To nie zawsze znaczy koniec
zobacz jak samotnym jest się w tym mieście
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
To nie zawsze znaczy koniec
Jest za późno kolejny raz Gdy wyszłaś tak jak teraz Nago z pod prysznica Żeby jedynie zmyć z siebie mój cień
Tak nie może być codziennie Jak tańczące widma na wodzie-twoje pocałunki I spojrzenie jak głębia oceanu Które nie pierwszy raz okłamało mnie
Jedynie tylko Ty mi zostałaś Jak obraz wiszący na ścianie aby patrzeć I nic po nim nie pozostanie mi Jeśli spłonąłbym ja a wraz z nim Ty
Krótki sen jak krótka jest noc kochanka Zbliża się do mnie powoli gdy Ćmi się w mojej dłoni papieros i myśl Pozostawiona w mej głowie która upadła jak liść żeby zapłonąć ostatni raz
gru’00
Leżąc na łóżku, słyszałem szum puszczanej wody w łazience. Stare rury zajęczały jak ranne zwierze, przy wtórze kurka piszczącego z wysiłku, gdy czyjaś ręka zakręcała go. Odwróciłem się na brzuch i z podkulonym kolanem próbowałem zasnąć. Śniłem, że jestem na spacerze w parku. Ja i kobieta, którą zbyt dobrze nie pamiętałem. Oboje na placu zabaw, wraz z dzieckiem, które musiało być nasze. Tak mi się wydawało, kiedy chwytałem je w pół i podnosiłem żeby złapało się drabinek. Pierwszy raz od dawien dawna poczułem się szczęśliwy. Wszystko wydawało się być tak cudowne, niezmącone lękiem przed życiem, chorobami i kłamstwem. Które wypełniało wszystkich ludzi wokół mnie. Nie chciałem budzić się, chociaż wiedziałem, że to tylko sen. Dałbym wiele żeby moje życie naprawdę wyglądało jeszcze tak, chociaż przez rok. Oddałbym za, to całą resztę życia, która mi została. Później ten hałas odkręcanego kranu i bosych stóp na podłodze w pokoju. Tak delikatne stąpające, ale wyraźnie gdzieś się spieszące. Należały do kobiety z rzeczywistości, która przemieszkiwała tu czasami, gdy nikt inny nie mógł jej przygarnąć. Może kochała mnie, a tylko ja byłem tym skurwysynem, który nie potrafił czuć. Czułem się jakoś inaczej, zupełnie jakby coś natchnęło mnie w tym śnie. Kobieta, spacery, nawet to dziecko. Poczułem się szczęśliwy, jak nigdy...wcześniej? Musiałem zgubić gdzieś wspomnienia, bo w końcu miałem kiedyś żonę, dziecko i na pewno byłem szczęśliwy. Tylko kiedy? Czas wydawał się być nieubłagany dla takich jak ja. Przelatywał mi przez palce jak wódka niewypita na weselu. Ściekał po skórze, a ja nie zamoczyłem nawet w niej ust. Czerpiąc tylko z marzeń, bo chociaż te upajały mnie. Zasypiałem i budziłem się, zasypiałem i znów budziłem się, a z każdym dniem było mi coraz trudniej, pamiętać o tamtych chwilach. A więc o nich zapomniałem. Do momentu, gdy przestały tak boleć ukryte w sercu i znów wracały. Tyle, że mi nigdy już nie wydały się przeszłością. Były czymś teraźniejszym i tylko budząc się musiałem walczyć w przekonaniem, że jeszcze wszystko mogę zmienić. Słyszałem plusk wody, gdy nagie ciało kobiety zanurzyło się w niej. Żeliwna wanna zadźwięczała, gdy uderzyła w nią łokciem. I te fale, nieskończona ilość fal odbijających się echem od jej piersi i brzucha, by wrócić do moich uszu. Leżąc na łóżku potrafiłem sobie ją wyobrazić jak kąpie się w mojej łazience, paląc mojego papierosa i kawałkiem gąbki zmywa z siebie całego mnie. Zanurzając rękę w wodzie dotykała się tam, gdzie jeszcze przed godziną ja miałem swoje usta. Wciąż czułem jej dotyk na swoim ciele i wiedziałem, że dłużej pozostanie w mej pamięci niż zapach, który unosił się w całym pokoju. Zgasiła papierosa w popielniczce leżącej na parapecie i zanurzyła głowę by zmoczyć do końca włosy. Długie, proste, te które uwielbiałem gładzić, gdy kochaliśmy się, które dotykały mego ciała, gdy ona klęczała między moimi nogami. Chciałem dalej spać, nakryłem głowę kołdrą i zasnąłem. Usłyszałem tylko jeszcze jak kobieta podnosi się z wody i sięga po ręcznik. Wydawało mi się, że słyszę śpiew ptaków, ale musiałem się pomylić, bo był koniec stycznia. A o tej porze, nic nie śpiewa za oknem.
Śniłem, że spaceruję po mieście. Obok mnie kroczyła kobieta. Mogła mieć najwyżej dwadzieścia lat, lecz nie byłem wstanie odgadnąć do końca jej wieku gdyż szła wciąż ze skierowaną twarzą przed siebie. Co jakiś czas tylko wykręcała ją w prawą stronę by skryć we włosach, gdy zaczynał wiać mocniej wiatr. Gdziekolwiek szliśmy, wciąż widziałem jej ciemne długie włosy i zgrabne ręce, których nie chowała nigdy w rękawiczkach. Pamiętam tylko jak poprosiła mnie, żebyśmy szli przed siebie, gdy zapytałem, co będziemy robić. Zamknąłem oczy, gdy silny wiatr zaczął sypać w moją stronę śniegiem, podrywając go z gałęzi drzew, pomników i zasypanych ścieżek To była zima, której ludzie nie widzieli od kilku lat, a mi wydawało się, że ugotuję się w kurtce, którą miałem na sobie. Jeszcze raz spojrzałem na otaczające mnie drzewa i całe tony śniegu zalegającego we wszystkich miejscach parku. Nagle zapragnąłem znaleźć się w moim mieszkaniu i wziąć w ramiona kobietę, która prowadziła mnie alejką w stronę niskiego pomnika. Który okazał się, być zegarem słonecznym. Niemogącym odmierzać czasu, gdy wszystkie promienie ginęły w chmurach, rozpiętych nad całym światem. Zrozumiałem dopiero wtedy, jak szybko biegnie czas mojego życia, gdy stoję w miejscu, w którym wszyscy kiedyś się spotkamy. Zamknąłem oczy i wyobraziłem sobie, że mnie tu nie ma i że tylko widzę wszystko, co nie chciałem zobaczyć. Dlaczego mnie tu przyprowadziłaś, zapytałem ją chcąc przy tym spojrzeć na jej twarz, ale ona wciąż trzymała spuszczoną głowę. Nie mogę już tak dalej, jestem zmęczona tym światem, odparła mi. Chciałabym w końcu coś zmienić, tylko wciąż nie wiem co. Może któregoś dnia nie obudzę się i w końcu nastanie ta chwila, że nie będę musiała się męczyć z tym cholernym życiem. Nie mów tak, nigdy. Czułem tylko pustkę w głowie mówiąc słowa, które nie miały w sobie nic ze zdecydowania. Były raczej szeptem albo prośbą, niż ostrą reprymendą dla jej słow. Nawet nie wiesz, co się dzieje w moim życiu. Czy wiesz, co się ostatnio stało? Poczułem lekkie ukłucie w sercu, gdy zadała mi to pytanie. Oczekiwałem najgorszego, ale tak naprawdę pierwsza i każda następna myśl krążyła wokół zdrady. Nie wiem sam, co bardziej przerażało mnie. Myśl, że zrobiła to z kimś innym, czy to, że mogłem podejrzewać ją o coś takiego? Co się stało, zapytałem jak ktoś, kto nie chce przedłużać własnych cierpień. Tak naprawdę sama nie wiem, bo chyba powoli zaczynam tracić zmysły. Bodaj przedwczoraj, wyszłam podobno z domu... i ocknęłam się dopiero na moście nad rzeka. Nie wiem, co mnie tam zawiodło, ale zupełnie miało rację, że mam ochotę z tym wszystkim skończyć. Paweł, często jest tak, że niektórym nie jesteśmy w stanie pomóc i jedynie pogrążamy jeszcze bardziej siebie, kiedy wyciągamy do innych dłoń. Dlatego muszę to wszystko zmienić, zaczynając od siebie. Powiedz tylko jak mogę ci pomóc, a zrobię wszystko, co będziesz chciała. Popatrz na siebie, chcesz pomagać wciąż innym i co z tego masz? Ty nigdy nie chciałeś zmieniać czegoś w swoim życiu, poczuć się wolnym odcinając się od przeszłości? Dopiero teraz zobaczyłem pierwszy raz jej twarz, gdy odwróciła ją w moją stronę czekając na odpowiedz. Patrzyłem na nią z wrażenie, że są mi znajome te rysy. Zniknęło wrażenie pustki, które nasilało się przez tyle dni. Zastąpiło je uczucie deja vu, jakbym miał to wszystko zobaczyć jeszcze raz w przyszłości, gdyż nic takiego nie spotkało mnie jeszcze w życiu. Zupełnie jakbym patrzył w karty, które ona mi odsłaniała. Nie wiedziałem, co znaczą znaki i symbole w układzie jej rys, spojrzenia i niknącego na ustach uśmiechu. Wydawało mi się że zbyt krótko żyję sam, żeby odgadnąć wszystkie jej gesty. Dlatego poddałem się. Ja nie potrzebuję nic zmieniać w swoim życiu, powiedziałem. Podoba mi się tak jak jest, więc po co naprawiać coś co nie jest zepsute. Tak właśnie ty uważasz, że jeśli coś się nie rozsypało, to nie trzeba tego zbierać. A gdzie miejsce na to, co ja mam do powiedzenia. Czy nie wydaje ci się, że jest coś dziwnego w tym jak rozmawiamy ze sobą? Nie, dlaczego miało by być coś dziwnego w tym, jak się do siebie zwracamy? Kobieta odwróciła głowę jakby coś przeszkadzało jej odetchnąć i powtórnie spojrzała na mnie. Poczułem się tak obcy dla niej w tej chwili. Zupełnie jakbyśmy się nie znali. Zrozum mnie, a przynajmniej spróbuj. Przecież cię rozumiem, przerwałem jej. Widzisz? Tobie się wydaje się że mnie rozumiesz, a tak naprawdę nawet nie jesteś w stanie posłuchać mnie dwie sekundy, gdy chcę ci coś powiedzieć. Dobrze już cię słucham, odparłem. Chciałam ci to powiedzieć już wcześniej, ale nie wiedziałam jak to zrobić. Proszę daj mi skończyć, powiedziała, kiedy otwierałem usta, żeby znów coś wtrącić. Musisz mnie zrozumieć, kiedy już wszystko wyrzucę z siebie. Nie staraj się mnie zatrzymywać, bo będziesz musiał to wszystko usłyszeć, wcześniej czy później. Chociaż wolę zrobić to teraz, żebyś potem nie mówił, że „przez cały ten czas okłamywałam cię”. Ostatni raz zaczerpnęła powietrza, jakby sprawiało jej trudność to co chcę powiedzieć. Paweł zrozum, nie mogę już tak. Wszystko mnie przytłacza. Nie gniewaj się ale nawet to, że mówię do ciebie, a ty słyszysz tylko to co chcesz słyszeć. To wszystko jest trudne do wytłumaczenia, kiedy tak stoimy, a ty chyba pierwszy raz od dawien dawna, milczysz. Nie poradzę sobie z tym wszystkim co przynosi bycie z tobą, jeżeli nie radzę sobie z własnymi problemami. Nie chodzi mi tu o ciebie jako coś w rodzaju przeszkody w życiu, mówiąc to złapała mnie mocno za rękę jakbym chciał uciec jej zanim skończy swój monolog. Jesteś cudownym facetem, ale nie pasujemy do siebie, bo ty potrzebujesz kogoś normalnego, patrzącego z lekkim przymrużeniem oka na wszystko. A ja jestem zupełnie inna, zupełnie jak nie z twojego świata... Ale ja potrzebuję ciebie, powiedziałem czując jak wszystko zaczyna we mnie umierać, kiedy jej słowa w końcu do mnie dotarły. Wydaje ci się, że jestem tobie potrzebna. Wystarczyło by postawić tu kogoś innego, a ty wciąż czuł byś to samo. Kocham cię ..., położyła mi palec na usta żebym już nic nie mógł powiedzieć, ponad to co powiedziałem. Potrafiłbyś kochać każdą kobietę, bo potrzebujesz kogoś obok siebie. Poznałam cię trochę przez te kilka miesięcy, więc przestań udawać kogoś zaskoczonego tym, że wiem o czymś, do czego sam nie chciałeś się…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil males
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…