W twardej oprawie
Spotkanie z literaturą. Podróż w głąb świata utkanego ze słów i książek. Pytanie do rozstrzygnięcia, czy literatura może zmieniać ludzkie życie?
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Była młoda, piękna i inteligentna. Tak kiedyś o niej pisano w gazetach. A teraz ja miałem przywilej i zaszczyt być świadkiem intrygujących zdarzeń jakie rozegrały się w tym pochmurnym marcowym dniu.
Wyglądałem przez okno, redakcyjnego biura. Wieżowce wbite w horyzont tliły się muskane przez blady świt a drzewa w parkach chłostane podmuchami wiatru wiły się jak w szalonym tańcu. Brunatne niebo wyglądało teraz jak rozbity gliniany garnek, z którego lada chwila mógł lunąć strumień srebrzystych kropel deszczu. Pracowałem dla lichej gazety „Obserwator”, redagując kiepskie historyjki z miastowego podwórka. Ambroży Stawski był redaktorem naczelnym „Obserwatora”. Lekko tęgi i łysiejący jegomość, porażający wzrokiem wszystkich swoich podwładnych. Zawsze w jedwabnym garniturze i glancowanych czarnych butach. Na jego widok człowiek wolał schować się pod krzesło zamiast przed nim usiąść. - Panie Dawidzie – rozpoczął mój pryncypał, nie podnosząc wzroku – wezwałem pana bo trafiła nam się świetna okazja do napisania niecodziennego reportażu. Skontaktowała się z nami Anna Komornicka, ta słynna pisarka z lat sześćdziesiątych, nazywana boginią pióra, zdobywczyni niezliczonych nagród literackich i uwielbiana przez czytelników, autorka „Kamienia na duszy”, w celu, niech zacytuje „odsłonięcia niewygodnej prawdy”. Wyraziła nietypowe życzenie, a mianowicie chce żeby to pan przyszedł do niej i przeprowadził krótki wywiad. Czy spotkał się pan kiedyś z tą pisarką osobiście? Przełknąłem ślinę, a gdy otworzyłem usta wydałem z siebie piskliwy głosik. - Jedynym pisarzem z jakim miałem kontakt osobisty był Lem, ale to było przypadkowe spotkanie, a o Komornickiej wiem że nagle zniknęła z życia publicznego, z niewyjaśnionych przyczyn. - Tak, wyobraża sobie to pan. Przez trzydzieści lat nie dawała znaku życia, aż do dziś. To jest niewiarygodna szansa dla gazety i dla pana. – Pryncypał podniósł oczy i świdrował mnie wzrokiem. – Niech pan podejdzie do tego zadania poważnie. Proszę się dobrze przygotować na to spotkanie. Dzisiaj niech pan pozbiera wszystkie materiały na jej temat, bo jutro spotka się pan ze zmartwychwstałą Anną Komornicką w jej pałacu. I niech pan zrobi z tego dobry reportaż, lekko strawną papkę i dobrze opakowaną. Bo inaczej Kowalski wrzuci gazetę do pieca albo użyje zamiast papieru toaletowego – ryknął na odchodne. Wracając z biblioteki, po parogodzinnej prasówce, brać redakcyjna witała mnie podnoszącymi na duchu hasłami. - Słyszeliśmy, że idziesz na pożarcie matrony. Uważaj bo ta stara wiedźma weźmie cię w obroty, – nawet ktoś zażartował – Jak nie wrócisz zrzucimy się na nagrobek. Uzbrojony w amunicję słów i przestrogi kolegów, wróciłem do domu, położyłem się na łóżku nie ściągając butów, podkuliłem nogi i zapadłem w sen głęboki jak dno oceanu. Świt przywitał miasto welonem mgły i unoszącą się w powietrzu wonią sadzy. Pałac w którym mieszkała Anna, wydał mi się tajemniczo ponury. Właściwie był to jednopiętrowy dworek z reliefami i gargulcami. Miejsce wyglądało jak opuszczone przez Boga i ludzi. Posesji strzegła rdzewiejąca kuta brama z szarotką a ceglany mur opinały pazury bluszczu. Podekscytowałem się myślą, że za chwilę zniknę w czeluściach tego domiszcza i odkryję jego długo skrywane tajemnice. Zastukałem kołatką z maszkaronem i po chwili drzwi otworzyła starsza kobieta o śnieżnych włosach i girlandami zmarszczek. W oczach odbijało się zmęczenie i niezrealizowanie marzenia. - To pan jest tym dziennikarzem z Obserwatora? – zapytała ze śmiertelną powagą, obrzucając mnie badawczym spojrzeniem. - Tak – odpowiedziałem, nie siląc się na żadne wylewne powitania. - Zapraszam do środka – ruchem ręki wskazała na przestrzeń przypominającą katakumby. W domu panował pomrok. Idąc krętym korytarzem maiłem wrażenie, że czyta w moich myślach. - Od światła żarówek wolę świecę – powiedziała ochrypłym głosem. Dotarliśmy do salonu, pełniącego rolę pokoju gościnnego. Na ścianach wisiały portrety wielkich pisarzy, Dickensa, Prousta i Tołstoja, spoglądających moralną wyższością. Na środku stał stolik z zastawą do kawy. Z dzbanka unosiła się stróżka pary, jak sznur z drobinek kryształu, w kominku trzaskał ogień. - Kawy? – zapytała zdawkowo. - Chętnie. Zasiedliśmy przy stoliku. Wyciągając notatki i dyktafon, rozglądałem się po salonie, mając w oczach wypisane intelektualne napięcie i uczuciowe podekscytowanie. - Samotność w takim otoczeniu musi być słodko gorzkim przeżyciem – stwierdziłem zręcznie wymuszając odpowiedź. - Przestrzeń oswojona ma moc stu biesiadników – szybko odrzekła jakby zniecierpliwiona dalszych wydarzeń. - Jak mi wiadomo od roku pani zniknięcia z życia publicznego i literackiego w tysiąc dziewięćset sześćdziesiątym drugim, jedynym pani gościem było echo odbite od tych szacownych ścian. Co było przyczyną ucieczki z literatury? Czy nie uważa pani, że to stracone lata? - Czas umiera i rodzi się co sekundę. Ja umierałam przez dziesięć lat, teraz rodzę się na nowo. - Napisała pani przez ten czas jakieś wielkie dzieło i chce teraz pani ujawnić je światu? - Trzeba odróżnić dzieła pisane pod pręgierzem wydawcy a pisanie dla ducha opowieści. W pierwszym przypadku mamy rzemieślnika produkującego jarmarczne koguciki w drugim natomiast diamentowy naszyjnik. Rozmowa zaczynała mnie drażnić. Nie miałem żadnych konkretów tylko garstkę domysłów. Postanowiłem zaatakować z innej strony. - Prawdziwa szuka nie boi się ujawnienia. - Bo jej nie ma. Prawdziwa sztuka odrzuca ograniczenia. Wszyscy jesteśmy niewolnikami ograniczeń więc sztuka jest tylko iluzją piękna które chce naśladować. - A co powiedzieć o dziełach Byrona, Szekspira, Dostojewskiego, Mickiewicza, oni też tworzyli iluzję piękna? – chciałem zbić ją z tropu, zmusić do obnażenia literackiego ego i zobaczyć stygmaty przeszłości. - Myli pan geniusz z doskonałością. Geniusz to mieszanka, potu, krwi i nieprzespanych nocy, doskonałe dzieło nie istnieje. - Poza Biblią – testowałem jej wiarę. - Temu nie można zaprzeczyć. Bóg jako osoba wolna od jakichkolwiek ograniczeń, potrafi stworzyć dzieło doskonałe. „Na początku było słowo a słowo było u Boga i jest żywe i może rozeznać zamiary i pobudki serca, i jest ostrzejsze niż miecz obosieczny, zdolne do rozdzielenia duszy i ducha” – zacytowałem fragment z pamięci. - Biblię napisali ludzie – odrzekła z sarkazmem popijając kawę.…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil lexter
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…