Szukając Śmierci
Potęgi rozeszły się każda w swoją stronę. Tylko Śmierć została chwilę dłużej, patrzyła na Łowcę z nadzieją w oczach. Był taki spokojny...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Otworzył oczy, za oknem powoli wstawał świt, czas wstawać, pomyślał. Sięgnął po papierosy, zapalił. Jeszcze rozważał co chce dzisiaj robić. Miał wolne i nie musiał iść do pracy, wybierał pomiędzy siedzeniem przed telewizorem a poznęcaniem się nad komputerem. Zdecydował że poświeci się jednemu i drugiemu. Skończył palić, bez pośpiechu podniósł się z łóżka, poszedł do łazienki doprowadzić się do ładu. Odświeżony i ubrany szedł właśnie do kuchni gdy usłyszał jakiś szmer pod swoimi drzwiami. Jakby delikatne drapanie, coś co trudno byłoby zdefiniować. Sięgnął do kabury, wyjął i odbezpieczył broń, cichutko podszedł do drzwi. Drapanie nie ustawało, szybkim ruchem otworzył je i... I tak nie miałby najmniejszej szansy na oddanie strzału, wtargnęli do mieszkania szybciej niż tornado. Poczuł że się wywraca, a jego głowa odbija się od ściany, na chwilę stracił kontakt z rzeczywistością. Powoli wracał do siebie, najpierw zaczęły go dobiegać głosy, słyszał strzępy jakiejś rozmowy, kłótni. – Mówiłam ci żebyś był ostrożny, ale ty nie, musiałeś się tak śpieszyć, wleciałeś do tego mieszkania jak huragan, jejku jeżeli coś mu się stało wiesz co nam zrobi reszta Mówił zapłakany kobiecy głos. Jej towarzysz mówił szybko, jakby się bał że zaraz zabraknie mu czasu na powiedzenie czegokolwiek – Ja nie chciałem mu nic zrobić, przecież wiesz nigdy bym się nie odważył, to był wypadek zobaczyłem otwierające się drzwi i chciałem jak najszybciej być w środku, naprawdę to nie moja wina... Otworzył oczy, spojrzał n a kłócącą się parę, Rozpacz i Szaleństwo. Czego oni tutaj szukają, ból głowy nie pozwalał mu się w pełni skoncentrować. – Słuchajcie – powiedział – pomyliliście drzwi, facet którego opuściła żona mieszka piętro wyżej – Spojrzeli na niego, oczywiście Szaleństwo nie wytrzymało wystartowało w jego stronę z zawrotną szybkością, wołając – Jesteś cały, przepraszam to był wypadek, to Rozpacz mnie do tego popchnęła – mówiąc to sprawdzało czy faktycznie nic mu się nie stało. Robiło to oczywiście z szaleńczą szybkością i gwałtownością. Poczuł że jeszcze chwila tych zabiegów i faktycznie będzie potrzebował lekarza – Dość, odsuń się i bądźcie oboje przez chwilę cicho!!! – Krzyknął, musiał pozbierać myśli, obecność Szaleństwa źle na niego działa, był tylko człowiekiem. Starał się uspokoić, przyglądał się swoim gościom, widywał ich nieraz razem, ale dlaczego właśnie dzisiaj i do diabła dlaczego u niego w mieszkaniu? Czyżby ktoś chciał się go pozbyć? Ale dlaczego? Ostatnimi czasy nie wszedł żadnej Potędze w drogę. A nawet gdyby miało to miejsce, zazwyczaj przymykali na to oko. Po raz pierwszy od dawna nie wiedział o co chodzi. Zabić go nie mogli, to wiedział, Śmierć nie przyszłaby po niego, w końcu był jej jedynym przyjacielem. Mogliby doprowadzić go do szaleństwa, a to równałoby się wykluczeniu go z gry, równie dobrze mógłby być martwy. Szaleństwo i Rozpacz, przyszli żeby doprowadzić go do utraty zmysłów? Nie wiedział, tak czy inaczej nie miał wyjścia, w realnym świecie był w walce z nimi bez szans. Musiał improwizować. – Czego chcecie? – zapytał – mówcie, ale powoli i wyraźnie i nie jeden przez drugiego – dodał widząc jak oboje otwierają usta. – Łowco – zaczęła Rozpacz – Stała się rzecz straszna, wprost dramatyczna, taka klęska nie przydarzył się od stuleci – rozpaczała – jesteśmy w bardzo trudnej sytuacji z której jak mi się wydaje nie ma wyjścia, obawiam się że nie ma dla nas ratunku... – Przestań – przerwał jej, zrozumiał że od niej niczego się nie dowie, w każdym razie wiedział już że nie chodziło im o niego. Poczuł się dużo pewniej, teraz mógł się skoncentrować na tym co chcą mu przekazać i pomóc im wykrztusić to z siebie. Byli najbardziej niedorobionymi posłańcami jakich widział na oczy. – Szaleństwo, spróbujesz mi to wytłumaczyć ale powoli i jak najmniejszą ilość słów. Postaraj się – poprosił. Biedne Szaleństwo, to mogło być dla niego za trudne, powiedzenie tylko kilku słów, w dodatku powoli. Widać było jak spięło się w sobie i wykrztusiło – Potęgi się zebrały, mamy wielki problem, Rada powiedziała że tylko Łowca może nam pomóc, przybiegliśmy prosić o pomoc – Tylko Szaleństwo mogło mówić tak bez składnie. Zaczął się zastanawiać o co może chodzić, nigdy nie słyszał żeby Potęgi się spotykały, a już tym bardziej żeby prosiły o pomoc śmiertelnika, nawet jeśli jest Łowcą. W sumie nie miał nic do stracenia, mógł się z nimi udać, wiedział że Potęgi nigdy nie prosiły o nic żadnego człowieka. Zaczęło go to intrygować, nieczęste uczucie, postanowił włączyć się do gry. – Zgoda, zabierzcie mnie do pozostałych – powiedział. – Szaleństwo podeszło do niego chwyciło go mocno i szepnęło przepraszającym tonem – Trochę zaboli, ale nic na to nie poradzę, będę się śpieszył – Trochę, było zbyt delikatnie powiedziane, myślał że nie dotrwa do końca drogi. Udało się byli na miejscu, jeszcze nikt nie zauważył ich przybycia, miał więc czas przyjrzeć się zebranym. Większość z nich znał, jeśli nie osobiście to z widzenia. Na przykład Zemstę, niejednokrotnie razem wędrowali, teraz siedziała i krzyczała – Ludzie, wszystkiemu winni są ludzie, powinniśmy się odegrać, ukarać ich, niech wiedzą kto jest górą – Nieprawda, śmiertelni są niewinni, wszystkiemu winna jest Zawiść, zamknijmy ją gdzieś, zróbmy to dla jej dobra – wołała Miłość – Ależ moja droga mnie tam nie było, zresztą ostatnio zajmuję się tylko polityką – broniła się Zawiść. Łowca uśmiechną się pod nosem, gorzej niż małe dzieci pomyślał. Jeszcze zabawniejszy widok przedstawiał Lucyfer z Gabrielem, stali naprzeciwko siebie i obwiniali się wzajemnie. Lucek wołał – Przyznajcie się gdzie ją schowaliście, wiemy że to wy, w końcu obiecaliście ludziom nieśmiertelność, i musieliście jakoś rozwiązać ten palący problem. Tylko wy mieliście wystarczające środki żeby sobie z nią poradzić... – My? Spójrz co się dzieje na ziemi, to jeden wielki koszmar, piekło, czy myślisz że doprowadziliśmy do sytuacji przed którą bronimy się przez całą wieczność? – Gabriel wydawał się być szczerze oburzony. Zaczął się zastanawiać o co im chodzi, Wszyscy mieli do siebie jakieś pretensje, obwiniali się o coś, nie wiedział o co chodzi, musiał znaleźć kogoś kto mu wytłumaczy, kogoś kto nie traci panowania nad sobą. Rozejrzał się po sali, no proszę pomyślał któż inny może siedzieć w osobno, Rozsądek, tak to była Potęga z która właśnie chciał porozmawiać. Znali się dość dobrze, ale nie przepadali za sobą, oboje dobrze wiedzieli dlaczego, Łowca nie był rozsądnym człowiekiem. Teraz nie miało to znaczenia, musieli porozmawiać. Podszedł do Rozsądku, usiadł obok niego i zapytał – Powiesz mi o co chodzi? – Ten spojrzał na niego, uśmiechnął się smutno – Tak. Mamy niewesołą sytuację. Otóż zapodziała się nam gdzieś Śmierć. Zauważyliśmy to zaledwie kilka godzin temu. Nikt nie potrafi powiedzieć gdzie może być. Na ziemi zaczyna panować chaos, a to dopiero początek. Z chwili na chwilę będzie coraz gorzej. Jesteśmy bezsilni, wyczerpaliśmy wszystkie możliwe środki. Cała nadzieja w tobie – ostanie słowa nie były zbyt pocieszające, Łowca poczuł się jakby ktoś zrzucił mu na barki olbrzymi ciężar, ciężar którego nigdy nie miał zamiaru dźwigać. – Dlaczego ja? Skoro wy sobie nie poradziliście co może takie ziarnko piasku jak ja? Macie nieograniczone moce, zdolności a jednak jej nie znaleźliście, ja jestem tylko człowiekiem, wędruję po snach, nie posiadam żadnej umiejętności której wy byście nie mieli – Mylisz się Łowco – nawet nie zauważył kiedy dosiała się do nich Mądrość – posiadasz wszystkie nasze zdolności, z niektórych potrafisz korzystać z innych nie, niemniej jednak każde z nas jest częścią ciebie. Nie musisz tego rozumieć, może kiedyś pojmiesz o czym mówię. Ale masz nad nami przewagę, jesteś człowiekiem, zawsze będziesz myślał inaczej niż my, podążał innymi drogami. Masz szansę na odnalezienie Śmierci dużo większą niż my mieliśmy. Ponadto o ile wiem byliście przyjaciółmi, więc na pewno wiesz o niej dużo więcej niż my... – Tak ale to był inny rodzaj przyjaźni, do diabła my nawet nie zamieniliśmy ze sobą słowa. Po prostu spędzaliśmy dużo czasu razem. – Ktoś mnie wołał? – Lucyfer jakby wyskoczył spod ziemi – Nie bój się chłopcze, wiemy że ci się uda, przecież zawsze ci się udaje, mój szef zawsze się o to troszczył... – Twój szef? – Gabriel aż trząsł się z oburzenia – gdyby nie opieka którą nad nim sprawujemy... – Łowca myślał że oszaleje, najpierw zrzucają na jego barki taką odpowiedzialność, teraz diabeł z aniołem biorą się za łby, tylko po to żeby przekonać się kto ma większy wpływ na jednego śmiertelnika. Cała sala grzmiała od kłótni. Każdy chciał udowodnić swoja rację, odżywały jakieś zadawnione spory, wzajemne pretensje. Na szczęście Rozsądek odnalazł go w tym tłumie, i wyciągnął go z sali – Już teraz wiesz dlaczego Potęgi nigdy się nie spotykają w tak dużym gronie. Nie ma sensu żebyś dłużej brał udział w tej komedii. Myślę że powinieneś już wyruszyć w drogę. – Co będzie jak nie podołam, jak sobie nie poradzę? – Spokojnie, jestem przy tobie, pozwól że ci pomogę – to była Wiara, podeszła do niego i przytuliła mocno do siebie. Poczuł się dużo lepiej, spokojniej. Uwierzył w sukces. Był gotowy, miał już wyruszać gdy ktoś położył mu rękę na ramieniu – Poczekaj. Potrzebujesz mojej pomocy, bo widzisz będziesz musiał szukać Śmierci nie tylko GDZIE, ale również KIEDY – I Czas go napiętnował. Jeszcze tylko Nadzieja podbiegła do niego i delikatnie musnęła go ustami na pożegnanie. Łowca odszedł. Tak naprawdę to nie miał pojęcia gdzie mógłby zacząć szukać. Nieprawdopodobny był sam fakt zaginięcia Śmierci, tym bardziej że jeszcze w nocy była przy nim. Musiała zniknąć przed świtem. Nie miał żadnego śladu, żadnego punktu zaczepienia. Przysiadł na trawie, i wsunął znalezioną chwilę wcześniej grudkę ziemi do ust. Zaczął ją powoli ssać. Zaczął rozmyślać, może to któraś z potęg, postanowiła pozbyć się Śmierci jako niewygodnej konkurentki? Ludzi od razu wykluczył, żaden z nich nie miałby dostatecznej siły żeby usunąć śmierć. Może Śmierć poczuła się zmęczona, postanowiła chwilkę odpocząć i zapadła w długi sen, przecież nie było jej dopiero parę godzin. To była możliwość którą należało sprawdzić, udał się w sen, w ciągu jednego westchnienia przebiegł przez miliony umysłów, nic nie osiągnąwszy i gdy miał już wracać poczuł coś, próbował się tego uchwycić z całej siły, nie zdążył, Śmierć się obudziła. – Kurwa – był blisko, wiedział o tym, brakło mu ułamka sekundy. – Kurwa jego mać – powtórzył. Ponownie zaczął rozważać wszystkie możliwości, ludzie odpadali, to wiedział, więc zostawały tylko Potęgi. Tylko jaki interes mogła mieć któraś z Potęg w pozbyciu się Śmierci? Na wstępie wykluczył Lucka i Gabrysia wiedział że ich królestwa funkcjonowały głównie w oparciu o strach przed Śmiercią. Właśnie Strach, może się wystraszył, że sam któregoś dnia umrze i postanowił w jakiś sposób unicestwić Śmierć. Niemożliwe, dobrze o tym wiedział, gdyby taki pomysł przyszedł Strachowi do głowy, pewnie by się biedaczyna tak wystraszył że nie wytknąłby nosa z jakiejś dziupli przez kilka kolejnych dni. Więc kto? Może Miłość nie mogła patrzeć jak umierają jej ukochane dzieci? Zawiść, nie godząca się z tym że jest przy Śmierci nic nie znacząca? Zapomnienie, któremu uleciało z głowy po co to robi? Życie, nie mogące już dłużej przegrywać? Szaleństwo, któremu nagle coś odbiło? Było tak wiele możliwości, każda prawdopodobna. Błędne koło. Musiał podjąć decyzję, nie mógł dłużej czekać. Przeszukiwanie ziemi byłoby bezcelowe, Potęgi już to zrobiły więc były małe szanse żeby on znalazł coś więcej. Gdzie jej szukać? Gdzie lub kiedy? To też był duży problem wiedział że Czas sprawdził każdy zakątek dziejów od Adama i Ewy. Znów ślepa uliczka. Nie zostawili mu żadnej możliwości, był bez szans. „ Weź się w garść, pokaż co masz, nie daj się, klęskę swą zgaś...” zakołatał mu w głowie fragment piosenki. Odprężył się, postanowił chwilę odpocząć. Nagle zdał sobie sprawę że ma w coś w ustach, odrobinę piachu, resztki grudki którą ssał jakiś czas temu. Wypluł to co pozostało, odrobinę prochu, początek i koniec wszystkiego, zawsze tak myślał. Patrzył na tę odrobię piasku, początek i koniec... Wszystkiego? Nie tylko Ziemi, niczego więcej. Koniec go nie interesował, ale początek, owszem. Co było najpierw? Chaos. To przedstawiało duży problem. Kurewsko duży problem. Na początku był Chaos. I nic ponad to, żadnych ludzi, Potęg, nic. Jedyne miejsce w które Potęgi na pewno się nie zapuściły. Chaos, wszystko i nic, miejsce bez wyjścia. Jedyne miejsce w którym nie maiły prawa bytu. Podobnie jak ludzie. Poczuł że się poci, tak Rozsądek miał rację trzymając się od niego z daleka. Wiedział że nie ma najmniejszej szansy powrócić, przynajmniej nigdy nie słyszał żeby komuś się to udało, podobnie jak nie słyszał żeby ktoś próbował się tam dostać. I w tym tkwiła jego szansa. Właściwie jej cień... Dłużej się nie zastanawiał, wstał rozpędził się, błyskawicznie przebiegł przez historię Ziemi i zatrzymał się na progu. Miejsce oddzielającym, jego świat od Chaosu, cienka prawie niewidoczna linia. Nie oglądał się za siebie, skoro podjął już decyzję, zrobił krok do przodu... Nie tak to sobie wyobrażał, myślał że Chaos będzie pełen obrazów, rzeczy, kolorów, dźwięków i że to wszystko będzie no właśnie jakie? Chaotyczne? Coś mu się pokręciło. Nie zastanawiał się już nad tym. Tkwił pośrodku białej pustyni, nicości. Jakby chodził w mgle gęstej jak mleko. Biel i przerażająca cisza. Moce które dały mu kiedyś Potęgi zanikły, zresztą i tak tutaj nie miałby ich do czego wykorzystać. Znów był tylko zwykłym człowiekiem. Przepadłem pomyślał, utkwiłem tu na całą wieczność. Gdy uświadomił to sobie poczuł się dużo lepiej, jakby zrzucił z serca olbrzymi ciężar. – Więc skoro tutaj jestem, rozejrzę się po okolicy – powiedział sam do siebie i roześmiał się. Jakby było coś do oglądania. Nieskończona nicość. Czy Śmierć była tutaj? Możliwe, jednak szansa na jej odnalezienie był co najmniej nikła. Cóż i tak nie miał nic innego do roboty, zaczął iść. Szedł bardzo długo, czy
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil zrobciu
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…