Wróć do katalogu

Tony

Moje pierwsze opowiadanie (jeżeli w ogóle można w stosunku do tego stosować jakiekolwiek literackie określenia).

Dick S., opublikowano , 15 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Miałem kiedyś znajomego o imieniu Tony. Tony pochodził z biednej rodziny o meksykańskim rodowodzie. Mieszkał z matką i braćmi, podczas gdy wychowywała go ulica. Siłą rzeczy był niezłym gnojkiem, łobuziakiem – jednak wszyscy w okolicy mieli do niego słabość. Pamiętam, jak kiedyś założyliśmy się o to, czy uda mu się ukraść jakiegoś tam batonika ze sklepu u starego Williamsa. Z innymi dzieciakami obserwowaliśmy całą akcję z zewnątrz. Mały Tony był strasznym amatorem, stary Williams, udając zajętego, przez cały czas obserwował spode łba – jednak ostatecznie przymknął oko na całą sprawę. Nie mówiąc o tym, że zawsze dawał Tony’emu jakąś bułkę czy jabłko, gdy ten szwendał się pod jego przybytkiem. Gdy podrośliśmy i poszliśmy do różnych szkół, przestaliśmy się widywać. Czasem wpadaliśmy na siebie na ulicy, jednak ograniczaliśmy się do przybicia piątki. Słyszałem od znajomych, że Tony zaczął się zadawać z różnymi szemranymi typkami, miejscową gangsterką. Byłem tym nieco zaskoczony, bo zawsze wydawało się, że mimo przeciwności losu, on akurat może wyjść na ludzi. Nie to, żeby strona po której się opowiedział, przekreślała go jako człowieka w moich oczach. Z doświadczenia wiem, że często lepszy ktoś szczery w swojej nieuczciwości, niż cała ta zgraja uczciwych obywateli, którzy wracają do domu z roboty i tłuką swoje żony. A potem włączają wiadomości w telewizji i zupełnie nie zauważając w tym ironii przeklinają przestępców i inne kanalie. Mimo to, wieści o Tonym trochę mnie zmartwiły. Chodzi o to, że był kimś, kto mógł przełamać schemat – wychowany w biedzie, nie musiał pójść tę samą drogą, którą poszło wielu innych moich dawnych kumpli mających podobny start. Spotkałem Tony’ego jakoś niedługo po tym, jak poszedłem na studia. Wtedy nie mieszkałem już w tamtej dzielnicy, jednak zdarzało mi się tam wpadać żeby zobaczyć stare gęby, lub po prostu zapuszczałem się w te rejony mając ochotę na sentymentalny spacer. Tony wyglądał całkiem nieźle – wyrośnięty i dobrze zbudowany, porządnie ubrany. W przeciwieństwie do mnie był ogolony i w gruncie rzeczy, to ja wyglądałem przy nim jak menel. Kupiliśmy sześciopak piwa, wdrapaliśmy się na garaże koło szkoły i gadaliśmy o starych, dobrych czasach. Po jakimś czasie Tony zaczął się zachowywać trochę nerwowo – co i raz się rozglądał, regularnie patrzył na zegarek. - A ty Johnny nie szukasz jakiejś roboty? W końcu za studiowanie chyba ci nie płacą… – w głosie Tony’ego dało się wyczuć drobną nutę złośliwości. - No niestety, nie płacą. Ale łapię co i raz jakieś dorywcze rzeczy. A to stanę gdzieś na ochronie, a to powykładam towar w sklepie. - Spoko. Ale ja mam na myśli prawdziwą forsę, wiesz. Znam tutaj każdego, mógłbym ci coś załatwić. - A co robisz? - Handel... – Tony zawachał się przez chwilę, zmierzył mnie wzrokiem – Ty Johnny wyglądasz na ogarniętego chłopaka, wiem że mogę ci zaufać. Handluję trochę prochami. Robię na zlecenie. W porządku, żadnych poważnych przestępstw, nikogo nie zabiłem. W tym momencie na boisku pojawił się mały dzieciak, miał z osiem lat. Machał do Tony’ego. - To mój brat. Poczekaj tutaj, Johnny, będę za jakieś dwadzieścia minut. Woła mnie, pewnie przyszedł do mnie klient.

Zostałem sam na tym starym, zniszczonym garażu. Słońce chyliło się ku zachodowi, ale był to środek lata, więc nadal było cholernie gorąco. Pociągnąłem duży łyk piwa, pozwalając mu powoli pokonać drogę przez przełyk do żołądka. Myślałem nad sobą – aż za dobrze czułem się tu, na tym garażu. W tej starej, oklepanej dzielnicy. Wkurzyło mnie trochę, że Tony tak zwracał uwagę na mój status studenta. Ja sam jakoś bardziej identyfikuję się z tymi wszystkimi młodocianymi przestępcami, prostymi chłopakami, przyjaciółmi z dzieciństwa. Jakoś tak wyszło, niby miałem więcej szczęścia od nich. Dorastałem w lepszych warunkach, dostałem wszystko co potrzebne do prawidłowego rozwoju, nauki. Mógłbym zostać lekarzem, politykiem, naukowcem. A nigdy nikim takim nie będę. Ale nie jestem też złodziejem, gwałcicielem ani mordercą. Łyknąłem piwka. Co do Tony’ego i jego propozycji wkręcenia mnie w swoje biznesy. Mógłbym, ale po co? To co zarobię teraz starczy mi na moje gastronomiczne potrzeby, piwko za to kupię. Nie mam jakiegoś szczególnie silnie rozwiniętego kręgosłupa moralnego, patrząc na moje poczynania nie jeden doszukiwałby się pewnie jakiejś skoliozy. Wyobrażam sobie zabijanie z zemsty. Lubię uliczne bójki, lekkomyślne przygody. Ale żeby łamać prawo dla dodatkowych paru groszy? Po co mam ryzykować, jeżeli w rezultacie po wszystkim upiję się tak samo, tylko droższym alkoholem. A jeszcze może się zdarzyć, że się dobrze nie nastukam, a już dostanę kulkę. Albo będę drżał na widok każdego patrolu policyjnego. Siedział tutaj i pocił się ze strachu. Jak Tony.

Jakaś wcale niezła panienka przechodziła przez boisko szkolne. Gwizdnąłem i pomachałem do niej ręką, bo nawet wyglądała nieco znajomo. Odpowiedziała mi, wystawiając środkowy palec. Eh, z dwojga złego już łatwiej idzie z intelektualistkami. Zresztą, nie ma o czym gadać, bo o to powrócił Tony. - Już myślałem, że gdzieś zwiałeś – powiedział, teraz wyraźnie bardziej wyluzowany. - Przed czym miałbym uciekać? Przed przeszłością, którą tutaj zostawiłem? Nie da się. Piwka też jest jeszcze trochę – otworzyłem mu ostatnią butelkę. - Słuchaj Johnny, to jak, pomyślałeś o tym co ci powiedziałem? Potrzebujemy ludzi w terenie. Mam różne robótki, nie tylko dragi. Mamy tutaj paru konkurentów, więc czasem potrzeba kogoś pośledzić i takie tam. To czasem nawet niezła zabawa, no i kasa jest z tego naprawdę konkretna – zamachał mi przed oczami kluczykami do samochodu. - Nie wiem, raczej nie jestem zainteresowany. Wiesz, żyję powoli, mam te swoje robótki… - Stary, to praca dla frajerów – przerwał mi Tony – chcesz całe życie harować i nic z tego nie mieć? Tutaj.. Pogadam z szefem, może dałby ci nawet zaliczkę. To zupełnie inne życie. - Bez wątpienia, Tony. Pogadaliśmy jeszcze trochę o jakiś bzdurach. Wreszcie oświadczyłem, że muszę lecieć do domu. Nadal entuzjastyczny Tony dał mi jakiś świstek, na którym zapisał swój numer telefonu. - Zadzwoń, jakbyś zmienił zdanie. Albo wpadnij tutaj, pogadamy, na spokojnie. Jak już się zdecydujesz, przedstawię cię szefowi. - Do zobaczenia – powiedziałem, zeskakując z garażu. Ruszyłem ulicą, całkiem zadowolony z siebie i swojego marnego życia.

***

Jakieś pół roku później byłem na starej dzielnicy, jako że znajomy organizował prywatkę. Nic specjalnego. Wracając wstąpiłem do sklepu po jakiś kefir. Stary Williams był już na emeryturze, lecz biznes pozostał w rodzinnych rękach – obecnie handlowała tam jego córka wraz ze swoją córką, skądinąd nad wyraz urodziwą. Po starym Williamsie na pewno bym się tego nie spodziewał. Wewnątrz spotkałem też matkę Tony’ego. Na pierwszy rzut oka wyglądała całkiem nieźle i widać było, że syn nie próżnował ostatnimi czasy – futro, kozaki od których aż biło nowością… Jednak gdy podszedłem bliżej, widać było, że jest czymś zmartwiona – albo bardzo, bardzo zmęczona. Jak się okazało, jej Tony został niedawno aresztowany i czeka na sprawę w sądzie. Nie chciałem wypytywać, ale wyglądało na to, że wpadł w niezłe tarapaty. Zostawiłem tylko swój numer telefonu jego matce, na wypadek jakby potrzebowała jakiejś pomocy – chociaż zarzekała się, że wspólnicy Tony’ego obiecali ją wspomagać. - W sumie, Johnny, słabo wyglądasz. Dziwię się, że Anthony

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych