W dali słychać ośli ryk
Z Formą, bez Formy, a może z wiatrówką?
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
W dali słychać ośli ryk
Wharton mieszka sobie na barce. No cholera mnie przez to bierze z zazdrości. Też bym sobie tak pomieszkał, ale znów będzie, że powielanie, że naśladownictwo, że to już było, że z czym do ludzi. W każdym razie, jako pisarz, postanowiłem też zabawić się w dziwactwo i choć nie mogłem przez Williama dopuścić się tego mi najsłodszego, pozostało jeszcze wiele innych. Ogólnie ten koncept z nietypowym mieszkaniem wielce mi spasował (może nikt nie pozna, że ściągnięte?), więc zacząłem szukać dla siebie odpowiedniego lokum. Wybór mój padł na angielskie moor, czyli takie obszerne, mroczne połacie polan, usłane głazami. Samo „moor” można u nas tłumaczyć jako „wrzosowiska”, choć to dość rozmija się z prawdą, ale pozostańmy przy tym dla uproszczenia. Sprowadziłem się zatem na wrzosowiska – pustelnicze życie – pięknie, co? Kupiłem wolno stojącą chałupkę z zamiarem jej sukcesywnego remontowania. Nie było z nią w sumie tak źle – trochę zapuszczona, ale trzymała się jakoś. To wszystko stanowiło jednak tylko powierzchowne odbicie moich wewnętrznych postanowień, które to sobie powziąłem wraz z przeprowadzką. Otóż całkiem serio chciałem traktować mój nowy styl życia, tak aby zakrawał na ascetyzm. Będę pustelnikiem pełną gębą, a co! – Myślałem. Ergo: żadnych kontaktów towarzyskich, żadnego zbliżenia z kimkolwiek, w jakimkolwiek sensie. Tak! No ale wiadomo – biednemu zawsze wiatr w oczy. Tak samo jest, kiedy ktoś poweźmie sobie jakąś wzniosłą ideę i pragnie ją w spokoju ciułać, tak jak ja. Nie było więc zaskoczeniem, że już pierwszego dnia kłopoty zapukały do moich drzwi. Rozpakowuję sobie moje tobołki bez zbytniego pośpiechu, co chwila przerywając, aby pogapić się w ścianę. W moją ścianę, dodajmy. Aż tu słyszę za dworze: „Iha! Iha!”. Kto mnie śmie nachodzić w mojej samotni? No cóż, trzeba odprawić przybysza. Swoją drogą, nie wiedziałem, że taki dziwny ten angielski. Iha, iha? Co to ma być? U nas woła się „Podejdź no do płota!” lub coś na tę nutę, a u nich tylko jedno słowo, za to dwukrotnie powtórzone? Co to za metody? Ostrzegano mnie, że Angole to zdziwaczały naród. Wyszedłem. Patrzę – osioł. Dziki osioł z zakurzoną sierścią. Stoi bezwstydnie pod moją furtką i wlepia we mnie nostalgiczne ślepia. Od razu zwęszyłem, co się święci. Skądś znałem tę obmierzłą scenę, choć w innym wydaniu. Poczułem, że moja nowa ścieżka życiowa może się niebezpiecznie powykręcać to w prawo, to w lewo, tak że dosyć łatwo z niej wypaść, bo stałaby się wcale ambitnym OS – em. Dobrze wiedziałem, po co przylazł. Chciał, żeby go oswoić. Tak, tak – te gadziny są wszystkie takie same. Ale jego niedoczekanie! Oj, bratku, nie ze mną te numery! Dobry mieszkał przede mną w chacie gospodarz, bo niektóre sprzęty zostawił mi do użytku. Była wśród nich wiatrówka, a nawet w połowie pełne pudełko śrutu. Wróciłem się do środka i nabiłem. Wyszedłem ponownie. Zwierzak stał bez ruchu, ślepia jego jakby tylko zapadały się w tępotę coraz to głębszą. Wypaliłem w powietrze. Poskutkowało. Czmychnął od razu oślim galopem. Była to scenka nawet dość paradna, więc w końcowym rozliczeniu, osioł poprawił mi tylko humor tego dnia. „Iha, iha!” obudziło mnie jednak już następnego ranka. Włożyłem kapcie, zrzuciłem szlafmycę, narzuciłem szlafrok, załadowałem wiatrówkę i wyszedłem na podwórko. Wypaliłem w powietrze. Powtórka sytuacji z dnia poprzedniego. Poszedłem spać dalej. To jednak był tylko początek. Przez następne dziesięć dni przychodził każdego ranka, a czasem nawet po południu i wieczorem. Musiałem pojechać do pobliskiego miasta, żeby dokupić śrutu, bo był już na wyczerpaniu, a natręt najwyraźniej nie miał zamiaru odpuścić. Widywałem więc dziennie te tęskne ślepia, wpatrzone we mnie jak w złote jajo. Postanowiłem to zaakceptować…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Robin Goodfellow
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…