Upadek - Ysteriny cz. 20
Zobaczcie jak rozgrywa się Wielka Bitwa oczami pojedycznych osób.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Rozdział 36
- Sprowadziłem przyjaciół z poza czasu! – powiedział Ayrov z entuzjazmem, gdy tylko Tharin zaprowadził go do Magnusa leżącego na zakrwawionej pościeli w punkcie medycznym – Spójrz tylko. Wygraliśmy. - Muszą wracać. – ranny mag próbował się podnieść, lecz wywołał przy tym tylko niepotrzebny ból, który natychmiast odebrał mu wolę do ruchu. – Ayrov. Nie wiem jak ci się udało je odszukać, ale smoki muszą wracać. Są strażnikami magii, bez nich jesteśmy zwykłymi ludźmi. To one są łącznikami z naszą mocą. – zakaszlał, po czym wziął głęboki wdech próbując się uspokoić – Wiedzieliśmy, że przeżyły Okres Anomalii. Gdyby tak nie było nie bylibyśmy tymi kim jesteśmy. - Nie mogę ich odesłać. Na moją prośbę się tu zjawiły. Ich mędrzec przepowiedział to wszystko. Wiedzieli o nadciągającej katastrofie na długo przed nami. Stają po naszej stronie... - Gdybyśmy mogli wcześniej się z nimi skontaktować. – rzekł smutno Tharin - Nic nie jest jeszcze stracone! – Ayrov z specyficznym dla siebie optymizmem próbował przekonać wszystkich do swojej racji – Gdybyśmy użyli ich w odpowiednim momencie... Mamy szansę wygrać! - Nie mamy. – odparł smutno Magnus – Bariera do bramy ciemności zniknie już niedługo. – mówiąc to kątem oka dostrzegł zmianę na twarzach obu magów. Ich rysy zaostrzyły się, a w oczach malowało się przerażenie. - Bariera? Jak to zniknie? – Tharin nie dowierzał własnym uszom. - To pewne? – zapytał po chwili Ayrov. - Niestety tak. – Magnus leżał nieruchomo wpatrując się w szarzejące z każdą chwilą niebo. – Gdy to się stanie, Ysteriny zniszczą świat. – Ayrov odszedł kilka kroków wpatrując się w swoich kompanów z bezradnością i podejrzliwością. - Więc po co walczyć? - Gdyby smoki zginęły, przegralibyśmy od razu. – Magnus przechylił głowę w jego stronę. Mówił powoli, jakby z każdym słowem tracił coraz więcej sił. – Z ich pomocą, być może uda się powstrzymać demony, lecz najpierw musimy ocalić Inthassę. – Ayrov zacisnął pięści i spojrzał na nieruchomą twarz przyjaciela. Czy był gotów wypełnić jego prośbę? Wtedy się zastanawiał, lecz nie potrafił odpowiedzieć na to pytanie. - Wydaj odpowiednie rozkazy. – dokończył Magnus, po czym obserwował, jak Ayrov odwraca się naraz i zamiatając fałdami płaszcza kurz z ulicy, znika za najbliższym zakrętem.
Rozdział 37
- Mój panie! – na twarzy Murahha malowało się przerażenie, gdy wrócił z pola bitwy na południowy stok wzniesienia zajętego wcześniej przez wojska Pustynnego Króla. – Ponosimy ogromne straty! - Wiem. – Mroczny zwrócił na niego swój przeszywający wzrok – Myślisz, że magowie to tępaki jak ty?! Oni potrafią heroicznie walczyć. – zrobił krótką pauzę, po czym dodał – Na ich niekorzyść sami również ponoszą straty. - Musimy odstąpić od szturmu. Nie możemy walczyć przeciw takiej sile! – powiedział Murahh drżącym głosem. – Mój panie! Magowie wezwali na pomoc smoki! - Smoki? – Mroczny powoli odwrócił wzrok w kierunku pola bitwy, lecz mógł sobie jedynie wyobrazić, co się tam działo, gdyż nie obserwował całej potyczki, a jedynie jej pierwszy fragment. – Smoki powiadasz. Wspaniale. – uśmiechnął się lekko – Załatwię dwa nurtujące mnie problemy za jednym zamachem.
Rozdział 38
Nad pobojowiskiem w wąwozie, pozostawionym przez walczące armie, unosił się fetor śmierci. Trupy zaścielające ziemię tarasowały przejście dla kolejnych oddziałów Mrocznego maszerujących na Inthassę. Większość maszyn oblężniczych została zniszczona, reszta nie nadawała się już do walki. Obsługujący żołnierze porzucili je udając się za tajemniczym głosem, który co rusz wzywał ich do walki. Owy głos towarzyszył im od początku kampanii wojennej rozbrzmiewając w głowach każdego z wojowników, dodając sił i niejako podpowiadając, co należy czynić, aby pokonać „zło” reprezentowane przez magów i ich sojuszników. Osobista gwardia Mrocznego, żołnierze odziani w łuskowate, lśniące pancerze, zajęła miejsca za zniszczonym Łukiem Triumfalnym. Ich twarze ukryte były pod czarnymi kapturami, spod których błyszczały pojedyncze ogniki niebieskich oczu. Liczebnością dorównywali obecnemu stanowi wojsk Sojuszu. Stanęli w zwartym szyku dzieląc się na mniejsze oddziały i ustawiając w jednej linii. Na znak dany przez dowódców pierwsze oddziały rozpoczęły natarcie. Swym nagłym pojawieniem się wywołali zdziwienie i chaos w szykach wojsk Sojuszu. Zdezorientowani magowie zostali odepchnięci i przyparci do murów, gdzie związali nieprzyjaciela rozpaczliwą walką. I Armia Hamerni przestała istnieć. Smoki szybowały wysoko, ponad pułapem chmur. Z tego powodu były niemalże niewidoczne z ziemi i jedynym argumentem przemawiającym za tym, że nie odleciały były ich głośne ryki, bardzo dobrze słyszane pośród walczących żołnierzy. Co jakiś czas, gdy któryś ze smoków skumulował odpowiednią ilość energii, spuszczał na ziemię słup ognia, lecz nie były one już tak potężne jak poprzednio, choć ciągle stanowiły śmiertelne zagrożenie dla bezbronnych wobec ich siły żołnierzy wroga. Stojący na wzgórzu Murahh obserwował z niepokojem pole bitwy. Niedobitki jego żołnierzy wciąż walczyły z wojskami magów, lecz stanowiły w tej chwili topniejącą mniejszość. Dlaczego pan dopiero w tej chwili zdecydował się użyć swojej najpotężniejszej armii? Dlaczego doprowadził do śmierci tylu dziesiątek tysięcy jego wojsk? Nie wiedział czemu, ale nie chciał się sprzeciwiać, to tak bardzo bolało. Nie chciał znów doświadczyć tego okropnego uczucia jakby coś rozsadzało mu czaszkę od środka. Spojrzał na potężne mury Inthassy wznoszące się na kilkanaście metrów do góry. Tylko wariat sądzi, że zdobyłby tę twierdzę bez wielkiego wsparcia ze strony machin oblężniczych, których oni na dobrą sprawę już nie posiadali przez interwencję ognistych gadów. Gdy wpatrywał się obojętnie w miejsce potyczki blade światło zatańczyło mu przed oczami. Zwrócił swój wzrok w tamtą stronę i ujrzał malujący się czerwoną smugą olbrzymi znak na murach miasta. Był kolosalny i sięgał prawie do połowy wysokości. Przedstawiał jakby odwrócony kwadrat wewnątrz którego znajdowała się strzałka zwrócona grotem do góry. Symbol zaświecił mocniej przez moment po czym zniknął. Chwilę potem mur eksplodował. Tharin padł na ziemię przykrywając głowę dłońmi. Na szczęście znajdował się daleko od miejsca wybuchu i nie dosięgła go siła rażenia. W promieniu kilku metrów od miejsca zdarzenia wszyscy łucznicy zajmujący swoje stanowiska zostali wysadzeni w powietrze, a ich towarzyszy stojących nieco dalej ogłuszyła fala dźwiękowa. Chmura pyłu wzniosła się na znaczną wysokość, a odłamki poszybowały we wszystkie strony. Kilka z nich uderzyło nawet o złota kopułę Karmazynowej Sali. W miejscu gdzie znajdował się znak ziała olbrzymia wyrwa, przez którą zaczęli wspinać się do środka żołnierze wroga. - Wyłom w murach! Ewakuacja do miasta! – krzyczał Innavar, bezskutecznie. W chaosie jaki zapanował większa część żołnierzy w przypływie strachu wycofała się w kierunku głównej bramy. Tam dopadły ich kolejne oddziały gwardii Mrocznego. Innavar kopnął jednego z nich pod brzuch. Przeciwnik skulił się z bólu, tymczasem mag uderzył go z kolana prosto w twarz. Wróg padł zdezorientowany na ziemię, lecz nie zdążył się podnieść, gdy jego kompani przebiegli po nim nawet go nie zauważając. W ręce Innavara zmaterializował się ostry sopel lodu, którego natychmiast cisnął w nadbiegającego gwardzistę. Ten padł martwy na ziemię z wystającym z pleców szpikulcem. Mag parował ciosy na ile pozwalała mu jego słabnąca siła, jednakże przeciwników z każdą chwilą przybywało. W pewnym momencie stwierdził gorzko, że został odłączony od swoich towarzyszy i otoczony przez zakapturzone postaci. Blokował ich ciosy z niesamowitym uporem, lecz nie miał już nawet możliwości wykonywać kontr, gdy kolejne ciosy spadały na niego z każdej strony. Uderzył rękojeścią najbliższego przeciwnika w głowę. Ten zatoczył się lekko, a tymczasem mag sprytnie wykonał półobrót dookoła swojego wroga, po czym złapał za kaptur i zrzucił go z głowy tamtego. Siwe, rzadkie…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Ignis
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…