transport śmierci
o tym jak los płata nieraz przykrego figla i o ludziach bez serca...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Wszystko zaczęło się od pięknego poranka pod parasolem soczystej zieleni. Powiedziałeś do mnie, że już nigdy nie zaznam cierpienia. I to chyba był właśnie pierwszy dzień mojego nowego, prawdziwego życia. Los dał mi drugą szansę... *Blask zachodzącego słońca na różowozłotym niebie stworzył na murze starego budynku porośniętego winoroślą majaczący cień. Gdyby się nieco lepiej przyjrzeć, można by było zauważyć, że rzucany był on przez dwie postacie siedzące na balach siana.* Chciałabym ci wszystko opowiedzieć, ale wiesz, że nie mogę... Chciałabym, abyś wiedział z jakiego piekła mnie wyrwałeś i jak bardzo chciałabym ci podziękować. Nie mogę wprawdzie wyrazić tego słowami, ale wystarczy, że spojrzysz w moje oczy... zobaczysz w nich nieprzebrane morze wdzięczności, pełne oddanie i to, czego tak dawno nikt w nich dostrzec nie mógł - iskierkę, płomyczek, chęć do życia i radość z tego, że mogą wpatrywać się bez końca w błękit nieba, słońce i gwiazdy. Chociaż właściwie kilka lat temu nie mogłam narzekać na swój los... Jednak było to tak dawno temu, że niewiele pamiętam. Młoda, dobrego pochodzenia, po sławnych rodzicach brałam udział w wielu światowych zawodach. Zawsze stawałam na podium, bardzo często na najwyższym miejscu. Kwiaty, puchary, owacje i błysk fleszy... Kręciło mi się od tego w głowie, ale lubiłam to. Byłam bardzo dobrym skoczkiem. Pokonywałam z łatwością przeszkody jakim inni nie dawali rady. I moja partnerka... gdyby nie ona pewnie nie odniosłabym tyle sukcesów. Moja bratnia dusza... zawsze miała dla mnie ciepłe słowo. Jednak dobre chwile minęły na zawsze, kiedy Kasia musiała wyjechać za granicę na studia. Tak przynajmniej mi mówiła. Nie rozumiałam co to znaczy, ale czułam wtedy, że nie będzie już tak jak dawniej... miała taki drżący głos... Pewnego dnia wywieziono mnie gdzieś daleko. Jechałam bardzo długo i miałam tego serdecznie dość... Zawsze byłam humorzasta i niecierpliwa toteż zaraz oznajmiłam kierowcy i tym siedzącym z przodu o moim niezadowoleniu. Jednak kiedy zaczęłam głośno protestować szybko mnie uciszyli. Bolało. Nigdy nie zapomnę moich pierwszych razów. Nikt jak to tej pory mnie nie uderzył... A potem było już tylko gorzej. Dostałam się w ręce jakiegoś mężczyzny. Zachowywał się dziwnie... oschle i wyniośle. Trenował mnie bardzo ostro i wymagał prawie niemożliwego. Starałam się jednak tylko po to, by nie obrywać za każdym razem. Nie miałam tego zapału co dawniej. Tęskniłam, nie przejawiałam żadnych chęci ale równocześnie zdobywałam nagrody. W końcu, na którychś z kolei zawodach, nieszczęśliwie naskoczyłam na przeszkodę, zawadziłam o coś nogą tak, że przewróciłam się z całym impetem na ziemię. Nie pamiętam za wiele. Tylko straszny ból rozdzierający tylną nogę. Wiedziałam, że ściągnął lejce za wcześnie... Powinnam wybić się od ziemi nieco później. Nie trzeba mu było jednak ufać. A każdy doświadczony jeździec powinien też wyczuć swojego wierzchowca... *większy cień poruszył się nieznacznie. Na podwórku słychać było ciche parsknięcie, które odbiło się echem od ściany stajni. Iskierka radości w bystrych oczach zgasła już dawno ustępując miejsca narastającemu strachowi a uszy stojące do tej pory sztorcem skuliły się na grzywie. Wychudzona, czarna klacz nerwowo potrząsnęła łbem jakby próbowała strzepać wspomnienia.* Znowu czułam ból... i to jeszcze większy niż ten zadawany bezlitośnie batem. Kiedy próbowałam poruszyć nogą, zrobiło mi się ciemno przed oczami. Słyszałam masę ludzi biegających wkoło i krzyczących coś do siebie nawzajem. Poczułam ukłucie. Potem, kiedy leżałam w swoim boksie usłyszałam przyciszone rozmowy. "Nic już z niej nie będzie. W takim stanie nie nadaje się do niczego. Szkoda... Skoczna szkapa to było i to po championach." Weszli potem do mnie i pogłaskali po chrapach. Powiedzieli mi, że znowu udaję się w daleką podróż i że będzie ona już moją ostatnią. Położyłam uszy po sobie z niezadowolenia i westchnęłam na samą myśl o kolejnej męce w niewygodniej i ciasnej ciężarówce, ale równocześnie ucieszyłam się kiedy powiedział, że to już ostatni raz. *Klacz sapała teraz tak głośno, że mężczyzna siedzący obok odwrócił głowę w jej stronę i próbował pogładzić po pysku -coś nie tak malutka? - spytał z troską i spojrzał w jej przerażone oczy. Nieobecny wzrok pełen bólu przeniósł się na jego twarz. Niezliczone blizny i niedogojone rany zdobiły jej szlachetną głowę angloaraba dodając nieco makabrycznego wyglądu.* Przestałam się cieszyć, kiedy zobaczyłam ciężarówkę. Dowiedziałam się, że nie będę sama, ale kiedy zobaczyłam co jest w środku dosłownie wryło mnie w ziemię... "Transport śmierci"... tak o nim mówili. Z przerażenia nie wiedziałam nawet, kiedy wepchnęli mnie do środka. Stałam teraz przed innymi końmi. O ile można było to coś nazwać końmi. Obraz jaki wtedy zobaczyłam śni mi się każdej nocy... Trzy zwierzęta przede mną. Żywe trupy. Jeden koń leżał pod moimi nogami skrajnie wycieńczony z zakrwawionymi kończynami ze zmiażdżoną nogą bez jednego kopyta. Drugi pochylał się nad nim z litością, choć sam nie wyglądał dużo lepiej. Łeb cały w ranach, bez części grzywy. Sama skóra i kości. Trzeci nawet nie zareagował na moje wejście. Była to klacz w dodatku najprawdopodobniej źrebna... Stała jak osłupiała oparta o ścianę. Nie miała jednego oka, a drugie spuchnięte tak, że nie wiem czy cokolwiek widziała. Na całym ciele krew... W jednym miejscu na grzbiecie jakby brakowało płata skóry. Oddychała bardzo ciężko. Stare i te świeższe rany zwierząt pokryte były czarnymi, ruszającymi się plackami, które okazały się rojem much. Podłoga cała zasłana łajnem.... Nie wiem ile już tak jechali ale najwidoczniej kilka dni. Po kilku sekundach zdających się być godzinami, zatrzasnęły się za mną stalowe drzwi. Huk obudził mnie z otępienia, które przerodziło się w furię. Jednak moje wierzgania nie przynosiły żadnego efektu. Jedynie…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil anandi
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…