. - Widzę, że cię to chyba jednak trochę gnębi więc chyba jednak chciałabyś…W odpowiedzi usłyszała jedynie dźwięk nadlatującej poduszki, którą dostała w twarz. To tylko potwierdza moje teorie- rzuciła triumfalnie. - Daruj sobie, nie jesteś obiektywna. - Ty tym bardziej. Jak nie chcesz mówić to muszę dedukować. Zapewne było wcześniej coś między wami, ale ten cymbał ( kocham go jak brata, ale czasami jest po prostu beznadziejny) wszystko zepsuł. Ty się dowiedziałaś o czymś co zmalował, jak mi idzie? I powiedziałaś żeby sobie dał z tobą spokój, bo już ci się nie podoba (swoją drogą musiałaś być całkiem przekonująca, jeśli ci uwierzył). No a teraz łazi po domu i zatruwa nam wszystkim życie. Więc, jeśli możesz, błagam zrób coś żeby on znowu był sobą. Bo ja tego już dłużej nie zniosę, a o ile się orientuje to Maciek jest już gotowy popełnić morderstwo…. I jak? - Wiesz teraz jak cie słucham to, to wydaje się nawet całkiem zabawne. A ja, tak szczerze mówiąc, też mam już powoli dość tego wszystkiego. Ale jak sobie przypomnę, że podrywał mnie tylko dlatego, że się z kimś założył… Bo ja naprawdę myślałam, że po raz pierwszy jakiś chłopak ( mój własny książę z bajki) w końcu tak na poważnie się mną zainteresował. A tu guzik. On od początku miał mnie w nosie, chciał tylko wygrać jakiś głupi zakład- Czuła, że znowu zbiera jej się na płacz. Ostatnio ciągle się to zdarzało zwłaszcza, że widziała go teraz prawie codziennie. - Hej tylko bez ryczenia. Nie możemy się poddawać. A tak na marginesie, pozwoliłaś mu się chociaż wytłumaczyć. Może to wszystko to jakieś jedno wielkie nieporozumienie. - Myślisz? - Nie kochana, ja to po prostu wiem. Znam go nie od dziś i wiem, że w życiu by tak nie zrobił (przynajmniej świadomie, bo po pijaku to co innego). A poza tym bez przerwy zachowuję się jak ranny zwierz i ucieka do swojej nory, czego ja mam po dziurki w nosie, bo nie mam mnie kto rozśmieszać. A ponury Michał jest nie do przyjęcia, więc zrób coś wreszcie żebyście byli szczęśliwi oboje. Zrozumiano? - Nie wiem…. - Jak to nie wiesz??? Przecież się w nim kochasz, może i jestem ślepa, ale swoje wiem. I wiem, że te twoje uczucia z całą pewnością są odwzajemnione, więc dobra wróżka Aleksandra gwarantuje sukces jeśli zrobisz pierwszy krok… - A on nie może?- cicho jęknęła Justyna. - A niby jak? O ile się orientuje to on się stara już od jakiegoś czasu, ale to ty nie dajesz mu nigdy dojść do słowa i biedak już stracił nadzieje. Przykro mi, ale nie masz wyjścia. - Ale ja nigdy nie miałam chłopaka i nawet nie wiem jak się zachować. - Dziewczyno ile ty masz lat…. - 22… - Nie oto mi chodziło, ale mniejsza z tym… Filozoficznie ci powiem, że zawsze musi być ten pierwszy raz… - Dzięki, ale to trochę marne pocieszenie. - Lepsze takie niż żadne. I w ogóle przestań mi tu wybrzydzać…Masz mu dzisiaj wszystko powiedzieć jasne? - Boje się. A co jeśli on już mnie nie chce? - Nie gadaj tak. Jasne że cię chce, a niby dlaczego ciągle cię odprowadza do domu nawet jeśli ty nie chcesz, albo wiecznie chodzi ponury… - Dobrze zrobię jak radzisz- zdecydowała w końcu. - Nareszcie… Oho o wilku mowa. Na schodach dały się słyszeć głosy bliźniaków. Maciek oczywiście cały w skowronkach, Michał wprost przeciwnie. Po dłuższej chwili wpadli do pokoju i wieczór jak zwykle zakończył się ogólną bitwą na poduszki. Przy czym jedynym niezadowolonym w tym gronie wydawał się Fari ( nie mógł spać w tym ogólnym hałasie). Około jedenastej Michał jak zwykle odprowadzał Justynę do domu. Ola żegnając ich miała niezwykle zadowoloną z siebie minę, co natychmiast wydało się podejrzane Maćkowi. Jednak na pytania o powód stwierdziła tajemniczo, że niedługo sam się dowie. Tymczasem po około dwóch godzinach Michała jeszcze nie było co zdziwiło nieco domowników, bo droga zajmowała mu zazwyczaj raptem pół godziny. Tylko Aleksandra wiedziała co się dzieje, więc zacierała ręce szczęśliwa, że jej plan się powiódł. Nagle odezwał się telefon. Maciek znalazł się przy nim pierwszy i ze zdumieniem oddał słuchawkę Olce. - Dziękuj, dziękuje, dziękuje- Justyna niezwykle szczęśliwa po ostatnich przejściach- jesteś moją najlepszą przyjaciółka… - Więc jednak się odważyłaś… gratuluje. Opowiesz mi wszystko jutro, mam nadzieje. - Jasne, teraz chyba z tego wszystkiego nie zasnę. Ale się cieszę. - Pogadamy jutro, a teraz daj mi się trochę przespać. - Sorry, masz racje. To do jutra. - Pa, pa. Mniej więcej w tym samym czasie do domu wpadł jak burza Michał. Pierwszą rzeczą jaką zrobił było wytropienie Olki. Gdy ją tylko zauważył nie myśląc nawet co robi, złapał ją po czym podniósł do góry i zaczął kręcić się kółko. - Czyś ty kompletnie zwariował- zapytała zaskoczona dziewczyna. - Acha, ze szczęścia- odpowiedział chłopak. Jesteś prawdziwą przyjaciółką. Powiedz co zrobiłaś, że zmieniła zdanie? - O to już jest moja słodka tajemnica… - Zaraz, zaraz- wtrącił się Maciek- może powie mi w końcu któreś o co chodzi, bo się trochę nie mogę połapać. - Justyna mi wybaczyła i teraz jesteśmy razem, już na dobre. Hurra!!! A to tylko dzięki niej- wskazał na Olę, która natychmiast się zarumieniła. - Hej nie przesadzaj. Że tak powiem słynny urok bliźniaków też zrobił swoje…Dobra ja mam dość wrażeń na dzisiaj. Idę spać i więcej nie będę was godzić, więc żadnych kłótni ok.? -Dla ciebie wszystko…

Następny dzień zaczął się całkiem normalnie. Przynajmniej dopóki Michał nie przygalopował do domu z bukietem kwiatów. Biedna Aleksandra mało nie udławiła się jedząc śniadanie, ale na szczęście w pobliżu był Maciek, który z szerokim uśmiechem spełnił swój obowiązek i z całej siły uderzył ją w plecy ( na szczęście dla niej wystarczył tylko jeden raz…). Kwiaty miały być podziękowaniem ( cóż Miki nie miał pod tym względem zbytniej fantazji). Następnie bez większych trudności udał im się przeżyć do końca śniadanie. Dopiero po około dwóch godzinach ( Ola sprawdzała z ciekawości czas) do drzwi zapukała Justyna. Również cała w skowronkach przybiegła „zdać raport” z wczorajszych działań. W końcu była to dla niej teraz rzecz najważniejsza. Zastała Olę akurat przy koszu z praniem, z czego bardzo ucieszyła się ta ostatnia, gdyż inaczej o pomoc w segregacji musiałaby poprosić kogoś innego, a tego nie lubiła. W zasadzie nie był to dla niej aż tak wielki problem, ale zawsze lepiej mieć na nogach skarpetki w jednym kolorze. Z resztą radziła sobie bardzo łatwo. Po prostu każda rzecz oznaczona była w inny sposób, dzięki czemu dziewczyna bez problemu mogła normalnie funkcjonować. Justyna ze wszystkimi szczegółami opowiedziała jej wczorajsze zajścia. Po czym uszczęśliwiona wygadała się, że prawie w ogóle w nocy nie spała (Michał przez pół nocy słał biednej dziewczynie smsy, do czasu aż padła jej komórka). Niedługo później do dziewcząt dołączył sam zainteresowany. Co spowodowało żywiołową reakcję 50% osób w pokoju (Fari akurat w tym czasie wybrał się na mały spacerek z Maćkiem, zdrajca do tej pory nie tolerował czegoś takiego z nikim, a teraz proszę…). Zakochani wkrótce ulotnili się, dzięki czemu Ola została całkiem sama. Nie żeby jej to jakoś specjalnie przeszkadzało, w końcu potrafiła ich zrozumieć, ale zdezerterował nawet Faruś (dotąd najpewniejsza ostoja). Wykorzystując chwile odosobnienia wymknęła się do ogrodu. Udało jej się tam kiedyś znaleźć całkowicie odosobnione miejsce. Z jednej strony otoczone miniaturową wierzbą babilońska, a z drugiej szpalerem róż. Znała już tę drogę dokładnie i bez problemu potrafiła tam trafić, nawet bez pomocy Fariego. Nawet nie musiała zabierać ze sobą laski (szczerze jej nie znosiła). Początkowo po przeprowadzce, siłą rzeczy nie mogła się bez niej obejść, ale teraz gdy już poznała całe otoczenie z radością mogła odrzucić ją w kąt. Usadowiwszy się wygodnie wróciła myślami do swych przyjaciół. Bardzo cieszyła się ich szczęściem, ale jak każdy człowiek w pewnym stopniu poczuła się, sama nie wiedziała jak to nazwać, chyba najlepszym słowem byłaby tu zazdrość. Nie jakaś zwyczajna zawiść z powodu szczęścia innych. Było to raczej powodowane faktem, iż zdawała sobie sprawę z tego, iż od tej pory przyjaciele będą chcieli spędzać czas głównie ze sobą. Ona chwilowo zostanie wyłączona na margines. Swoją drogą wcale nie zamierzała się temu przeciwstawiać (w końcu sama ich pogodziła). Wręcz przeciwnie, w końcu Ola nauczyła się już do tej pory znosić samotność. Pozostawał co prawda jeszcze Maciek, ale on był już przypadkiem całkowicie beznadziejnym. Tak naprawdę nigdy nie czuła się w jego towarzystwie tak dobrze, jak Michała. Zakochała się w nim jak głupia i kompletnie nie wiedziała co ma z tym zrobić. Na razie po prostu starannie to ukrywała przed wszystkimi (chyba jej się to udawało, bo nawet Justyna wyczulona w tej kwestii nie zdawała sobie z tego sprawy).Właściwie kiedy to się stało była jeszcze małą smarkulą, ale on już wtedy był piekielnie przystojny. Co prawda byli identyczni z Michałem, a jednak wybrała tego pierwszego. Sama nie wiedziała dlaczego. Z przerażeniem stwierdziła, że on nadal jej się podoba. Więc teraz miała mały problem. Czuła się jak w jakiejś cholernej telenoweli. Zaśmiała się na sam pomysł. Ona biedna uboga dziewczyna, przygarnięta przez w zasadzie obcych ludzi ( w końcu nie łączyły ich żadne więzy krwi chyba można powiedzieć, że na szczęście bo zakochać się np. we własnym kuzynie, to by dopiero była prawdziwa tragedia. Chociaż tyle…). Co prawda nie jestem zbyt piękna (rzecz gustu, bo tak naprawdę żeby nie skłamać jej uroda wydawała się dosyć przeciętna, poza oczami które naprawdę były niezwykle zielone, co przywodziło na myśl jakąś niezbadaną głębię). I oczywiście on przystojny bogaty panicz. I prawie na pewno niedługo pojawiłaby się jakaś zakochana pannica, chcąca go mieć tylko dla siebie. Istniał w tym rozumowaniu tylko jeden główny szkopuł: sam zainteresowany wcale nie kochał się w nowej lokatorce jego domu. Nagle w ogrodzie rozległ się głośny tupot psich łap i trochę cichsze kroki. Olka mogła się założyć że należą one do Maćka. Po chwili znaleźli ją. Pierwszy z radosnym ujadaniem rzucił się na nią Fari. Dziewczyna nie wytrzymała natłoku jego ciała i przewróciła się na plecy, wykręcając głowę przed ciepłym jęzorem, usiłującym polizać po twarzy. - Hej Faruś. Ej przestań. Proszę…-pies nie dawał za wygraną. W tym czasie dołączył do nich Maciek, we własnej skromnej osobie- Nie błagam dość, bo nie dostaniesz swoich ciasteczek. Zobaczysz…- Na słowo ciasteczka pies zastrzygł uszami i natychmiast się uspokoił, po czym spojrzał na nią wzrokiem, który wyrażać miał całkowitą niewinność. Tymczasem Maciek patrząc na całą sytuację wybuchnął gromkim śmiechem, po chwili wahania zawtórowała mu Aleksandra. - No nie, co za łasuch… Zawsze się tak daje przekupić?- zapytał. - Mhm, to jest jego przysmak od lat. A poza tym jakbyś jeszcze nie zauważył, on uwielbia jedzenie mimo, że nie wygląda. - Zapamiętam sobie na wypadek gdybym chciał go czasem przekupić. Czemu się tak zakamuflowałaś, chowasz się przed czymś czy co? - Nie dlaczego. Po prostu chciałam sobie coś przemyśleć. - Mam nieskromną nadzieje, że o mnie co…??? - Chyba śnisz- po czym natychmiast się zaczerwieniła. Matko mam nadzieje, że nic nie zauważył. W końcu siedzę na słońcu i już jestem czerwona.- Myślisz, że nie mam już o czym myśleć, czy tylko ćwiczysz jak uwodzić swoje nowe dziewczyny? - No wiesz? Jak możesz mnie tak ranić… - Dla ciebie wszystko… - A już myślałem, że mnie lubisz. - Podlizujesz się czy jak? - Jak miło, że się domyśliłaś. No więc jak, lubisz mnie jeszcze? - Jeśli to ma mi zapewnić spokój, to muszę chyba powiedzieć, że tak. Lubię cię strasznie. A może lepiej będzie: Maciek ja cie po prostu chyba kocham, normalnie uwielbiam cię. I co lepiej? - Taa kpij sobie kpij… - Hej chyba się na mnie nie obraziłeś? - Może. Jak mnie ładnie przeprosisz to ci wybaczę.- rzucił chytrze. - Maciek co ty za durne gierki uprawiasz? Nudzi ci się czy co. Znajdź sobie może jakąś dziewczynę albo coś… - A po co? W końcu mam ciebie… - Dzięki o niczym innym nie marzę..- ledwie zdobyła się na żartobliwy ton. Boziu, jakbym chciała żeby to była prawda.- pomyślała. - I przypominam ci, że nadal jestem na ciebie obrażony… - O ja biedna i cóż ja mam robić….- westchnęła z udanym ubolewaniem. - Jak to co już ci mówiłem. Masz mnie po prostu ładnie przeprosić… - Czy tak będzie dobrze?- nie myśląc postanowiła zrobić coś o czym od dawna skrycie marzyła. Szybko pocałowała go w policzek ( na więcej nie starczyło jej odwagi) po czym zatrzepotała parodiująco rzęsami i słodkim głosikiem powiedziała: - Przepraszam…- po czym rzuciła już normalnym głosem- i jak wystarczy? - Ja…eee… wystarczy- Maciek wydawał się całkiem zaskoczony. Ciekawa była jaką ma teraz minę. - Dobra, a tak poważnie gdzie byliście- zapytała, tarmosząc Fariego za uszy. - Tu i tam. Trochę sobie pobiegaliśmy. Muszę przyznać, że twój pies wzbudza prawdziwą furorę. Dostałem jakieś trzy albo cztery numery od dziewczyn uważających, że mam fascynującego zwierzaka i jak o niego dbam… - No wiesz stosowanie MOJEGO psa przewodnika do tanich podrywów, to już chyba lekka przesada. - Eee tam. Zresztą ja ich wcale nie podrywałem same przyszły… - Wielka mi różnica. A właściwie czego się spodziewałeś? W końcu wszystkie mdleją na twój widok…- wskazała na niego oskarżycielsko. - Jasne.. Teraz to ty się podlizujesz… I przypomniało mi się, że TY jakoś nigdy nie zemdlałaś. - Ale mój drogi, to byłoby trochę nielogiczne… - Dlaczego?- zapytał z ciekawości. - Bo ja cię NIE WIDZĘ… - Oj daj spokój.- zrobiło mu się głupio, poznała po głosie. - Hej przestań- rzuciła szybko, nie chciała żeby to tak wyszło- nie chcę żebyś się przejmował tym. Jasne…? - Chyba tak…-powiedział niepewnie. - Ja mówię poważnie. Jestem całkiem normalną dziewczyną i chcę taką być, więc mógłbyś mnie tak traktować… - Postaram się, ale niczego nie obiecuję… - Mam nadzieję. Bo wiesz nie jesteś pierwszy. A ja nie chcę żeby ciągle ktoś przeze mnie czuł się głupio uważając, że strzelił jakąś gafę. - Mhm, zapamiętam. - Ale kończmy ten temat, bo nie chcę cię zanudzać… - Wcale mnie nie nudzisz. Zresztą ostatnio i tak nie mam z kim pogadać… - Jak to, a te twoje wszystkie dziewczyny?- rzuciła przekornie. - Daj sobie z nimi spokój.. Ty jesteś ich całkowitym przeciwieństwem, z czego muszę przyznać bardzo się cieszę. - Przeciwieństwem? Czyżby to miał być komplement- nie bardzo wiedziała, co chciał przez to powiedzieć. - Tak. Lubię cię bo można z tobą normalnie pogadać o różnych rzeczach. I tak w ogóle to mam dla ciebie mały prezent… - No co ty, dla mnie…?- co jak co ale tego się po nim nie spodziewała, w ogóle cała ta dzisiejsza rozmowa była jakaś nierzeczywista. Chyba pierwszy raz gadali szczerze i co dziwne tak długo. - Mam nadzieję, że ci się spodoba…- mówił trochę niepewnie (w końcu nigdy nikomu nie kupował takich prezentów)- otworzyli niedaleko małą księgarnie, no i pomyślałem sobie… A zresztą… trzymaj, nie wiedziałem za bardzo co lubisz więc byłem zdany na siebie. Włożył jej pakunek w ręce i czekał w napięci aż rozpakuje. Aleksandra kompletnie zaskoczona nie wiedziała co powiedzieć. Sama już nie pamiętała kiedy ostatni raz dostała prezent całkiem bez okazji. Maciek niecierpliwił się coraz bardziej więc szybko bez dalszych ceregieli odwinęła papier i wyciągnęła dwie całkiem sporawe książki. Zaskoczona przesunęła rękami po okładce wyczuwając pod palcami dobrze znane litery z alfabetu Braille’a. - Są dwie. Jedna to podobno jakaś romantyczna powieść (podobno bardzo dobra), druga kryminał bo nie wiedziałem co będzie lepsze. Hej co jest?- zaniepokoił się widząc jej bezruch. - Nie nic. Przepraszam po prostu jestem w szoku. Nie obraź się, ale jesteś ostatnią osobą od której oczekiwałabym prezentów, a już zwłaszcza takich… - W końcu jesteś już prawie moją siostrą…a ja czasami lubię robić prezenty rodzinie. A poza tym nie będziesz się przynajmniej nudzić jak nas nie będzie- dokończył niezręcznie (sam nie do końca wiedział czym uzasadnić kupno książek. Właściwie zmusił go do tego jakiś impuls). - Nie wiem co powiedzieć… - „Dzięki” było by chyba idealnym słowem. - W taki razie wielkie dzięki Macieju.