W&W
Tekst niepoprawny politycznie choć nie o kaczkach
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
- „Czym jest miłość? Jest ogniem, nad którym nawet jednostki specjalne straży pożarnej nie potrafią uzyskać kontroli. Czym jest złamane serce? Słoikiem silnie żrącego kwasu, który pękł i jego zawartość wylewa się wewnątrz nas, a gdy już wypali to, co może wypalić, wylewa się na zewnątrz, parząc naszych bliskich. Czym jest kobieta? Wrzodem na dupie, bez którego się umiera. Czym jest związek? Opiekowaniem się wrzodem w taki sposób by się nie spalił, mimo, że ty płoniesz jak wulkan i by nie wylał się na niego kwas po poprzednich wrzodach, po których długo umierałeś. Kim zaś jestem ja? Kimś, kto jest, a chce być jeszcze bardziej. Tak chyba można opisać moje życie, lepszych słów raczej nie znajdę.”
* * *
W tym roku jesień była wyjątkowo paskudna. Przez cały październik wiało jak jasny skurwysyn, deszcze nie padały tylko wtedy, gdy padał grad a temperatura wahała się pomiędzy chłodem a zimnem. W ciągu jednego miesiąca z drzew zleciały praktycznie wszystkie liście a w ciągu następnego drogowcy mieli kilka okazji do zaspania, które skrzętnie wykorzystali. W grudniu sytuacja powtórzyła się za to już tylko raz, bo gdy śnieg już spadł było go ponad pół metra i nie stopniał aż do połowy lutego, ale tego ludzie jeszcze wtedy nie wiedzieli z tego jednego prostego powodu, że jeszcze trwał grudzień, choć już bliżej było do jego końca, niż początku. Pankracy zwany również zdrobniale Krackiem lub mniej zdrobniale Krakusem i Wandą (najczęściej samą Wandą) szedł ulicą opatulając głowę kapturem kurtki i stawiając zaciekły opór wrednie atakującej go pogodzie. Czół się jakby tylko nad nim padało i tylko przed nim wiało, choć wokół słońce pięknie świeciło a odbijające się od silnie zmrożonego śniegu, zalegającego na brzegach ulic promienie, oślepiały jak prawdziwie letnie słońce. Kracek, którego z racji nie istnienia tego słowa w moim słowniku w Wordzie, będziemy dalej nazywali Wandą, miał zamiar pospacerować trochę, by odreagować to, że niedawno jego wieloletnia partnerka, (dobra, przesadziłem, raptem kilkumiesięczna), wybrała innego i zakończyła ich związek krótkim i zwięzłym „spadaj maleńki”, z podkreśleniem wieloznaczności słowa „maleńki”. Bo musicie wiedzieć, że Wanda miał raptem sto sześćdziesiąt i trochę centymetrów wzrostu i jak na prawdziwego mężczyznę nie przystało był delikatnie mówiąc raczej szczupłym i dziwnie cherlawym osobnikiem. Żeby jednak nie było mu tak smutno twarz miał śliczną jak laleczka, (gdyby zapuścił włosy nazywano by go pewnie Barbie). Budził tym obrzydzenie płci, której był przedstawicielem, więc nie ma się co dziwić, że dzieciństwo miał trudne i bez przybijania mu zabawek gwoźdźmi do podłogi. Z drugiej jednak strony nie miał problemów z zapoznawaniem nowych koleżanek. Nawet, jeśli palnął coś głupiego, wystarczyło, że pokazał zęby w geście powszechnie znanym jako uśmiech, a wszelkie gafy szły w niepamięć i nowa koleżanka szła z nim na lody lub, jeśli była to zima, na kawę. Żadna jednak nie widziała w nim kogoś na stałe. Był dla nich po prostu dobrym kolegą, nawet, jeśli wcześniej zdążył pochwalić się swoją małością. Niestety nie miał nigdy na tyle odwagi, by udowodnić, że nie wielkość się liczy, a szkoda, bo jak to mówią, w małym ciele, wielki duch, (czy coś w tym rodzaju). Tak, więc kończąc tą dygresję wrócę do tego, że Wanda szedł załamany i zmarznięty ulicą w stronę domu, skąd niedawno wychodził z zamiarem rozjaśnienia sobie umysłu a nie zaczerwienienia uszu. Jednak nie dane mu było zakończyć spaceru mając jedynie straty w uszach. Tuż przed samymi drzwiami do swojej kamienicy zderzył się ze swoją przyszłą żoną. Oczywiście jeszcze o tym nie wiedział (dla tych bardziej tępych czytelników w tej chwili mowa o małżeństwie a nie o zderzeniu), ale co was będę trzymał w niepewności jak i tak by się wszystko na końcu wydało. Teraz mam ogromną chęć ją opisać, ale trzymajmy się chronologii. Zanim Wanda przyjrzał się jej, zdarzyło się jeszcze kilka rzeczy. Po pierwsze chłopak przewrócił się, czemu nie należy się dziwić idąc pod wiatr i wiedząc jeszcze o kilku istotnych faktach, o których za chwilę. Po drugie przeklął szpetnie mówiąc coś o stu, pieprzeniu, piorunach i zardzewiałych piratach, (poskładajcie to sobie, w jakiej chcecie kolejności i formie, bo ja i tak nie wiem jak było faktycznie. Za daleko stałem żeby usłyszeć). Po trzecie wstał z hałdy śniegu i otrzepując się pomyślał, że teraz jak już sobie zmoczył dupę to przeziębienie ma jak w banku. Dopiero w czwartym punkcie opisującym jego czynności, mogę powiedzieć, że wreszcie był skłonny spojrzeć na obiekt, który zbił go z nóg. Była nim nieco niższa od niego blondynka, o niebieskich oczach, niezaprzeczalnie kojarzącymi się z mangą. W rękach trzymała różowy berecik zrobiony na drutach (tylko bez skojarzeń proszę, świntuchy) a na sobie miała białą kurtkę z kapturem, obszytym sztucznym futerkiem, przez niektórych zwanym „dźwiedziem”, jasno niebieskie jeansy wpuszczone w różowe kozaki z zaokrąglonym czubkiem, sięgające jej prawie pod kolana. Twarz miała prześliczną a o figurze to aż wstydzę się mówić, bo mnie o szowinizm posądzą. (Bo jak wpadać to na coś klasy J.Lo. Prawda?) Miała tylko jedną wadę… - Nits tsi ssie nie sstsasuo? – Miała tak krzywe zęby, że gdybym powiedział, że ma koński zgryz, to do końca życia dziękowałaby mi za komplement. Zgryz ten powodował zaś niewielkie problemy z wymową, zwane w kręgach ludzi wtajemniczonych jako seplenienie. - Nie mówi się, „się trzasło”, tylko „trzasnęło” i nie, nic mi nie trzasnęło. - Ja ssię pytam tsy nits tsi nie jest, głucholtsu? - To nie można było tak od razu? Jakoś przeżyję. – Odpowiedział przytomnie nasz wspaniały i inteligentny bohater. A bohaterka, nie wiedzieć, czemu, pokręciła tylko z politowaniem głową. Teraz, gdy minęło jej zaskoczenie ze zderzenia a na twarz wstąpiło wspomniane politowanie jej oczy zmalały odrobinę, (ale tylko odrobinę, rozumiecie? Z talerzy do zupy zrobiły się duże spodki pod filiżanki). Generalnie jednak, wypadałoby ją chyba bliżej przedstawić? Dziewczyna o tak wspaniałych warunkach na modelkę „sprzed”, z reklamy porównawczej cudownego środka na prostowanie zębów miała na imię Wenus. Szkoda, że imię nadaje się zanim wyrastają zęby, ale i bez tego było to imię na tyle oryginalne, że nikomu nie chciało się wymyślać jej jakiegoś głupiego przezwiska. To imię i tak biło wszystkie, no może poza otwieraczem do butelek, półką na książki, podstawką pod telewizor i podręcznym zestawem otwieraczy do konserw. (Dopisałbym jeszcze kilka, ale szkoda mi miejsca i dziewczyny… Tylko proszę bez haseł, że miętki jestem. I tak wszystkie te przezwiska ja wymyślałem.) Jednak jak wiadomo każdemu pseudo kibicowi, zęby rzecz nabyta, więc nie będziemy się tu już na ich temat rozwodzić i jej słowa tłumaczył będę z polskiego na nasze, (a właściwie, to chyba odwrotnie) i przyjmiemy, że Wanda dobrze rozumiał, co do niego mówiła. Jej wieku wam nie zdradzę, bo przy takich z… (domyślcie się, co miałem na myśli), nikt nie patrzy w metrykę, a poza tym wszystkim, to właściwie już nic więcej nie mam do dodania, bo i tak wszyscy faceci, którzy to czytają myślą teraz o z…, a kobiety o tym, jaki ze mnie szowinista, łajdak, niczym nie skrępowany cham i generalnie, jak mi się dobrać do…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Magnum86
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…