Wróć do katalogu

To tylko cień... -prolog, rozdział 1

Krótko-młodzi ludzie których fascynacja duchami, a szczególnie pewnym opuszczonym domem, kończy się bardzo źle dla nich samych. Wersja poprawiona, raczej nie powinno już być błędów :D

andrew, opublikowano , 24 min czytania, 4,4 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

PROLOG

Było ciemno. Jeszcze nigdy nikt nie widział tak przerażającej ciemności. Nie było nawet czarno. Po prostu niewyobrażalnie ciemno, a do tego tak bardzo cicho. Przerażająco cicho. Nikt nie poruszał się, żaden pies na dworze nie szczekał. Było pusto. Było zimno. Ewę przeszedł dreszcz. Miała wrażenie, jakby umarła. Zapamiętała te chwile do końca życia, ponieważ wtedy po raz pierwszy poznała odczucie irracjonalnej paniki. Strach przed ciemnością. Że jest sama. Wszystkie te elementy sprawiły, że zdawało jej się, jakby odczuwała pustkę namacalnie. Miała otwarte oczy, a nic nie widziała. Wiedziała, że to tylko moment, lecz dla niej był wieczny. Czuła, że drży na całym ciele. Wydawało jej się, że strach czai się pod samymi koniuszkami palców, tak jakby go dotykała. Nie wiedziała, czy to chłód, czy to ta sytuacja sprawiła, że cała się trzęsie. Miała wrażenie, że zaraz wybuchnie. Panika rosła w niej jak tornado. Niech to się skończy. Ta myśl przebiegła po niej jak impuls elektryczny. To niemożliwe. To strach. Wieczna chwila. Ten jeden impuls- muszę to kończyć... Ewa krzyknęła i wyciągnęła ręce przed siebie. Cisza... - Czy ktoś tu jest?! - Wrzasnęła. Głuche echo odbiło się od ścian. - Zamknij się Ewa - Usłyszała zaraz nad uchem zniecierpliwiony głos Anki – Co się z tobą dzieje? Skup się, albo gówno nam z tego wszystkiego wyjdzie. Cała adrenalina jakby spłynęła z Ewy. Zamknęła oczy i poczuła się jak idiotka. Jak mogła w takie coś uwierzyć? Co sobie o niej pomyśli reszta? To rzeczywiście było przerażające, no, ale przecież to tylko głupie zabawy znudzonych dzieci. Poczuła na splecionych rękach czyjś zimny dotyk. Jakby ktoś sunął lodowatym palcem po jej spoconych dłoniach w stroną szyi. - Anka, to ty? - Ewa, proszę cię, nie przeszkadzaj innym – Odpowiedziała już trochę głośniej przyjaciółka. A więc to ten debil Adrian urządza sobie w ciemności jakieś perwersyjne zabawy. Ewa wiedziała, co z takimi robić. Wiedział, że siedzi obok niej po jej lewej stronie, więc musiał trzymać rękę nad nią, by dotykać jej prawego ramienia. Jego zimna dłoń zbliżała się do szyi. Ewie wystarczył moment by uderzyć go z łokcia w głowę. Usłyszała głuche jęknięcie. - To tak byś wiedział, że się nie maca dziewczyn po ciemku –Powiedziała Ewa z triumfem w głosie. - Ewa, o co ci chodzi. Nikogo nie dotykam. A już ciebie z pewnością nie - Jęknął Adrian. - To kto mi przed chwilą sunął palcem po ramieniu? - Czy ktoś sunął teraz palcem po ramieniu Ewy?! - Rozległ się zniecierpliwiony głos Marcina z drugiego końca pomieszczenia. Ewa usłyszała jak wszyscy cicho mruczą „nie”. - No więc, Ewa, stul pysk na pięć minut i daj nam się skupić - Powtórzył Marcin - Nikt ci tu nie kazał przychodzić. Więc nikt nie dotykał jej ramienia. Ponownie przeszedł ją dreszcz strachu. Przecież pamięta to dokładnie. To musiał być czyjś palec. -Albo twoja chora wyobraźnia Ewka - przeszło jej przez myśl. Nie miała ochoty znów robić z siebie palanta. Otworzyła oczy, bo coś znowu poczuła, tym razem na szyi, lecz zobaczyła tylko ciemność. Coś zimnego. Dotknęła tego miejsca ręką. Nie znalazła niczyjej dłoni, lecz wtedy poczuła chłodny oddech na policzku. Odsunęła w bok głowę, ponieważ poczuła nieprzyjemny zapach zgnilizny. To tylko moja wyobraźnia, powtarzała sobie, to tylko wyobraźnia. Nie mogła jednak pohamować paniki. Odsunęła się jeszcze bardziej, gdy coś niemal musnęło jej lewy policzek. Postanowiła już nie okazywać strachu. Wszyscy znów by się na nią wkurzyli. - Co jest? - Usłyszała zdziwiony głos Anki. Znów wstrząsnął nią dreszcz, bo ona siedziała obok niej, a głos dochodził z głębi pokoju. - Ania, to ty? - Wyciągnęła rękę obok siebie, by się upewnić że ona nadal tam jest. - Anka, gdzie ty jesteś?! – Krzyknęła, gdy na nic nie natrafiła. - Anka, nie rób sobie jaj! - Co się stało?! - Krzyknął Marcin. - Anki nie ma obok mnie! - Zapalcie świeczki! - Wrzasnął Adrian. - Nie mogę znaleźć zapałek! - Paulina też się bała, panikę było słychać w głosie. - Przecież ty je miałaś! - Ewa macała rękami po drewnianej podłodze. Ciemność sprawiała, że czuła się jak ślepiec. Choć wytężała wzrok z całej siły, nic nie widziała. - Ściągnę kotary - Usłyszała Marcina, a następnie huk przewracanego krzesła. Kolejny huk. Ktoś się na nią przewrócił. Leżała teraz na ziemi nie mogąc złapać oddechu. Wreszcie wstał uderzając ją twardym butem w brzuch. Potem krzyk Pauliny i wiele głuchych odgłosów. Przejechała jeszcze raz ręką po podłodze. W końcu poczuła pod nią małe tekturowe pudełeczko. - Mam zapałki - Wykrztusiła. Kurz zablokował na chwilę jej drogi oddechowe. Cisza... - Mam zapałki - powtórzyła już trochę bardziej niepewnie. - Czy ktoś tu jest? - Nikt nie odpowiedział. Czując, że to nie jest głupi żart, sięgnęła do pudełka. Usłyszała cichy syk i migotliwe żółtawe światełko wyłoniło z ciemności stary pokój. Rozejrzała się dookoła. Na ścianach wisiały mocno pozdzierane tapety, a cuchnące grzyby obrosły sufit. Wszędzie leżały jakieś stare, całe w pajęczynach, przedmioty. Na środku drewnianej podłogi narysowany był białą kredą pentagram, wokół którego walały się szpilki i łyżeczki z zaschniętym woskiem. Nigdzie nie było jej przyjaciół. Ogarnęła ją panika. Zostawili ją samą w środku nocy, w tym przerażającym domu na środku lasu. Serce waliło jej niemiłosiernie mocno. Poczuła się bardzo słabo. Wszędzie snuły się cienie przypominające kształtami jakieś diabelskie istoty. Światło zapałki było jeszcze bardziej przerażające niż ciemność, lecz nie miała ochoty do niej wracać. Złapała leżącą niedaleko niej świeczkę i odpaliła ogień od dogasającego już płomyka. Musi stąd wyjść, choć sama myśl o samotnej wędrówce po tym domu ją przerażała. Złapała swoją skórzaną kurtkę i zarzuciła ją na plecy. Zacisnęła powieki. Tu nie ma duchów - powtarzała sobie - to zwykły opuszczony dom. Otworzyła oczy i powoli ruszyła w stronę framugi pozbawionej drzwi. Światło świeczki powoli wyłaniało z ciemności zgrzybiałą ścianę korytarza, lecz każdy ruch płomyka sprawiał, że cienie poruszały się jak w kalejdoskopie. Ewę przeszedł dreszcz. Miała wrażenie, jakby jakieś ciemne postacie krążyły wokół niej. Czuła się jak w domu wampirów. Serce biło jej coraz mocniej, gdy przekraczała próg pokoju. Była przygotowana na to, że coś wyskoczy z głębi długiego korytarza i uczepi się jej szyi. Przypomniał się jej lodowaty dotyk czyjejś dłoni. Oblał ją zimny pot. Cała się trzęsła. Ruszyła korytarzem, lecz nie widziała nic poza promieniem dwóch metrów. To jeszcze bardziej odbierało jej odwagę. Stanęła na chwilę, bo zdawało się jej, że usłyszała gdzieś za sobą skrzypnięcie drewnianej podłogi. Miała mokry cały podkoszulek. Odwróciła powoli głowę i spojrzała przez ramię. Nic nie wyskoczyło z ciemności. Nic więcej nie usłyszała. Doszła do wniosku, że to musiała być jej chora wyobraźnia. Poczuła jak zimna kropla potu spływa po czole, a następnie łaskocze jej blady policzek. Miała wrażenie, że jeśli się poruszy stanie się coś złego. Nie wytrzymała, podniosła rękę by ją wytrzeć. Nic się nie stało. To dodało jej trochę odwagi. Zacisnęła z całej siły zęby, bo ich drżenie ją denerwowało i ruszyła dalej. W pewnym momencie omal nie krzyknęła z wrażenia, gdyż coś wyłoniło się z ciemności po lewej stronie. Była to tylko pusta framuga po drzwiach do innego pomieszczenia. Mijając ją nie mogła się oprzeć wrażeniu, że ktoś tam siedzi, na drewnianym krześle. Pomyślała, że to tylko jakiś cień i ostrożnie zaczęła iść do przodu. Zobaczyła przed sobą kwadratową dziurę w podłodze. Ucieszyła się, że w końcu zejdzie na dół. Wtedy znowu usłyszała dziwne skrzypnięcie. Serce zaczęło jej bić jak oszalałe. Odwróciła głowę i spojrzała do wnętrza jeszcze mijanego pokoju. Cień się poruszył i znikł w głębi pomieszczenia. Ewa niemal rzuciła się na drabinę. Niechcący wypuściła świeczkę, która spadła na dół i zgasła. Wszystko oblała złowroga ciemność. Ewa już się nią nie przejmowała. Prawie zbiegała po drewnianych szczeblach. Coś zimnego dotknęło jej ramienia. Z przerażenia pisnęła jak mysz i w panice puściła się drabiny, by strzepać z siebie czyjąś zimną rękę. Nogi się jej zaplątały i runęła w dół. Uderzyła czołem o twarde drewno. Zahuczało jej w głowie, lecz szybko wstała i pokuśtykała w stronę lekko uchylonych drzwi. Wpadała przez nie granatowa poświata. Ewa usłyszała jakiś niezrozumiały szept nad uchem. Przyśpieszyła i jęknęła, czując ból w głowie. Dopadła drzwi i pociągnęła je z całej siły. Na dworze było duszno jak przed deszczem. Poczuła pod nogami chrzęszczący piasek. Otaczał ją czarny las, a przez poskręcane gałęzie łypał złowrogo księżyc. Z osłupienia wyrwał ją huk zamykanych drzwi. Poczuła lodowaty wiatr na twarzy. Zerwała się z miejsca i zaczęła biec w stronę autostrady. Jej szum powoli ją uspokajał, lecz skołatane serce nadal męczyło. W końcu dostrzegła w oddali światła uliczne. Minęła rów pełen pokrzyw i wybiegła na drogę. Biegła chodnikiem dopóki nie zobaczyła konturów własnego domu. Była nadal przerażona. Była pewna, że widziała coś dziwnego. I to wcale nie były głupie żarty Adriana. Jej przyjaciele nie byli aż tak okrutni, a nawet gdyby, to dawno już zaczęliby się z niej śmiać. Miała dziwnie niepokojące wrażenie, że już nigdy więcej ich nie zobaczy... ... Żywych....

ROZDZIAŁ 1

Cztery lata później... Anka kopnęła z całej siły pęk pokrzyw, zasłaniających jej drogę. Pod ciężarem metalowych glanów złamały się prawie przy samej ziemi. Mokra trawa szeleściła, gdy przechodziła przez rów pełen chwastów. Wokół rozbrzmiewał popołudniowy świergot ptaków. Paweł jak zwykle szedł przed nią. Nie rozumiała dlaczego zawsze, gdy udawali się w to miejsce, wybierał inną drogę. I zawsze to on "prowadził". Stary las wydawał się dobrym miejscem na potajemne wagary, na które wybierali się dość często. Ze szkoły tylko oni łamali tę regułę. Nikt zresztą nie chciałby z nimi tam iść. To co szczególnie łączyło tę parę, była całkowita izolacja od reszty rówieśników. Przede wszystkim słuchali ciężkiej muzyki i przyjęli ubierać się w dość mroczne stroje, co powodowało częste spory Anki z matką. Ponieważ jednak żyli w małym miasteczku, społeczeństwo brało ich za satanistów, co było kompletną bzdurą i wywoływało jedynie uprzedzenia. Jednak było im razem dobrze i mimo licznych kłótni, byli dobrymi przyjaciółmi od bardzo dawna. Gdy dotarli na ciemną polanę z powalonym drzewem, które było ich "ukrytym" miejscem, Paweł zatrzymał się i zaczął wyciągać papierosa. - Nie pal tutaj, nie psuj powietrza! - spojrzała na niego karcąco Anka. - Naprawdę nie chcesz? - pomachał jej paczką przed oczami. - Weź się Paweł... Usiadła na suchym pniu zwalonego drzewa. Pół roku temu rzuciła palenie, jednak jeszcze pozostała jej w głosie charakterystyczna chrypa. Podniosła głowę. Powietrze powoli nasiąkało słodkawosmolistym zapachem papierosa. Kiedyś ten moment uwielbiała, lecz teraz zrobił się dla niej drażniący. Paweł stał trzy metry od niej paląc i przypatrywał się czemuś z uwagą. - Słyszałaś o tej dziewczynie, która wywoływała duchy i siedzi teraz w wariatkowie? - spytał. - Hę..? - No ta, jak jej tam... Ewa. - Nie wiem, nie kojarzę. - Nie pamiętasz tej historii, co czwórka dzieciaków zaginęła i nigdy nie została odnaleziona?! - Ach tak, oczywiście, pamiętam. Kto by nie słyszał plot o tej dziwce. Nie bój się, ja nie mam zamiaru już wywoływać duchów. - Nie chcę cię przecież pouczać, chodzi mi tylko o ten dom, w którym wywoływali duchy. - Hę..? - Wstała i podeszła do krzaków, przed którymi stał Paweł. Dostrzegła za nimi niewyraźny kształt starego, opuszczonego domu. Spojrzała na Pawła - O co ci chodzi?! - Nie chciałabyś tam wejść? - Paweł zaczął przedzierać się w jego stronę. Co prawda nie miała najmniejszej ochoty tam wchodzić, ale przecież co w tym złego. Te wszystkie historie o duchach to…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych