Tragedią jest to, co uważała za swoją tragedię
opowiadanie
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Na zewnątrz zaczynało już świtać. Suzanne po raz kolejny otarła chusteczką zalaną łzami, napuchniętą od płaczu twarz. Nie miała pojęcia, ile godzin spędziła w ciemności przy zimnym, kuchennym stole, dopijając resztki z kilku flaszek wina. Ale nie myślała o tym. Od chwili, gdy Robert niespodziewanie spakował walizki i bez słowa zatrzasnął za sobą drzwi, tak właśnie wyglądało jej życie. Poza oglądaniem zdjęć, pisaniem niezaadresowanych listów, napełnianiem kieliszka i wypalaniem niezliczonych ilości papierosów, nie robiła kompletnie nic. Bez przerwy tylko płakała i rozpaczała, powoli zbliżając się do szaleństwa pośród buszującego w jej głowie natłoku negatywnych myśli. A ponieważ każdy kolejny łyk wina coraz wyraźniej zagłuszał w niej ogarniającą zmysły, bolesną świadomość porażki, nauczyła się wlewać w siebie alkohol bez opamiętania i pić aż do upadłego. Ponadto wyłączyła wszystkie telefony i komputer, a dzwonki do drzwi ignorowała, nie podnosząc się z miejsca, pomimo często słyszanych wrzasków oszalałych ze zmartwienia koleżanek. Jeść zaczynała dopiero wtedy, kiedy z głodu zbierało jej się na wymioty, a do łazienki już w ogóle nie wchodziła. Jej stan rzadko bowiem pozwalał na wykonywanie nawet tych najprostszych czynności– ciągle albo była pijana, albo zapijała kaca.
W taki właśnie sposób Suzanne spędziła ponad tydzień. I bynajmniej nie czuła się źle z faktem, że przez kilka dni pod rząd zasypia tam, gdzie bezlitośnie powalił ją ostatni łyk wina. Ona nie umiała wyobrazić sobie powrotu do normalnego życia. Zresztą, nawet nie chciała pamiętać, co tak naprawdę dawało jej szczęście zanim poznała Roberta. Przecież żyć nauczyła się dopiero przy nim. Jego słowa i bliskość stały się najważniejszą, nieodłączną cząstką jej codzienności, więc jak i właściwie po co, zaczynać teraz wszystko od początku? Z zamyślenia wyrwał ją brzdęk popielniczki, turlającej się bezwładnie po powierzchni ceramicznej posadzki. - Ożesz kur**... - mruknęła pod nosem Suzanne, nie spoglądając nawet w stronę podłogi.
*
Caroline, piękną, dojrzałą i zdecydowaną kobietę, która niezależnie od okoliczności zawsze wiedziała, czego chce, Suzanne poznała na studiach. Każdy dzień tego pamiętnego okresu spędzały wspólnie, stwarzając sobie wzajemne oparcie. Suzanne wiedziała, jak niewielu młodym ludziom los zdążył zesłać na plecy tak wielki wór doświadczeń, jaki ciągnęła za sobą jej przyjaciółka, dlatego właśnie, kiedy 2 dni temu prośby Caroline klęczącej pod drzwiami, zagłuszane dźwiękiem dzwoniącego w kółko dzwonka, wybudziły ją z pijackiego letargu, zdecydowała się otworzyć.
*
- Suzanne! Kobieto, co tu się dzieje? Dlaczego jeszcze nie posprzątałaś? - Caroline miała zdegustowaną minę. - O Boże... A po co? - odwarknęła jej przyjaciółka, po czym odpaliła kolejnego papierosa. - Bo cały ten dom wygląda jak chlew, a ty siedzisz w nim, jak jakaś świnia. Ostatnio kazałam ci posprzątać. Poza tym, od kiedy to palisz? - Mnie to nie przeszkadza, a sprzątać nie mam ochoty. Dla twojej wiadomości, palę od czwartku – mruknęła od niechcenia, a w jej podkrążonych oczach ponownie zalśniły łzy. - Suz, nie mogę na ciebie patrzeć. Idź do łazienki, weź zimny prysznic i doprowadź się do porządku. Wyglądasz żałośnie. - Po co? To i tak nic nie da. Zresztą, ja też nie chcę na siebie patrzeć. - Po to, żeby dotrzymać mi obietnicy. I nie marudź, tylko idź. Ja to wszystko pozmywam. - Nie chcę, jestem zmęczona. Już od kilku dni pod rząd sypiam średnio 2 godziny. - Suzanne, na Boga! Przecież jestem tutaj po to, żeby ci pomóc. Won pod prysznic! I bez umytych włosów możesz nie wracać. - A właściwie to jakie masz plany? - Zabieram cię do mojej grupy terapeutycznej. - Nie idę. - Nie masz wyjścia. Pójdziesz w końcu do tej łazienki, czy może mam cię zaprowadzić? - Pójdę, bo obiecałam. Ale wiedz, że to i tak nic nie da. Szkoda mojego czasu... No i twojego – dodała po chwili, widząc niezadowolenie na twarzy przyjaciółki.
*
Okrągłą, ciemną salę, o bardzo przygnębiającym wystroju, przepełniał duszący zapach taniego tytoniu, unoszący się z papierosów mężczyzn, którzy od jakiegoś czasu gawędzili sobie luźno w oczekiwaniu na resztę bywalców. Suzanne ze zdziwieniem obserwowała powiększającą się grupę ludzi, do której Caroline, sądząc po sympatii, jaką ją wśród nich obdarzano, niewątpliwie należała. Niektórzy z uznaniem zerkali na nową uczestniczkę, inni, pochłonięci rozmową, nawet nie zwrócili na nią uwagi. Suzanne z ciekawością przyglądała się im wszystkim, odczuwając w żołądku coraz częstsze napływy adrenaliny. Nagle w drzwiach zjawił się młody mężczyzna. W ręku niósł kilka płonących świec. Gwar natychmiast ustał. Część grupy pomogła mężczyźnie rozstawić świece, a reszta zajęła miejsca na przygotowanych wcześniej krzesełkach i pogrążyła się w skupieniu. - Uprzejmie witam wszystkich…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil lajla
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…