Wróć do katalogu

Trzy dni

Taka sobie opowieść o zagubieniu...

Kemilkopublikowano 12 czerwca 20177 min czytaniajeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

– Wstawaj kochanie, spóźnisz się do pracy.

Otworzyłem oczy i rozejrzałem się wokół. Niby wszystko znajome, ale takie obce, nierealne. I ta kobieta. Żona? Czy coś jest ze mną nie tak?

– No już, wstawaj, śniadanie gotowe. Muszę lecieć. – pocałowała mnie w policzek i wyszła.

Powoli zwlekłem się z łóżka rozglądając się wokół. Z prawej strony łóżka stała stara zabytkowa szafa, przyozdobiona płaskorzeźbą anioła zstępującego na ziemię. Z lewej stał mały stolik, na którym znajdował się budzik. Dlaczego wydawało mi się to tak strasznie nierzeczywiste?

– I słusznie.

Do moich uszu doszedł ledwie słyszalny szept.

– Czy ktoś tu jest?

Odpowiedziała złowroga cisza. Zebrałem się w sobie i poszedłem do kuchni, gdzie czekało na mnie śniadanie. Usiadłem przy stole i spojrzałem na dwa jajka sadzone, które jakby wpatrywały się we mnie, tymi swoimi żółtymi oczami. Straciłem na nie ochotę, wypiłem więc trochę letniej herbaty, zjadłem bułkę z masłem i na tym zakończyłem posiłek. Jajka wciąż patrzyły na mnie. Z wyrzutem? Z pretensją? Zaniepokojony czym prędzej wstałem od stołu. Zamierzałem wyjść, gdy zorientowałem się, iż na drzwiach kuchennych wisi mój garnitur, a mógłbym przysiąc, że chwilę temu go tam nie było. Do moich uszu ponownie doszedł cichutki głosik.

– Partactwo.

– Czy ktoś tu jest?

Odpowiedziała cisza. Stałem przed lustrem i poprawiałem krawat. Tym razem nie zastanawiałem się, dlaczego jestem już ubrany. Ten dzień był jakiś dziwny.

– Trzy dni.

Zignorowałem szept, prawdopodobnie dobiegający z mojej głowy. Wychodząc z domu momentalnie oślepiło mnie słońce. Nie czułem jego promieni słonecznych rozświetlających świat. Wiosna, pora roku na którą zawsze się cieszyłem. Tylko kiedy to było? Zawsze? Troszkę jakbym wyrwał się z mroku codzienności. Wciągnąłem powietrze, uśmiechnąłem się do siebie i postanowiłem do pracy pójść pieszo. Chwilę później zatrzymałem przy leżącym na chodniku mężczyźnie. Początkowo zamierzałem go zignorować, ale coś kazało mi się zatrzymać i sprawdzić, czy potrzebuje pomocy.

– Proszę pana, czy wszystko w porządku? – zapytałem, delikatnie potrząsając mężczyzną.

Facet powoli wstał, uśmiechnął się i spojrzał przenikliwie.

– Jedynie słuchałem. Będzie dobrze.

– O co chodzi? –spojrzałem na niego, na jego pożółkłe spodnie i czerwony sweter. On był taki nierzeczywisty, nierealny, jakby nie z tego świata.

– Wszystko będzie dobrze, może pan iść. – Poklepał mnie przyjacielsko po plecach i odszedł.

Stojąc przed szefem, nie mogłem pojąć dlaczego nagle znalazłem się w pracy. Byłem przed swoim domem. Na dworze. Skupiłem się i powoli dochodziły do mnie słowa szefa.

– … dlatego też postanowiłem pana awansować, co oczywiście wiąże się z wyższym wynagrodzeniem oraz zwiększeniem zakresu obowiązków.

Czy mam Alzheimera? Skąd taki przeskok?

– Nie spodziewałem się nie wiem co powiedzieć – próbowałem coś sensownego powiedzieć.

– Kochanie wstawaj, czas do pracy, ja muszę iść.

Mijanie się z ukochaną, stało się niechcianą, ponurą codziennością, sprzedaną za garść srebrników. Błądząc w codzienności, dusiłem miłość i szczęście. Desperacko chwyciłem ją za rękę, próbując ją zatrzymać.

– Czy

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych