Wróć do katalogu

W poszukiwaniu zaginionego południka - epopeja psy

O podważaniu sensu rzeczywistości, naprawie zlewu i łajdactwie

szekspir, opublikowano , 17 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

ROZDZIAŁ PIERWSZY, W KTÓRYM SYLWEK I MARIUSZ ANALIZUJĄ WOŃ POCZODZĄCĄ Z CZELUŚCI ZLEWU.

- Mariuszu – rzekł Sylwek znacząco pochylając się nad zlewem – czy po wstępnej analizie organoleptycznej nie przychyliłbyś się do mojej negatywnej oceny woni wydobywającej się z labiryntu syfonu? Mariusz, który strugał protezę lewej nogi dla pani Jadzi, zdawał się nie zważać na zaloty kolegi. - Ależ mój kochany, nie dalej jak wczoraj bawiliśmy się w czyścicieli rur. Nie widzisz, że strugam? Był to bolesny cios dla Sylwka, zdawałoby się – ponad jego siły. Należałoby oczekiwać, że osunie się on na kolana wypowiadając jakieś wstrząsające proroctwo. Do tego szczęśliwie nie doszło, niemniej jednak tak okrutne słowa wprawiły go w stan apatii. Niedbale zalegając na sofie prowadził wewnętrzną walkę – bił się z myślami. Nie wiadomo jaki byłby jej wynik i czy nie skończyłaby się dla niego tragicznie, gdyby nie nagła, jak zwykle niespodziewana wizyta Lucynki. Lucyna Szajewska była znajomą chłopców, która przeprowadziła się za nimi, niby to przypadkowo, na drugi koniec miasta. Obydwaj szczerze jej za to nienawidzili. - Drogi Sylwku – powiedziała jakimś dziwnym, chrapliwym głosem – chciałam pożyczyć filiżankę cukru, gdyż robię właśnie pyszne ciasteczka, a tu, proszę, cukierniczka pusta. Zobacz! Zły los tak chciał. Sylwek dopiero teraz uniósł powieki, co sprawiło mu wyraźną trudność. Rzeczywiście naczynie było puste. Zmierzył wzrokiem podtrzymującą je kobiecą postać o wyraźnie zarysowanych cechach użyteczności. Zamknął oczy, bo dalszy wysiłek uznał za zbędny. - Cukru nie ma! - O jaka szkoda! – westchnęła Lucia siadając w fotelu. - Lepiej już idź, bo zamkną sklepy - poradził Mariusz wskazując drzwi protezą. - No tak. Macie rację. – wstała i powoli podeszła do wyjścia ze wzrokiem cały czas utkwionym w nieruchomym ciele Sylwka - Przyniosę wam ciasteczka – dodała od drzwi i zniknęła. Jak tylko drzwi się zamknęły chłopcy odetchnęli z ulgą. Zarysowała się między nimi szansa nawiązania dialogu, odbudowania nadwątlonego zaufania. - Głupia, natrętna baba! – skomentował Sylwek. - Głupia, natrętna i dwulicowa! – dorzucił Mariusz. - W dodatku ma tłustą cerę! Chociaż było to oczywistą nieprawdą, takie stawianie sprawy dawało zapewne chłopcom poczucie wyższości. Mariusz był już tylko o krok od zakończenia pracy. Zapamiętale polerował sztuczną kończynę pani Jadzi, w transcendentalnym skupieniu malował paznokcie, aby co chwila oglądać ją w promieniach zachodzącego słońca i napawać się jej secesyjnym kształtem. Jego twarz wyrażała ekstatyczny zachwyt. Jego wierny przyjaciel oddawał się właśnie przyjemności wieczornej drzemki. Wydawało się, że ich sielskiemu życiu nie będzie końca. Niestety okrutny los zgotował kilka nieprzyjemnych niespodzianek, z którymi, jak miało się okazać chłopcy nie umieli sobie poradzić. Ślepy przypadek zasiał w ich sercach zwątpienie, zrodził niepokój. Przyjazna atmosfera zamieniła się w bagno nieporozumień i wzajemnych zarzutów. Świat stał się dla nich niezrozumiały, w ich duszach zagościł lęk.

ROZDZIAŁ DRUGI, W KTÓRYM RURA DZIAŁA BEZ ZARZUTU.

Nazajutrz Sylwester wracał do domu piechotą. Był to jego czwartkowy zwyczaj. Spacerował powoli, dostojnie, uwodzicielsko bawiąc się łańcuszkiem na szyi. Orzeźwiająca bryza rozwiewała jego płowe włosy i odsłaniała wysokie, szlachetne czoło. Czuł się jak mityczny heros wychodzący losowi naprzeciw. Nagle, z pozoru zupełnie irracjonalnie przyszła mu na myśl zupa mleczna. Było to wspomnienie traumatycznych przeżyć z dzieciństwa. Dreszcz obrzydzenia przeszył go aż do głębi. Niebawem nasz bohater skręcił w boczną uliczkę. Było tam wiele drobnych zakładów wykonujących najróżniejsze usługi, na przykład podnoszenie oczek lub mycie zwłok. Z mleczarni dochodził smród gnijącej serwatki. Jednak Sylwester zwrócił uwagę na stary dom, od którego odstawała ściana. Ponieważ nie jest to zjawisko zwyczajne postanowił bliżej zbadać sprawę. Udał się tedy wprost do celu nie zważając na pokrzywy parzące jego odsłonięte członki. Rzeczywiście odchylenie ściany nośnej sięgało u szczytu dobre półtora metra, co ciekawsze, miała ona cztery milimetry grubości i była płytą pilśniową. Po zajrzeniu do środka przez powstałą szparę jasne było, że cała budowla jest atrapą. Kiedy Sylwek zdał sobie z tego sprawę, aż przysiadł z wrażenia na kępie łopianu. Pytania roiły mu się w głowie. Kto w tym zapomnianym miejscu zbudował tę konstrukcję? Jakie cele mu przyświecały? Kto za to zapłaci? Jaka międzynarodowa organizacja za tym stoi? Kto tu posiał pokrzywy? Nie potrafił znaleźć odpowiedzi. Sylwester wstał i udał się w dalszą podróż. Jego czoło pokryło się siecią zmarszczek zdradzającą intensywne procesy myślowe. Jego analityczny umysł tak bardzo zaabsorbowany był powstałą kwestią, że przejściowo zgubił drogę do domu. Doszedłszy do mieszkania Sylwester zastał tam niecodzienną scenę. Lucyna siedziała naprzeciw Mariusza, który ze zwierzęcą chciwością opychał się ciastkami. Naraz oboje zwrócili swoje rozpromienione twarze w stronę Sylwka. - Cześć! – rzekł współlokator głośno lecz niewyraźnie, gdyż pełne usta nie pozwalały mu ma prawidłową artykulację – Spróbuj! Są naprawdę przepyszne. Sylwek nie wykazał żadnych oznak zainteresowania, za to tak spojrzał tak na Mariusza, że tamten przestał na chwilę żuć. Krążył po mieszkaniu trzaskając drzwiami i niedbale acz z przesadną siłą rzucając poniewierającymi się przedmiotami. Unikał wzroku pary siedzącej przy ławie. Postronny obserwator z łatwością mógłby zakwalifikować to zachowanie jako wyraz czynnej dezaprobaty dla zastanego porządku rzeczy oraz rozczarowania rozwojem wydarzeń. Tak też było w istocie. Sylwek nie potrafił zrozumieć jak najlepszy przyjaciel może zadać zdradziecki cios w chwili, kiedy szukał właśnie u niego duchowego wsparcia. Jak mógł?! Dać się skusić tej przebiegłej kobiecie! Sprzedać się za cenę kilku ciastek! Zostać ostatnim łajdakiem! Sylwek żałował pokładanej w nim dotychczas wiary. Nie mógł uwierzyć, że był tak ślepy przez wszystkie lata. - Wiesz co? – zagadnął Mariusz – Syfon wykazuje stuprocentową skuteczność. Sylwester znieruchomiał. Mariusz mówił dalej. - Pani Jadzia odebrała protezę. Była zachwycona. Zamówiła nawet następną – w stylu Ludwika XIV! Nagle Sylwek wybuchnął. - Zamilcz wreszcie, mały człowieku! Nie widzisz jak nieistotne dla świata są twoje sprawy? Jak ograniczone są twoje myśli, a pragnienia przyziemne? Sylwek gestykulował jak Rambo wyznający swoje uczucia patriotyczne. - Obżerasz się bezmyślnie jak obślizgła bestia z bagiennego boru, czerpiąc satysfakcję z prawidłowo działającej armatury hydraulicznej. Pomyśleć, że w swojej naiwności uważałem cię za przyjaciela. Gdzie ja miałem oczy? Mariusz i Lucyna sprawiali wrażenie zdezorientowanych. - Opuszczona chata przy ulicy Czerwonych Olbrzymów to atrapa! – Sylwester obwieścił sensację drżącym głosem. Dalej wypadki potoczyły się błyskawicznie. Lucynie szczęka opadła na piersi, Mariusz natomiast poczynił przypuszczenie, że gołębnik obok rzeczonej chaty jest wirtualny. Sylwek padł na podłogę.

ROZDZIAŁ TRZECI NARASTAJĄCA ALIENACJA

Sylwek nie pamiętał, jak długo pozostawał w stanie nieprzytomności. Kiedy się ocknął, czuł tylko niesmak rozczarowania. Otaczała go nieprzenikniona ciemność. Było tak jakby obudził się w nowym życiu, zupełnie niezależnym od pierwszego. Niezwykłość sytuacji polegała jedynie na tym, że pamiętał wszystko, odczuwał jakąś bliżej nieokreśloną tęsknotę, tak mocno, jak nigdy przedtem. Nawet jeżeli nie było to nowe życie, nie miał potrzeby wracania do świata żyjących ludzi, wprost przeciwnie, chciał być od niego jak najdalej, gdyż żywił do niego głęboką urazę. Wobec tego nie pozostało mu nic innego jak uciąć sobie drzemkę.

- Spałeś ponad dobę. Martwiliśmy się o ciebie. Nad Sylwkiem pochylały się zatroskane twarze Lucyny i Mariusza. Ten natychmiast i bez słowa podźwignął się. Lekceważył ostrzeżenia o osłabieniu, które były nie bez racji, gdyż dotarłszy do łazienki uległ omdleniu. Upadając tak niefortunnie chwycił i zagiął rurkę wylewki, że odtąd woda wylewała się z kranu bezpośrednio na posadzkę. Uderzył też głową w sedes, co w tajemniczy sposób przywróciło mu siły witalne. Sylwester wiedziony instynktem śmierci wszedł pod prysznic. Strużki wody przebiegały po jego nagim ciele, gdy tymczasem w…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych