Ulewa II
Rozdział II "Najgorszy jest lęk przed czymś, czego nie można nazwać." Janusz L. Wiśniewski
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
{b}Rozdział drugi{/b} Monty nienawidził deszczu tak samo, jak śniegu i samochodów. I zimna. Boże, jak on nienawidził zimna. W ogóle był, hm, jest dość wybrednym młodym mężczyzną. Przystojnym, aczkolwiek tylko dla niektórych kobiet. Miał, ma 32 lata i uważa się za człowieka sukcesu. Nie skończył żadnych studiów, ale, jak utrzymuje, nie miał możliwości. Uczył się sam, wieczorami w "zawszonej" kawalerce, którą wynajmował za marne pieniądze. Uczył się wieczorami, gdyż całe dnie spędzał w McDonald'zie harując jak wół przy frytkach i burgerach. Po pracy, która ledwie starczała mu na życie zawsze zachodził do osiedlowej biblioteki i czytał.. Książki zastępowały mu wędrówki po barach, które stanowiły sens życia dla reszty ludzi w jego wieku. Zaczynał od Kinga i Cooka, potem zmienił na Goodkinda i Lumleya po to, aby na końcu wchłonąć całą światową klasykę. Nigdy nie było mu mało, czytał wszystko, co mu się nawinęło pod rękę. Szybko przeniósł się z osiedlowej biblioteki do miejskiej. Zdobył parę nagród jako najlepszy czytelnik – album o Liverpoolu, puchar i piękne wydanie trylogii Tolkiena. Szybko stał się sławny i założył własną – Szkołę czytania — w której zarażał swoją pasją ludzi starych, młodych i dzieci. Zaczął zarabiać całkiem spore pieniądze, szybko wyniósł się z kawalerki (jeśli 7 lat to szybko) i wynajął przyzwoite mieszkanie na przyzwoitej dzielnicy. Rzucił McDonalda poprzysięgając sobie nigdy więcej nie jeść fast foodów i dalej czytał. Jego interes przyniósł niespodziewany dochód - w dzisiejszych czasach naprawdę niewielu ludzi czyta książki, ale dostrzegają ich wartość. Nikt nie ma czasu na takie przyjemności, ale owi zabiegani pracownicy pragną innego życia dla swoich pociech, które za ciężko zarobione pieniądze swoich rodziców uczą się miłości do literatury. Monty miał instynkt i zawsze dobierał swoim klientom książki odpowiadające ich zainteresowaniom, po które oni nigdy sami by nie sięgnęli. Najpierw rozmawiał z nimi, a potem polecał im książki ze swojego zbioru ("księgada"). Ktoś by powiedział, że byłby dobrym psychologiem, ale to tylko tysiące przeczytanych książek pozwalały mu podejmować trafne decyzje. Miał, o czym nie wiedział, fenomenalną pamięć i w jego głowie wciąż żyło każde przeczytane w życiu słowo.
W swoim nowym, dwupokojowym mieszkaniu Monty żył razem z Leonem – swoim szczurem. Leon miał 5 lat i był oswojony – spał ze swoim panem na łóżku, jadł z nim na stole. A przede wszystkim pomagał mu w pracy. Dzięki niemu napięcie między Montym a nowym klientem szybko malało – zobaczywszy czarnego, ogromnego szczura goście Montego szybko zapominali, jak mało znają się z Montym i albo błagali o schowanie zwierzęcia albo o zabawę z nim. To pomagało przełamywać lody. Monty oczywiście nigdy nie chował Leona – jedynie wydawał komendę: idź sobie na razie i szczur z niezadowolonym (można by przysiąc) wyrazem pyska wracał na balkon – jego ulubione miejsce odpoczynku. Leon był podarunkiem dla Montego od jego ostatniej dziewczyny – Marty, która dała go mu jakiś miesiąc przed tym, jak z nim zerwała. Ale Leona nie oddał. Zdążył go nawet pokochać. Gryzoń był już stary, zbyt stary jak na szczura. W zasadzie to znajoma weterynarz przysięgała Montemu, że nie dożyje on 3 lat. Monty wiele razy zastanawiał się, czy podarunek ten był tylko miłym gestem ( w stylu - pamiętaj o mnie?), czy też dawczyni zdawała sobie sprawę (w stylu - z premedytacją), że szczur niekoniecznie był jego wymarzonym pupilem.
Teraz leżał na kanapie z najnowszym wydaniem „Nigdziebądzia” Neila Gaimana, prawą ręką drapał po głowie Leona, a lewą przewracał strony raz po raz sięgając ręką na dół gdzie, na drewnianych panelach stał jego ulubiony drink. Tak, więc w zaciszu swojego mieszkania, na parterze małego bloku na Noris Greek, nowoczesnej dzielnicy willowej Liverpoolu leży mężczyzna. Jest późna jesień, za oknem pada deszcz. Pada tak już od 2 tygodni, rzeka Mersey grozi wylaniem. Ale w tym momencie Montego zupełnie to nie obchodzi. Jest w swoim żywiole. Chociaż na dworze jest ciemno, zimno i na dodatek mokro, dziś jest niedziela i Monty od rana czyta. Wstał późno, koło…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Hedban
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…