Wróć do katalogu

Taniec w rytm piszczałek

Czy ludzki umysł może wytrzymać w zderzeniu z niepojętymi tajemnicami kosmicznych głębin?

Almuric, opublikowano , 11 min czytania, 3,9 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Świeca dogasa, zaś atrament w moim kałamarzu z wolna się kończy. Kończy się tak, jak kresu dobiegają moje dni pośród żywych. Czas biegł nieubłaganie, zabierając ze sobą bezpowrotnie dni, tygodnie, lata i dekady. Pędził naprzód bez chwili wytchnienia, ja zaś ponad wszystko starałem się nadążyć za nim w tym okrutnym wyścigu. Niestety dziś już wiem, że choć bym nawet i poświęciłem całe swe życie, aby zatrzeć ślad po wydarzeniach owej straszliwej nocy, której przebieg mam zamiar opisać, nie starczyłoby mi czasu, żeby odkupić brzemię swojej winy. Jedna noc. Jedna jedyna, zmieniła moje życie w piekło, zaś mą dusze uczyniła rynsztokiem, pełnym brudu i plugastwa. Sprawiła, iż nigdy już nie zdołam odzyskać poczucia spokoju i bezpieczeństwa. Dziś zasiadam by spisać to, co przez dekady starałem się z wyrzucić pamięci. Na próżno. Straszliwy ślad cały czas trwał w mej duszy i trwać będzie, aż do ostatniej mojej godziny na tym padole. Znak stawiony niepojęciem wyjętym z najgłębszego koszmaru. Piętno, którego nie wytrawi ni wino, ni opiaty, ni sen. Sny... Niosą ukojenie, spełniają, choć na ulotną chwile marzenia, fascynację, skryte pragnienia.. Mogą Cię jednak również zatruć i zniszczyć. Mogą sprawić, że noce spędzisz na klęczkach, błagając bóstwa opiekuńcze by nie dały Ci zasnąć. Lecz choć błagałbyś ze wszystkich sił i tak w końcu nadejdzie chwila, w której bezwiednie ruszysz przez opętańcze królestwo bez granic, gdzie czas i przestrzeń zdają się drwić z przepisywanych im założeń, a tym, co realne lub tylko zmyślone włada bezrozumny byt, bez formy i kształtu. Tak też, gdy co noc zamykam oczy, niezmiennie, lecz zawsze od nowa, dopada mnie wizja tego, czego byłem świadkiem. Tego, co po za granicami pojęcia. Będąc dzieckiem, bałem się ciemności, jak sadze jednak, nie ja jeden. Zdawała się pełzać i oblepiać, wibrować i tańczyć w koło, jak głodny czerw, nigdy mięsa nie syty. Dopiero jednak jak dwudziestoletni mężczyzna przekonałem się, dlaczego ciemność tak przeraża. Dlaczego ludzie palą lampy i świece. Tak łatwo bowiem pokonać dziś ciemność. Trzask zapałki i już. Zbawienna iskra wnika niczym kometa w smoliste mroki, dając nadzieje i odpędzając strach. Co jednak, jeżeli mimo to jasność nie nadchodzi? Gdy to, co czyha w ciemności pochłania światło. Z wolna i nieubłaganie, każda jego cząstkę, każdy foton, tylko po to by po chwili zacząć się do nas zbliżać. Dane mi było spojrzeć w oblicze szaleństwa, szaleństwa zrodzonego w nieskończonej nocy. Nocy, której nic, nawet słońce by nie rozświetliło. Czy wiesz, czego tak naprawdę się boisz, gdy nadchodzi zmrok? Ja wiem i dziękuj bogom, że nie musisz ze mną dzielić tego, co ja dźwigam na swych barkach od tylu lat. Pokój i dusze straciłem ponad sześćdziesiąt lat temu. Byłem podówczas pomocnikiem laboratoryjnym w pracowni mego serdecznego przyjaciela, którego imienia ani profesji nie wymienię, by nie kalać jego pamięci, i nie burzyć przeświadczenia bliski, iż odszedł w wyniku nieszczęśliwego zbiegu okoliczności. Mój druh, obok swej codziennej, związanej z badaniami pracy, od lat zafascynowany był tym, co zwał w rozmowach „Śniącymi”. Pracownię nocami zalegały dziesiątki woluminów i manuskryptów, bóg jeden wie skąd czerpanych. Dzień za dniem rok po roku, dopełniał on tajemniczy krąg, zapisując jego brzegi i wnętrze niezliczona ilością znaków, których ani dziś, ani nawet wtedy nie potrafiłbym odtworzyć. W zasadzie każda wolną chwilę spędzał nad księgami, których nazw nie wymienię by nikt już nigdy nie próbował nawet wkroczyć na ścieżkę, z której nie ma odwrotu. Na ścieżkę, która kończy się gwałtownie w przepastnej paszczy czegoś gorszego od śmierci, co w każdym aspekcie wykracza po za, zdawałoby się, gruby mur sennych marzeń i rzekę wyobraźni. Nie wiem jak długo pracował nad swoim planem, na pewno jednak zaczął już na wiele lat przed zawarciem naszej znajomości. Fakt, że zawsze trzymał mnie z daleka od swych poszukiwań, a prośby o dopuszczenie do tajemnicy kwitował zawsze niezmiennym „Nie”, zdawał mi się wtedy kara, czymś niesprawiedliwym. Dziś widzę jednak, że jego upór ocalił mi życie. Piątego roku od czasu gdyśmy się spotkali, w samym środku nocy, blady z przejęcia, oświadczył mi, iż „ dziś jest ten dzień. Dziś wkroczę w to, co ponad ludzkimi umysłami i pojmę to, co niepojęte.” Nie wiele wówczas rozumiałem z tych słów. Gdy nocna świeca spaliła się do połowy, wstąpił ów pieczołowicie sporządzany krąg, który raz za razem nazywał ‘Bramą”. Z grubej księgi począł czytać inkantacje, tak obłąkańcze w swych brzmieniach, że aż dziw, iż mogło je wydać ludzkie gardło. Choć pot zrosił mu czoło, a skóra przybrała odcień popiołu, nie ustawał w wykrzykiwaniu słów lub zdań, zdawałoby się, uformowanych z przypadkowo zbitych sylab, połączonych w niesamowicie długie, pozbawione przystanków dźwięki, to przechodzące w pisk to w charkot. Czymkolwiek była ta bluźniercza mowa, nie można jej było przypisać do żadnego języka na ziemi. Po zdaje się ostatnim, wyjątkowo gardłowym, brzmiący raczej jak nieartykułowane chrząknięcie okrzyku, w całej pracowni zapadła dojmująca, nienaturalna cisza. Cisza tak smolista i nieprzenikalna, że kojarzyć się mogła wyłącznie z bezkresnymi otchłaniami kosmosu. Wraz z ciszą nadeszło zaś ”to”. Przestrzeń w koło kręgu poczęła wirować. Wpierw z wolna i leniwie, po chwili jednak już szaleńczo, niczym górski strumień spływający w dolinę. Materia raz za razem kurczyła się i rozrastała a…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych