Ula
opowiadanie
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Nie mam swojego życia. Teraz jestem już tylko nią. Nie umiem już czuć po swojemu ani po swojemu myśleć. Teraz już nie potrafię być sobą. Tak bardzo starałam się ją zrozumieć, zrozumieć jej lęki, zrozumieć, dlaczego tak cierpi. Jestem przesiąknięta jej życiem do głębi. Jednak nie było tak zawsze. Kiedyś było zupełnie inaczej. Żyłyśmy sobie spokojnie obok siebie. To znaczy ja spokojnie, ona nie do końca. Ale w każdym razie żyłyśmy na pewno obok siebie, nie miałyśmy na siebie dużego wpływu. Ja miałam swoje życie i ona swoje. Żyłyśmy z dala od siebie. Ja nie mieszałam się w jej sprawy ani ona w moje. I tak było dobrze, taki układ odpowiadał nam obydwu. Nie do końca rozumiałyśmy się nawzajem, ale tolerowałyśmy się i nie zawadzałyśmy sobie. Zresztą byłyśmy zupełnie inne. Ona była silna, energiczna, spontaniczna i zawsze uparcie dążyła do celu, wiedziała, czego chce . Znała swoje wady, ale także wierzyła w siebie i - znając swoje mocne strony - umiała je wykorzystać najlepiej, jak się dało. Porażki traktowała jako naukę na przyszłość, starała się nie popełniać ponownie tych samych błędów. Była ogromną indywidualistką i nieprzewidywalnym wulkanem. Jakkolwiek by na nią nie patrzeć, można było powiedzieć, że ona sobie w życiu radzi. Ja byłam zupełnie inna. Nie oznacza to wcale, że byłam jakąś zakompleksioną szarą myszką, jednak zupełnie inaczej podchodziłam do życia. Choć młodsza - byłam bardziej rozważna i opanowana. I chyba także w oczach rodziców to ja uchodziłam zawsze za grzeczną córeczkę, uczącą się pilnie i wykonującą starannie wszystkie swoje obowiązki, a ją uznawano za nieokiełznane diablątko. I teraz nadal ja jestem tą, na której zawsze można polegać i która nigdy nie zawiedzie. Jednak ona nie jest już tą samą żywiołową, beztroską nastolatką. Ale dlaczego i kiedy to się stało, na te pytania nie znam odpowiedzi. Zresztą liczni specjaliści, którzy z nią rozmawiali, nie potrafią jasno ani konkretnie odpowiedzieć, co tak naprawdę działo się z moją siostrą. Nie było chyba takiego momentu, od którego wszystko zaczęło się psuć. Albo może i był, ale ja nie potrafiłam tego uchwycić, przeoczyłam ważną chwilę, w której moja siostra mnie potrzebowała. Może gdybym wtedy zorientowała się, że coś jest nie tak, gdybym wtedy jej pomogła, dzisiaj wszystko byłoby inaczej. Może Ula wtedy na mnie liczyła, próbowała jakoś do mnie dotrzeć, ale ja byłam głucha na wszystko wokół, zawiodłam ją. Nie dostrzegałam nic niepokojącego, dla mnie wszystko było wciąż takie samo, aż do pewnego dnia, a właściwie nocy. Mieszkałyśmy w jednym pokoju. W środku nocy obudził mnie jakiś dźwięk. Gdy otworzyłam oczy, spojrzałam na łóżko Uli. Było zupełnie ciemno i nie widziałam nic oprócz zarysu jej postaci. Wstałam i podeszłam do jej łóżka. Leżała w rozrzuconej pościeli, rzucała się przez sen i mówiła coś. Usiadłam na brzegu jej łóżka i pochyliłam się nad nią, żeby usłyszeć co mówi. Trzęsła się cała i oddychała ciężko. Dotknęłam jej czoła, było strasznie gorące. Cały czas coś mówiła, raz szeptała, a raz prawie krzyczała, jednak nie mogłam zrozumieć jej słów. Spróbowałam ją obudzić, potrząsnęłam lekko jej ręką. - Ula, Ulka, zbudź się, to tylko sen. Nagle coś zawołała i gwałtownie usiadła wyprostowana. - Ula, spokojnie, to tylko ja. Wszystko jest w porządku, miałaś zły sen. Wpatrywała się we mnie przerażonym wzrokiem. Nadal oddychała ciężko i głośno. Wciąż się trzęsła. - To ty? Jak dobrze. To tylko ty... – wyszeptała. - Tak, to tylko ja, nikogo innego tu nie ma. Była już jakby spokojniejsza. Oddychała trochę lżej. Wciąż była jednak roztrzęsiona. - Co ci się śniło? – zapytałam. - Co mi się śniło? – nagle znów stała się zdenerwowana, jakbym na nowo przypomniała jej o okropnym śnie. - Ach, nic takiego, nieważne. To był tylko zły sen. Wyraźnie unikała mojego wzroku, jakby bała się, że odczytam treść koszmaru z jej oczu. Przyśniło się jej chyba coś, co wolała ukryć, bała się tego, a może po prostu nie chciała już o tym myśleć. Nie miałam zamiaru wyciągać z niej zwierzeń, w dodatku zrobiło mi się zimno i poczułam się senna. Był w końcu środek nocy. Uścisnęłam mocniej jej rękę i powiedziałam: - W porządku, Ulka, śpijmy już. Jutro pogadamy. - Mhm – mruknęła i położyła się na łóżku twarzą do ściany. Położyłam się, ale sen jakoś nie przychodził. Słyszałam, że Ula także nie śpi, oddychała niespokojnie, wzdychała co jakiś czas i kręciła się w łóżku. Nie wiem, jak długo nie mogła zasnąć, bo usnęłam po kilku minutach. Nazajutrz jednak nie porozmawiałyśmy. Kiedy się obudziłam, Uli już nie było. Zawsze wstawała bladym świtem, codziennie przed lekcjami i także po miała jakieś zajęcia dodatkowe: basen, tenis, jazdę konną czy też jakieś kółka zainteresowań. Była szalenie aktywna, nie przepuściła żadnej okazji poznania nowych ludzi albo przeżycia czegoś ciekawego. Tego dnia rano już jej nie widziałam, po południu miała jeszcze wizytę u dentysty, wróciła późnym wieczorem. Nastrój miała pogodny, opowiadała ze śmiechem o nowym chłopaku. Wydawała się taka jak zwykle, jednak wyczułam w jej zachowaniu jakiś dziwny niepokój. Nie rozmawiałyśmy już więcej o ubiegłej nocy. Następnych kilka dni minęło zwyczajnie, tak jak zwykle. Moja siostra nie miała koszmarów, a przynajmniej ja o niczym nie wiedziałam. Ale stopniowo Ula stawała się jakby nieobecna. Coraz więcej przybywała w domu, przestała chodzić na zajęcia dodatkowe, od razu po lekcjach wracała do domu, nie wychodziła, jeśli nie musiała. Przestała się uśmiechać, nie opowiadała już wesoło o swoich przyjaciołach, nie wiem, czy w ogóle jeszcze ich miała. Zachowywała się, jakby wszystko przestało ją interesować. Potrafiła całymi dniami leżeć na łóżku i tępo wpatrywać się przed siebie. Nasi rodzice nie byli zaniepokojeni tą zmianą. Zresztą tata rzadko bywał w domu, był stale w rozjazdach służbowych. A mama? Mama nawet cieszyła się, że Ulka „wydoroślała”. Powiedziała mi kiedyś, że jest bardzo zadowolona, że moja starsza siostra wreszcie zachowuje się jak przystało na siedemnastolatkę, jest poważniejsza, bardziej zrównoważona, nie biega już z koleżankami i kolegami, lecz więcej przebywa w domu, uczy się. I nie mam do niej pretensji, że tak myślała. Ula rzeczywiście sprawiała takie wrażenie. Rzeczywiście siedziała dużo przy biurku nad książką i kiedy mama wchodziła, wyglądało na to, że się uczy. Jednak ja wiedziałam, że ona wcale nie czyta, tylko całymi godzinami patrzy bezmyślnie przez okno. Na początku tylko czasem zamyślała się przy odrabianiu lekcji, ale potem siadała specjalnie przy biurku, by wpatrywać się w okno. Nie wiem, co ona tam widziała, z okna widać było tylko stare garaże, a ona patrzyła przez wiele godzin, jakby oglądała dobry film... Często też siedziała na łóżku i darła puste kartki. Odrywała malutkie kawałeczki. Potrafiła w ten sposób podrzeć kilkadziesiąt kartek w ciągu jednego dnia. Zresztą nie dziwię się mamie, że nie zauważyła tak szybko jak ja zmian w zachowaniu Uli. To wszystko działo się stopniowo, w ciągu kilku miesięcy. Nie miałam pojęcia, co dzieje się z moją siostrą. Nie wiedziałam, co zrobić, myślałam o tym, by powiedzieć mamie, z drugiej strony jednak nie chciałam jej martwić, jeśli nie było to konieczne. Najpierw postanowiłam porozmawiać z Ulą. Któregoś wieczoru usiadłam obok niej na łóżku. Jak zwykle siedziała sobie i darła kartkę. Obok niej leżał stosik drobnych kawałeczków papieru. Nie zwróciła na mnie najmniejszej uwagi, tak była pochłonięta swym zajęciem. Postanowiłam być delikatna. - Przeszkadzam ci? – zapytałam. - Nie - odpowiedziała, nawet na mnie nie patrząc. - Chciałam z tobą chwilę porozmawiać. - Słucham. - Czy możesz na chwilę przerwać to... - zawahałam się, jak nazwać to co robiła – ...to darcie papieru? Westchnęła głęboko i trochę ostentacyjnie, ale spojrzała na mnie wreszcie. W jej spojrzeniu była taka pretensja, jakbym przeszkodziła jej w czymś naprawdę bardzo ważnym. - To o co chodzi? – zapytała. - O ciebie. - Możesz trochę jaśniej? - Chodzi mi o twoje zachowanie. Nie odpowiedziała. - Przecież widzę, że coś jest nie tak. Co się z tobą dzieje? Nadal milczała, nie patrząc mi w oczy. - Proszę, powiedz, o co chodzi! - Chyba niepotrzebnie podniosłam głos. Jednak nie wiedziałam już, jak mam do niej dotrzeć. Zacisnęła usta, wciąż uparcie milcząc. - Ula... – zaczęłam znowu. - Daj mi święty spokój – przerwała mi, gwałtownie wstając. – Wszystko jest w porządku! Odczep się wreszcie ode mnie! Przestań za mną łazić i patrzeć na każdy mój krok. Nie dosyć, że oni to robią, to jeszcze ty musisz! Ostatnie zdanie wykrzyczała już na cały głos. Z jej oczu popłynęły łzy, szloch nie pozwalał jej już nic więcej powiedzieć. Usiadła z powrotem na łóżku i zakryła twarz dłońmi, łkając głośno. - Ulka, ja się tylko o ciebie naprawdę martwię. Tylko tyle – powiedziałam cicho. Podniosła na mnie zapłakane oczy, popatrzyła i wybiegła z pokoju, trzaskając drzwiami. Siedziałam zupełnie zaskoczona. Nie byłam w stanie się poruszyć. Dlaczego zareagowała tak gwałtownie i kogo miała na myśli, mówiąc, że mam za nią nie łazić tak samo jak „oni”? Patrzyła takim dziwnym wzrokiem. Najpierw jakby z nadzieją, że chcę jej pomóc, a potem z lękiem, jakąś nieufnością, podejrzliwością. Zdałam sobie sprawę, że patrzyła na mnie jak na wroga. A przecież chciałam tylko jej dobra. Potem Ula już w ogóle ze mną nie rozmawiała. Zachowywała się, jakbym jej zagrażała. Stała się przewrażliwiona, ostrożna, nerwowa. Z czasem było jeszcze gorzej. Nie potrafiła usiedzieć spokojnie w miejscu. Raz siadała na łóżku, raz na krześle, po chwili znowu się kładła. Jakby coś nie pozwalało jej pozostać przez dłuższy moment w jednym miejscu. Widać było, że cały czas odczuwa jakiś dziwny niepokój. Często już tylko chodziła tam i z powrotem po pokoju, od drzwi do okna, przez które wyglądała niespokojnie. Później nie siadała już wcale przed oknem, wręcz panicznie zaczęła unikać tego miejsca. Bała się tam siadać, a nawet wyglądać przez okno. Czasem tylko, kiedy było już zupełnie ciemno, skradała się i przerażona zerkała ukradkiem zza firanki. Stała się w ogóle strasznie podejrzliwa i zachowywała się bardzo dziwnie. Nie zostawiała żadnych swoich przedmiotów nigdzie na wierzchu, wszystko, co do niej należało, było schowane w szafkach i szufladach. Nic, nawet przez chwilę, nie leżało ani na półkach, ani na łóżku. Kilka razy dziennie przeglądała wszystkie swoje rzeczy, jakby je przeszukiwała, sprawdzała, czy wszystko jest na miejscu, czy nic nie zginęło. Wyraźnie unikała też kontaktu wzrokowego, nikomu nie patrzyła w oczy, nawet przez sekundę. Nikomu nie pozwalała się dotknąć, trzymała się od wszystkich z daleka, o te choćby kilkanaście centymetrów. Zauważyłam też, że nie dotyka niczego, co białe i czerwone. Nie jadła takich potraw i nie nosiła ubrań w tych kolorach. Postanowiłam wreszcie, że muszę coś zrobić, tak być nie może. Przecież to moja siostra, nie mogę bezczynnie patrzeć, jak ona się męczy. Postanowiłam, że porozmawiam z nią ponownie, czy tego chce, czy nie. W końcu i mama zauważyła, że coś jest nie w porządku. Ale ona widziała tylko takie rzeczy, które były jakby skutkiem wszystkich tych zmian. Zapytała moją siostrę, dlaczego wszystkie półki są puste, bo to okropnie wygląda. Albo kiedyś gdy poprosiła ją, by powiesiła pranie, Ula odmówiła, nie podając powodu. Mama zrobiła jej awanturę, że jest leniwa, ale ja wiedziałam, że Ula po prostu nie jest w stanie tego zrobić, bo boi się dotknąć białych i czerwonych ubrań. Mama nie dostrzegała tego, co naprawdę istotne, a może po prostu bała się przyjąć to do wiadomości. Wybrałam dzień, w którym miałyśmy być w domu z same. Tata był jak zwykle na wyjeździe służbowym, a mama także musiała wyjechać na dwa dni. Rodzice rzadko zostawiali nas same na noc, ale teraz nie mieli wyjścia. Zaraz po lekcjach wróciłam do domu. Przygotowałam obiad i czekałam długo. Jednak Ula nie przychodziła. Byłam pewna, że przyjdzie jak zwykle tuż po lekcjach. Zawsze wracała od razu do domu, nie chodziła już na żadne zajęcia dodatkowe, z koleżankami też nigdy się nie spotykała. Jednak teraz nie przychodziła. Zrobiło się już prawie ciemno, niepokoiłam się coraz bardziej. Przyszło mi do głowy, żeby wyjść Uli naprzeciw, jednak nie spotkałam jej. Wróciłam do domu i dzwoniłam do wszystkich jej znajomych, ale wszyscy odpowiadali ze zdziwieniem, że Ula nie była u nich od wieków. Wpadłam w zupełną panikę, wiedziałam, że muszę ją znaleźć. Czułam, że stało się lub dopiero stanie się coś złego. Szukałam jej bardzo długo, byłam wszędzie, gdzie Ula kiedyś często przebywała, jednak nie znalazłam jej. Zrezygnowana wracałam domu przez park. Kiedy byłyśmy małe, przychodziłyśmy tu często z rodzicami. Biegałyśmy między drzewami, śmiałyśmy się, goniąc się wesoło. Byłyśmy wtedy sobie naprawdę bliskie. Teraz tamte czasy wydają się tak odległe. Byłam wtedy naprawdę szczęśliwa, zresztą Ula również. Dlaczego teraz nie może być tak dobrze?? Moje rozmyślania przerwały jakieś podniesione głosy. Gdy spojrzałam w stronę, z której dochodziły, zobaczyłam tylko krzaki i za nimi jakieś niewyraźne ludzkie postacie... Podeszłam bliżej. Stała tam staruszka i mężczyzna w średnim wieku. Zdenerwowana kobieta pochylała się nad jasnowłosą dziewczyną skuloną pod drzewem. To była Ula! Podbiegłam do niej natychmiast. - Ula! – zawołałam. – Szukałam cię przez cały dzień! Jednak ona siedziała całkiem nieruchomo, patrzyła gdzieś przed siebie, jej twarz miała obojętny wyraz. - Znasz tą dziewczynę? – staruszka zwróciła się do mnie. – Siedzi tak od dłuższego czasu, nie odpowiada na pytania i nie daje znaku życia. Nic zupełnie do niej nie dociera. Wystraszyłam się, że coś się jej stało, czy ona jest na coś chora? Nie miałam czasu uspokajać zdenerwowanej starszej pani, choć zarzuciła mnie potokiem słów. - Dziękuję pani bardzo – chciałam, aby zostawili nas już w spokoju. – Mojej siostrze nic nie jest. Naprawdę, mogą już państwo spokojnie iść. Po chwili wahania oddalili się. Usiadłam bezsilnie obok Uli pod drzewem. Twarz ukryłam w dłoniach i wciągnęłam głęboko powietrze. Potrzebowałam chwili, aby się uspokoić. Gdy ponownie spojrzałam na Ulę, nadal siedziała nieruchomo z kolanami pod brodą. - Szukałam cię – powiedziałam cicho. – Dzwoniłam do wszystkich twoich przyjaciół, byłam w twojej szkole, potem we wszystkich restauracjach, barach i dyskotekach, jakie tylko przyszły mi do głowy. Ale pewnie cię to nie obchodzi. Milczała. Miałam już dosyć. Naprawdę starałam się jej pomóc. Potrząsnęłam nią. Nie zareagowała. - Ula, odezwij się! Co się z tobą dzieje? – krzyknęłam. Ona nadal była niewzruszona. Nie miałam pojęcia, co robić i co powiedzieć. Siedziałam więc obok niej i nie mówiłam nic. Nie wiem, jak długo siedziałyśmy tak bez słowa, w zupełnej ciszy. Może było to kilkanaście minut, a może dłużej niż godzinę. Zrobiło mi się zimno i zamierzałam właśnie wstać i iść do domu niezależnie od tego, co ona zrobi, ale wtedy Ula odezwała się. - Przepraszam – szepnęła. Spojrzałam na nią zdziwiona. - Ale, Ula, za co? Wciąż siedziała zupełnie nieruchomo. Poruszała tylko gałkami ocznymi. - Za to wszystko, za to,…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil mimmi
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…