uczucia łazmi przeplatane
Opowiadanie. O czym? Zobaczcie sami. Przeznaczenie: głównie dla nastolatków, aczkolwiek nie tylko.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
- To spotkamy się dzisiaj? – Zapytała Anka. - Kotuś... Już mówiłem, że nie. Przecież wiesz, że mam inne plany. – Odpowiedział. - No tak, ty i te twoje PLANY !!! – dziewczyna wrzasnęła do telefonu i nacisnęła czerwoną słuchawkę. Po jej twarzy zaczęły płynąć łzy. Smutek pomieszany ze złością. Kolejny raz sytuacja ją przerosła. Dawniej była spokojną, uśmiechniętą nastolatką. Teraz też starała się taka być. Chociaż w towarzystwie. Po co pokazywać, że coś jest nie tak? Nie chciała litości. Nie chciała z nikim rozmawiać. Wszystkie negatywne emocje dusiła w sobie. - Nie będę płakać przez takiego idiotę. Kończę to. – powiedziała do siebie. Wyjrzała przez okno i stwierdziła, że pogoda jest w sam raz na spacer. Długi, samotny spacer, podczas którego wszystko przemyśli. Tego jej było trzeba.
*** 1.
Usiadłam na ławce w „Zielonym kraju”. Gdy byłam mała, przychodziłam tutaj z babcią, siadałam na trawie i słuchałam opowiadanych mi przez nią bajek. To były piękne czasy dzieciństwa, wtedy jeszcze wszystko było dla mnie jasne. „Zielony kraj”... Tak nazywałam piękny park, pełen zielonych krzewów i drzew. Szkoda, że niedługo spadną wszystkie liście i zrobi się tutaj szaro i smutno. Zaraz przy wejściu jest wielka, betonowa fontanna. Dookoła niej są rzeźbione w kamieniu kobiety. Tylko jedna z nich jest smutna. To właśnie ona najczęściej przekłuwała moją uwagę, a z czasem stała się moją ulubioną „nimfą fontannianą”. Dalej, idąc główną alejką, można dojść do maleńkiego stawu. Co roku kwitną tutaj lilie wodne. Próbowałam kiedyś je namalować, ale każda próba była bezcelowa ,ponieważ nic nie oddawała ich piękna. Z upływem lat park stał się miejscem, gdzie znajdowałam ukojenie. Tutaj przychodziłam porozmyślać o swoich problemach. Dziś usiadłam naprzeciwko smutnej kobiety. Patrzyłam na nią i miałam wrażenie, że jej kamienne oczy przenikają mój umysł i odczytują wszystkie myśli. Kiedyś mnie to przerażało. Siedziałam zamyślona i w ogóle nie zauważyłam, że nie siedzę na ławce sama. Spostrzegłam się dopiero gdy usłyszałam: - Mnie też ona pomaga. Głos należał do jakiegoś chłopaka. Nie miałam najmniejszej ochoty na rozmowy, więc go zignorowałam. Myślałam, że to będzie wystarczający znak, że chcę być sama. Czekałam, aż odejdzie, lecz on nie ruszył się z miejsca. Siedział tak koło mnie prawie godzinę. Po tym czasie wstałam i zaczęłam iść w stronę domu. - Dziękuję, do zobaczenia kiedyś. – Usłyszałam za sobą, i nie wiedzieć czemu zrobiło mi się bardzo przyjemnie, jednak nie odwróciłam się i nie odpowiedziałam. Był ciepły wieczór. Stwierdziłam, że nie chcę jeszcze wracać do domu i skierowałam swoje kroki nad strumyk. Usiadłam na zielonej trawie, oparłam się plecami o płacząca wierzbę, zamknęłam oczy i zaczęłam wsłuchiwać się w szum wody. Zaczęłam po cichu śpiewać, uwielbiałam to. Nie śpiewałam jakiejś piosenki, była to tylko mi znana melodia. Po pewnym czasie zaczęło się ściemniać, więc postanowiłam wrócić do domu. Tam chociaż było ciepło. Szłam ciemnymi uliczkami mojego miasta. Nie bałam się ich, były mi znane i przyjazne. Od początku mieszkam właśnie tutaj i znam każdy zakamarek. Dotarłam do swojej ulicy i spróbowałam spojrzeć na nią oczyma jakiegoś człowieka, który jest tutaj po raz pierwszy. Co widzi? Piękne, wielkie domy, cudownie oświetlone, równo przykoszone trawniki, zadbane ogrody. Jednym słowem – bogactwo. Co mógł pomyśleć o ludziach, którzy tutaj mieszkają? Pewnie zarozumiali, zapatrzeni w siebie bogacze, którzy mają szczęśliwe rodziny. Takie myślenie niestety jest dalekie od prawdy. - Koniec rozmyślań! – Mówił mój wewnętrzny głos. – Jesteś normalną dziewczyną i powinnaś teraz się bawić ze znajomymi, a nie przesiadywać w parku. Do tego z jakimś idiotą, do którego nawet słowem się nie odezwałaś. Weź się wreszcie w garść, nie możesz ciągle myśleć o tym, czy dobrze zrobiłaś kończąc ten chory związek z tamtym dupkiem. Wiedziałam, że nie powinnam zachowywać się jakby świat się zawalił, ale po prostu nie miałam siły podnieść się i zacząć od nowa być sobą. Tamten związek mnie zniszczył. Weszłam do domu i poczułam zapach, który zawsze poprawiał mi nastrój. - Mamo, właśnie tego było mi trzeba, kocham naleśniki. - Wiem, wiem. Widziałam twoją minę gdy wychodziłaś, więc sięgnęłam po koło ratunkowe w postaci tego dania. Stara mamuśka też czasem się na coś przydaje, prawda? - Oj tak, jesteś kochana. A jak powiesz, że usmażyłaś do tego powidła to zacznę się modlić do twojego zdjęcia. – Teraz już uśmiechałam się od ucha do ucha. - Mówisz, masz. – Powiedziała mama i odsłoniła miseczkę pełną powideł. - Aaa – westchnęłam - właśnie w tej chwili wszystko moje zmartwienia odpłynęły. – Wybełkotałam z ustami pełnymi naleśników. - Jedz, jedz, a później możemy pogadać jak chcesz. Idę oglądać telewizję. – Mama wyszła z pokoju. Kiedy jadłam tą pyszną kolację, doszłam do wniosku, że mam wspaniałą matkę. Zawsze zauważała gdy mnie coś gryzie i nigdy mnie nie zawiodła. Kochałam ją. Można powiedzieć, że była dla mnie autorytetem. Przynajmniej wtedy. Naleśniki zniknęły z talerza w zastraszającym tempie. Z pokoju obok dochodziły dźwięki telewizora. Wiedziałam, że teraz nie złapię z mamą kontaktu. Kiedy zaczynała oglądać telewizję, świat przestawał dla niej istnieć. Zazdrościłam jej tego. Ja nie potrafiłam się tak wyłączyć. - Idę do siebie, może poczytam, czy coś – krzyknęłam z kuchni. - Mhm – mruknęła w odpowiedzi mama. Poszłam do swojego pokoju, włączyłam muzykę i położyłam się na łóżku. Przez okno widać było księżyc. - Dziś pełnia, kochałaś z nim spędzać takie wieczory, prawda? – Pytał mnie mój wewnętrzny głos. – Patrzyliście w gwiazdy, on cię obejmował i mówił, że już nigdy, nigdy nie będziesz sama. Zachciało mi się płakać. Rozstanie z nim strasznie mnie rozbiło. Mimo, że minęło pół roku nie pozbierałam się. Leżałam i wspominałam, rozdrapywałam rany. Wzmogły to jeszcze słowa słyszane z głośników: „...Chcę znów wierzyć w miłość, mieć siłę, by wstrzymać łzy, mieć prawo do walki...”. Ten wieczór był dla mnie taki jak poprzednie – skończony łzami. W końcu zasnęłam.
2. Ranek był pochmurny. Ptaki latały bardzo nisko, co zwiastowało deszcz. Ludzie spieszyli się do domów, próbowali zdążyć przed deszczem. Widać było ten ruch na szarych ulicach. Na twarzach ludzi nie pojawiał się uśmiech. Nie zważając na pogodę, wyszłam na spacer. Uwielbiałam deszcz i miałam nadzieję, że zacznie padać. Wbrew tym wszystkim ludziom na ulicach – nie spieszyłam się. Rozkoszowałam się tą pogodą, bo jak najbardziej oddawała mój stan ducha. Smutno, szaro, mokro... W moim przypadku od łez. Chciałam iść do Marleny, mojej koleżanki. Kiedyś rzekłabym nawet, że przyjaciółki. Z upływem czasu zrozumiałam jednak, że nie ma czegoś takiego jak przyjaźń. Zawiodłam się na wszystkich. Na niej też. Teraz była dla mnie już tylko koleżanką. Zmieniłam zdanie i nie poszłam do niej, bo przecież nie będę się wyżalać jakiejś obcej kobiecie. Moje problemy są tylko moje i nikt nie będzie ich znał. - Maleńka, zmokniesz – powiedział jakiś starszy pan. – Zaraz zacznie lać jak z cebra. - Spokojnie, nie jestem z cukru, deszcz to mój przyjaciel – odpowiedziałam z uśmiechem. Lubiłam takich starszych ludzi i podziwiałam, że dali radę przeżyć tyle lat na tym bezsensownym świecie. - Przyjaciel powiadasz... On zawsze wysłucha, prawda? Życzę ci więc udanej rozmowy i nie płacz więcej, bo szkoda tych szmaragdowych oczu. Odszedł. Zdałam sobie sprawę, że pierwsze krople deszczu pomieszały się z moimi łzami. Ten starszy pan uświadomił mi, że nie mam nikogo. Deszcze przyjacielem? Tylko na tyle zasługuję? I do tego czy musiał powiedzieć o szmaragdowych oczach? Tylko jedna osoba może tak mówić. To znaczy mogła... Teraz już lało jak z cebra. Ludzie zaczęli chować się do pobliskich sklepów i wskakiwać w bramy, a ja szłam przed siebie, nie zastanawiając się gdzie. Chyba już z przyzwyczajenia znalazłam się w parku. Moja nimfa dziś była wyjątkowo smutna, deszcz posłużył jej za łzy. Pomyślałam, że może i ona chciała wszystko z siebie wyrzucić, lecz nie miała nikogo zaufanego... Tak jak ja. A być może jej serce nigdy nie należało do nikogo i zamieniło się w kamień, tak jak ona teraz. Nie, nie, tak na pewno nie było. - Ona jest nieszczęśliwa. Chciała być kochana, ale on nie odwzajemnił tego wielkiego uczucia. Zranił ją tak bardzo, że nie była w stanie się pozbierać, a wszystkie uczucia powoli traciły dla niej sens. – Znów ten tajemniczy chłopak. Pomyślałam, że może on... Może jemu mogłabym wszystko opowiedzieć. Przecież jest całkiem obcy i zapewne nigdy go nie spotkam, a to drugie spotkanie w parku to przypadek. - Może masz rację.- Odpowiedziałam. Ciekawe jaki miała kolor oczu... Zastanowiłam się w myślach. Na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech. - Nie utożsamiaj się z nią. Ona jest posągiem, a ty jesteś żywa. Łzy są znakiem, że się żyje i ma uczucia. Wiesz, po…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil mptm
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…