Takie życie
małe dziecko ma przed sobą całe życie, nie ważne któro...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
...*...
Słyszałam ich dzisiaj, słyszałam jak cicho przemykali po korytarzu. Nie, nie mieli cienia. Czułam zimno. Takie wiesz, takie zimne zimno. Takie, co się nazywa „do szpiku kości”. Ja je czułam głębiej, czułam je do dna duszy. Leżałam cicho pod kołdrą, nie chciałam by zauważyli, że ich widziałam. To byłoby straszne jakby zauważyli. Wyobraź sobie, zamykasz oczy, by nie widzieć, starasz się skryć przed ich wzrokiem dotykiem, wspomnieniami i oni nagle cię zauważają. Widzą, że nie tylko oni cię widzą. Patrzą jak dygoczesz jak w myślach powtarzasz, że ich nie ma, że nie żyją. Nic. Na nic to, bo się zatrzymują, pustymi oczami patrzą wprost na ciebie, przez ciebie, przez twą duszę. Wtedy, bratku, koniec z tobą! Wtedy dowiadujesz się, co to znaczy prawdziwe zimno, prawdziwy strach. Zamykasz oczy, ale czujesz to ich spojrzenie, takie martwe, zadające ból. Ból wrzyna się w najdalsze ukryte mięśnie, zaczynają cię boleć wszystkie komórki, nawet te, o których nie wiesz, że są, których jeszcze nie odkryto. Ręce dygocą, a płuca odmawiają posłuszeństwa, strach pląta twe myśli. Mózg pulsuje, z twego bólu, z ich spojrzeń, z ich bólu. Oni tu nie chcą być, oni zostali na to skazani. Nie mają, więc litości, nienawidzą cię. Nienawidzą wszystkiego, co ludzkie, co żywe, co nasze. Nienawidzą i czujesz tą nienawiść. Nienawiść w tym spojrzeniu, w chodzie, w ich oddechu, w ich postawie, w ich ruchach szybkich, mrocznych, gdy przechodzą przez korytarz. Dziś też przyszli. Nie, nie mieli cieni, przecież umarli nie mają cienia. Dlaczego pytasz? Racja, ty też nie masz cienia. Przepraszam. Mówisz żebym nie przepraszała, kiedy mi głupio. Nie powinnam ci robić przykrości, przecież i tak ci ciężko. Mama nie wierzyła. Ona nigdy nie wierzy. Mówi, że znowu miałam gorączkę i żebym przestała o tym myśleć, że lekarstwa na pewno jutro zadziałają. Wiesz, one nigdy nie działają. Pije je, by ją uspokoić, ona się bardzo martwi, a nie powinna. Wkrótce umrze, nie powinna się tyle martwić przed śmiercią. Żaden człowiek nie powinien. Powinna iść z tatą do kina. Wczoraj ją zaprosił, ale odmówiła. Powiedziała, że innym razem. Ona tak odmawia od dwóch lat. Wiem, to przeze mnie. Przeze mnie też umrze, bo się martwi. Nie powinna, powinna pójść wczoraj z tatą do kina. Dziś rano jej to powiedział, zmartwiła się. Opuściła głowę i przyrzekła, że następnym razem pójdzie. Myślisz, że pójdzie? Ja wiem, że kłamała. Tylko głupio mi powiedzieć jej to w twarz. Ona ma taką ładną twarz. Nie to, co ty. Ty masz ją poszarpaną. Mówisz, że to od bomby. Nie wiem, nie znam się, ale duchy nie kłamią, nie to, co ludzie. Duchy i dzieci nie kłamią. To dobrze, prawda? Chciałbyś, by wszyscy mówili prawdę. Ja nie. Musiałabym powiedzieć mamie, że nie płacze z bólu, bo mnie już nic nie boli, ja wiem, że umrę. Musiałabym jej powiedzieć, żeby nie kłamała, że ona nie wie, że ja umrę. Musiałbym jej powiedzieć, że ona też umrze. Tyle rzeczy musiałbym zrobić, a nie mam siły, jestem taka zmęczona. To dobrze, że dorośli kłamią, mają lżejsze życie. Śmiejesz się, mówisz, że coś takiego mogło wymyślić tylko dziecko? Że kłamstwo wcale nie ułatwia życia? Że prawda powinna być na pierwszym miejscu? To każ mojej mamie przyjść tu i powiedzieć mi, że umrę. Każ jej wejść tu i powiedzieć, że to wszystko moja wina, że ona już nie może i tata. Wtedy ja powiem, że ona też umrze, że tata zostanie sam, że zacznie pić, przepije mieszkanie, upodli się, trafi do izby wytrzeźwień, będzie bardzo złym człowiekiem. Wszystko przeze mnie. Nie jest mi smutno, jest mi tak dziwnie obojętnie, jestem taka, zmęczona. Każ jej tu przyjść, każ jej powiedzieć prawdę. Wtedy się przekonasz, że prawda to nic dobrego, że prawda rani dobrych ludzi. Przestałeś się śmiać. Dlaczego? Masz ładny śmiech, taki perlisty, chociaż jakbyś, podczas śmiechu przytrzymywał tchawice to by było ładniej, bo wiesz, ta tchawica trochę ci się łamie. O, w tym miejscu. Mimo wszystko masz ładny śmiech, uśmiech pewnie też miałeś ładny. Ja nie mam. Nie zaprzeczaj, wiem jak wyglądam. Mam lustro w domu. Roześmiałeś się, ładnie. Tak ciepło, musiałeś być dobrym człowiekiem. Mama pewnie by cię polubiła. Ona zazwyczaj nie lubiła chłopaków, których przyprowadzałam. Kiedyś przyszłam z Floo do domu. Floo to przezwisko na prawdę miał na imię Paweł. Dlaczego Floo? Nie wiem. Był miły dla mnie, dla mamy, ale go i tak nie lubiła. Poszliśmy do mnie do pokoju i graliśmy w gry komputerowe. Floo był wspaniały, prawdę mówiąc lepszy ode mnie. Tylko, co się dziwić, miałam trzynaście lat, a on szesnaście. W końcu udało mi się wygrać. Potem komputer się zawiesił i on pomógł mi go naprawić. Potem… mama weszła, a on mnie całował. Nigdy więcej już nie przyszedł. Mama miała do mnie wielki żal o to. Szybko jej przeszedł, był wypadek, wtedy przekonałam się, że mnie kocha. Wiesz to straszne, że ludzie wyznają sobie miłość dopiero wtedy, gdy ich bliscy chcą odejść. Teraz ona tak często mówi, że mnie kocha. Nie dziwie się. Ona tak bardzo mnie kocha pewnie chce bym i ja to jej mówiła, ale ja nie potrafię tak na zawołanie, ja nie czuje tego w ten sposób. Ona często powtarza „Kocham cię, kochanie. Nie odchodź.” Oczywiście nie zamierzam odejść tak szybko, ale ona to mówi tylko wtedy jak myśli, że ja śpię. Wtedy nie mogę otworzyć oczu i jej tego powiedzieć, bo by się wydało, że nie wzięłam tabletek. Źle się po nich czuje i ciebie nie, widze wyraźnie, tylko tak jakby za mgłą, nie mogę się wtedy skupić na jednej rzeczy. Na drugi dzień rano bardzo boli mnie głowa. Mówiłam jej to, nie słuchała. Popatrz słońce już wzeszło, wiem, że musisz już iść. Przyjdziesz jeszcze? Nigdzie się stąd nie ruszam. Tak, poczekam.
Nie, dziś ich nie było. Tylko mama płakała. Tata wrócił pijany, to się jej nie dziw. Teraz coraz częściej pije. W dzień był tu Tomek, pewnie jego zapach czujesz. Ładnie pachnie. Powiedziałam mu, ale nie zrozumiał, uśmiechnął się tylko blado. On będzie jeszcze długo żył, prawda? Będzie miał ładną żonę, dzieci. Tak bardzo bym, chciała, by miał ładną żonę. Zasługuje na to. Na ładną żonę, ładny domek z ogródkiem, ładną prace, na ładne życie. Musi być ładnie i ciepłe tak jak w bajce. On bardzo by tak chciał. Wiesz Tomek jest romantykiem, ale takim romantykiem, jakich teraz nie ma. Bardzo mnie kocha, pomimo tego, że stało się, ze mną, co się stało. Przychodzi od czasu do czasu i wtedy unosi się jego zapach. Ładny nie? Pachnie fiolkami, życiem i długo po jego wyjściu jest ciepło w tym pokoju. Oni też często nie przychodzą. Pewnie boją się tego zapachu. Myślę, że oni boją się też dobrych ludzi. Tomek jest bardzo dobry. Nigdy bez mojego pozwolenia mnie nie pocałował, ani nie uderzył. Inaczej niż Floo. Tomek wszystko robi inaczej niż Floo. Inaczej śpi, inaczej całuje, inaczej mówi, inaczej mnie traktuje i nie lubi mojej mamy, inaczej niż Floo. Floo zawsze mówił, że chodź moja matka nie wpuszcza go na chatę, to niezła z niej babka. Tomek nigdy tak nie powiedział, zawsze mówił mi bym się jej stawiała, że ona jest niesprawiedliwa, ale jest moją matką i skoro ja ją kocham to on ją też pokocha, ale jeśli jeszcze raz…Zawsze zawieszał tu głos i całował mnie w policzek, który najczęściej był siny. Mama zawsze biła w jeden policzek, ten, który zasłaniałam włosami. Od dziecka go zasłaniałam, często nabierał sinych barw. Czasami całkowicie bez potrzeby, ale zawsze to była moja wina. Wiesz, wszystko to moja wina, powinnam to wiedzieć. Nigdy jednak do końca nie mogłam tego zaakceptować i wtedy nie tylko policzek robił się siny. Nauczyłam się tego unikać, ale nigdy nie wiedziałam, dlaczego wszystko to moja wina, nadal tego nie wiem, może jestem jakaś inna, co? Albo głupia? Pan od matematyki mi mówił, że ładna jestem, ale głupia, jak gęś. Śmiał się, że w sklepie to pewnie niezły ubaw ze mną, skoro nawet nie wiem ile jest dwa razy dwa. Tu się mylił, to wiedziałam. Przecież to nawet dziecko wie, ale skoro on mówił, że ja nie wiem. Mama zawsze mi mówiła, bym się nie sprzeciwiała nauczycielowi, że to nie ładnie i kiedyś to się zemści. Zawsze też mówiła, że się wychylam i za dużo mowie, pewnie za dużo ci ględzę, prawda? Nie odchodź, proszę, ja wiem, że za dużo mówię, nie będę, tylko tu bądź. Mówisz, że nie odejdziesz tak szybko, że się ciebie nie pozbędę, bo jestem jedyną osobą, jaka z tobą rozmawia i cię rozumie? Bo ja słucham, w odróżnieniu od innych. Tomek też to we mnie lubił, zawsze mi powtarzał, że jestem niesamowita, bo może pleść androny, a ja i tak go wysłucham i zawsze poradzę i zawsze będę pamiętać. Tomek tak ładnie mówi nie trudno go zapamiętać, powtarzałam mu to, ale on nie słuchał. Uśmiechał się tylko. Ten uśmiech to ja w nim najbardziej lubię, tylko teraz tak smutno się uśmiecha. Floo zawsze miał wesoły uśmiech, nawet jak złamałam rękę. Zerwałam wtedy z nim. Mówiłam mu, że ręka sama się nie złamała i on to wie, ale nie chciał mnie słuchać. Miałam z nim problemy i jeszcze musiałam uważać by mama się o tym nie dowiedziała. On nie chciał tego przyjąć do wiadomości, bardzo mnie kochał. Mówił, że nie będę niczyja tylko jego, ale wtedy nadszedł Tomek, zobaczył wszystko i stanął w mojej obronie. Wiesz jak to jest, gdy ktoś prawie całkiem ci obcy staje w twojej obronie, a na dodatek tak dobry i czuły jak Tomek? To wtedy masz tutaj, w sercu takie ciepłe uczucie, tak się miękko rozlewa po podbrzuszu, inaczej niż seksie. O wiele inaczej to jest, na prawdę miłe uczucie. Wtedy dużo płakałam i przeklinałam, na czym świat stoi i chciałam się zabić, i wiele brzydkich myśli przychodziło mi do głowy. Wiesz takich myśli, co to dziewczynie nigdy w życiu nie powinny przyjść do główki. Mimo to miałam je i nigdy się ich nie wyprę. Część z nich Tomek usłyszał, pamiętam, że się przestraszył, chciał mi pomóc, chciał zabić Floo. Też chciałam, chciałam zobaczyć jego krew na chodniku, jego krew na budce telefonicznej, w której najczęściej mnie zmuszał do tych rzeczy. Chciałam
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil kidzia
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…