Wróć do katalogu

U[padek - Ysteriny cz. 19

Kolejny fragment bitwy.

Ignis, opublikowano , 20 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Rozdział 34

Magnus nerwowo przerzucał leżące na stole sprawozdania i raporty. Starał się znaleźć coś, jakąś informację, która uspokoiłaby jego skołatane ze strachu serce. Wodził spojrzeniem po raportach z przebiegu bitwy, po planach miasta i mapach miejsca potyczki, lecz na żadnych z nich nie zatrzymał na dłużej wzroku. Chwycił nagle leżącą pod stosem innych podobnych, zapisaną do polowy kartkę papieru. Przeczytał nagłówek „Raport oddziału czwartego” a pod spodem „Liczebność przed starciem: 300 piechurów” jeszcze niżej „Straty: 90%”. Mag zacisnął zęby wyrzucając kartkę w powietrze. Uchwycił ją Faddin, który w tym samym momencie stał obok Magnusa. Przeczytał i przybrał skwaszoną minę. Jedyny oddział, który poniósł tak wielkie straty, pomyślał. Atak został odparty, lecz to właśnie ten oddział walczył w pierwszych liniach i przyjmował na siebie ciosy wroga. Wroga, który nie szanował życia swoich żołnierzy wysyłając większość z nich na pewną śmierć w pierwszej fali. Sztab wojskowy mieścił się w Karmazynowej Sali. W pobliżu kręciło się sporo osób, które przenosiły rozkazy i meldunki, lecz nikt nie zwracał uwagi na dwójkę stojących przy okrągłym stole magów. - Nie trać nadziei. – Odezwał się Faddin, mag spojrzał na niego zmęczonym wzrokiem. - Po co to mówisz? Nie widziałeś raportów, nie wiesz jak wygląda sytuacja. - Widziałem... W tym momencie do sali wbiegł zdyszany mag. Przewrócił się na progu i legł na zimną posadzkę. Zajęci swoimi sprawami posłańcy nie przejęli się zbytnio losem młodego adepta mijając go obojętnie. Ten jednak wstał i bez zbędnych słów podbiegł do Magnusa. - Mistrzu... – wychrypiał - Kim jesteś i o co chodzi? – zapytał Magnus ledwo zdziwiony - Jestem adeptem czwartego roku w Akademii... Widziałem go. - Kogo? Kogo widziałeś? - Jego... Znaczy się Aarda. Widziałem go po tym jak... - Widziałeś Khar’thusa? Gdzie?! Mówże wreszcie! - Na dziedzińcu prowadzącym do Sanktuarium. – powiedział szybko uczeń - To niemożliwe. Khar’thus jest pod strażą. – przypomniał sobie Faddin – Jesteś tego pewien? - Absolutnie. – potwierdził adept - Niesłychane. Jak to możliwe? – obaj magowie wymienili pełne napięcia i grozy spojrzenia - To jednak nie wszystko mistrzu. – rzekł uczeń po chwili – Aard wszedł do Wewnętrznego Sanktuarium, poszedłem w to samo miejsce, gdyż... - Nie ważne, czemu. Do rzeczy! – ponaglał zdenerwowany Magnus - No, więc drzwi były uchylone i widziałem wszystko... widziałem jak ich... Aard ich zabijał. – usta trzęsły mu się jakby zaraz miał się rozpłakać. - Kogo do cholery! – Magnus nie mógł wytrzymać powstałego napięcia i wybuchnął zalewając adepta rozkazami, aby mu wyjawił co wie, następnie groźbami, a gdy przerażony student zamilkł, mag zaczął nim potrząsać za ramiona. Faddin jednak zrozumiał. Zrobiło mu się słabo i w poszukiwaniu oparcia osunął się na ścianę. - Strażnicy... wymordował Strażników, prawda? – powiedział powoli, jakby sam nie wierzył w sens swoich słów. - Tak, mistrzu – wymamrotał adept – Zaraz po tym opuścił miasto i udał się w góry. - Uciekaj chłopcze. – Magnus zwrócił się do studenta - Zabił ich. Zabił... To nie może być... – szeptał Faddin ukrywając twarz w dłoniach. – To już koniec. Nie ma Strażników, nie ma bariery. Podpisano na nas wyrok. Już nikt nie podtrzymuje bariery. - A ty? Ty mógłbyś to zrobić! – Magnus zdawał sobie sprawę jak wielkie brzemię kierował na barki swojego przyjaciela i że w ten sposób spychał odpowiedzialność na kogoś innego. Po krótkiej chwili, jaka później nastała zrozumiał niedorzeczność swoich słów, choć ciągle miał nadzieję, że Faddin się zgodzi. - Ja... nie potrafię. Nie uczyłem się tych technik. - Możesz się jeszcze nauczyć zanim bariera pęknie? – mag spojrzał na niego niepewnie - Trening trwa ponad miesiąc zakładając, że jest się bystrym i genialnym umysłem. - Nie mamy tyle czasu. – stwierdził z żalem Magnus - Bariera padnie całkowicie za dwa dni. Wtedy albo wygramy i przeciwstawimy się Ysterinom dzięki naszej mocy, albo przegramy... i one zwyciężą nas wszystkich. - Nie zwyciężą! – zapewnił Magnus z gorliwością – Ale słowa tu nic nie zmienią. Tu potrzeba poświęcenia! – chwycił pas z mieczem, po czym opuścił stanowisko sztabu.

Rozdział 35

Potężna eksplozja wstrząsnęła ziemią w chwili, gdy płonąca kula katapultowa, nafaszerowana materiałami wybuchowymi, uderzyła w centrum oddziału Khabyrra. Huk był tak głośny, iż żołnierze stojący najbliżej ulegli permanentnemu ogłuszeniu, a w promieniu kilkunastu metrów wszyscy zostali oszołomieni. Szczęk broni mieszał się z wrzaskiem konających żołnierzy, którzy błagali o ukrócenie mąk. Strzały Łuczników Górskich niemalże uderzały w powietrzu o pociski wroga, który z jeszcze większą zaciekłością ponowił szturm. Kolejna fala żołnierzy przelewała się przez broniących barykady Khredańczyków. Jednak nie było im dane utrzymać bariery. Na sygnał do odwrotu wycofali się w rejon Starożytnego Łuku, gdzie związali wroga bezpośrednią walką. Khabyrr schylił głowę przed nadlatującym mieczem, który ugodził jego sąsiada w głowę. Natychmiast wystosował kontrę przecinając tętnicę szyjną przeciwnika, który zwalił się na ziemię i w przerażającym milczeniu dogorywał, plując krwią na wszystkie strony. Mag przywołał swoją moc formując kulę lodu o konsystencji stali. Rzucił nią w najbliższego wojownika, który trafiony w głowę runął przed siebie tracąc przytomność. Po chwili dopadł go jeden z Khredańczyków przeszywając swoim mieczem. Wrzeszcząc w niebogłosy i wymachując bezradnie kończynami przebiegł przed oczami maga płonący żołnierz. Jego krzyk był tak przeszywający, iż walczący czym prędzej uciekali jak tylko czuli zbliżanie się owego dźwięku. Tak też i Khabyrr postąpił, gdy tamten przed niego wyskoczył. Kolejna kula katapultowa eksplodowała na urwisku powodując nagłe osunięcie się ziemi, które zasypało kilkunastu Khredańczyków walczących przy Starożytnym Łuku. Innavar, dotychczas walczący na prawym skrzydle, wyciągnął drugi miecz przewieszony na plecach. Jeden z nich chwycił za rękojeść ostrzem w dół, którego używał do zadawania śmiercionośnych ciosów pod brzuch. Drugim natomiast starał się parować ataki przeciwników, którzy nadchodzili niemalże ze wszystkich stron. W pewnym momencie został mocno pchnięty i nabiłby się na ostrza nadbiegających wrogów, gdyby nie udało mu się odbić wyciągniętej klingi. Nie uchroniło go to jednak przed konfrontacją z wrogiem, który zadał mu silny cios pod żebra. Innavar nie pozostając dłużny uderzył z kolana i przeturlał się po jego plecach lądując pewnie na nogach z drugiej strony przeciwnika. Gdy ten zorientował się w sytuacji, ostrze maga tkwiło już do połowy w jego klatce piersiowej. Mag poczuł wibracje ziemi. Choć nie specjalizował się w tej dziedzinie magii odniósł wrażenie, jakby kilka tysięcy gardeł nagle wydało swój okrzyk. Uskoczył czym prędzej, gdy tylko zrozumiał, co się dzieje. Wojska magów rozwarły się tworząc w środku coś w rodzaju przejścia, przez które pognał Magnus wraz ze swoimi oddziałami. Tupot końskich kopyt oraz nagłe pojawienie się kawalerii przeraziło wroga dogłębnie. Żołnierze rzucali broń i wpadali w popłoch. Zapanował chaos. Ci, którzy uczestniczyli w bitwie o przylądek Koln doskonale pamiętali pogrom dokonany przez wojska magów, które przybyły wtedy z odsieczą. Teraz rzucali broń i pierwsi umykali z pola walki. Magnus wyjął miecz z pochwy zagrzewając swoich towarzyszy do walki. Konie tratowały wszystkich, którzy nie zdążyli umknąć przed szarżą. Z tysięcy gardeł wyrwał się okrzyk, który idealnie współgrał z tętentem kopyt potęgując dodatkowo strach u wroga. - Magnus! Magnus! Magnus! Kawaleria Inthassy wdarła się klinem w szeregi przeciwnika przecinając jego szyki i wprowadzając chaos. Magnus usłyszał swoje imię skandowane przez swoich kompanów i poczuł przypływ nowych sił. Z niespotykaną siłą i dokładnością wyprowadzał swoje ciosy, które niemalże za każdym razem zbierały śmiertelne żniwo. Łucznicy wroga ujrzeli niebezpieczeństwo i natychmiast zareagowali kierując swoje strzały w stronę atakującego przeciwnika. Wielu kawalerzystów padło pod gradem pocisków, lecz nie zatrzymało to pozostałych, którzy z jeszcze większą zaciekłością poczęli pędzić w kierunku pierzchającego wroga. Przeciwnik ponosił ogromne straty, lecz nadciągające posiłki szybko wypełniały powstające luki. Żołnierze Magnusa utracili impet i zostali związani walką z dala od swoich sojuszników. Mag przywołał swoją moc uderzając z całych sił w urwisko. Poruszona ze swoich podstaw ziemia runęła na nadciągające posiłki wroga tarasując częściowo przejście. Sytuacja wydawał się pogarszać z każdą chwilą. W momencie gdy Magnus miał wydać rozkaz do odwrotu stało się to, czego się obawiał. Ukryci w zaroślach łucznicy wyszli ze swych kryjówek. Po obu stronach wąwozu, przy krawędziach skarpy wyłonili się wrodzy żołnierze z napiętymi cięciwami naraz oddając strzały. - Odwrót! – wrzasnął Magnus z całych sił, lecz było już za późno Pierwsi padli kawalerzyści znajdujący się najbliżej maga. Ten ruszył z miejsca, lecz najprawdopodobniej łucznicy zostali pouczeni, kogo zlikwidować jako pierwszego, gdyż świst strzał był niemalże jedynym dźwiękiem jaki dochodził do uszu Magnusa. Popędzał konia co sił kurczowo trzymając się jego grzywy. Kawaleria rozpoczęła odwrót, jednak wróg nie zamierzał pozwalać jej odejść bez niczego. Kula katapultowa wybuchła kilkadziesiąt metrów przed Magnusem. Spłoszone wierzchowce zrzucały jeźdźców z grzbietów, inne padały razem z nimi ogłuszone. Nieraz swoim ciężarem przygniatały jeszcze żyjącego żołnierza, który nie był w stanie się wydostać i ginął w męczarniach. Niedobitki kawalerii dostały się w rejon Starożytnego Łuku, gdzie ponownie starły się z przeciwnikiem. Strzały łuczników, były dla nieosłoniętych jeźdźców podwójnie zabójcze, dlatego niektórzy rezygnowali z przewagi, jaką mieli nad zwykła piechotą schodząc z koni i walcząc jak zwykli piechurzy. Uciekając przed strzałami wroga Magnus dotarł prawie pod sam Łuk, gdy

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych