Wróć do katalogu

To tylko cień... -rozdział 2

Prezentuję dalszy ciąg mojego opowiadania- ostrzegam ten może wydać się trochę przynudnawy, w stosunku do 1 rozdziału, ale wydaje mi się potrzebny, aby ciągnąć tę historie dalej

andrew, opublikowano , 12 min czytania, 4,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Anka lekko ocknęła się i od razu uderzyły ją zimne światła podłużnych lamp, wiszących niedbale na suficie. Wcisnęła się jeszcze bardziej do kąta i przytuliła z całej siły koc, który ją okrywał. Ponownie nie potrafiła zdrzemnąć się w takich warunkach. Siedziała owinięta kocem w kącie poczekalni na komisariacie policji. Było tam tak pusto i cicho, że aż słyszała dokuczliwy szum świetlówek. Nie wiedziała, która jest godzina. Domyślała się, że jest już około północy. Tyle rzeczy zdarzyło się tego wieczoru, że głowa pękała jej jak po ciężkim kacu. Nie pamiętała jak wróciła z lasu, nie była nawet pewna tego, co się tam działo. Właśnie z tego powodu tak długo ją przesłuchiwano. Gdy cała spanikowana wróciła do domu, jej matka pomyślała, że została zgwałcona, tylko wstydzi się przyznać. Lecz ona wiedziała jeszcze wtedy, co się stało. Pamiętała coś jeszcze. A teraz? Po tylu wyczerpujących rozmowach? Wszystko jej się pomieszało. Przyszło jej do głowy, że może rzeczywiście Paweł jej proponował narkotyki w tym domu. Nie była już pewna dosłownie niczego. Podczas przesłuchania, pani psycholog z początku podzielała opinię matki, dlatego też próbowała nakierować rozmowę z Anką w stronę jej intymnego życia. To tylko rozzłościło Ankę i wywołało w niej ogromną agresję. Ona sama nie wiedziała, dlaczego zaczęła się tak zachowywać, lecz chyba musiała się jakoś wyładować. Jednak to tylko nasunęło pani psycholog myśl, że brali w tym domku narkotyki. Tak długo jej to wmawiała, że w końcu Anka uwierzyła słowom pani psycholog i przyznała, że mogła brać w tym domu jakieś narkotyki, ale nie może sobie tego przypomnieć. Lecz zamiast dać jej już spokój, policjanci rozpoczęli kolejne przesłuchanie, aby dowiedzieć się, skąd wzięli te narkotyki. Tego jednak w żaden sposób nie mogli od niej wyciągnąć, więc w końcu poszli po rozum do głowy, by wezwać na komisariat Pawła. Jednak okazało się, że nie ma go w domu, a komórka nie odpowiada. Nie pozwolili Ance odejść z komisariatu i dzwonili, co godzinę, do rodziców przyjaciela. Anka nie mogła uwierzyć, że spowodowała tak wielkie zamieszanie. Przecież nawet gdyby, to są chyba ważniejsze sprawy do załatwienia. Po paru godzinach dodatkowych przesłuchań, pozwolono się jej zdrzemnąć. Anka postanowiła dowiedzieć się nieco więcej o obecnej sytuacji. Podniosła się z prowizorycznego łóżka i położyła zmięty koc na ławce. Przełykając ślinę, podeszła do sekretariatu za zakrętem korytarza. Siedział tam młody policjant. - Przepraszam... - Przerwała mu nieśmiało drzemkę - Czy wie pan coś o Pawle, tym chłopaku, na którego czekała dziś policja? - Eee... chyba go ciągle w domu nie ma i pojechali na jego poszukiwania. Nie za bardzo się orientuję, ale jeśli będę wiedział coś więcej to dam ci znać. - Dziękuję - Anka odwróciła się i spojrzała na wiszący w korytarzu zegar. Było trzynaście minut po pierwszej. Podeszła do ławki, na której spała i zamknęła na chwilę oczy. Czuła w sercu jakiś lęk, coś, co nie pozwalało jej być spokojną. Nie potrafiła zrozumieć wielu rzeczy. Dlaczego nie ma z nią matki? Każdy normalny rodzic byłby teraz ze swym dzieckiem. Tylko, że Anka nie miała normalnych rodziców. Nawet nie mogła powiedzieć szczerze, że ma ojca. Ten zostawił ją z matką, gdy Anka była jeszcze dzieckiem i wyjechał gdzieś zagranicę. Anka zawsze miała nikłą nadzieję na to, że wróci, lecz wcale nie po to, by go zobaczyć, czy poznać. Miała nadzieję, że wróci po nią, a ona zrobi mu taką samą przykrość, jaką on jej zrobił i robi nadal. Że odwdzięczy się mu za cały ból i wszystkie upokorzenia, jakich doznała w swym życiu. Niedługo po tym, jak odszedł ojciec, matka zaczęła pić alkohol. Z początku bardzo rzadko, lecz z czasem zaczęło to zdarzać się notorycznie. W końcu plotkowała cała dzielnica, a Anka nie przychodziła już do koleżanek, bo nie mogła znieść wścibskich pytań o jej mamę. Jednak najbardziej nie lubiła, gdy ktoś patrzył na nią z politowaniem i próbował ją jakoś pocieszać. Nikt nie mógł zrozumieć, jaka to krzywda dla tak małego dziecka. Anka straciła wtedy wielu przyjaciół. Gdy poszła do czwartej klasy szkoły podstawowej, jej matce postawiono ultimatum - albo pojedzie na półroczny odwyk, albo straci pracę. Wybrała odwyk, a ponieważ nie mieli już żadnej bliższej rodziny, Ankę oddano na ten czas do najbliższego domu dziecka. Ona sama zapamiętała to miejsce jako okropną dziurę, gdzie nikt nigdy nie mógł czuć się bezpieczny. Pamiętała niechlujnie ubrane dzieci, które robiły, co chciały, a szczególnie to, co było przepisowo „zabronione”. Nigdy się z nimi nie utożsamiała, a jednak to właśnie dzięki koleżance, z którą dzieliła pokój, tak bardzo się wtedy zmieniła. To właśnie tam, w domu dziecka, miejscu, którego nienawidziła, odkryła muzykę, która w jakiś sposób dawała jej ukojenie. Lecz nie tylko ona się zmieniła. Gdy wróciła do domu, okazało się, że jej matka nie jest już tą osobą, którą znała wcześniej. Kiedyś, mimo, że często wracała wieczorami całkiem pijaniuteńka, zawsze starała się nią opiekować i nigdy nie podniosła na nią głosu. Tym bardziej wtedy, gdy była pijana. Wcześniej miała jeszcze jakieś zasady. Po powrocie z odwyku, przywiozła ze sobą Arka - zszarzałego od papierosów, byłego pijaka. Szczerze mówiąc, matkę niezbyt obchodziło to, co się dzieje z Anką. Właściwie zachowywała się tak jakby córka jej tylko przeszkadzała. Arek zmył się po trzech miesiącach i, jak można łatwo domyślić się, matka znów zaczęła pić. I tak ciągnęło się dalej. Niekiedy lepsze miesiące, podczas których sprowadzała kolejnych facetów do domu, potem znów gorsze. I tak w

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych