Wróć do katalogu

Tamtej nocy...

Nie wiedziała, że jeden krok na korytarzu zrujnuje jej życie.

karola90, opublikowano , 17 min czytania, 4,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Właściwie nie wiem, dlaczego wyszłam wtedy na korytarz. Może chciałam rozprostować nogi, może trochę odetchnąć od ludzi… nie pamiętam. W przedziale siedzieli prawie wszyscy moi znajomi i jeden obcy mężczyzna. Wracaliśmy z wakacji, znad morza. Był tam też mój chłopak, Łukasz. Już wtedy nam się nie układało. Ciągłe kłótnie i pretensje stawały się nie do wytrzymania. Jestem przekonana, że nawet gdyby nie późniejsze wydarzenia i tak byśmy ze sobą zerwali. Pamiętam jak otworzyłam okno. Nocny pociąg był prawie pusty, więc na korytarzu nikogo nie było. Tak mi się przynajmniej wydawało. Patrzyłam na poruszający się za oknem krajobraz. Czułam wiatr we włosach i wszystko wydawało mi się piękne. Nawet jeśli miałam problemy w związku, to przecież nie koniec świata, prawda? Miałam dopiero dziewiętnaście lat, przede mną jeszcze mnóstwo czasu na znalezienie prawdziwej miłości. Cieszyłam się tym, że wracam do domu, oraz tym, że wyjazd nam się wyjątkowo udał. Mieliśmy sporo zabawy i naprawdę świetną pogodę. Nawet nie przypuszczałam, że coś mogłoby się zepsuć…

Przyglądałem jej się od dłuższego czasu. To właśnie ją wypatrzyłem. Jej odsłonięty dekolt, mimowolne gesty… znałem takie panienki. Wiedziałem, że pójdzie mi z nią łatwo. Poza tym, była wyjątkowo ponętna. Patrząc na nią, powstrzymywałem się ostatkiem sił. Długie, czarne włosy opadające swobodnie na plecy, zgrabne ciało i ten biust… Musiałem długo czekać zanim wyszła z przedziału. Siedziała tam, jakby się przykleiła. Nikt nie zwracał na mnie zbytniej uwagi. Jakieś pół godziny wcześniej wszyscy zasnęli i przyglądałem się im jak leżą z otwartymi buziami. Wyjąłem papierosa. Przedział dla palących, więc nikt nie mógł się mnie czepiać. Poza tym, większość z nich to palacze. A ja musiałem zapalić. Czułem, że zaraz eksploduję. Potrzebowałem się uspokoić. Nie mogłem przecież popełnić żadnego błędu, choćby najmniejszego. Czekałem więc, aż moja ponętna brunetka łaskawie ruszy się na jakiś spacer po korytarzu.

Nagle poczułam jak coś twardego wbija mi się w żebra. Spróbowałam się odwrócić, ale ktoś mocno ścisnął moje ramię. -Nie próbuj się wykręcać, bo cię zabiję – usłyszałam złowrogi szept tuż przy moim uchu. Zamarłam. Nie wiedziałam co to wszystko miało znaczyć. Czy to miał być jakiś głupi żart? Czułam, że robię się blada, zaczęły mi drżeć nogi. Słyszałam przyspieszone bicie swojego serca. I byłam bezradna. Nie mogłam się obronić. -Idź teraz przed siebie. Powoli, nie zwracając na siebie uwagi innych. I powtarzam, nie próbuj żadnych numerów. Nie wiedziałam, co napastnik trzyma w ręce. Czy to, co wbija mi się w plecy to rękojeść noża, czy też lufa pistoletu. Wiedziałam tylko jedno. Byłam w prawdziwych opałach i nawet nie mogłam wezwać pomocy. W jednej chwili poczułam się tak, jakby to miał być mój koniec. Nie mogłam tego pojąć. Przed chwilą stwierdziłam przecież, że przede mną całe życie. Byłam stanowczo za młoda, żeby to mnie spotkało. Z resztą… nikogo nie powinno spotkać to, co mnie…

W końcu się udało. Ślicznotka wyszła na korytarz, gdy wszyscy spali. Ułatwiło mi to zadanie, bo nikt nie zwrócił na nas uwagi. Odczekałem chwilę i wyszedłem za nią. Zaszedłem ją od tyłu. Wbiłem jej w plecy dwa palce. To zawsze skutkowało. Ofiara myślała, że ma za sobą jakąś niebezpieczną broń. A tak naprawdę to były tylko moje ręce. Kazałem jej iść przed siebie. Do łazienki. Tam zawsze było najbezpieczniej. Nikt nas tam nie zauważy. -Zapal światło – powiedziałem spokojnym, ale rozkazującym tonem, gdy stanęliśmy przed drzwiami. – Teraz wejdź do środka. Znowu miałem szczęście. Wagon dla klasy drugiej był uszkodzony, więc wszyscy pasażerowie jechali klasą pierwszą. Toaleta była znacznie wygodniejsza tutaj, niż w drugiej klasie. Popchnąłem ją na ziemię. Upadła uderzając głową o umywalkę. Jęknęła, więc uderzyłem ją w twarz. Oczywiście tak, żeby nie było śladu. Nie mogłem dopuścić do tego, żeby ktoś nas usłyszał. Miałbym wtedy niezłe kłopoty. -No… nareszcie, mała… sami. – wyszeptałem. Zacząłem rozpinać swoje spodnie. Robiłem to szybko i machinalnie. Lata wprawy. -Teraz maleńka do dzieła, albo żywa stąd nie wyjdziesz. Spojrzała na mnie szeroko otwartymi oczami, w których już szkliły się łzy. Przestało to na mnie działać przy jakimś trzecim razie. One zawsze płaczą, jakby to było niewiadomo co.

Robiłam, co kazał. Czułam, że zbiera mi się na wymioty. Powietrze było przesiąknięte zapachem moczu. Gdy się zakrztusiłam znowu oberwałam w twarz. Bałam się. Strasznie się bałam. Miałam nadzieję, że ktoś zauważy moją długą nieobecność, że może zaczną mnie szukać. Wiedziałam jednak, że są na to nikłe szanse. Wszyscy spali, a nawet jeśli, to pomyślą, że jestem na korytarzu, lub w drugim przedziale. Wokół rozlegał się jednostajny dźwięk pociągu sunącego po szynach. W duchu błagałam o cokolwiek, żeby tylko przerwać ten koszmar. Niech pociąg się zepsuje, niech się otworzą drzwi, niech ktoś mnie zauważy… Nic takiego jednak się nie wydarzyło. Byłam skazana na niego. Spojrzałam mu w twarz, gdy zaczął zrywać ze mnie bluzkę. I to był mój błąd. Jego twarz prześladowała mnie przez całe życie. Mimo, że tak naprawdę nigdy go już nie zobaczyłam, to widziałam go wszędzie. W każdym mijanym mężczyźnie dopatrywałam się jego rysów. -Co to za dziwkarski stanik… - wyszeptał. Widziałam kropelki potu spływające po jego czole. Nagle z kieszeni od koszuli wyjął nóż. Zacisnęłam szybko oczy. Zaczęłam się zastanawiać czy umieranie boli. Zamiast jednak wbić ostrze noża w moje ciało, jednym, sprawnym ruchem przeciął stanik, który dostałam kiedyś od Łukasza. Czułam wstyd. Ogromny, ogarniający mnie zewsząd wstyd. Klęczałam przed nim półnaga i szlochałam po cichu, a on bezkarnie gapił się na moje piersi. Gdy próbowałam się zasłonić, wykręcił mi ręce. Nie mogłam uwierzyć, że właśnie w taki sposób stracę dziewictwo. Dlaczego? Za co? -No, mała. Nie udawaj takiej cnotki. Masz ładną, króciutką spódniczkę. Wypnij się teraz grzecznie. Przestawałam rozumieć, co do mnie mówi. Nie wiem, czy to ze strachu, ze wstydu, upokorzenia, czy też z bólu jaki mi zadawał. Znów oberwałam. -Mówię niewyraźnie? – wyszeptał groźnie, ciągnąc mnie za włosy. Chciałam krzyczeć, ale wiedziałam, co mi za to grozi. Zrobiłam więc to, co kazał.

Z każdym kolejnym ruchem czułem się coraz bardziej spokojny. Była niezła. Chociaż dziewica. Zdawała się rozumieć, co może jej się stać w razie gdyby chciała zacząć krzyczeć, więc robiłem to, co chciałem. Szarpałem ją za włosy, biłem. Tak, jak lubię. Odwróciłem ją twarzą do siebie. Wziąłem nóż do ręki. -A może ty maleńka, wolisz na ostro? – zapytałem ironicznie, kpiąc z niej w żywe oczy. One wszystkie reagowały tak samo. Wcale nie próbowały się bronić. Były już wtedy za bardzo wykończone. Po prostu zaciskały mocno oczy i spuszczały głowę w dół. Odrzuciłem nóż. Nigdy go jeszcze nie użyłem, zostawiłby zbyt wiele śladów. Poza tym, mogłem sobie zaplamić ubranie. Lubiłem tylko patrzeć na ten strach, który je ogarniał. Znowu w nią wszedłem. Tym razem patrzyłem jej w twarz. -Otwórz oczy, mała dziwko. Masz na mnie patrzeć. Taaak… muszą na mnie patrzeć, muszą mnie zapamiętać. -Wstań. – rzuciłem, gdy poczułem, że zaraz będę szczytował.

Nagle pociąg mocno zahamował. Z całej siły uderzyłam twarzą w umywalkę. Poczułam ciepłą krew w ustach. -K.... – usłyszałam jak zaklął. – Będzie ślad. Posłuchaj mnie, mała – ścisnął moją twarz jedną dłonią i popatrzył mi prosto w oczy. – Jeśli komukolwiek powiesz o tym, co tu się stało to znajdę cię i zabiję, rozumiesz? Milczałam. Chyba nawet nie byłam w stanie wydobyć z siebie żadnego sensownego dźwięku. Byłam kompletnie roztrzęsiona. Z trudem łapałam powietrze w płuca. Odrzucił mnie w kąt jak szmacianą lalkę. Zapiął spodnie. Z kieszeni wyjął jakiś banknot. -Masz, na nowy stanik – rzucił i roześmiał się szyderczo. Schowałam twarz w dłoniach. Usłyszałam tylko trzask zamykanych drzwi.

Marty nie było już od dłuższego czasu. Zacząłem się zastanawiać, gdzie mogła pójść. Łukasz spał, więc go nie budziłem. Nie chciałem siać paniki, w końcu daleko nie mogła zajść. Poza tym, między nimi chyba nie układało się ostatnio zbyt dobrze. Nie widziałem, żeby ze sobą rozmawiali już dobre kilka dni… Nie powiem, żeby mnie to jakoś smuciło. Marta od zawsze mnie pociągała, a Łukasz to kretyn. Nie zasługiwał na nią. Wyszedłem na korytarz, żeby jej poszukać. Może będzie…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych