Wróć do katalogu

Utracanie

To moje pierwsze opowiadanie. Mam nadzieję, że ktoś przeczyta i powie chociaż kim to pachnie ;)

tomaszglowacki, opublikowano , 19 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

I

Usiedli na ławce parku. Słyszeli koncert, który odbywał się niedaleko. Alejką przy której siedzieli raz po raz przechodziły grupki ludzi. Mieli ze sobą litr żołądkowej, dwie paczki papierosów, butelkę coli i trzy plastikowe kubeczki. - Nalewaj – ochoczo powiedział Kurys. - No, to lu – dodał Marcin. Łukasz chwycił szyjkę pierwszej półlitrówki, obrócił butelkę dnem do góry i uderzył w nie dłonią. Wódka się wstrząsnęła wydając specyficzny odgłos. Nie żałując nalał wszystkim. Przepili wódkę colą i zapalili po papierosie. - Czekałem na to – powiedział Łukasz. - Ja też. - I ja. - Dobra, panowie, pijemy szybko i idziemy na koncert. - No, to lu! – Kurys skwitował prymitywny dialog. Pili, palili, rozmawiali. Po godzinie wszystkie butelki były puste i kończyły się papierosy w pierwszej paczce. W międzyczasie gdzieś dzwonili, kogoś zapraszali, słuchali odmów i wykrętów. Marcin mrużył już oczy, ale nie wstawał. Był podniecony, bo tego dnia spotkał się z piękną dziewczyną. Z tego, co mówił wynikało, że spotkanie miało dość intymny przebieg. - Kasieńka – szeptał patrząc przed siebie. – Piękna dziewczyna. Idealna… - Tak jak Madzieńka i jak Paulinka i Ewunia – uciął Kurys. – Chodźcie na ten koncert. – Plątał mu się już język. Kiedy wstali spostrzegli, że w parku panuje cisza. Najwyraźniej koncert już zdążył się skończyć nim się podnieśli. - Jestem głodny – powiedział Kurys. – Muszę przegryźć. Poszli do pobliskiej restauracji. Był koniec lata, więc usiedli przy stoliku w ogródku. - Co będzie dla panów? – zapytała kelnerka. Była to ładna brunetka o zaczesanych do tyłu włosach. Łukasz znał ją dobrze. Często przychodził do Parkowej. Kiedy kelnerka go poznała uśmiechnęła się i czekała na zamówienie. Była już zmęczona. Wargi miała lekko rozchylone. - Popielniczkę – powiedział półprzytomny Kurys. - I co jeszcze? – kelnerka się zirytowała i ściągnęła brwi. Chciała już iść do domu. - Proszę wybaczyć koledze – wtrącił Marcin. - Prosimy pizzę meksykańską i trzy piwa – odezwał się Łukasz. - Dwa piwa – bąknął Kurys – ja nie piję już. Pierdolę. - Nie klnij przy pięknej kobiecie – interweniował Łukasz. Kelnerka była naprawdę zła. – Pani wybaczy. Prosimy pizzę meksykańską i dwa piwa. - Okej. Coś jeszcze? - Dwie cole – wtrącił Marcin. Łukasz spojrzał na niego porozumiewawczo. Znali się jak łyse konie. - Przepraszam. Prosimy zamiast dwóch piw dwie cole. - To wszystko? - Tak. Dziękujemy uprzejmie i przepraszamy za kolegę. Jest mocno zmęczony. - Widzę – kelnerka spisała zamówienia na bloczku i odeszła. Łukasz spojrzał na jej pośladki i biodra, kiedy odchodziła. Trzymał na nich wzrok przez dłuższą chwilę, dopóki kelnerka zniknęła za progiem. Chciał się odwrócić i sięgnąć po papierosy, kiedy poczuł, że ktoś na niego patrzy. Zupełnie ich nie zauważyli. Przy stoliku obok siedziało dwóch znajomych ze swoimi dziewczynami. Wszyscy byli już mocno wstawieni. - No witam! – krzyknął Darek. Wysoki, dobrze zbudowany i przystojny brunet. Łukasz kiedyś trenował z nim zapasy. - Cześć, co słuchać? – wszyscy zaczęli się witać, ściskać sobie dłonie i żartować. Kiedy kelnerka przyniosła pizzę i napoje, dyskusja już toczyła się w najlepsze. Kurys spał na drewnianym krześle, a Łukasz i Marcin palili papierosy i rozmawiali ze znajomymi siedzącymi przy stoliku obok. Rozmowa dotyczyła zasad o znaczeniu ogólnożyciowym, czyli rzeczy najszerzej dyskutowanych podczas wieczorów takich, jak ten. Mówili o studiach, o przyszłości, pracy i niepewności, w której wszyscy muszą tkwić. Młodzi ludzie nie wiedzą, jak przeżywać niepewność. - Podstawą są pieniądze – mówił Marcin. – Trzeba robić tak, żeby, kurwa, nie zamulać jak ci, co są niby bezrobotni. Nie ma pracy? To dla nich nie ma pracy. Banda nieudaczników. Nie rozumiem tego. Ja kończę studia i za dwa lata będę zarabiał dziesięć tysięcy. - Daj ci, Boże – pomyślał Łukasz. Znali się z Marcinem dobrze i nawet się przyjaźnili. Ale Łukasz nie lubił tego tonu. Życie doświadczyło go srogo i wiedział, że chcieć, nie zawsze znaczy móc. - Dobrze mówi – odezwała się jedna z dziewczyn. Drobna blondynka z sympatycznymi piegami na nosie. – Dzisiaj tak jest. Pieniądze liczą się najbardziej. - To nieprawda – odpowiedział Łukasz, tak cicho, że nikt go nie usłyszał. Zapalił więc papierosa i słuchał dalej. Nie lubił takich dyskusji. - Właśnie – powiedziała druga z dziewczyn. – Ważne, żeby się starać, żeby, kurwa, nie mulić! Trzeba iść do przodu i nie oglądać się na resztę. Bo wiecie, jak jest z resztą. Zobaczy, że dobrze ci idzie, to wbije ci nóż w plecy. Zapytasz kogoś o radę, to ci życzliwie poradzi, tak, żeby ci się tylko czasami nie udało. Żebyś nie miał lepiej niż on. - A marzenia? – zapytał Darek. - Jakie marzenia? – odparł pytająco Marcin. - Twoje, moje, jej i jego. A marzenia? A sens? A powołanie, czy przeznaczenia, czy jakkolwiek inaczej to nazwiesz. Nażresz się forsy, ale szlag trafi ciebie. Najważniejsze jest to, żeby być pewnym siebie i owszem – zwrócił się to dziewczyny przemawiającej ostatnio – nie patrzeć na tłum, bo nie jest on mądrym doradcą, ale być pewnym siebie, swojego własnego sensu. Trzeba trwać w swojej niszy. Ja na przykład mogę pracować gdziekolwiek, bylebym mógł tylko robić to, co kocham. Reszta jest nieważna. Bo tylko jedna rzecz daje mi szczęście. Rozpoczęła się debata o tym, co jest w życiu najważniejsze, jak to zwykle na pijatykach studenckich. Jedne argumenty były zbijane, inne tryumfowały. I nieważne było w tym kto mówi prawdę i ma racje, tylko kto kogo przegada. Trwało do ponad kwadrans. Kurys spał. Wszyscy prócz Łukasza dyskutowali. Nie lubił wdawać się w takie rozmowy, choć poglądy miał jasne i był przekonany o ich słuszności. Nie chciał jednak urazić swojego dobrego kolegi, Marcina. Marcin myślał inaczej. - Fakt, że sens ważny. Ale, jeżeli nie będziesz miał pieniędzy, nigdy tego sensu nie urzeczywistnisz. Nie wcielisz go w życie i będziesz gnił. Taka jest prawda – mówił doniośle Marcin, pociągają papierosa i zarzucając nogę na nogę. Uwielbiał się wymądrzać i być słuchanym. Milczący przez ostatnią chwilę Darek pociągnął ostatni łyk ze swojej szklanki i spojrzał wymownie na Marcina. Czuć było, że ten facet wie, co chce powiedzieć. - Przychodzi taki czas – mówił Darek, ów przystojny brunet o atletycznej budowie patrząc na dziewczyną, która siedziała obok niego – kiedy zaczyna się widzieć więcej. I kiedy będziesz wiedziała, że czas ten się zaczął, pamiętaj: bądź pewna swego i nie patrz na to, co ci mówią. Pierdol te nurty, płytkie i puste. Wartości wartość nadaje człowiek. Zapadło milczenie. Wszyscy spojrzeli na Darka. Marcin wiedział, że jest przegrany. - Dobrze powiedziane – pomyślał. Po chwili zaczęła się kolejna rozmowa, już na temat lżejszego kalibru. Mówili o zbliżającej się walce bokserskiej o mistrzostwo świata. Teraz Łukasz chętnie się wypowiadał. Minął kolejny kwadrans i ogródek całkiem opustoszał. Łukasz z Marcinem zrzucili się na rachunek, obudzili Kurysa i zaczęli iść w stronę wyjścia. Minęli kelnerkę. - Dobranoc pani. Najmocniej przepraszam i dziękuję – powiedział Łukasz z wyszukaną nonszalancją. Uśmiechnął się do niej i spojrzał w jej ciemnozielone, bystre oczy. - Dobranoc panom. Zapraszam ponownie – odparła sucho i ruszyła przed siebie. Nie oddała spojrzenia. Wyszli z ogródka i skierowali się w stronę postoju taksówek. Wszyscy mocno się chwiali, ale Kurys musiał być prowadzony pod ręce. Marcin z Łukaszem trzymali więc ledwo przebierające nogami cielsko i powoli szli przed siebie.