- mówiąc to uściskała go mocno. - Nie ma za co. Hmm nie wiesz czasem która godzina, bo tak sobie tu siedzimy. Nie wiem jak ty, ale ja tam bym coś zjadł. - Wtorek czternasta dwadzieścia pięć- odezwał się automatyczny głos zaprogramowanego zegarka. - Spoko. Skąd masz w ogóle taki farciarski zegarek? - Dostałam na urodziny zaraz po wypadku. Wiesz, w moim stanie najgorsze jest nie wiedzieć która godzina. To naprawdę może doprowadzić człowieka do obłędu. A tak przynajmniej jedno mam z głowy. Trochę pomógł nam w jego zdobyciu lekarz. Na początku nawet nie wiedziałam, że istnieje coś takiego, a tu chociaż jakaś miła niespodzianka. - Dobra idziemy bo jestem coraz bardziej głodny. Maciek wstał i szybkim ruchem otrzepał spodnie z trawy, po czym złapał Olę za rękę i łatwością poderwał do góry. Wówczas wstał również Fari (choć być może nie jest to zbyt dobre określenie tego co zrobił). Gdyż pies wesoło ujadając, całą siłą rozpędu wpadł swym niemal stukilowym cielskiem we właścicielkę. Ta z kolei, nie spodziewając się tak niecnego ataku, wpadła na Maćka, który nie mając się już na kogo przewrócić poleciał prosto na zieloną trawę (biedak trochę się potłukł). Przez chwilę żadne z nich nie poruszyło się. Pierwsza jakiekolwiek oznaki życia wykazała dziewczyna, rękoma usiłując zorientować się gdzie jest i w jakim stanie. - Żyjesz?- w odpowiedzi usłyszała cichy jęk. - Chyba nieee… a Ty? - Wiesz, ja chyba miałam bardziej miękkie lądowanie… - Fakt. Twoja przenikliwość po prostu powala z nóg. - Widzę, że chyba naprawdę nic ci się nie stało. - Nie… wiesz nie mam nic przeciwko temu, że na mnie leżysz (to nawet całkiem przyjemne) ale odnoszę wrażenie, że ktoś tu idzie i może być trochę zdziwiony naszym widokiem… - Jejku przepraszam…- szybko stoczyła się na trawę, wymyślając sobie od idiotek. Sama nie wiedziała czemu nie zrobiła tego wcześniej. Po chwili rzeczywiście obok nich pojawiła się ciotka z zaproszeniem na obiad.

- Nie ja mam po prostu tego dość… Ja chyba za chwilę oszaleję…- Aleksandra mamrotała do siebie coraz bardziej bezsilna. Przyczyna owego samopoczucia była niezwykle banalna. Chodziło o to, że dziewczyna nudziła się dokumentnie. Niestety jej kalectwo, choć na co dzień zbytnio jej już nie przeszkadzało ( w końcu lata praktyki czynią swoje…), uniemożliwiało jej wykonywanie pewnych czynności. Ostatnio dziewczyna nie potrafiła znaleźć sobie miejsca. - Olu to ty?- rozległ się nagle głos z salonu. - Tak ciociu. Co porabiasz ciekawego?- zapytała. - Ach nic dziecko. Oglądam stare zdjęcia i wspominam stare czasy… Kiedyś świat był zupełnie inny… - Inny? W jakim sensie inny?- zapytała zaciekawiona. - Hmm czy ja wiem, po prostu ludzie nie spieszyli się tak jak teraz. A pieniądze, czy kariera nie były aż tak ważne. Czasami jak patrzę na te dziewczyny, z którymi umawiają się moje wnuki to po prostu ogarnia mnie przerażenie. Ja bardzo chcę żeby byli szczęśliwi, ale jak one się ubierają, te dekolty prawie do pępka, kolczyki w nosie och… Ja tam jestem dosyć liberalna, ale niektórych ich odzywek nie jestem w stanie znieść. - No, ale Justyna chyba ci odpowiada… - Tak to kochana dziewczyna- ciotka rozpromieniła się na myśl o niej- to jeden. Teraz martwię się już tylko o Maćka. Zresztą on zawsze miał jakieś dziwne te dziewczyny. Nie żebym krytykowała jego gust, ale one bardzo dbały o swój wygląd, w przeciwieństwie do tego co miały pod kopułą, jak to się mawiało w moich czasach. - Nie martw się ciociu poradzi sobie. Zobaczysz jeszcze kiedyś ci zadziwi.- Ola uśmiechnęła się smutno na myśl o przyszłej dziewczynie jednego z bliźniaków. A zresztą co mi tam, grunt to się nie przejmować. Pomyślała. W końcu trzeba twardym być, jak to mawiają.

Nie ma to jak wizyta kochanej rodzinki, ironicznie pomyślał Maciek. Nie przepadał specjalnie za odwiedzinami starych ciotek, co mniej więcej przypadało cztery razy do roku (licząc święta, kiedy to cała familia zbierała się do kupy, w celu podtrzymania więzi i już mniej podniosłej wymiany rodzinnych ploteczek. Wtedy można było się dowiedzieć wszystkiego… kto z kim się ożenił, komu co się urodziło, gdzie kto pracuje i wielu równie ciekawych rzeczy). Z doświadczenia wiedział, że w ciągu najbliższych dwóch dni czeka go niezłe śledztwo, a przesłuchiwać go będą niezrównane w swoim fachu ciotka Aniela i Genowefa ( stare panny pełną gębą czasami wydawało się, że należą do poprzedniej epoki). Chłopakowi właśnie udało się wcześniej skończyć kolację i bez zbytniej rozpaczy rzucił brata na pożarcie głodnym wiedzy ciotkom. W końcu on był mniej ciekawy, a Michał miał dziewczynę i trzeba było wyciągnąć z niego jakie ma w stosunku do niej zamiary. Co jak co, ale chłopak uśmiechnął się na wspomnienie błysku w ich oczach, gdy przystępowały do zabawy. Swymi przemyśleniami podzielił się z Aleksandrą. Jednak ona nie zgadzała się z jego zdaniem, powiedziała tylko - Wiesz ja myślę, że takie rzeczy doceniamy dopiero wtedy, kiedy je tracimy. A za coś takiego oddałabym prawie wszystko. Ja mam tylko Fariego. To i tak dużo, ale on nigdy o nic nie zapyta. Nie nawrzeszczy na mnie, że coś zrobiłam nie tak. Rodzina i jej zainteresowanie jest czymś niepowtarzalnym, wiec lepiej nie narzekaj. - Myślisz? Nigdy się nad tym nie zastanawiałem… Ale czekaj. Chyba coś pominęłaś, teraz to my jesteśmy twoją rodziną. A jak bardzo ci na tym zależy, to ja zawsze mogę na ciebie powrzeszczeć.- uśmiechnął się chytrze. - Co za ulga. Zawsze wiedziałam, że mogę na ciebie liczyć. - Dla ciebie wszystko… - Chociaż raz mógłbyś być przez chwilę poważny i nie nabijać się ze mnie?- zezłościła się nagle. - Hej, nie wściekaj się tak. Chodź tu- złapał ją za ramiona i mocno przytulił- mówiłem poważnie. Teraz to ja jestem twoją rodziną i zawsze możesz na mnie liczyć. Obiecuje. - Wiesz Maćku, zawsze- to bardzo długo. - Wiem, ale wcale nie zmienię zdania.

Justyna zadzwoniła i niezwykle podekscytowanym głosem rzuciła, że ma dla Aleksandry niezwykle ciekawą niespodziankę i propozycję wprost nie do odrzucenia. Jednak w celu jej poznania muszą koniecznie spotkać się osobiście, więc ma koniecznie dziś nigdzie nie wychodzić (niby jakbym wychodziła codziennie- pomyślała ironicznie). Okazało się, że na jej uczelni postanowiono eksperymentalnie wprowadzić kurs dla osób niewidomych, dzięki czemu będą mieli szanse zdobyć wyższe wykształcenie i kwalifikacje do zawodów. Ola wydawała się bardzo szczęśliwa, teraz przynajmniej miała szanse w końcu zrobić coś ze swoim życiem. Obiecała więc sobie, że na pewno ją wykorzysta. Reszta usłyszawszy o co chodzi, przyklasnęła z zadowoleniem. Po krótkim czasie załatwiania niezbędnych formalności stała się prawdziwą studentką. Choć dopiero w październiku wszystko miało się rozpocząć na dobre.

Było wczesne popołudnie kiedy w domu wparował wielce zaaferowany Tomek. Drzwi oczywiście otworzyła mu Aleksandra (jak zwykle nie było komu wykonać tak prozaicznej czynności). - Cześć piękna! Są chłopaki? - Nie ma, aczkolwiek zaraz powinni być. Pojechali do jakiegoś sklepu, więc na razie pozostaję ci tylko moja skromna osoba.- na te słowa stanowczo zaprotestował Fari głośnym szczeknięciem- Lub też ewentualnie mój pies… - Hmm to strasznie trudna decyzja, chyba będę się musiał nad tym dłużej zastanowić. - Och jesteś po prostu okropny.- dziewczyna tylko pokręciła głową i zapytała zaciekawiona- A cóż to za nagłą sprawę masz do bliźniaków? - Tak w zasadzie to ciebie też to obejmuje… - Mnie…???- uniosła w zdumieniu brew. - Mhm. Ale nie będę się powtarzał dziesięć razy. To na razie powiedz co słychać u ciebie i tego warczącego potwora. Swoją drogą, że też temu psu chce się na mnie warczeć za każdym razem kiedy go widzę. - On po prostu mnie pilnuje więc na niego tak nie narzekaj. A zresztą na początku prawie na każdego tak reaguje, więc nie narzekaj. Przejdzie mu w końcu. Może mi jednak powiesz z czym przychodzisz? - Później… Dalej rozmawiali w najlepsze tocząc słowne pojedynki, podczas których Ola starała się czegoś dowiedzieć, ale Cichy umiejętnie ją zbywał. W końcu uratowali go bliźniacy. Na ich widok Tomek odetchnął z ulgą. - No wreszcie, już myślałem że mi wywierci dziurę w brzuchu… - A o co biega?- zapytał Maciek. - Siadajcie mam z wami do pogadania. Jest sprawa. Mam wolny domek w górach na dwa tygodnie i zbieram małą ekipę na wypad… płacimy praktycznie tylko za przejazd bo i tak muszę popilnować tego dobytku. I co myślicie? Bracia porozumieli się wzrokiem. Od jakiegoś czasu i tak sami planowali wycieczkę, więc ta propozycja była dla nich niezwykle kusząca. Maciek zapytał jeszcze dla ścisłości: - A kto jeszcze będzie? - Ja, moja dziewczyna, mój kumpelze szkolnej ławy, ale i tak go nie znacie, jego dziewczyna i wy z ewentualnymi osobami towarzyszącymi… - No to my się piszemy. - A ty Olka?- dla ścisłości chciał wiedzieć Tomek. - Ja? Dzięki, ale jakoś nie sądzie żeby to był dobry pomysł. - No co ty…-Cichy wydawał się zdumiony, tak samo jak bliźniaki. Nie możesz mi tego zrobić. Majka ciągle suszy mi głowę, że musi cię poznać. Nie rób mi tego. Proszę… - Nie zrobi… nie przejmuj się już my ją do tego przekonamy. Daj nam tylko trochę czasu… - Dobra zresztą i tak już muszę lecieć. Ale jutro muszę mieć zdecydowaną odpowiedź, bo jedziemy w piątek. - Damy ci znać. - Hej co wy sobie w ogóle myślicie, że niby kim ja do jasnej cholery jestem co…??? – Aleksandra wybuchła gdy tylko zamknęły się za Tomkiem drzwi. Michał umiejętnie ulotnił się wymawiając, że musi na ten temat pogadać z Justyną. - Hej może najpierw uspokój się trochę…- Maciek nie był do końca pewny jak przekonać ją do zmiany decyzji. Ale zawsze będzie miał po tym satysfakcję- myślał. - Nie będę się uspokajać. Niby dlaczego. I nawet nie myśl, że z wami pojadę. Zresztą kto wam pozwolił za mnie decydować. Nie, nawet nie chcę wiedzieć..- machnęła ręką. - A możesz mi chociaż powiedzieć, czemu jesteś taka wściekła?- zapytał lekko rozbawiony tą tyradą. - Ja wcale nie jestem wściekła…- zaprzeczyła gwałtownie doprowadzona do szału, usłyszawszy wesołość w jego głosie. Po czym szybko uciekła, kiedy nagle wybuchnął śmiechem.

Było koło drugiej w nocy, gdy Maciek w końcu oderwał się od komputera. Robił stronę na zamówienie. Czasami bracia dorabiali sobie w ten sposób. Gdy wstał, zaprotestować usiłowały prawie wszystkie kości. Nie ma co starzeje się- pomyślał i zachichotał. Nagle zza ściany dobiegły go ciche jęki. Chłopak zmarszczył brwi. Chwila zastanowienia pozwoliła mu uświadomić sobie, że pokój za tą ścianą zajmuje Aleksandra i chyba powinien sprawdzić co się z nią dzieje (nie był w tej chwili zbyt pomysłowy, na swe usprawiedliwienie miał jedynie fakt, że był środek nocy). Przez chwilę stał w drzwiach, chcąc…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych