Wróć do katalogu

"Ucho - czyli przedświt przyjaźni"

Obraz powrócił niosąc kolejną historię, składającą się w całość. Opowieść o upadku i wzroście. Dopiero przedświt, ale zapraszam do wspólnej wędrówki z Tybo i Litosem. (Cz.2)

geo, opublikowano , 8 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Przedświt. Budzący się jazgot leśnego ptactwa a w tle cisza śpiącej puszczy. Zimne, mokre powietrze zasnute prawie nieuchwytną mgiełką. Tybo pragnął snu, ale brakowało mu ciepła. Leżał zwinięty w kłębek, jak najbardziej nieruchomo. Pod derką zebrał resztki ciepła, które chciały uciec natychmiast gdy tylko się poruszył. Starał się spać, gdy nagle z tego pół snu wyrwał go ostry dźwięk. Gwałtowne skrzypnięcie skóry i dźwięk wdychanego szybko powietrza. Otworzył oczy czując jak jego już zjeżona zimnem skóra jeży się jeszcze bardziej. Przez chwilę leżąc na boku nie mógł pojąć na co patrzy. Wzrok odmówił mu posłuszeństwa. Jego dłoń już była zaciśnięta na rękojeści sztyletu, ukrytym jak żądło pod derką. Jego mięśnie już były napięte, ciało gotowe do ciosu lub uniku. Tylko bystre oko mogło dostrzec, że coś pod derką się zmieniło. Tybo patrzył na bezgłowy, prawie ludzki kształt przed sobą, który podrywał się dynamicznie z ziemi. Po kilku sekundach zrozumiał że patrzy na Litosa, ale innego niż widział kiedykolwiek. Dwunożna istota była jakby sparaliżowana, cały tors przechylony na lewo. Niby stabilny i spokojny, ale systematycznie jedna z rąk uderzała w ciało lub głowę z ohydnym plaskającym dźwiękiem. Zwisająca derka zahaczona gdzieś przy szyi Litosa poruszała się złowrogo w rytm konwulsyjnych ruchów. Tybo usiadł, wytężając wzrok i czując przejmujący strach. Teraz rozumiał to na co patrzył. Litos stał z głową przechyloną na bok, równolegle do ziemi. Lewą ręką uderzał się w ucho tak jakby chciał coś z niego wytrząsnąć. Uderzał raz mocniej raz słabiej, ruszał głową niczym gad i uderzał ponownie. Precyzyjnie mocno. Z tym ohydnym dźwiękiem, który zagłuszył na tą chwilę wszystkie dźwięki puszczy. Tybo czuł strach, swój i Litosa. Litos przerwał na chwilę, zaczął silnie masować a może nawet wyginać ucho, potrząsając głową jak dziwny zwierz. Tybo poczuł, że w tej ciemności spotkali się wzrokiem. Poraz pierwszy poczuł taki strach. Natychmiast zerwał się z ziemi, chwycił sakwę Litosa i bezbłędnie sięgnął do jego narzędzi chirurgicznych. Otworzył woreczek, skórzany pasek, wyjął i rozwinął taśmę. Otworzyła się płynnie pokazując pełne uzębienie igieł i innych lśniących drobiazgów. Chwycił za drugi i trzeci z nich, tak jakby dokładnie wiedział czego szukał. Popatrzył na to co trzymał w dłoniach. Cieniutka pęsetka, oraz długa igła zakończona maleńkim zakrzywionym ostrzem. Tybo przeraził się. Nie tym, ze nigdy nawet nie sięgnął do torby Litosa, nie tym, że nigdy nie trzymał tych narzędzi w dłoni, ale tym że to wszystko było jak trans. Litos posłużył się nim jak własną ręką. Popatrzył znów na Litosa. Dziwny grymas, ciemne plamy tam gdzie powinny być oczy, przechylona nienaturalnie głowa i rozwichrzone włosy, tworzyły przerażający obraz. Znów był jak w transie doskoczył z igłą do Litosa. Czuł, ze musi położyć się na plecach wyciągnął dłonie do góry, już nad nim był przekrzywiony tłów wraz z głową. Ciemna strona twarzy, czerń włosów, delikatny trochę jaśniejszy obręb wskazujący gdzie jest ucho. Jego własne palce z zakrzywioną igłą, tak pewnie idące do góry, prosto w czerń. Poczuł, że igiełka ukuła skórę przy wejściu, do ucha, poczuł to palcami i jakby ciałem Litosa. Jednak jego palce już zrobiły korektę i już pchały się głębiej. Tybo czuł się strasznie, narastało w nim paniczne, NIE. Narastało tym bardziej, że ta czarna otchłań ucha coś kryła, coś bardzo złego. A on leżał tam kompletnie zawładnięty cudzymi myślami. Leżał twarzą dokładnie pod miejscem z którego zaraz wypadnie coś czego bał się nawet Litos, coś czego on nie chce widzieć ani znać. To „NIE” rosło jak fala, ogarniało wszystkie myśli. Czuł się jak zwierz złapany w sidła, który wyczuł tuż obok zapach drapieżnika. NIE narastało z każdą sekundą, w której leżał na plecach utytłany w popiole z wygasłego w nocy ogniska, w której wdychał popiół, który zagościł już w jego oczach i ustach. Z każdym ruchem igły…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych