Ukraina. Ćwiczenie w czasie teraźniejszym.
Opowieść o wizytach na Ukrainie i historii rodzinnej
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Ukraina. Ćwiczenie w czasie teraźniejszym.
Rok był 1978. Mam jedenaście lat. Jedziemy na wakacje do Bułgarii przez Związek Radziecki. W ciągu jednego dnia jazdy z Wrocławia docieramy do Lwowa. Okazuje się, że w mieście nie ma gdzie spać, śpimy w samochodzie pod miastem, na jakimś polu, pomiędzy innymi samochodami z Polski udającymi się w tym samym kierunku. Jest koniec lipca. Pamiętam upalny dzień we Lwowie, dworzec kolejowy, pomnik Lenina przed teatrem. Miasto cuchnie, nie wiem czy od upału czy generalnie cuchnie. Pijemy wodę sodową z jakimś przesłodzonym sokiem ze szklanki na łańcuchu, którą się obmywa pod kranem, dla następnego klienta, a dookoła latają osy. Boję się ich. Wyjeżdżamy ze Lwowa, a gdy tylko zatrzymujemy się gdziekolwiek natychmiast pojawia się chmara dzieci, dla których mamy przygotowaną gumę „balonową”. Rozdaję gumę przez okno Fiata 125p. Ktoś chce kupić jeansy mojego brata.
W jakimś momencie z trasy do Rumunii mój ojciec skręca w lewo, na wschód. Nie wiem, czy ma pozwolenie. Może jest to taki nielegalny wyskok na jedną noc. Nie wiem, kiedy był tam ostatnim razem. Może w 1947 roku, gdy miał 16 lat? Dojeżdżamy do Hadyńkowiec. Samochód chowamy w stodole. Nie wolno nam wychodzić z domu. Boją się, że ktoś nas zabije. Jest siostra taty Gienia, staruszka i jedna z jej córek, Ola. Nie pamiętam innych osób. Wieczorem jesteśmy na cmentarzu. Grób mojego dziadka Karola, zmarł w 1940 roku.
Następnego dnia już jesteśmy w drodze. Jest ogromna kolejka na rumuńskiej granicy, czekamy całymi godzinami. Rumuni mówią, że na Ukrainie jest zaraza i rekwirują całe nasze jedzenie, włącznie z konserwami z Polski. Dzielą się tymi łupami na naszych oczach. W Bułgarii 6 sierpnia biją wszędzie dzwony, umiera właśnie papież Paweł VI.
Lata osiemdziesiąte. Jestem nastolatkiem. Dopytuję się. Dziadek służył w austriackiej armii, w czasie Pierwszej Wojny walczył na Bałkanach. A kim był mój pradziadek? „Ożenił się z chłopką i wyrzucono go z domu”. Fascynuje mnie ta historia. Młodzi zakochani cierpiący za swą milość. Dlaczego siostra taty Gienia nie wyjechała z Ukrainy na Dolny Śląsk? „Bo miała męża Ukraińca”. Tato opowiada o UPA. Ukrywanie się w nocy w lesie, ukrywanie się w szuwarach w jeziorze. Zabity wujek Józek znaleziony na podłodze w domu. Tato nie cierpi Ukraińców. Wspomina też wujenkę Stefę wywiezioną przez Sowietów na Syberię. Tato jest w tej rodzinie najmłodszy. W 1945 jego brat Antoni, przedtem w KOP, jest w Pierwszej Armii Wojska Polskiego może już pod Berlinem. Potem jeszcze wraca do domu. Zabierze brata i matkę na Ziemie Odzyskane.
Lato. Rok 1987. Mam dwadzieścia lat. Jestem właśnie po mojej pierwszej wyprawie na Zachód. Frankfurt nad Menem to bogate, piękne, czyste, nowoczesne miasto. A teraz jedziemy z rodzicami do Winnicy na Ukrainie. Tu mieszka druga córka Gieni, Maria. Mieszkają w bloku. Jej mąż jest artystą rzeźbiarzem, ale wolno mu tylko rzeźbić figury i posągi Lenina dla fabryk i kołchozów. Jako student rzeźbił figurki Stalina, są schowane w szufladzie. Ma świetną kolekcję płyt gramofonowych z muzyką klasyczną. Ich syn, Sasza, student, rzadko bywa w domu. W sklepach w Winnicy jest ciemno, nie ma elektryczności, na półkach brudne orzeszki ziemne, herbata, ocet, jakieś karłowate jabłka z robakami. Żeby nas wyżywić ktoś z rodziny musi cały czas gdzieś stać w kolejce. Może właśnie Sasza? Przy stole dyskutują wojnę w Afganistanie. Dzień za dniem cmentarz w mieście wypełnia się świeżymi grobami młodych żołnierzy. Spacer na Południowym Bugiem. W drodze powrotnej, po przekroczeniu granicy w Medyce uderza nas morze światła. W Polsce elektryczność działa.
Jest rok 2017. Mam czterdzieści lat. Nie żyją rodzice. Od lat mieszkam w USA. Jadę pociągiem z Przemyśla do Lwowa. Nie ma już pomnika Lenina przed teatrem. Miasto jest pełne historii, ale duchem młode. Wszystko jest „super trendy”. Na ulicach pełno przystojnych młodych ludzi. Kościoły. Rynek. Wizyta na Łyczakowskim, Maria Konopnicka, groby żołnierzy. Pełno turystów z Polski. Wynajmuję samochód z kierowcą. Starszy pan Jerzy. Zabiera mnie do Hadyńkowiec. Po drodze zatrzymujemy się przy zamku w Trembowli, którą obroniła przed Turkami pani Chrzanowska. W Hadyńkowcach czeka na mnie cały komitet. Gienia już dawno nie żyje. Jest jej córka Ola z mężem Stepanem i ich synami, Tarasem i Andrijem. Stół zastawiony po brzegi sałatkami i kanapkami. Ola, moja kuzynka, jest moim przewodnikiem. Mówi po polsku, nauczyła się od swojej mamy. Odwiedzamy cmentarz z grobem dziadka i Gieni. „Gienia ma we wsi opinię świętej, po wojnie pomagała wszystkim, a szczególnie tym nowoprzybyłym, których wyrzucono z Polski na Ukrainę". To kompletna nowość dla mnie. Rzeczywiście, ta „wymiana ludności” była w obie strony. Po drodze Ola pokazuje dom, w którym mieszkali moi dziadkowie. Z domu widać…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Arseniusz123
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…