Trzynasta. Prolog
W życiu nastoletniej Lisy zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Gdyby tego było mało dziewczyna traci najlepszego przyjaciela... Zapraszam wszystkich, którzy lubią powieści młodzieżowe z gatunku fantasy/ paranormal.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Prolog
Zbudziłam się rankiem. Słońce przedzierało się przez zalane granatem niebo, a silny wiatr targał koronami drzew. Powietrze było ciężkie i duszne, zbliżała się burza. Nie wzięłam tego za złą wróżbę, w Anglii nawet lato bywało zimne i deszczowe. Zwlokłam się z łóżka i rozejrzałam po pokoju. Na ścianach wisiały te same zdjęcia, a na półkach leżały w nieładzie te same książki, lecz miałam wrażenie, że od czasu, gdy zasnęłam wczorajszej nocy, wiele się zmieniło, choć moja sypialnia wyglądała tak samo jak zwykle. Zganiłam się w myślach za czarnowidztwo i poszłam do łazienki. Nic mnie tak nie uspokajało, jak ciepły prysznic i zapach ulubionego mydła. Kiedy wróciłam do pokoju, na szybie pojawiły się pierwsze krople. Deszcz. Znów przyjdzie mi tańczyć między kroplami, zrywać je z chmur, niczym owoce z drzew i mieszać z łzami. Peter mnie nie kochał. Nie kochał mnie- powtórzyłam sobie, żeby znów móc rozkoszować się bólem. Nigdy mnie nie kochał, mówiłam po raz tysięczny do samej siebie. Uśmiechnęłam się gorzko. Wróciłam myślami do naszego ostatniego spotkania. Padało, tak, jak dziś. Ale krople były większe i spadając na ziemię, rozpryskiwały się na tysiące mniejszych części. Kiedy mieszka się w Anglii, trzeba zaprzyjaźnić się z deszczem. Pokochać czas wypełniony białą mgłą i zapomnieć o słońcu. Ja nie tęskniłam za słońcem. Lubiłam chłodne dni, podczas których wiatr szepcze straszne historie. Przez tyle lat nauczyłam się ich słuchać, rozumieć mowę deszczu i wiatru. Słońce zaś było mi obce i nieliczne jasne dni wcale mnie nie cieszyły. Peter był tego dnia nieobecny i milczący. Siedzieliśmy na skałach, a on wpatrywał się w morze i zdawał się mnie nie zauważać, zapatrzony w dal. - Co się dzieje?- spytałam, chwytając jego dłoń. Szybko wyrwał się z mojego uścisku i nie patrząc mi w oczy, zaczął mówić. -Już dawno powinienem był ci o tym powiedzieć- zaczął. Oczy miał smutniejsze niż zwykle i bardzo mnie to zmartwiło. Nie odzywałam się, nie chcąc utrudniać mu tego, co i bez moich dopytywań musiało być dla niego niełatwe. Milczałam więc, słuchając jak jego słowa przedzierają się przez ryk fal. -Liso, ja cię okłamałem. To wszystko, w co wierzysz, nie jest prawdą. Mówił powoli, starannie dobierając każde słowo, jakby bał się, że powie mi więcej, niż chciał. -Nie rozumiem. -Wszystko jest kłamstwem. Nasza przyjaźń, twoje życie, cała ty. Żyjesz w kłamstwie, Liso. -Peter, ale o czym ty mówisz. Kłamstwem? Wpatrywał się we mnie przez chwilę, a potem gwałtownie odwrócił wzrok. -Nie możemy się dłużej przyjaźnić. Poczułam, że robi mi się niedobrze, ale ani drgnęłam. Może w oczach zalśniły łzy, ale nie zapytałam o nic. Żadne w życiu słowa nie zabolały mnie tak strasznie, jak te. W jednej chwili rozpadłam się niczym lustro, na milion odłamków. Spojrzałam mu w oczy, ale położył obok mnie srebrny łańcuszek, który podarowałam mu trzy lata temu- symbol naszej przyjaźni- i odszedł, nie odwracając się za siebie. Patrzyłam jak odchodzi, jak coraz bardziej oddala się ode mnie i poczułam narastający gniew. Podniosłam z trawy naszyjnik i spojrzałam na połyskujące na nim srebrne serduszko, a potem z całej siły cisnęłam je w morze, aby zabrało ode mnie bolesne wspomnienia.
Jednak mimo upływu kilku dni nie mogłam przestać myśleć o tym, co się stało. Bez przerwy analizowałam jego słowa, pragnąc doszukać się w nich jakiegoś ukrytego sensu, ale nie udawało mi się. Na przekór rozumowi czułam jednak, że przyjaciel nie powiedział mi wszystkiego. I choć w pełni zdawałam sobie sprawę, jak bardzo będę musiała wydać mu się śmieszna i żałosna, postanowiłam, że muszę z nim porozmawiać. Choćby ten ostatni raz. Nie mogłam inaczej. Nie umiałam, ot tak, wymazać go sobie z głowy. Naciągnęłam na siebie dżinsowe ogrodniczki i szary sweter i zbiegłam do kuchni. Babci nie było w domu, więc nie zmuszałam się do zjedzenia śniadania. Musiałam zdążyć dobiec do Petera, zanim rozpada się na dobre. Wybiegłam z domu, zapominając o parasolu i zamknięciu drzwi na klucz. Nie musiałam obawiać się złodziei w miejscu, gdzie na kilometr kwadratowy przypada jeden mieszkaniec. Na zewnątrz było jeszcze zimniej, niż na to wyglądało. Chłodne podmuchy wiatru targały mi włosy i smagały policzki. Nawet ja nie byłam przyzwyczajona do takiego zimna w lecie. Wcisnęłam się głębiej w sweter i puściłam biegiem przez zielony ocean traw. Buty grzęzły mi w błocie, ale nie zwolniłam nawet na chwilę. Jakaś nieznana siła kazała mi biec, coraz szybciej i szybciej, wkładając w ten szaleńczy bieg całą energię. Zaczynało brakować mi tchu, lecz nie poddawałam się. Nie mogłam. W pewnym momencie potknęłam się o wystający z ziemi konar i upadłam, rozcinając nogawkę spodni. Podniosłam się i spostrzegłam na dżinsach czerwoną plamę. Skaleczona noga okropnie bolała, ale nie mogłam się zatrzymać. Padało coraz mocniej, a w oddali słyszałam głuche grzmoty. Czas zdawał się płynąć…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Bells
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…