Wróć do katalogu

The modern Cinderella

Opowiadanie, jak tytuł wskazuje, jest o nowoczesnym Kopciuszku :). Może Wam się wydać kiepskim romantykiem, no ale oceńcie sami ;).

Julie, opublikowano , 18 min czytania, 3,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

- Podnieś wreszcie dupę z tej podłogi i przynieś mi fajki! – rozległo się w pokoju i długowłosa, ubrana w powycierane dżinsy dziewczyna o imieniu Samanta, leżąca spokojnie na gołej, zimnej podłodze, obudziła się. „I kurwa co jeszcze?”, pomyślała, siadając i przeczesując dłonią jasne kosmyki. - Pospiesz się! – wrzasnął ktoś jeszcze głośniej. - No zaraz! – odkrzyknęła, podnosząc się. Otrzepała spodnie z wszechobecnego w tym domu popiołu, a potem wzięła ze stołu paczkę cameli. - Samanta! – wołanie stawało się coraz bardziej niecierpliwe. Nie odpowiedziała; nie chciała jeszcze bardziej psuć sobie humoru. Odetchnąwszy głęboko, nacisnęła odrapane, drewniane drzwi i weszła do środka. - Co tak długo?! Dziewczyna rozejrzała się po tym tak dobrze znanym sobie pokoju. Naprzeciwko niej stało duże, stare łóżko, a po lewej stronie, pod brudnym oknem, była mała, drewniana, rozlatująca się komoda. Pokój tonął w ciężkich oparach jakichś perfum, a w łóżku, ubrana w długą, satynową koszulę na ramiączkach, leżała najpiękniejsza kobieta, jaką zdarzyło się Wam zapewne widzieć. Jej ciemne, kręcone włosy opadały na opalone ramiona i chociaż niedawno się obudziła, wyglądała, jakby dopiero co wyszła od fryzjera. Mało tego, od najlepszego fryzjera w mieście. Skóra bez jednej zmarszczki (efekt, niewątpliwie, liftingu) i blask w zielonych oczach dodawały jej młodzieńczego uroku, choć młoda bynajmniej już nie była. - Pewnie jak zwykle zaspałaś, co? – odezwała się do Samanty. Z ust tej drugiej wyrwał się jedynie jakiś nieartykułowany dźwięk - Gdyby twój ojciec widział, jak ze mną rozmawiasz... – westchnęła przesadnie brunetka. – Na pewno nie byłby szczęśliwy. - Odpieprz się od mojego ojca – mruknęła Sam, wpychając obie ręce do tylnych kieszeni ciasnych dżinsów. - Co powiedziałaś? – kobieta zmarszczyła brwi. - Mniejsza o to – Samanta uśmiechnęła się słodko i wyszła tyłem z pokoju, trzaskając drzwiami. Pobiegła szybko, by w razie czego nie słyszeć przekleństw pod swoim adresem. Bo właściwie po co ma ich słuchać, skoro i tak wie, jaki będzie repertuar? Zawsze było tak samo. Bez wyjątku. – Głupia idiotka – powiedziała do siebie ze złością, z całą siłą rzucając się na łóżko. Sprężyny zajęczały żałośnie. – Co ja tu w ogóle robię?

Matka Samanty umarła, kiedy ta była maleńkim dzieckiem, a gdy skończyła osiem lat, opuścił ją także ojciec. Była wtedy taką śliczną, małą dziewczynką w różowej sukience, z jasnymi lokami i ogromnymi, dziwnymi oczami o nieokreślonym kolorze. Taka słodka, mała księżniczka. Słodka aż do bólu. Stała na schodach, ściskając ulubioną lalkę, bynajmniej nie najładniejszą z jej wielkiej kolekcji przeróżnych lalek, którymi obsypywano ją przy każdej nadarzającej się okazji. A mimo to, kochała ją. Czy to nie dziwne? Wolała brzydką, porcelanową lalkę w przydużej kraciastej sukience i słomianym kapeluszu niż jedną z tych królewien z koronami, tych w sukienkach obszytych koronką, z łagodnym uśmiechem, niebieskimi oczami i uroczym małym noskiem. Ale Samanta zawsze była dziwna. Choć przecież nie różniła się niczym od innych dzieci w jej wieku. Tak samo jak one miała dwoje oczu, tak samo lubiła się bawić i niezachwianie wierzyła w anioły. - Twój tatuś umarł – cicho powiedziała do niej niania, którą tak bardzo kochała. I w tym momencie zawalił się cały świat Samanty. Jej dziecięcy świat. Zawaliły się piękne marzenia, wszystko znikło, rozpłynęło się w mroku, w nieprzebytej, tajemniczej ciemności, jaką była śmierć. Pamiętała, że jak na zwolnionym filmie, lalka wypadła jej z ręki, tłukąc się na wiele, wiele kawałków. Chciała iść, lecz nie mogła postąpić kroku. Ani w przód, ani w tył. Stała na tych schodach, kurczowo trzymając się poręczy, a łzy płynęły po jej twarzy jak dwa strumienie. Głos uwiązł jej w gardle. Stała tak, uwięziona we własnym ciele, nie mając pojęcia, ile to wszystko trwa.

Samanta wzdrygnęła się na to wspomnienie. Mniejsza o wspomnienia, przecież one i tak nic nie zmienią. Po prostu były, już się nie wydarzą. I trzeba o nich zapomnieć. Ale wiedziała, że oszukuje sama siebie. Są przecież rzeczy, których nie da się zapomnieć, choćby się tego bardzo pragnęło. Od tamtej pory mieszkała więc z drugą żoną ojca i dwiema siostrami, których bynajmniej nie darzyła sympatią. Ładnie mówiąc. Jedna, Madeline, ostro wymalowana punkrockowa laleczka o farbowanych czarnych włosach, w krótkiej spódniczce z łańcuchem i czarnych trampkach. Ta piękna muzyka dobiegająca z jej pokoju od rana do wieczora budziła Samantę rano i w nocy układała ją do snu. No i druga, Arlene, zupełne przeciwieństwo tej pierwszej. Słuchała hip-hopu, nosiła skejtowskie spodnie i szeroką bluzę, na głowie daszek i nawet nie dopuszczała w pobliże siebie choćby jakiegoś błyszczyka czy tuszu. Siedziała cały dzień układając rymy, by potem zarapować swoim równie skejtowskim kolegom w jakiejś podejrzanej melinie. Tylko tyle się dla niej liczyło. Obie tak samo działały na nerwy Samancie, a ona działała na nerwy im. I wszystko grało. Tymczasem Samantę w tym domu traktowano co najmniej jak osobę pozbawioną wszelkich praw, wyłączając prawo do bezsensownego egzystowania. No trudno, bo skoro już jest, to naszym zadaniem jest obrzydzić jej życie i dostosować ją do naszych przyjemności. Tak więc, z roli małej księżniczki spadła do roli co najmniej kury domowej. Bez możliwości chadzania na imprezy. Bez możliwości słuchania ulubionej muzyki. Bez możliwości kupowania sobie ciuchów. I długo tak można jeszcze wymieniać. Tak więc (wcale nie zaczęłam zdania od „więc”, zaczęłam je od „tak”), aby jakoś przeżyć, trzeba było pozwolić innym rządzić. We własnym domu co prawda, ale cóż poradzić. Była najmłodsza i nie miała nic do gadania. Mimo wszystko, Samanta bynajmniej nie była głupia. O, co to, to nie! Pozbawiono ją możliwości imprezowania a nawet spotykania się ze znajomymi (których zresztą i tak nie miała, więc co za różnica), ona nie zwariowała, nie wszczęła buntu ani nie zrobiła nic podobnego. Odnalazła swój świat, tak jak wiele tych zagubionych dzieci, o których tyle się czyta. Nie polegało to wcale na gadaniu do siebie, bo, jak już mówiłam, nie zwariowała. Jej azylem było jedyne pomieszczenie, które należało do niej – maleńki pokoik na poddaszu, a w nim jedyne pamiątki po szczęśliwym (w miarę) dzieciństwie, wiele różnego rodzaju naszyjników i łańcuszków (Boże, jakże ona kochała w dzieciństwie wszystkie te błyszczące rzeczy, które zakłada się na szyję!), no i trochę ciuchów, które siostrom już się znudziły, a z którymi nie było co zrobić, bo wyglądały jeszcze całkiem, całkiem. To tam zamykała się, tam mogła się spokojnie wypłakać, kiedy było jej źle (a właściwie rzadko kiedy nie było), pomarzyć. Bo ona też miała marzenia. Marzenia nie do spełnienia, ale jednak. Nie ma potrzeby o nich teraz mówić.

Tak było też i tamtym razem. Leżąc na swoim łóżku, zastanawiała się nad tym, co właściwie tu robi. Z dołu dobiegały dźwięki muzyki (a jakże), lecz tym razem Samanta jakoś nie czuła ochoty, by wstać i komuś przywalić, jak zawsze się działo, gdy tego słuchała. - Ja się chyba zabiję... – mruknęła do siebie, przejeżdżając dłońmi po twarzy. Spojrzała z obrzydzeniem na brudne, połamane paznokcie. – Jezu... - Samanta! – rozległo się z dołu. „Madeline? Czego może chcieć?”, zastanowiła się Sam i zerwała się na nogi, kiedy siostra z rozmachem otworzyła drzwi jej pokoju. - Znów się chowasz! – zarzuciła jej Madeline, wchodząc do środka. – Chodź, musisz mi pomóc! - W czym tym razem? – na pozór uprzejmie i ze słodkim uśmiechem spytała Samanta. - Już nie takim, kurwa, tonem – warknęła Maddy. – Bierz dupę w troki, złaź na dół i mi pomóż. Idę na dyskę do „Heaven”. - O fuck... – zaklęła cicho Sam. – Jak zamierzasz się tam dostać? - Nie twój pieprzony interes. Klub „Heaven”, do którego wybierała się Madeline, był bez wątpienia najlepszą, najdroższą i najbardziej nowoczesną knajpą w mieście, ale, niestety, od lat osiemnastu. Jakim więc cudem siedemnastoletnia Maddy chciała się tam dostać, tego Sam nie wiedziała. Z drugiej strony, siostra miała takie znajomości, dla których nawet włamanie do kasyna nie byłoby właściwie większym problemem, więc... - Dobra, idziemy – zdecydowała Sam. – Ale pod warunkiem, że... - Już ty mi tu warunków nie stawiaj – Madeline skrzywiła nos. - ...że weźmiesz mnie ze sobą – dokończyła Samanta z uśmiechem. - Chyba cię pogięło! – brzmiała odpowiedź. Chociaż, czy mogła spodziewać się innej? - Nie pogięło – zaprzeczyła z zadziwiającą przytomnością umysłu Sam. – Tak więc? - Nie będziesz mi dyktowała warunków, małolato. „Małolato?”, pomyślała Samanta. „Przecież ty jesteś rok starsza ode mnie”. No cóż, na niektórych niestety nie ma rady.

- Nie ściskaj mi tak mocno tego gorsetu, idiotko, nie mogę przez niego oddychać! – darła się Madeline, której Sam złośliwie zacisnęła na plecach sznureczki czarnego gorsetu z perełkami najmocniej, jak się dało. - Inaczej ci spadnie – odparła, z trudem powstrzymując się od śmiechu. - Poluzuj to, do kurwy nędzy! - OK., OK. – nie chcąc awantury z

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych