Trzy dni temu - część II
Ostatnia część opowiadania.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Radosław Tomala
Miałem straszny mętlik w głowie. Nie wiedziałem czy udać się do podanego na kartce miejsca, czy jednak zostać w domu. A może powinienem z tym wszystkim pójść na policję? Nie wiem, cholera, nie wiem! Rozsądek podpowiadał mi, żeby iść na posterunek i policjantom przedstawić tę śmierdzącą zbrodnią sprawę, aczkolwiek serce wyraźnie mówiło, by wziąć zadanie we własne ręce i samemu dowiedzieć się, co tak naprawdę stało się w domu Paterków i co ja mam z tym wspólnego. I że też musiałem zapomnieć zamknąć te przeklęte drzwi! Choć teraz i tak nie ma to większego znaczenia. Jest już dziesięć po siódmej, najwyższy czas coś postanowić. Od czwartej wypaliłem dwie paczki papierosów, jedna po drugiej. Myślałem, że pomogą. Nie pomogły. Zgasiłem peta w popielniczce. Odsłoniłem firankę, uchyliłem okno i wyjrzałem na świat. Na dworze było szaro i ponuro. Zanosiło się na deszcz. Dzieciaki z pobliskich bloków grupkami wychodziły do szkoły. Stara Paplakowa zrobiła sobie spacer ze swoim nieznośnym jamnikiem, który w swoim krótkim życiu zdążył już obsrać wszystkie chodniki w Garwolinie. Odetchnąłem jeszcze parę razy świeżym powietrzem, zamknąłem okno i zbiegłem na dół. W kuchni zrobiłem sobie musli – nie miałem w ustach nic od wczorajszego obiadu. - Niech dzieje się, co chce – powiedziałem w końcu. Postanowiłem, że pójdę do tego domu na rogu Różanej i Żeromskiego i sam sprawdzę, co jest grane. Narzuciłem długi, przeciwdeszczowy płaszcz i nacisnąłem kapelusz na uszy. Na dworze było nieprzyjemnie chłodno. Z nieba siąpił deszcz i tworzył na ulicach coraz większe kałuże. Ruszyłem szybko przed siebie. Na Stacyjnej złapałem taksówkę. Postaliśmy trochę w korkach, które miała zażegnać niedawno wybudowana obwodnica. Wysiadłem na Alei Legionów, podziękowałem taksówkarzowi i zapłaciłem za usługę. Skręciłem w ulicę Stefana Żeromskiego, minąłem Słoneczną i zacząłem wodzić wzrokiem w poszukiwaniu starego domu. Nie było to łatwe, zważywszy na to, że znajdowałem się na jednym ze starszych Garwolińskich osiedli, gdzie pełno było wiekowych, murowanych i do tego cholernie podobnych do siebie domków. Znalazłszy się na rogu ulic Różanej i Żeromskiego aż oczy postawiłem ze zdumienia. Za gęstym szpalerem drzew dostrzegłem zaniedbaną kamienicę. Wysoka na trzy piętra, stała między innymi, niższymi budynkami, z którymi sąsiadowała ścianami. Zbudowana była z czerwonej cegły, miała pokryty papą dach i dubeltowe okna. Byłem pewny, że właśnie w tym miejscu miałem się stawić. Drzwi kamienicy były otwarte. Spojrzałem na swojego roleksa. Była za piętnaście dziewiąta. Trudno, będę troszkę wcześniej – pomyślałem. Przeszedłem przez wąski korytarz, na którym leżał gruby, sznurkowy chodnik. Rozejrzałem się po pomieszczeniu i zawołałem: - Jest tu ktoś?! Odpowiedziało mi astmatyczne charczenie dochodzące z głębi domu. Skrzywiłem się nieco, ale postąpiłem za głosem. - Tutaj! – Ktoś krzyknął. Głos dochodził z góry. Wbiegłem po schodach na pierwsze piętro i stanąłem przed masywnymi dwuskrzydłowymi drzwiami, zza których dobiegało pokaszliwanie. Zapukałem i wszedłem do środka. Znalazłem się w dużym pomieszczeniu z kilkoma rzędami zapełnionych książkami półek. Było tu widno od wiszących u sufitu lamp. Zrobiłem kilka kroków lustrując dokładnie poszczególne półki, kiedy spośród dwóch, podpisanych jako „Etymologia” i „Masoneria” tuż przede mną wyłoniła się wątła postać starego mężczyzny. - Dzień dobry – powiedziałem lekko wystraszony. - Witaj Szarlatanie – odrzekł mężczyzna wycierając szmacianą chustką nos. – Proszę, siadaj. Siedliśmy naprzeciwko siebie przy owalnym stoliku. Co chwila spoglądałem na starca nieufnie. Skąd on znał moje imię? - Sam pan tu mieszka? – zacząłem rozmowę. - Tak. - Dlaczego? - Widocznie niewielu dostrzega to miejsce – odpowiedział szybko. Było w nim coś bardzo dziwnego; niby wyglądał tak, jak każdy inny dziadek: miał brodę, siwe włosy i pomarszczoną twarz, ale w oczach… Z oczu przypominał mi…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Radek123
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…