Uciekinier
Stand Alone Complex! Kompleks Samoczynnej Złożoności.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
"Niebo nad portem miało barwę ekranu monitora nastrojonego na nie istniejący kanał."
Psychodeliczne dźwięki o elektronicznym wydźwięku bombardowały uszy. Nieprzeźroczysty zapach pospiesznych oddechów wdzierał się do nozdrzy. Stroboskopowe światło potęgowało wrażenie przynależności do niepojętego transu, narkotycznego wręcz amoku w jakim znajdowali się wszyscy w klubie. Czas zwolnił biegu. Każde błyśnięcie niebieskich lamp było wiecznością w ktorej topił się otępiały umysł. Podczas każdego rozbłysku ultrafioletowej supernowej pochwycały się niezliczone spojrzenia przepełnione erotyką. Nieprzyzwoite myśli kłębiły się w ścianach umysłu. Świadomość gnała w pędzie zaspokajania instynktów. Wszyscy pochłonięci byli w masakrycznej parodii dance macabre. Wilgotna kobieca dłoń w geście zaproszenia otarła się o twarz młodzieńca. Podążył za instynktem.
***
Charaktetystyczny zapach ozonu i zimny wiatr orzeźwiały zmysły. Rześkość powietrza stabilizowała myśli. Stał przed swoim wieżowcem. Rozświetlne przez wschodzące właśnie słońce chmury kontrastowały z ogólną granatową szarością otoczenia. "Miasto po deszczu." - bezgłośnie poruszył ustami. W tych zapatrzonych w atramentową toń nieba oczach można było dostrzec fascynację. Chwilę zapomnienia która tak rzadko rozświetlała rysy tej młodej, "starej", zmęczonej twarzy. Gdzieś w środku tego małego człowieka rodziło się nieuchwytne uczucie obecności, tam gdzieś daleko, na skraju horyzontu zdarzeń, eteralnego spełnienia. Grymas ironi przeszył jego usta. "Jakie to banalne." Brudna, bezpostaciowa rzeczywistość przypominała o sobie na każdym kroku. Zaciągnął się ostatni raz i skierował do wejścia. Metaliczny odgłos szczęknięcia zamków u drzwi odbił się echem pośród pustego mieszkania. Jak na ironię, nie ufał elektronicznym zabezpieczeniom. A może ta nieufność nie była paradoksem. Ktokolwiek inny bardziej od niego mógł być świadom słabości elektronicznych zabezpieczeń? Był netrunnerem, technologicznie spaczonym hakerem cyberprzestrzeni. W jego mieszkaniu, każdy metr kwadratowy podłogi przecinał choć jeden kabel. Nielicząc całej sieci komputerów, urządzeń, przewodów oraz trzech monitorów, niezdarnie usłane łóżko i wiecznie włączony telewizor były jedynym sprzetem w mieszkaniu. Opadł z impetem na krzesło. Palce zatańczyły piruet na klawiaturze. Login, hasło i był już w systemie. Miarowe stukanie wędrowało z echem od ściany do ściany. "no new msg" - o braku nowych wiadomości informował komunikat. Stuk, stuk, stuk - Białe litery zamalowały pikselową czerń ekranu:
niech ktos mi powie. jak to sie dzieje, ze sen wydaje mi sie bardziej realny od rzeczywistosci? skad moge wiedziec, ze moje zmysly nie klamia?
Odetchnął, zakładając ręce za głowę i rozluźniając się w oparciu. "Znowu pisze do siebie. Po co? Czemu nie moge zatrzymać moich myśli po prostu w głowie?". Bujając się w fotelu spojrzał za okno. Aksamitny blask wschodzącego słońca rozświetlał szklane drapacze chmur. Wszystko to jakby przypominało, że te bloki nie stały tu od zawsze, że wcale nie muszą tu być. Fotony prześwietlały je jakby na skroś. "Wszystko jest takie bezpostaciowe". Ciche piknięcia wyrwały go z zamyślenia. Spojrzał pospiesznie na ekran. Zaczęły się na nim pojawiać nowe litery. "Włamanie!" - pomyślał momentalnie, jednak coś powstrzymało go od jakiejkolwiek reakcji. Ze zwiększonym stężeniem adrenaliny we krwi, przesuwał wzrokiem po znakach które układały się w zdania:
jest troche fikcji w tym co uważasz za prawde, i jest troche prawdy w tym co przyjąłeś za fikcję.
Nie mógł uwierzyć. Zamrugał oczami. "O co tu chodzi? Policja?". Pistolet pospiesznie wyjęty z szuflady przeładował się z metalicznym szczęknięciem. Spocone dłonie ułożyły się na rękojeści. Gorączkowo nasłuchiwał kroków na klatce schodowej. Skronie pulsowały bólem. Kolejne znaki zamigotały na monitorze:
by poznać prawdę, musisz zaryzykować wszystko.
Nerwowo, trzęsącymi się rękoma wystukał na klawiaturze odpowiedź:
kim jestes? czy jestem tu sam?
Po sekundach stroboskopowej wieczności pojawił sie komunikat:
nie. nie jesteś sam.
Chwila nerwowej ciszy... i znów:
stacja metra Central Park, wyjscie w kierunku market street, jutro, 23:30.
Został sam. W eterycznym bezruchu powietrza, cisza krzyczała mu do uszu.
***
"To historia samotnego ducha, Który szukając sposobu by uchować własne Ja, Przeprasza, że żyje.
Kiedy kroczy sam przez miasto, W odbiciach ludzkich twarzy, Witają go jego własne rysy.
Szepta mi wciąż do ucha, Szyderczy jego słysze śmiech, Ty i Ja, eteralne podobieństwo.
To on, mój ślepy bard, On ze snu rozbudza mnie, Melodią gorzką nuci "z boku stań!"
Piąta po południu. Irytujące dzwięki budzika przedzieraly się przez słodką zasłone snu. Był to ten stan na krawędzi marzeń i jawy. Przeplatające się nawzajem swiaty, zgrywały się ze sobą zostawiając uczucie niepokoju. Ręka wynurzyła się nad szafe, niezdarnym ruchem wyłączając budzik. Postać na łóżku, poruszyła się odwracając na plecy. Załzawione oczy, wpatrywały się w biały sufit. Widok tak znajomy i zarazem tak obcy. Promienie słońca lizały ciało. Z za panoramicznego okna na całej długości ściany dochodził szum miasta. Okropny niesmak w ustach. Ile czasu mineło od przebudzenia? Może pięć, może dziesięć minut... a może to byly tylko sekundy? Myśli płynęły bezwładnie, krętymi ścieżkami, bez celu... byle by do przodu. Zasnął znów. Leciał. Bezwładne ciało tańczyło w zawirowaniach powietrza. Był wolny. Ziemia zbliżała się, ale powoli. Ziemia poczeka, więc nie czuł strachu. Nie było już lęku. Jasność. Miła przyjemna twarz. -Dlaczego to zrobiłeś? - odezwał się smutny głos dziewczęcy głos. -Nie mam po co żyć... nigdy nie miałem. - odpowiedź była bez żalu. Suche stwierdzenie faktu. Ciepły dotyk skóry. Nieprzezroczysty zapach wiatru. -Nie możesz żyć dla mnie? - zaśpiewała słodka melancholia. -Ludzie nie mogą żyć dla kogoś. Ludzie żyją tylko dla siebie, po to by spełniać własne pragnienia. Nawet jeśli tym pragnieniem jest pomaganie innym, wszystko co robimy, robimy dla siebie. -Kocham cie. -Ja ciebie tez kocham. Chociaz wcale cie nie znam. -Nie mozemy byc razem? -Ale ty nie istniejesz. Tak bardzo bym chcial... Ale ja wiem, ze kiedys sie obudze... -Istnieję! Jestem tak samo realna jak Ty! -Jestes tylko moja imaginacja. -Zyje w tobie! Czy znaczy to, ze jestem mniej prawdziwa niz Ty? Skoro jestem czescia ciebie, Ty jestes czescia mnie.
"Zaspałem" - nieprzyjemna myśl bezczelnie wdarła sie do świadomości. Sen odszedł na zawsze. Miłe uczucie wyparowało, słodki głos zagłuszyły dźwięki dnia. Pozostał nieznośny posmak utraconego ciepła - żal i tęsknota. To już nie wróci. Widok za szybą przemijał leniwie. Symfonia dźwięków raniła uszy. Rozmowy o niczym. "Och jak chciałbym rozmawiać o niczym." Kamienne twarze mijane na ulicy. Tak przywykłe do udawania. Otoczka iluzji ludzkiej egzystencji. Iluzji tym realniejszej im życie było pustsze. Iluzji tak cieńkiej, że zdawała się zaraz pęknąć. "Każdy jest więźniem własnego subiektywnego wszechświata. Bóg, szczęście, nasze nadzieje. Czym są? Ludzie tak często doszukują się sensu we wszystkim co ich otacza. To bezcelowe. Wszechświat sam w sobie na zawsze pozostaje nieokreślony. To logicznie wykreśla możliwość isteninia jakichkolwiek wyższych bytów." Pociąg z piskiem przyjechał na stacje. Pneumatyczne siłowniki otworzyły dzrzwi. Czarny płaszcz i nerwowe spojrzenia wyróżniały go z tłumu. Elektroniczny zegarek zwiastował godzinę 23:43. Z każdym krokiem, w myślach towarzyszyło mu kolejne przekleństwo skierowane pod adresem jego spóźnialskiej natury. Z każdym krokiem towarzyszył mu także niepokój, który w najbliższym czasie mógłby zamienić się w strach. Był pewien, że na dziewięcdziesiąt procent pakuje sie w pułapkę, że ktoś chce go załatwić. Wiedział także, że cokolwiek by to mogło być, fobia przed tym, nie wygra z jego ciekawością. Ciekawością, którą w ciągu ostatnich dziesięciu minut zdążył już znawymyślać parenaście razy. Przy schodach do metra nie było nikogo. Na ulicy raz za razem pobłyskiwała zepsuta lampa, która nie mogła się zdecydować czy rozświetlić czy też pogrążyć chodnik na zawsze w ciemności. Mroźne powietrze otulało twarz aksamitnym powiewem. Cisza. Rozejrzał sie. Kątem oka zauważył ruch, który przyciągnął jego…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Ishikawa
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…