Wróć do katalogu

Utracony Anioł cz. II

Dalsze losy Jamesa i Lisy. Nieco przygnębiające.

Kasej, opublikowano , 9 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Pomimo tego, iż dochodziła dopiero czternasta, na myśl nasuwało się nieodparte wrażenie jakoby noc czyniła wszelkie starania, by właśnie tego dnia jak najwcześniej rozpocząć swe panowanie nad światem. Pędzące po niebie burzowe chmury, oraz wszechobecna, gęsta mgła skutecznie pozbawiały każdą żywą istotę poczucia wszelkiej radości. Zdawały się być tylko po to, by czynić ludzi głuchymi na rozpaczliwe wołanie cierpiącego świata. Spowijająca cmentarne alejki biała zasłona była na tyle gęsta, aby ukryć przed wzrokiem idącej pary staruszków, znajdującą się zaledwie o kilka metrów od nich samotną postać. Dziewczyna stała w bezruchu, ze spuszczonym wzrokiem, przypominająca posąg wykonany ręką najznamienitszego rzeźbiarza. Za każdym razem, gdy odwiedzała to miejsce w głębi duszy obiecywała sobie, że tym razem nie będzie już więcej płakała. Nienawidziła się za to, że nie potrafiła powstrzymać strumieni palących ją łez. Tego dnia znów była słaba, znów płakała. W najodleglejszych zakątkach umysłu przeklinała to miejsce, tamten dzień i cały cholerny świat. Wiedziała jednak, że wróci tu znów, nawet gdyby do końca życia nie miała zaznać odrobiny szczęścia. Uklękła przy grobie, by położyć na nim trzymany w dłoniach bukiet białych kwiatów. Niespodziewanie poczuła silny zawrót głowy, który o mało nie ściął jej z nóg, niczym celnie wymierzony cios w potylicę. Przed jej oczami pojawiły się, niezliczone ciemnie plamy, więc zacisnęła swe powieki najmocniej jak tylko potrafiła. Wzięła kilka głębokich oddechów, po czym zerwała się na równe nogi. Przez ułamek sekundy jej głowę przeszywał ból tak silny, iż mogło wydawać się, że jest on tworem samego diabła. Przykre uczucie minęło jednak niespodziewanie szybko, zupełnie tak jakby zostało porwane przez wzmagający się północny wiatr, rozwiewający jasne włosy młodej dziewczyny. Spojrzała na swój niebieski zegarek, który wraz z trzymanym w drewnianej szkatułce lusterkiem, był jedną z ostatnich rzeczy, przypominających jej o mamie. Dochodziła za kwadrans piętnasta, więc wiedziała dobrze, że ma jeszcze dość dużo czasu. Pomimo tego szła jednak niezwykle szybko, z pewnością dlatego, iż czuła na swej twarzy lodowato-zimne krople deszczu. Każda z nich była dla niej jak igła wbijana w delikatne ciało. Ból rozchodził się niczym trucizna, niesiona przez niczego nie świadomą krew. Gdy docierał do mózgu zmieniał się w okropne wspomnienia tego, co wydarzyło się przed wieloma laty. Dziewczyna weszła do świeżo wyremontowanego budynku, a jej nozdrza natychmiast zaatakowane zostały przez ten charakterystyczny i tak bardzo znienawidzony przez każdego człowieka, zalegający w szpitalach zapach. Przez to, iż musiała oddychać nim przez wiele miesięcy, jeszcze do wczoraj był on dla niej czymś prawie nie do z niesienia. Wiedziała jednak jak poradzić ma sobie z demonami przeszłości, które tak jak minionego dnia z całych sił próbowały zawładnąć jej umysłem. Skupiła się na osobie James’a, na tym, co skłoniło go do targnięcia się na własne życie, na jego historii, której koniec tak bardzo chciała poznać. Przeszła przez hol, wprost do znajdującej się naprzeciwko windy. Cały czas mrużyła, oczy atakowane oślepiającymi światłami pochodzącymi z nieprzebranej liczby palących się lamp. Wjechała na drugie piętro, na którym długi na około trzydzieści metrów korytarz był zupełnie pusty. Roznosiły się jednak po nim odgłosy będące wynikiem, jakiejś żywej dyskusji, a raczej monologu. Lisa nie miała żadnych wątpliwości, iż ten obcy, męski głos dobiega z Sali B, dokładnie tej samej, w której jeszcze wczoraj rozmawiała z Jamesem. Dziewczyna zbliżyła się do uchylonych drzwi, by usłyszeć chodź najmniejszy skrawek rozmowy toczonej w Sali B, lecz drzwi niespodziewanie otworzyły się, a ona sama silnym pchnięciem męskiego ciała została powalona na ziemię. - Najmocniej przepraszam, nie wiedziałem, że ktoś tu stoi. Około czterdziestoletni mężczyzna pochylał się nad dziewczyną z wyciągniętą ręką. Lisa, chwyciła jego doń zostając natychmiast porwana z nieprzyjemnie, zimnej podłogi. - Naprawdę jeszcze raz przepraszam. Dziewczyna przyglądała się z zaciekawieniem ubranemu w…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych