Tajemnice z przYszłości
Paweł rozmawia z dziwnym gościem, który zna jego najbliższą przyszłość i nieoczekiwanie jest to prawda. Kim jest gość z przyszłości? Czy Paweł uratuje ojca przed śmiercią?
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Wróciłem. Właściwie to po prostu zmieniłem miejsce pobytu. Odniosłem kolejny sukces, ale nie zrobiło to na mnie większego wrażenia. Kilka tygodni żmudnej pracy bez chwili wytchnienia musiało w końcu przynieść efekt. Znalazłem winnego, motyw, narzędzie zbrodni. Wszystkie fakty scaliły się jak trudne do ułożenia puzzle.
Kilka tygodni temu siedziałem na posterunku policji wypełniając kolejne raporty, kiedy zostałem wezwany na miejsce wyjątkowo brutalnej zbrodni. Wszędzie było pełno krwi denatki, ale żadnych odcisków palców czy śladów, które mogłyby naprowadzić na trop sprawcy zabójstwa. Zapowiadała się kolejna trudna sprawa, której będzie trzeba poświęcić dużo czasu, jak zwykle zresztą. Komendant przydzielił śledztwo mnie i mojemu partnerowi, a zarazem mojemu najlepszemu kumplowi. Po pewnym czasie znaleźliśmy podejrzanego, byłem pewien, że to on właśnie popełnił zbrodnię. Nasz komendant stwierdził jednak, że brakowało dowodów. Przypuszczenia i poszlaki, które do tej pory przedstawiliśmy były zbyt słabe, by postawić podejrzanego w stan oskarżenia. Mijały dni, a ani ja, ani mój partner nie mogliśmy wpaść na żaden nowy trop. Sprawa miała zostać wkrótce oddalona, a ja- bardzo oddany pracy i przesadnie ambitny, powoli wpadałem w depresję. To mogła być moja pierwsza nierozwiązana sprawa. Przecież tak nie może być. Morderca jest znany, a ja nie znalazłem dowodów! Poświęcałem śledztwu każdą wolną chwilę, nie miałem praktycznie czasu na nic innego.
Zaniedbywałem moją narzeczoną. Mieliśmy się pobrać w sierpniu. Wtedy Kasia miała zakończyć staż w szpitalu. Moja narzeczona spędzała długie wieczory przed telewizorem. Czasem telefonowała do przyjaciółki, niekiedy wychodziła się z nią spotkać. Ja zjawiałem się późno w nocy, wykończony, ale zamiast się położyć, włączałem komputer i zmęczonym wzrokiem przeszukiwałem kolejne dane. Po dwóch, trzech godzinach padałem zmęczony na kanapę, by chociaż na chwilę przymknąć oczy. Wcześnie rano znowu jechałem na komisariat. Czasem mówiono mi, że chyba nocuję w wydziale, bo przychodzę najwcześniej ze wszystkich. Mój partner, Piotrek zauważył, że piąty dzień z rzędu byłem tak samo ubrany.
W końcu wpadłem na genialny pomysł. Po rozmowie ze świadkiem byłem już w stu procentach pewny, kto popełnił zbrodnię i jak dowieść jego winy. Parę dni później nareszcie zdobyłem dowód i udało mi się aresztować podejrzanego. To było niesamowite wydarzenie. Nie myślałem o niczym innym, ale w końcu wszystko się skończyło.
Otworzyłem drzwi kluczem. Czułem się w domu gościem. Wszedłem do środka, na stole znalazłem karteczkę od mojej narzeczonej. Kasia zdecydowała się wyjechać na parę najbliższych dni do swojej przyjaciółki, która mieszkała w Markach. Nie kryłem niezadowolenia, ale i ogromnego zdziwienia z tego powodu. Spodziewałem się jakieś wspólnej kolacji. A właśnie teraz, kiedy zakończono dochodzenie- ona wyjechała. Postanowiłem do niej zadzwonić. Przecież ona powinna tu być.
-Halo Kasia. Dochodzenie dobiegło końca. Aresztowaliśmy tego przestępcę - mówiłem jak pełen emocji pięciolatek, któremu właśnie udało się rozłożyć tor samochodowy dla swoich match boxów. -Cieszę się, ale jestem teraz u Ewy. Wrócę za kilka dni -odpowiedziała mi Kasia ze stoickim spokojem - Napisałam ci kartkę. -Tak, wiem. Ale proszę cię... wróć. Wziąłem urlop. Przez kilka najbliższych kilka dni będę miał czas tylko i wyłącznie dla ciebie - starałem się przekonać narzeczoną, jednak moje argumenty nie poskutkowały. Może powinienem się bardziej postarać. -Przykro mi, obiecałam już Ewie, że pomogę jej w ogrodzie, a ponadto od niej z domu będę miała bliżej do szpitala – moja narzeczona była nieprzejednana w swoim postanowieniu.
Trudno. Najbliższe kilka dni będę musiał spędzić samemu. Włączyłem komputer. Być może na gadu gadu będzie dostępny Piotrek. Chętnie umówię się z nim na piwo, pogadam o starych czasach, albo pójdę z nim na tenisa. Od dawna nie miałem już czasu na zwykły relaks, którego przecież potrzebowałem jak każdy człowiek. Może uda się też odwiedzić ojca. Od kiedy przeszedł na emeryturę, jego życie strasznie spowolniało. Brał się za wszystko, co mogło by zająć trochę czasu. Jego też zaniedbałem. Szukałem w pamięci dnia, w którym odwiedziłem go ostatnim razem, ale jakoś nie mogłem sobie go przypomnieć. Piotrek był dostępny. Napisałem mu wiadomość. Przyjaźniliśmy się już od kilku lat. Często spotykaliśmy się, doskonale się znaliśmy, pracowaliśmy razem. Już po chwili toczyliśmy rozmowę na temat wspólnego piwa. Nieoczekiwanie dostałem wiadomość od jakiegoś nieznajomego.
-Witaj. -Kim jesteś?- spytałem z wyuczoną w pracy nieufnością. -Mam na imię Paweł. -Ja też, skąd masz mój numer?- drążyłem dalej. -Znalazłem go na strychu, robiłem porządki. Nie mam pojęcia skąd mógł się u mnie znaleźć. -Nie przypominam sobie, żebym dawał komuś nieznajomemu mój numer gadu-gadu. Skąd możemy się znać? Pracujesz?- zastanawiałem się skąd mogę znać rozmówcę. -Tak, jestem krytykiem. Piszę recenzje filmów animowanych i krótkometrażowych. -Kreskówek? Też je oglądam, ale dla przyjemności - przyznałem się. -Na serio? Zacząłem pracować dla pewnej gazety, kiedy zrezygnowałem z pracy w wydziale śledczym. -Pracowałeś w wydziale śledczym?- pomyślałem, że może jednak go znałem. -Tak, przez sześć lat Ale to jakby w innym życiu. Stara historia. -Ja pracuję już piąty rok. To znaczy pięć lat minie tak gdzieś za kilka tygodni. Dziś aresztowaliśmy groźnego przestępcę. Zabił swoją babcię dla kilku groszy. W końcu po kilku tygodniach znalazłem dowód, który okazał się niepodważalny - pochwaliłem się przed gościem. -Też kiedyś prowadziłem podobną sprawę. Po rozmowie ze świadkiem wsadziliśmy go za kratki. Tak łatwo jednak się to nie skończyło. Jego brat zaczął się mścić.. Ale to już historia. -A gdzie pracowałeś? W centralnym?- spytałem z zawodową ciekawością. -Tak. -Ja też tam pracuję. Może kiedyś się spotkaliśmy - pomyślałem, że może po prostu go nie kojarzę. -Wątpię, nie pracuje tam już od dawna, będzie prawie dziewięć lat. -Dobry z ciebie żartowniś. Przecież centralny wydział powstał dopiero osiem lat temu. Jak możesz pracować w nim od dziewięciu?- uświadomiłem sobie, że to dziwny typ. -Dokładnie nie pamiętam, ale na pewno więcej niż osiem. -To niemożliwe, kto pełnił funkcję twojego przełożonego?- starałem się rozwikłać zagadkę. -Komendant Kwiatkowski. Może go znasz? Ma niesprawną lewą rękę. Został postrzelony przez jednego z bandytów. -To naprawdę kiepskie żarty. Otóż Piotrek Kwiatkowski jest moim najlepszym kumplem, znamy się już od kilku lat. Razem pracujemy w centralnym wydziale. Piotrek nigdy nie zajmował miejsca komendanta. Jestem tego pewien. Poza tym ma obie ręce zdrowe - wyjaśniłem chcąc udowodnić, że to jakaś pomyłka. -Też się kiedyś z nim przyjaźniłem. Dopóki moja narzeczona nie zaczęła mnie z nim zdradzać. -Piotrek? Przecież on ma żonę. Są małżeństwem od kilku lat. On jej nigdy nie zdradził. Nie znam bardziej uczciwego gościa od niego, może poza moim ojcem - powiedziałem będąc przekonany, że to chyba jakaś wielka pomyłka. -Też tak kiedyś myślałem o Piotrku, dopóki nie przespał się z moją narzeczoną. Potem nasze drogi się jeszcze wielokrotnie krzyżowały, ale nigdy mu tego nie wybaczyłem. -Słuchaj, może to zbieżność nazwisk. Przecież Kwiatkowski to popularne nazwisko - wpadłem na nowy pomysł. -Może masz rację. A mieszkasz w Warszawie? -Tak, na Mokotowie. Na Czerniakowskiej - oznajmiłem osobie po drugiej stronie. -Naprawdę? Też tam kiedyś mieszkałem. A jak wygląda ten twój kolega? -Jest wysoki, szczupły, przystojny, ma szramę na...- opisywałem Piotrka. -...czole. -Skąd wiedziałeś?- zdumiałem się. -Mój dobry znajomy też właśnie ma tam szramę. To niemożliwe żeby dwóch Piotrków Kwiatkowskich ze szramą na czole pracowało w przeciągu kilku lat w jednym wydziale. -To rzeczywiście dziwne. Zapytam się Piotrka. Jutro idziemy razem na piwo. Wcześniej rozmawiałem z nim na gadu gadu, ale już jest niedostępny - napisałem chcąc zakończyć tą dziwną rozmowę. -Rozumiem, ale to naprawdę dziwne. Cały czas zastanawiam się, skąd twój numer gadu gadu znalazł się u mnie na strychu? -Ale jak to na strychu? Napisano go na ścianie?- nie do końca zrozumiałem. -Nie, znalazłem go na jakimś dokumencie sprzed paru lat w jednym z pudeł. -Nic nie na nim nie napisano?- chciałem wiedzieć wszystko. -Nic, nie otwierałem tego pudła od jakichś paru lat. -To niemożliwe - powiedziałem. -Dlaczego? To prawda. Ostatni raz poszedłem na strych bardzo dawno temu. -To niemożliwe, ja założyłem gadu gadu dopiero cztery miesiące temu - coś mi się nie zgadzało. -To dziwne, tym bardziej że nie przypominam sobie żebym zapisywał coś na tym dokumencie. -A jaki to był dokument?- zapytałem. -Potwierdzenie zapłaty za telewizor. Sprzed kilku lat. -Więc skąd ono znalazło się u ciebie na strychu?- nie do końca zrozumiałem. -Musiałem je tam kiedyś zanieść. Telewizor mam do dzisiaj. Codziennie oglądam powtórki „Miłosnej krainy”. To mój ulubiony serial z dawnych lat. -Masz poczucie humoru. Ja też bardzo lubię ten serial, ale przecież pokazują go dopiero od kilku miesięcy - oznajmiłem. Ostatnio rzadko śledziłem odcinki telenoweli. -Od kilku miesięcy? Gościu, masz jakieś opóźnione informacje. Przecież ten serial zdobywał kiedyś największe nagrody. -Masz jakieś przecieki? Kilka dni temu został nominowany aż w czterech kategoriach - zaciekawiłem się, może coś mi powie. -I wszystkie te nagrody zdobył. Pamiętam jakby miało to miejsce wczoraj. Przypomniałem sobie stare, dobre czasy. Przepraszam cię, ale muszę kończyć. Jestem bardzo zmęczony. -Dobrze, dzięki za rozmowę - pożegnałem się.
Niedługo później wyłączyłem komputer. Po kąpieli położyłem się do łóżka. Spędziłem strasznie ciężki dzień. Najpierw schwytany przestępca, potem wyjazd Kasi, rozmowa z dziwnym gościem. Długo nie mogłem zasnąć. Cały czas zastanawiałem się nad sensem dzisiejszej rozmowy. To chyba jakieś głupie żarty. Internauci mieli czasem dziwne pomysły.
Obudziłem się późno. Nareszcie mogłem się wyspać. Po ostatnich nieprzespanych nocach, musiałem nadrobić zaległości. Spojrzałem na zegarek. Spokojnie, mam jeszcze dwie godziny do spotkania z Piotrkiem. Najpierw pójdziemy na tenisa, potem napijemy się piwa w naszym ulubionym pubie. Przy okazji powiem mu o dziwnym gościu, który twierdzi, że kiedyś pełnił funkcję komendanta naszego wydziału śledczego. Zacząłem robić śniadanie. Uwielbiałem grzanki, zwłaszcza z rana, a do tego kubek gorącego mleka z miodem. Ostatnio nie miałem zbytnio dużo czasu na taką ucztę. Moją poranną, a właściwe wczesnopopołudniową idyllę przerwał dzwonek do drzwi. Oderwałem się i podszedłem otworzyć. W drzwiach zobaczyłem Martę, żonę Piotrka.
-Cześć, wejdź - powiedziałem wpuszczając kobietę do środka- Coś się stało? -Nie... to znaczy tak - na jej twarzy malował się niepokój. -Właśnie robię sobie śniadanie, może zjesz razem ze mną?- zapytałem chcąc zachować zasady dobrego wychowania.
Chwilę później siedzieliśmy w salonie popijając kawę, ja jadłem grzanki.
-Powiesz mi, co się stało?- nie lubiłem jak ktoś owija w bawełnę, zwłaszcza kiedy robiła to moja dobra znajoma. -Chodzi o Piotrka - powiedziała powoli - Obawiam się, że mnie zdradza. -Piotrek? To przecież niemożliwe - nagle przypomniałem sobie fragment wczorajszej rozmowy („Też się kiedyś z nim przyjaźniłem. Dopóki moja narzeczona nie zaczęła mnie z nim zdradzać”). -Też tak sądziłam, ale od kilku miesięcy zupełnie nie mogę się z nim dogadać. Ale to nie wszystko. Wczoraj gdy do niego dzwoniłam odebrała jakaś kobieta. Głos wydawał mi się dziwnie znajomy, ale było niewyraźnie słychać. Natomiast w zeszłym tygodniu moja znajoma powiedziała mi, że widziała go z jakąś kobietą. -Zaskakujące, pracuję z nim codziennie, nie zauważyłem jakiejś zmiany w jego zachowaniu. -Nie wiem, czy to prawda. To tylko moje podejrzenie. Przychodzę z tym do ciebie, bo jesteś jego przyjacielem. Nie mógłbyś przyjrzeć się lepiej tej sprawie? -Dobrze, porozmawiam z nim. Dziś jesteśmy umówieni na tenisa. -Nie, rozmowa to zły pomysł. -Dlaczego? Może coś mi powie... -On od razu się zorientuje. Zapytaj go jedynie o nasze stosunki, zaobserwuj jak się zachowuje. Spytaj, oczywiście dyskretnie, co robi po pracy. Liczę na ciebie, Paweł. -Dobrze, Marta. Zrobię to - złożyłem obietnicę. -Dzięki. Kocham go, chcę go odzyskać, ale boję się, że moje przeczucia mogą okazać się prawdziwe.
Parę godzin później razem z Piotrkiem siedzieliśmy w pubie. Wcześniej bez najmniejszego problemu ograłem go, dając mistrzowską lekcję tenisa. Mimo tego, że ostatnio zbyt często nie grałem, nie wyszedłem z formy. Sączyliśmy właśnie drugie piwo.
-Ty, wczoraj na gadu gadu napisał do mnie śmieszny typ. Twierdził, że cię zna i że jesteś komendantem policji na naszym wydziale. -Realista. Wierzy we mnie - powiedział swoim stonowanym głosem, ukazując mimowolny uśmiech. Sam nie wiem czy to miał być żart. -Pewnie jakiś jasnowidz... -A mówił coś o jakiejś fortunie? -Nie. -Szkoda, już myślałem, że będę kąpał się w forsie. A tak cały czas tą rolę musi pełnić woda. -A jak tam z żoną żartownisiu? -W porządku, nie narzekam. Za to twoja przyszła żona chyba wyjechała. -Tak, ale skąd wiesz? Nie mówiłem ci. -Eee... No, domyślam się, że znowu wyjechała, skoro jesteś tutaj ze mną w pubie. -W sumie masz rację. Ten koleś mówił też, że kumplowaliście się dopóki jego narzeczona nie zaczęła go z tobą zdradzać. Ustaliliśmy, że to musi być jakaś pomyłka. -Dobre, przecież ja nawet nie wiem kto to jest. Jak on się nazywa? -Nie wiem. Mówi, że ma tak samo na imię jak ja. -Może ktoś cię wrabia, jakieś kiepskie „Mamy cię” czy coś w tym rodzaju...
Wróciłem do domu. Jutro miałem zamiar odwiedzić ojca. Dziś rozmawiałem z nim przez telefon. Czuł się dobrze, trochę bolał go tylko krzyż. Miałem odwiedzić go dzisiaj, ale teraz kiedy miałem urlop, śmiało mogłem przesunąć tę wizytę na następny dzień. Nie kryłem zmęczenia, ale mimo wszystko włączyłem komputer. Chciałem trochę poszperać w Internecie, poszukać jakiegoś dobrego rocka. Ta muzyka nastrajała mnie i stanowiła moją odskocznię. Włączyłem też gadu gadu. Może znowu odezwie się do mnie szalony typ. Moje przeczucia się potwierdziły, chwilę później dostałem od niego wiadomość.
-Dobry wieczór. -Siema. Rozmawiałem dziś z moim kumplem. Powiedział, że jesteś chyba jakimś jasnowidzem. Nie jest ani komendantem, ani też żadna kobieta nie mogła z nim zdradzać swojego narzeczonego. Mój i twój Kwiatkowski to muszą być dwie różne osoby - wyjaśniłem mu, to co podejrzewał wczoraj. -Dziwne, ale to jedyne logiczne wyjście. -Słuchaj, nie będę zbyt często odpisywał. Szukam trochę rocka w necie - uprzedziłem na wszelki wypadek. -Słuchasz rocka? Ja go wprost uwielbiam, a najbardziej Zażynaczy Zła. -Powaga? To moja ulubiona grupa. Mam ich wszystkie płyty - powiedziałem wyraźnie zaskoczony. -Ja też mam ich całą kolekcję. Wraz z ostatnim krążkiem. Ten nowy perkusista jest dużo lepszy od wcześniejszego. -Nowy perkusista? O czym ty mówisz? Przecież oni mają tego samego już od kilku lat - nie rozumiałem, o czym on mówi. -Co ty pleciesz? Akurat na tym temacie się znam. -O jakim ty najnowszym krążku niby mówisz?- zapytałem w celu wyjaśnienia. -„Pędzący wiatr”. Świetna płyta. -Nie znam takiej, musiałeś pomylić tytuł. Najnowszy album to „Czarny poemat” - napisałem. -Chyba sobie żartujesz. Ta płyta wyszła na rynek jakieś dziesięć lat temu. -Słuchaj, mam już dosyć tej zabawy. Takiej bzdury to jeszcze nie słyszałem. Kim ty w ogóle jesteś?- miałem już dosyć żartów. -Jestem Paweł Filipiak, a ty? -Dobra, powiedz lepiej kto cię prosił o zrobienie mi takiego niezbyt śmiesznego żartu?- spytałem, żeby zakończyć cały ten cyrk. -Nikt mnie o nic nie prosił. Jak się nazywasz? -To ja jestem Paweł Filipiak - wyjaśniłem. -To niemożliwe, to ty robisz sobie ze mnie jakieś żarty. -Nie robię, czuję się jak w jakiejś kiepskiej komedii - nic już nie rozumiałem. -Jeśli nazywasz się Paweł Filipiak, to powiedz mi drogi Pawle jaki kolor miał twój pierwszy rower? -Czerwony Romet. Trzykołowy. Ukradli mi go, jak zostawiłem go w parku - oznajmiłem. -Skąd wiedziałeś, że ukradli mi rower? -To mnie ukradli, pamiętam go, to było chyba w 1976 roku - próbowałem odświeżyć pamięć. -W 1975, na wiosnę. -Tak, masz rację, ale skąd ty to wszystko wiesz?- zastanawiałem się nad tym. -Przecież mówię, że pamiętam to, bo to mnie ukradli ten rower. Trzymałem go w wózkowni. -Ja też trzymałem swój rower w wózkowni, pamiętam jak Adaś chciał żebyśmy pojechali razem nad rzeczkę - przypomniałem sobie stare, dobre czasy. -Tak, gdzie zawsze rzucaliśmy kamyczkami i karmiliśmy kaczki. Szkoda, że Adam w zeszłym roku wyjechał do Stanów. -Jakim cudem? Widziałem go z żoną w zeszłym tygodniu. Nic mi nie mówił, że się wybiera do Stanów - coś dalej mi się nie zgadzało. -Przecież on zawsze mało mówił. Ale zaraz, skąd ty tyle o mnie wiesz? Przeglądałeś moją kartotekę czy co? -Niczego nie przeglądałem, musieliśmy mieć podobne dzieciństwo, może wychowaliśmy się na tym samym podwórku - wymyśliłem jedyne logiczne wyjście. -Nie pamiętam jakiegoś innego Pawła Filipiaka. Słuchaj zapytam cię o coś, czego nigdy nikomu nie mówiłem. Jeśli to też będziesz wiedział, to już sam nie wiem co o tym myśleć... Co stało się z brakującym kawałkiem tortu cioci Basi? -Zjadłem go, gdy wszyscy poszli do ogródka - to wydawało się dla mnie jak najbardziej oczywiste. -To niemożliwe, o tym nigdy nikomu nie mówiłem. Bracie, to przecież największa tajemnica od czasu afery Kowalskiego w 2011. -2011? Jakim znowu 2011? Przecież mamy dopiero 2006 rok - czułem się jakbym rozmawiał z wariatem. -Dziś jest 21 lipca 2016 roku. Sobota. -Dziś jest czwartek - napisałem mu. Kalendarz stał na biurku. -Jaki czwartek, sobota, a przede wszystkim mamy rok 2016. -Jasne, jasne, cwaniaczku, to kto jest prezydentem w 2016?- chciałem go przyłapać na kłamstwie. -Tomasz Lis, w zeszłym roku, na jesieni rozpoczął drugą kadencję. -Przecież Lis jest dziennikarzem, to może Marcin Mroczek jest premierem, a Kazimiera Szczuka pierwszą damą?- strzelałem jak z karabinu. -Mroczek, Szczuka - przecież to nazwiska przeszłości. -Słuchaj, nie rozumiem cię. Powiedz prawdę. Po co robisz takie podchody?- chciałem to wreszcie wyjaśnić. -Mówię cały czas prawdę. Mogę ci wysłać jako plik dzisiejszą gazetę. -Więc czekam - nie było mi do śmiechu.
Chwilę później odebrałem plik tekstowy na gadu gadu, w którym znajdowała się pierwsza strona „Gazety Wyborczej” z dnia 21 lipca 2016 roku. To było niemożliwe. Ktoś wykonał chyba jakiś dobry fotomontaż.
-Niezły fotomontaż - napisałem niedowierzając. -To nie jest fotomontaż. Pozostała tylko jedyna opcja... Wygląda na to, że rozmawiamy sami ze sobą. -Jak to?- oczy mało co nie wyszły mi z orbit. Słoń ma pięć nóg i dwie trąby. Czy ja nie śnię? Przetarłem oczy. -Rozmawiamy sami ze sobą, to znaczy ja to ty, a ty to ja... ile masz lat? -35, a ty? - cały czas nie rozumiałem. -45. Rozmawiam z samym sobą 10 lat temu, a ty z samym sobą 10 lat później. Niesamowite. -Ale jak to możliwe? To przypomina jakieś dobre opowiadanie science-fiction...- dałem niezłe porównanie. -Nie mam pojęcia. Wygląda na to, że coś poważnego dzieje się z siecią. Nic innego nie przychodzi mi do głowy. -Czyli wszystko to co mówiłeś to prawda?- zapytałem. -Tak. Mówiłem cała prawdę. -To znaczy, że Piotrek będzie komendantem, a także będzie sypiał z twoją narzeczoną... to znaczy z moją... z Kasią... to niemożliwe. Nie, jakim cudem? Przecież ona jest mi wierna, jest nam ze sobą dobrze. Kochamy się i w ogóle- ta wiadomość do mnie nie dochodziła. -Długo nie mogłem się po tym pozbierać. Nigdy mu tego nie wybaczyłem. -To by się zgadzało, dziś rozmawiałem z jego żoną. Przyszła do mnie, prosiła o pomoc. Podejrzewała, że Piotrek ją zdradza - napisałem. -Bo to prawda. Kasia wcale nie wyjechała do żadnej koleżanki, mieszkała w…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Pieróg ziom
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…