Wróć do katalogu

Trzy połówki jabłka 1-4

Wszystko dokładnie i z premedytacjąjest ze sobą powiązane,opowiadanie związane z serialem Roswell

Dzinks11, opublikowano , 17 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Trzy połówki jabłka

To opowiadanie dedykuje: Cry, Dżolce, Nowej, Tess i Liz_Parker i wszystkim fanom „takich” opowiadań. Spotykają się dwa samotne serca, patrzą na siebie i od razu się zakochują. Nie tak nie będzie, tym razem to co innego, porozmawiamy o miłości, ale nie teraz :-).

Prolog Ogromne błękitne oczy wpatrywały się w kobietę, która walczy o życie, próbuje wyrwać się ze szponów śmierci, ale ona stała już nad nią ściskając kosę. Świat widziany oczami tej małej istotki rozsypywał się na kawałeczki, był pełen ran, twardych strupów, tutaj karty rozkładało zło.

Mały jasnowłosy chłopczyk nie mrugał, patrzył intensywnie na ratowników, którzy uwijali się przy rannej kobiecie. Powoli ulatywało z niej życie. Przed kilkoma minutami wyniesiono ją z płonącego budynku, żyła, jeszcze żyła. Chłopczyk spojrzał na dom, fundamenty powoli się osuwały, płomienie ognia zjadały szatnie skrawki drewna. W niebieskich diamentowych oczach odbijała się czerwona łuna ognia.

Zacisnął małe piąstki i ponownie szukał wzrokiem kobiety. Kryształowa łza pojawiła się w kąciku oka i powoli spłynęła po osmolonym policzku. Ludzi nie obchodził mały chłopczyk, stojący na środku jezdni, zajmowali się swoimi sprawami no i ratowali ludzkie życie. Strażacy wyciągali węże, panowali nad wodą, poskramiali ogień, nikt nie zauważał małego człowieka, który z całych sił próbował dodać otuchy kobiecie, sprawić by jeszcze żyła.

- Mamusiu- szepnął. Leżała już w karetce, nie słyszała go. Wyciągnął mała rączkę, jakby chciał jej dotknąć, ale ona zniknęła, odjeżdżała zostawiając go samego na tym złym świecie. Zauważył znikającą śmierć, która ze złości rzuciła kosą o ziemie. Zdjęła kaptur, zimne stalowe oczy wpatrywały się w jasnowłose dziecko. Ona także zniknęła i znowu został sam.

Musiał uciec, biec jak najdalej, nie ważne, że ktoś chciał go zatrzymać, nie ważne, że ktoś go wołał, w jego małym serduszku było pełno goryczy do tego świata..

*** Mężczyzna w białym fartuchu wpatrywał się w nieprzytomną blondynkę, jej skóra była blada, zbyt blada. Oddychał za nią respirator. „ Już długo tak nie pociągnie”- pomyślał lekarz i pokiwał bezradnie głową. Zamknął ostrożnie drzwi i wyszedł na korytarz.

- I co z tą kobietą?- padło pytanie, lekarz odwrócił się spojrzał na policjanta. - Jest w ciężkim stanie, wątpię żeby przeżyła, nie mówiąc o poparzeniach- wyjaśnił. Na twarzy policjanta pojawił się smutek. - Może ma jakieś szanse? - Zdecyduje o tym dzisiejsza noc, odnalazł pan jej rodzinę?- dodał lekarz. Policjant pokiwał przecząco głową.

Osiem lat później

- MAMO!!!!!!- głuchy krzyk rozniósł się po dużej sali pełnej łóżek, żaden z chłopców się nie zbudził. Wielkie mokre od łez niebieskie oczy rozglądały się dookoła. Otarł łzy i usiadł na łóżku, zawsze w ten sam dzień, każdego roku budził się zlany potem i ze łzami w oczach. Śnił ten sen, o płonącym domu i o mamie.

Nawet nie pamiętał jak wyglądała, nie wiedział, jaki ma kolor włosów, co lubi robić, jak wygląda, kiedy się uśmiecha. Sen zawsze był o tym samym i zawsze sprawiał wielkie cierpienie.

Zapalił lampkę, jego sąsiad poruszył się niespokojnie, ale nie obudził. Chłopiec westchnął i otworzył szufladę, wyjął z niej mały łańcuszek. - Mamo, dlaczego cię tutaj nie ma?

Część pierwsza

Harry był bardzo niezwykłym chłopcem, miał dwanaście lat, ale umysł szesnastolatka. Był bardzo inteligentny. Kiedy miał cztery lata trafił do nowojorskiego sierocińca. Harremu każdy powtarzał, że nie ma i nigdy nie miał żadnych krewnych, ale on dobrze wiedział, że jego mama żyje i gdzieś tam na niego czeka. Pomimo tej dramatycznej sytuacji był zadowolony z życia, wiedział, że niedługo przyjdzie czas na szczęśliwą podróż.

Kiedy był zdenerwowany lub wściekły w jego umyśle pojawiały się obrazy, których nie potrafił zrozumieć. Kiedyś podczas jednej z bójek stało się coś dziwnego, obok Harrego wybuchła szklanka. Tak po prostu sama z siebie. Od tej pory inne dzieci stroniły od jasnowłosego chłopca o wielkich diamentowych oczach.

Jedyną jego towarzyszek zabaw była Hariet, mała ciemnowłosa dziewczynka. Lubiła jego towarzystwo, świetnie się ze sobą rozumieli. Jej rodzice zginęli w wypadku samochodowym, nie pamiętała ich, ale zawsze w jej sercu było pełno nadziei, że będzie lepiej. - Harry powiedz mi, o czym myślisz?. Chłopiec odwrócił się, na jego twarzy pojawił się uśmiech. - Wczoraj znowu miałem ten dziwny sen – odparł. Dziewczynka przyglądała mu się uważnie. - Ten sen… sen o twojej mamie?- zapytała nieśmiało. _ Tak śni mi się odkąd pamiętam, zawsze w ten sam dzień i zawsze tę samą noc, co roku – wyjaśni i dotknął srebrnego serduszka zamieszonego na złotym łańcuszku. - Jak myślisz? Spotkasz się kiedyś z mamą? – dodała. - Na pewno i czuję, że to nastąpi bardzo szybko, szybciej niż się tego spodziewam – stwierdził i zaczął ją bezlitośnie łaskotać.

***

- Margaret twoja ulubiona blondynka poruszyła dzisiaj ręką- wyjaśniła niska, pulchna siostra oddziałowa nowojorskiego szpitala im. Św. Heleny. Druga drobna mała szatynka uśmiechnęła się. - To wspaniale! - Margaret nie daj się zwariować, lekarz wyraźnie powiedział, że będzie spała bardzo długo – dodała druga pielęgniarka, ale z twarzy Margaret nie znikał uśmiech. Pożegnała się z siostrą oddziałową i zaczęła chodzić po sali. Leżało tutaj trzech pacjentów.

- Witam panie Gordon, dobrze pan wygląda – mówiła zwracając się do ciemnowłosego brodatego mężczyzny w śpiączce, spojrzała na kartę, temperatura ciała w normie, serce bije normalnie, ale pan Gordon nie budził się już od ponad roku, spadł z konia i do tej pory leżał tak bez życia. Margaret poprawiła kosmyk włosów i przeszła dalej, w środku leżała czterdziestoletnie latynoska, nazwisko nieznane. Margaret uśmiechnęła się.

- Panno ciemnowłosa jak zwykle świetnie pani wygląda, czas wstawać – szepnęła, ale kobieta nawet się nie uśmiechnęła, nie poruszyła się,. Spała już pięć lat. Margaret położyła kartę pacjentki na swoim miejscu przeszła dalej do trzeciej pacjentki. Była to bardzo młoda kobieta, wyglądała na dwadzieścia kilka lat, choć Margaret wiedziała, że jest starsza. Piękne lśniące włosy leżały rozsypane na poduszce. Delikatne rysy i duże piękne usta. Margaret westchnęła, często mówiła do tej kobiety, ale ta nigdy jej nie odpowiedziała. Wiedziała, że została wyniesiona z pożaru, była bardzo poparzona, ale o dziwo wszystkie blizny zagoiły się idealnie, pozostały tylko nieliczne ślady.

- Poruszyłaś dzisiaj ręką- powiedziała- Dzielna dziewczyna, jeszcze się obudź, a dam ci spokój.

Była tutaj od ośmiu lat, czasami dawała znaki życia ruszając dłonią lub lekko się uśmiechając, ale nic poza tym. Nazwisko nieznane, pielęgniarka patrząc na tę dziewczynę czuła niesamowitą energię, która od niej biła, bardzo chciała, żeby to właśnie ona się obudziła.

Dotknęła jej czoła i westchnęła z żalem, jej ciemne oczy zatrzymały się na dłoni. - Margaret znowu mówisz do tej blondynki. Kobieta odwróciła się, młody doktor Ramirez wszedł na sale. Policzki Margaret lekko poróżowiały. - Już się przyzwyczaiłam, poza tym w tej dziewczynie jest coś intrygującego – westchnęła. Przystojny lekarz uśmiechnął się. - Wątpię moja droga, chyba, że zdarzy się cud – dodał- A może napiłabyś się ze mną kawy?. - Chodźmy. Wyszli z sali chichocząc, kąciki ust blondynki uniosły się w górę, lekko, ale się uniosły.

Część druga

Powiem tylko, że Dżolka jest bardzo, blisko, ale Dżolka cii nikomu, ani mru mru. W trzeciej części nastąpi odsłona imion, przynajmniej blondynki.

Margaret sporządzała właśnie notatki o stanie zdrowia wszystkich trzech pacjentów. Była bardzo skupiona i nie zwracała uwagi na to, co się dzieje dookoła niej.

Stan Pana Grodna jest bardzo dobry, ale nie mówimy tutaj o śpiączce, nic nie wskazuje na to, iż może się obudzić …

Siostra na chwilę oderwała długopis od papieru i zagryzła wargę. Wstała od stolika i uniosła oczy w stronę blondynki. Wszystko było w jak najlepszym porządku, Margaret uśmiechnęła się lekko i wróciła do swojej pracy.

Przez chwilę pisała dalej, ale aparatura zaczęła szwankować, niebezpiecznie. - Co znowu? -- zapytała niechętnie wstając. Tętno blondynki było przyśpieszone nie o kilka jednostek, było dość wyraźnie przyśpieszone. Serce Margaret wybiło się z naturalnego rytmu. Na jej czole pojawiły się małe kropelki potu. Zostawiła wszystko i pokonując nie lada przeszkody znalazła się…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych