Wróć do katalogu

Tęsknota

Maja wychowała się w Domu Dziecka i bardzo tęskni za swoją mamą. Jak zakończy się jej historia??

Pestka11k, opublikowano , 10 min czytania, 4,4 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Maja była bystrą i wesołą siedmiolatką o jasnych blond włosach i niebieskich oczach, w których, po dokładniejszym przyjrzeniu się, dostrzec można było smutek.

Wychowała się w domu dziecka. Czasem, widząc bawiące się na pobliskim placu zabaw dzieci razem z ich rodzicami, zastanawiała się, jak by to było mieć mamę i tatę. Z każdym mijającym rokiem, ogarniała ją coraz większa tęsknota. Co się stało z jej prawdziwymi rodzicami? Dlaczego ją zostawili? Gdzie jest jej mama? Jedno wiedziała na pewno - musiała mieć ona bardzo ważny powód, aby ja zostawić. Może wpadła w jakieś kłopoty? Albo była biedna? Maja była pewna, że gdy jej mama rozwiąże swoje problemy, wróci po nią. Odnajdzie ją i już nigdy nie zostawi samej.

Inne dzieci się z niej naśmiewały, dlatego przestała mówić głośno o swoich marzeniach. Czuła się o wiele lepiej, gdy koledzy i koleżanki zostawiali ją w spokoju.

Adopcja? Nie chciała innej rodziny! A co, jeśli mama wróci, a ona będzie daleko i przez to już nigdy się nie spotkają? O nie, zostaje tutaj!

Teraz po raz ostatni spojrzała na pogrążone w mroku podwórko, zeszła z parapetu, przymknęła okno i położyła się na łóżku. Powinna już dawno spać, lecz jak zwykle miała z tym problemy. Zbyt wiele myśli kłębiło się jej w głowie. Zamknęła oczy i spróbowała liczyć barany. Czasem to pomagało, lecz nie tym razem. Wtem ponownie usiadła, nasłuchując uważnie. W łóżku obok spała Zosia, jedyna koleżanka, której pozwoliła się do siebie zbliżyć, nic jednak nie wskazywało na to, aby miała się obudzić, więc to nie ją usłyszała. Wstrzymała oddech, nasłuchując, i tym razem wyraźniej usłyszała ten dźwięk. Skrobanie i jakby przytłumione piski. Czyżby dochodziły z szafy?

Natychmiast obudziła się w niej wrodzona ciekawość. Odrzuciła na bok kołdrę, wysunęła się cichutko z łóżka i podeszła na palcach do szafy. Uchyliła drzwiczki. Jakaś mała, ruda kulka wytoczyła się z niej na podłogę i wylądowała koło jej stopy.

- Hej, malutki. Co ty tutaj robisz? Zgubiłeś się? - Dziewczynka wzięła kotka na ręce i tuląc do piersi, szeptała słowa otuchy.

Kotek miał maleńki nosek i duże, po kociemu żółte oczka, które mrużył, gdy Maja głaskała go za uszami. Ciekawe, jak się tutaj znalazł? Miała właśnie usiąść z nim na łóżku, kiedy wbił zęby w jej rękę. Instynktownie wypuściła zwierzątko z ręki i chwyciła się za bolące miejsce. W następnej sekundzie zapomniała o bólu. Kotek czmychnął z powrotem do szafy.

- Hej, poczekaj! - zawołała za nim. - Kici, kici, kici… - szeptała. Uklękła w progu szafy, lecz w ciemnościach trudno było cokolwiek dostrzec. - Kici, kici… Nie bój się, malutki. To tylko ja. Maja. Nie zrobię ci nic złego. Kici, kici, kici… No, chodź do mnie, nie bój się… - Zanim zdążyła się zorientować, weszła cała do szafy. Drzwi zatrzasnęły się za nią z cichym trzaskiem.

To na pewno Zosia - pomyślała bez wahania. - Zobaczyła, że wchodzę do szafy i chciała mnie nastraszyć. Tak, to zupełnie w jej stylu.

Pchnęła drzwi od środka, lecz te ani drgnęły.

- Zosiu, otwórz - pisnęła. - Proszę, Zosiu, to wcale nie jest zabawne... - przerwała. Drzwi stanęły otworem. Wypełzła czym prędzej z szafy i zamarła. Łóżko Zosi było puste, zobaczyła jednak otwarte drzwi od pokoju. Wyjrzała na oświetlony bladym światłem korytarz. Dostrzegła przyjaciółkę na schodach prowadzących na parter. Stała u ich szczytu, trzymając się jedną ręką poręczy. Rozpuszczone brązowe loki spływały jej na plecy. Przyjaciółka odwróciła leciutko głowę w jej stronę i wtedy dostrzegła, że nie ma na nosie okularów. A przecież Zosia bez okularów nie widziała kompletnie niczego!

- Zosiu, poczekaj! Nie zabrałaś okularów! - Wbiegła z powrotem do pokoju, chwyciła leżący na biurku futerał i wróciła na korytarz. Rozejrzała się, ale Zosi już nie było. Weszła na schody i zeszła do hallu. Sprawdziła kuchnię i pokoje gościnne, tam jednak nie znalazła nawet śladu przyjaciółki.

Może w salonie?

- Zosiu? Jesteś tu? - szepnęła, odruchowo wciskając włącznik światła, znajdujący się po jej lewej ręce. Widok, który ukazał się jej oczom, całkowicie wyparł z jej głowy myśli o koleżance oraz ewentualnych konsekwencjach, jeśli ktoś przyłapałby ją o tej porze w salonie i to przy włączonym świetle.

- Ah, więc tu się schowałeś! - ucieszyła się, podbiegając do elektrycznego kominka, przed którym, na puchatym dywaniku, wylegiwało się zaginione zwierzątko. Chwyciła rudego kociaka w objęcia i usiadła z nim przed kominkiem. Wtem wyczuła za plecami czyjąś obecność. Zerknęła do tyłu i niemal krzyknęła ze strachu, lecz w porę uświadomiła sobie, że nie jest to żadna z opiekunek ani jej nauczycielek, które absolutnie zabraniały schodzenia na parter w nocy, za co mogłaby dostać

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych