Układ Idealny
Historia młodej kobiety która przez podpisanie krótkiej umowy, staje na wysokim szczeblu elity Londynu, nie zdając sobie sprawy jak wysoką cenę przyjdzie jej za to zapłacić.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Siedziała przed dużą toaletką, wolnymi ruchami czesząc swoje długie do pasa czarne włosy opadające falami na nagie ramiona. Idealny makijaż, podkreślał zielone oczy i pełne usta dziewczyny. Ubrana w czerwoną, zbyt krótką i zbyt obcisłą sukienkę oraz czarne szpilki Louboutina wyglądała perfekcyjnie. Postać doskonale wystylizowana na dziewczynę miliardera i króla wszechświata-pomyślałam, starając się uśmiechnąć bez obrzydzenia do własnego odbicia w lustrze. A może raczej najbogatsza prostytutka w mieście, czyż nie tak powinnam siebie określić? Najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że w rzeczywistości wiem, iż jestem tą drugą, rok temu świadomie zgodziłam się na to podpisując kawałek papieru, zapełniony wieloma literkami układającymi się w, jak w tedy myślałam-układ idealny. -Sophia-ześlizgnęłam się z krzesła kucając przy kotce wijącej się wokół moich nóg-Damy radę, prawda?- Pogłaskałam ją po grzbiecie, a ta w odpowiedzi zamruczała zadowolona, leniwie wywijając ogonem. -Wystarczy grać!-Usłyszałam w swoim głosie wyraźne zwątpienie. Podniosłam się biorąc głęboki oddech. Wyprostowałam się przyjmując, pozę którą często stosowałam na wybiegach. Wypinając piersi. Jedną dłoń oparłam o biodro, a drugą opuściłam wzdłuż ciała, na usta przywołałam wystudiowany uśmiech niby nieumyślnie kuszący. Jedynie oczy wpatrywały się pusto w lustro, aby ukryć ich szczerość, zamrugałam szybko firanką dokładnie umalowanych rzęs. - Wyglądasz bosko!- Do pokoju wszedł Michael, mój chłopak, szef, alfons. Osoba, dzięki której stałam się kimś, kim zawsze pragnęłam być. Jego odbicie w lustrze było równie nienaganne jak moje. Ciemne dżinsy, czarna koszula niedopięta z góry, włosy jak moje w starannym nieładzie. Mające ukazywać, iż w rzeczywistości nic nie możemy poradzić na fakt, że jesteśmy tak seksowni. To natura stworzyła nas idealnymi. Jego twarz nie musiała przybierać sztucznych min, gdyż zawsze przedstawiała ten sam wyraz twarzy, błyszczące oczy i szeroki uśmiech mówiący „Jestem bogiem”. Kobiety były w stanie zrobić wszystko, aby spojrzał na nie chodź sekundę, a mężczyźni z nienawiścią zaciskali pięści. Odwróciłam się do niego delikatnie przechylając głowę w bok, mierząc go wzrokiem od góry do dołu, dokładnie odzwierciedlając jego zachowanie. Roześmiał się, podchodząc do mnie. - Nie słyszałam jak wszedłeś-uniosłam brew, zastanawiając się jak długo był już w moim mieszkaniu. W prawdzie mieszkanie należało do niego, ale było zawarte w układzie, więc dostałam je kilka dni po podpisaniu dokumentów. - Byłaś zbyt zajętą rozmową z tą pchłą- rzucił okiem na kotkę, której nienawidził. Znalazłam ją na ulicy, krótko po tym jak zamieszkałam w Londynie i zaopiekowałam się nią, a ta odwdzięczała mi się nieustannym irytowaniem Michaela. Odwrócił wzrok z powrotem na mnie, chwycił mój podbródek i nagryzł moją wargę. Zacisnęłam zęby czując ból. -Za, co to?- Wykrztusiłam, ocierając krew z wargi. - Nie wykorzystaj całego talentu aktorskiego w klubie, mam ochotę na zabawę, gdy już wrócimy-Jego dłonie wolno zaczęły wędrować po moim ciele, a usta muskały moją szyję. A więc słyszał moje słowa o grze! Zaczęłam wykręcać się z jego objęć, przypominając mu, że spóźnimy się na jakieś ważne przyjęcie. Jednak jego humor zdecydowanie nie był dobry, chwycił mnie mocno za włosy, ciągnąc moją głowę do tyłu, tak, że patrzyłam prosto w jego oczy. -Skarbie, zapomniałaś o swojej części umowy?- Jego głos był rozbawiony, a za razem złowrogi. - Nie zapomniałam, ale myślałam, że wolisz okoliczne burdele- szybko pożałowałam swoich słów, pociągnął mnie jeszcze mocniej za włosy tak, że do oczu napłynęły mi łzy, mimo których doskonale widziałam furię na jego twarzy. -Nie mądrze jest wyprowadzać mnie z równowagi-puścił mnie, odwracając się tyłem. Podniosłam ręce do głowy masując obolałą skórę. Michael nigdy mnie nie uderzył, nigdy też nie skrzywdził mnie w inny sposób, ale ostatnio, jego zachowanie wprawiało mnie w przerażenie i wściekłość za razem. Tym razem chciałam go przeprosić i iść już na tę głupią imprezę, ale zanim otworzyłam usta odwrócił się z powrotem patrząc na mnie obojętnie. -Cat inne kobiety powinny dać ci do myślenia, może powinienem zastanowić się nad zmianą dziwki, jest wiele chętnych, a ty jesteś taka niewdzięczna- miałam ochotę go uderzyć, ale doskonale wiedziałam, że to tylko sprawiłoby mu satysfakcję, zamiast tego uśmiechnęłam się słodko. Nasz układ od dwóch miesięcy wymyka się spod kontroli, głównie za sprawą jego zachowania. Sielanka minęła i poznałam jego prawdziwe oblicze, ale gdy niedawno chciałam się z nim rozstać, jego sposoby okazały się bardzo skuteczne i nie mam na myśli rozpieszczania, tylko zastraszanie. Wtedy zrozumiałam jak nasze „rozstanie” byłoby dla niego niekorzystne. Wszystkie jego interesy kręcą się wokół mnie, i te oficjalne, w których jestem już prawie jego narzeczoną, dziewczyną z którą chce założyć rodzinę i te lewe interesy w których jestem towarem. Oczywiście nie obrotowym towarem, nigdy nie mogłam spać z nikim innym niż on sam, też nigdy nie pozwoliłby na to nawet, jeśli mógłby na tym sporo zyskać jego stanowisko mogłoby ucierpieć. Nie mówiąc o dumie. Ja z kolei dzięki niemu stałam się jedną z najlepiej zarabiających modelek, dodatkowo w Londynie moja pozycja stała się bardzo wysoka. -Wychodzimy!-Rzucił do mnie czarną skórzaną kurteczkę i skierował się ku drzwiom. Wzięłam głęboki wdech, przejechałam usta szminką ukrywając ślad po ugryzieniu i wyszłam za nim. *** Kolejka przed klubem ciągnęła się na kilometr, ale na nas czekało specjalne wejście dla VIP-ów wyścielone czerwonym dywanem i ogrodzone złotą bramką, za którą stali paparazzi. Michael niczym król stąpał po dywanie, a ja z głową uniesioną do góry i uśmiechem wyższości, kroczyłam obok niego. Kilka razy zatrzymaliśmy się, aby kilku fotografów zdążyło zrobić nam zdjęcia na jutrzejsze okładki brukowców, przedstawiające bawiącą się elitę. Spojrzałam na budynek, do którego zmierzaliśmy, był niewysoki cały pomalowany na czarno, z złotymi zawijasami naznaczonymi na ścianie i złotym napisem „Imperium”. W świetle dziennym prezentował się pewnie, zwyczajnie, ale po zmroku, tonący w światłach lamp wyglądał zjawiskowo. Bramkarz stojący przy wejściu, wyglądał niczym Sylvester Stallon w „Rambo” tylko zamiast brudnego T-shirta miał na sobie garnitur. Przywitał nas z wyrazem twarzy prawdopodobnie mającym przypominać uśmiech i wprowadził do środka. Znaleźliśmy się na piętrze dla VIP-ów całym urządzonym w kolorach czerni i czerwienie, podłoga była przejrzysta, przez co dostrzegłam, iż pod nami jest sala dla zwykłych śmiertelników. Sądząc po elegancji klubu ci zwykli śmiertelnicy powinni być z klasy średniej, aby było ich stać na bilety wstępu. -To lustro weneckie- Michael szepnął mi do ucha- Nikt nie zobaczy, że nie założyłaś bielizny- na jego twarzy widziałam błysk zadowolenia. Znów był w dobrym humorze, nie zamierzając tego psuć, uśmiechnęłam się słodko, szepcząc do niego -Mam na sobie bieliznę, całkiem nową…wierzę, że później to sprawdzisz. -Chętnie zrobiłbym to już teraz, ale muszę nacieszyć się ich widokiem-wskazał na ludzi wokół nas. Większość osób znałam, byli to znani politycy lub ich dzieci, modelki, aktorzy, sportowcy czy też po prostu sławni i bogaci- nieprzyzwoicie bogaci. Wszyscy obecni na tym piętrze należeli do śmietanki towarzyskiej Londynu, mimo to na ich twarzach doskonale można było dostrzec zazdrość, zawiść, a nawet nienawiść w stosunku do nas. Skierowaliśmy do specjalnej loży na tyłach sali. Gdzie czekali na nas najbliżsi przyjaciele Michaela. Jego udawani najbliżsi przyjaciele, jako, iż Michael nie szczycił się długą listą prawdziwych przyjaciół. Przywitałam się z śliniącym się na mój widok mężczyzną w średnim wieku Johnem i jego żoną Rosie. John to polityk pracujący z Michaelem, jak sądzę pracują zarówno nad oficjalnymi sprawami jak i lewymi interesami. Kolejno siedział wymuskany Chuck z jego najnowszą zdobyczą Mirandą, Jennifer i Magnolia przyjaciółki Michaela- zawsze zastanawiało mnie jak bliskimi przyjaciółkami Michaela były, obje przyszły z ich modelami-chłopakami. Był też Tom jedyny prawdziwy przyjaciel Michaela, był w jego wieku i dużo o sobie wiedzieli. Między innymi o naszym układzie. Tom przyszedł sam, ale wiedziałam, że sam nie wyjdzie, zamiast monogamii, preferował szybkie numerki. Które nie raz mi proponował. Michael objął mnie ramieniem, nie pozwalając mi usiąść. Jego twarz, aż błyszczała z zachwytu, -Kochanie-zwrócił się do mnie- Witaj w twoim klubie!- Pocałował mnie w usta nie pozwalając mi okazać zbyt wielu emocji. W tym momencie byłam mu wdzięczna, ponieważ moja twarz wyrażała zaskoczenie, ale nie to radosne, z zbyt szerokim uśmiechem i oczami błyszczącymi jak po wypiciu beczki whisky, ale to zaskoczenie z brakiem tchu, zdezorientowaniem wypisanym na twarzy z idiotycznie rozwartymi ustami. Kilka razy przetłumaczyłam jego słowa w głowie, zastanawiając się czy, aby na pewno dobrze zrozumiałam. -Mój klub?-Wykrztusiłam, gdy wreszcie wyciągnął język z moich ust. -Tak, kupiłem ci klub!-Pogłaskał mnie po policzku, grając kochanego chłopaka, ale jego wzrok przesłał mi ostrzegawczą wiadomość. Nie ciężko było mi ją odebrać, miałam grać zadowoloną, a wręcz zachwyconą jego dobrocią. Jennifer i Magnolia piszczące podbiegły do mnie, wieszając mi się na szyi i gratulując. Tym razem wdzięczna byłam im, miałam chodziarz chwilę, aby zresetować mózg i emocje po czym zacząć grać na czysto. W końcu przywołałam na twarz ten nieszczery uśmiech i zaczęłam udawać radośnie stukniętą i zaskoczoną przyjmując jednocześnie gratulacje od reszty. Po trwającym całe wieki przedstawieniu, wszyscy usiedli wpatrując się we mnie jak hieny w kawałek mięsa. Odwróciłam się do Michaela chwytając go za dłoń. -Kochanie dziękuję ci za tak cudowny prezent, to tak… niespodziewane, że nie wiem, co więcej powiedzieć, jesteś…- zawahałam się - cudowny. Zawiesiłam mu ręce na szyi i przytuliłam mocno, odwracając tym samym twarz od reszty. Wzięłam głęboki wdech zrzucając z twarzy fałszywą maskę. Zdezorientowanie mieszało mi w głowie wiedziałam, że każdy prezent podarowany mi przez Michaela był na jego korzyść. Zajęło mi kilka sekund, aby zrozumieć jego obecne powody. Własny klub równa się koniec pracy modelki, czyli koniec tej części układu, której nienawidził. Niejednokrotnie namawiał mnie do rzucenia modelingu, ale było to jedne z niewielu spraw, nad którymi nie miał całkowitej kontroli, mimo iż wiedziałam doskonale, że nie raz za moimi plecami wybierał kontrakty, w których mogłam brać udział, puszczał za mną swoich ludzi niby w celu ochrony, ale jego intencje były wiadome-pokazanie władzy. Teraz pewnie nie minie kilka dni, a każe mi zrezygnować. Przełknęłam gorzką ślinę, klnąc bezgłośnie. Uniosłam głowę i dostrzegłam chłopaka przyglądającego mi się pusto. Po stroju szybko zrozumiałam, iż to jeden z kelnerów. Przywołałam na twarz maskę, będąc pewna, że zdążył zobaczyć mnie bez niej Posłałam mu delikatny uśmiech i odwróciłam się do reszty. Cholera nie mogę się wyprowadzać z równowagi tacy ludzie najchętniej wymyślają ciekawe historie i donoszą do gazet czy robią zdjęcia z ukrycia i publikują je w sieci. -Wznieśmy toast-Michael zadowolony z siebie, podał mi kieliszek szampana - Aby Cat nie zniszczyła tego klubu w przeciągu miesiąca!- Roześmiał się jakby były to najzabawniejsze słowa, jakie udało mu się wypowiedzieć i stuknął mnie kieliszkiem reszta zawtórowała mu. -Kocham cię- słowa Michaela niby wyszeptane niosły się echem dochodząc do wszystkich. Przechyliłam głowę wpatrując się w złoto czerwoną ścianę za nim. -Ja ciebie też- starałam się brzmieć przekonująco, ale słyszałam w swoim głosie fałsz. *** Przez kilka godzin siedziała w loży starając się udawać zainteresowaną pustą rozmową Jennifer i Magnolii, śmiałam się z obleśnych żartów Johna, gawędziłam z Rosi o pielęgnowaniu domu, unikałam Chucka liżącego się z jego nową zdobyczą, zachwycałam się Michaelem i ignorowałam pożądliwe spojrzenie Toma. Co jakiś czas w naszej loży pojawiał się ktoś nowy, ale Michael większość dawał odczuć, że ich miejsce jest gdzie indziej. Więc jak szybko się pojawiali tak szybko znikali. Z ja z kolejnym wypitym drinkiem miałam dość, wpatrywałam się pusto w salę pod nami, obserwując bawiących się ludzi, a moje ciało, podbuzowane przez alkohol, aż skręcało, aby dołączyć do nich. Ale Michael nie tańczył, uważał, że taniec to zabawa dla niskiego szczebla społeczeństwa, chodź w rzeczywistości chodziło oto, że nie potrafił tańczyć, a co z tym idzie mnie samej też nie pozwalał chyba, że było to dobra dla jego „spraw”. Przyglądałam mu się z daremną nadzieją, w końcu zrezygnowana postanowiłam się przejść po lokalu. -Dokąd idziesz?-Michael chwycił moją dłoń, gdy tylko zaczęłam się podnosić. Jego refleks był zadziwiająco dobry, mimo, iż wypił sporo i po każdej wizycie w toalecie był mniej przytomny, domyślałam się, że to za sprawą dobrego towaru, który po drodze gdzieś wciągał. -Do toalety- rzuciłam, chwycił mnie mocniej unosząc brwi-Chcesz iść ze mną?- Posłałam mu wyzywające spojrzenie. -Wiesz, że tak-puścił mnie - Ale jestem zajęty. Przez słowo zajęty rozumiał spoglądanie na półnagie laski wijące się pod nim na sali niżej. Wyszłam biorąc głęboki wdech. Przeszłam bokiem parkietu kierując się do łazienki, zatrzymując się, co jakiś czas, aby porozmawiać z kimś mniej lub bardziej ważnym. Mijając schody na parter, poczułam ukłucie zazdrości, więc wróciłam się i zeszłam na dół. Kolejka w toalecie zdawała się ciągnąć w nieskończoność, ale nikt nie zdawał się narzekać. Stanęłam za jedną z dziewczyn przypatrując się reszcie. Większość z nich miała nieproporcjonalne figury, brzydką cerę, zniszczone włosy i ubrania z lumpeksu, a większość z nich rzucała mi zawistne spojrzenia. Ale to ja byłam najbardziej zazdrosną osobą w tym otoczeniu, zazdrościłam im czegoś, co oficjalnie miałam, ale w rzeczywistości rezygnowałam z tego podpisując rok temu cyrograf z samym szatanem. Chciałam wolności! - Jestem Anna- niska blondynka wyciągnęła do mnie dłoń. Uśmiechnęłam się lekko podając jej dłoń. -Cat- dziewczyna mocno potrząsnęła moją ręką. -Masz piękną sukienkę-uśmiechnęła się przyjaźnie. Chciałam odpowiedzieć jej komplementem, ale spoglądając na jej czarny tani materiał mający przypominać sukienkę odpuściłam. -Dziękuję-odwróciłam się, nie mając ochoty na rozmowę z nią. Ale dziewczyna stanęła przed mną, niezrażona. -Jestem tu z chłopakiem, narzeczonym- podkreśliła ostatnie słowo wyraźnie się chwaląc. Pewnie niedawno się zaręczyli, co sprawiło jej ogromną radość. Można to było wyczytać z jej twarzy. Łatwo też można było wyczytać, że jest wyraźnie podpita jej oczy błyszczały, słowa wypadały z ust zbyt szybko, a ruchy miała jakby lekko spowolnione i ociężałe. Może nie wypiła więcej niż ja, ale ja sama miałam dosyć mocną głowę. -Ty masz chłopaka?-Oparła się o ścianę, chcąc złapać równowagę. -Tak-Westchnęłam w duchu widząc, że nie zamierza zakończyć rozmowy. -Długo jesteście razem?…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Cumba
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…