II

Wysiedli z taksówki na skrzyżowaniu, gdzie stała ostatnia latarnia. Musieli przejść jeszcze kawałek w ciemnościach. Kiedy auto odjechało, Marcin zaczął wymiotować na środek nowej asfaltowej drogi. Kurys oparł się łokciem o drzewo i zaczął sikać. Oczy miał zamknięte. Łukasz był nieco mniej pijany od nich. Schował resztę pieniędzy do wewnętrznej kieszeni marynarki i rozpiął sobie kilka guzików w kraciastej koszuli. Czekał na kolegów z uśmiechem, choć sam lekko chwiał się na nogach. Noc była chłodna i gwieździsta. - Skończyłeś? - Tak – odpowiedział Marcin i obficie splunął. - To idziemy. Zaraz rozpalę ognisko. - Chuj tam z ogniskiem. - Rozpalę. Jest jeszcze wcześnie. - Ja chcę spać. - Ja też – dorzucił Kurys zapinając rozporek. Omal się przy tym nie przewrócił. - Chuj tam spać. Szli krótki czas całkiem ciemną ulicą. Łukasz otworzył furtkę i wszedł pierwszy, żeby uwiązać psa na łańcuchu. Chłopaki się go bali. - Hugo, głupi kundlu, chodźże tutaj! – zawołał. – Przecież jesteś dobrym psem. Hugo przestał szczekać i zaczął lizać nogawkę swojego pana. Łukasz chwycił go za mocno za obrożę i przypiął do niej łańcuch. - Chodźce. Po chwili tuż przy bramie pojawiły się trzy krzesła i kupa chrustu. Mieli jeszcze tylko jedno piwo. Marcin i Mateusz rozsiedli się wygodnie i odchylili głowy do tyłu, jakby się na to umówili. Było tak ciemno, że prawie nic nie widzieli. - Rozpalam. Zaraz będzie ciepło – powiedział Łukasz i podpalił zmiętą gazetę pod suchym drewnem, które wcześniej przyniósł. - Daj se spokój. Ja idę spać – bąknął Marcin. - Mieliśmy palić ognisko. Po to przyjechaliśmy – odpowiedział Łukasz. - Ale się najebałem. - Ja też – znowu nagle raz wtrącił Kurys. Oczy miał zamknięte. - Zaraz wam przejdzie. Posiedzicie chwilę przy ogniu i będzie lepiej. Zobaczycie. Łukasz wstał i poszedł w kąt działki po drewno. Kiedy wrócił, ogień już przygasał. Dołożył więc kilka gałęzi. Zrobiło się cieplej. Płomień się rozrósł i dopiero teraz spostrzegł, że Marcina nie ma na krześle. Kurys spał z wyciągniętymi nogami i otartymi

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych