The Man Who Sold The World
Jonathan zmuszony jest przeżywać wszystkie swoje 9 żyć(śmierci) naraz.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
The Man Who Sold The World
Cześć, nazywam się Jonathan i mam wam historię do opowiedzenia. Cóż, dziwnie tak mówić o sobie, ale myślę, że to jaki jestem, wywnioskujecie sami, z opisu mojego życia codziennego. Od początku. Moi rodzice zginęli w wypadku samochodowym, gdy jeszcze robiłem w pieluchę. Zajął się mną brat ojca, ale i on mnie zostawił. Zmarł na zawał dziesięć lat temu, dzień przed moimi osiemnastymi urodzinami. Od tego czasu radzę sobie sam. Skończyłem studia informatyczne, teraz pracuję w wybranym zawodzie, w korporacji z siedzibą w Nowym Yorku. Mieszkam w małym mieszkaniu, dwa pokoje, łazienka i kuchnia, z której raczej niewiele korzystam. Salon zajmują trzy szafy. W jednej mieści się gigantyczna kolekcja płyt, wszystko co wpada mi w łapy, z różnych gatunków. Głównie rock i metal, przyprawiony jazzem, bluesem, klasyką i rapem. Druga szafa, to nie mniejsza kolekcja książek. Głównie fantastyka z odrobiną kryminału i historii. Trzecia, wypełniona jest grami, wszystko co warte uwagi z przeciągu ostatnich kilkunastu lat. Moje życie codzienne wygląda bardzo prosto: Dom – praca – dom. Nie muszę chyba wyjaśniać, co robię w domu… No, czasem gdzieś wyskoczę, do kina czy restauracji. Sam. Na uczelni rzeczywiście miałem kilku kolegów, w pracy też niby kilku jest… ale to tylko kumple. Kiedyś kochałem kobietę. Dałbym sobie za nią urżnąć głowę. I teraz bym nie miał kurwa głowy. Wyjechała do innego stanu. Czasem rozmawiamy przez Internet. Tak więc, moje życie jest naprawdę szare i bez sensu. Ale żyję, bo jaki mam wybór? Palnąć sobie w łeb? To też nie wygląda mi na kipiącą sensem decyzję.
+
Ale, ale… pewnego letniego dnia moje życie diametralnie się zmieniło. Jak? Zginąłem. Wracam sobie spokojnie z pracy, ubrany w jeansy i koszulkę Manchesteru United, w ręce dzierżę wypełnioną pysznościami torbę z McDonalda, w plecaku książkę, butelkę Coli i nowiutką płytę Slipknota. A tu nagle bach, jakiś debil w pięknym BMW rozjeżdża moje dupsko. No to się można zdenerwować… mniej więcej w tym momencie zakończyła się moja godna pożałowania egzystencja. A przynajmniej taką miałem nadzieję. Niestety, najwyraźniej bogowie ostro się na mnie uwzięli.
+
Obudziłem się w małej, ciemnej celi, bez drzwi, z jednym małym okienkiem bardzo wysoko. Jedyne co jeszcze tam znalazłem to stół, a na nim mały kieliszek wypełniony mętnym płynem. Ach, i taki drobny szczegół, dziewięć równoległych kresek wydrapanych na ścianie kresek, z czego jedna była przekreślona. Wtedy nie miałem pojęcia o co chodzi. Nie pamiętam co myślałem. Pewnie się bałem. I próbowałem sobie to jakoś wytłumaczyć. Ale mniejsza o to, jedyne co przyszło mi do głowy, to wypić zawartość kieliszka. Płyn nie miał smaku. Poczułem jak substancja rozchodzi się po moim ciele. Oczy same się zamknęły. Tyle pamiętam. Wtedy umarłem po raz drugi.
+
Następna pobudka była dużo gwałtowniejsza. Wojna, autentyczna wojna. Wypadamy z jakich łodzi, masa ludzi, wybuchy, krzyki, kule latają na wszystkie strony. W łapach dzierżę Thompsona M1928. Na lewym przedramieniu mam znajomy już wzór. Tym razem przekreślone są dwie kreski. Biegniemy w kierunku gigantycznego klifu. Szybko zajarzyłem. Operacja Overlord. Normandia. Równie szybko przyszło mi polec. Poczułem jak mały kawałek metalu rozrywa mi nos i rozbryzguje mój mózg w promieniu dwóch metrów. Ciekawe przeżycie, nie powiem.
+
Po następnym przebudzeniu poczułem, że jestem ciągnięty jakimś korytarzem, za ręce, przez dwóch ludzi. Dokąd nie wiedziałem, może i dobrze. Tym razem znak z trzema skreślonymi kreskami był wymalowany na podłodze. To proste, mam dziewięć żyć, niczym kot. I najwyraźniej przyjdzie mi przeżywać kolejne śmierci. W sumie niezbyt mnie to zmartwiło. Pytanie, co będzie, gdy zużyję wszystkie życia? Tym razem też poszło szybko. Poczułem sznur zaciskający się na mojej szyi, potem chwilę spadałem, drugą chwilę pomachałem nogami i zesztywniałem. W tle słyszałem dobrze mi znane słowa piosenki wspomnianej już dziewiątki z Iowa.
“I've felt the hate rise up in me... Kneel down and clear the stone of leaves... I wander out where you can't see... Inside my shell, I Wait And Bleed...”
+
Następne zejście było jeszcze szybsze, aczkolwiek…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Ra'kiestaan
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…