Wróć do katalogu

W zaułku

Kobieta wchodzi do zaułku, gdzie spotyka tajemniczego mężczyznę. Jego potęga zaczyna ją przerażać i wreszcie ustępuje potężnej presji. Okrutne, ale prawdziwe.

Matilda, opublikowano , 12 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

- Czy życie to wędrówka? – spytał, starając się uniknąć mego wzroku - Nie – odpowiedziałam – To postój, taki, aby można było złapać oddech przed dalszym biegiem. - To dlaczego nie możemy szybciej pobiec, jeśli czekanie staje się dokuczliwe? - Bo to życie – powiedziałam, zamknęłam oczy i wyciągnęłam przed siebie ręce – A teraz… teraz jestem… naprawdę nikim… *** Wcale nie miałam zamiaru skręcić w tamtą uliczkę. W zasadzie mogłam i nie skręcić, żyłabym dalej, może lepiej, może gorzej, lecz ja skręciłam. Nie lubiłam ciasnych, brudnych zaułków, toteż przyspieszyłam kroku, znalazłszy się w takowym. – Jest ciemno – powiedział ktoś, mignąwszy mi przed oczami jako niewyraźny cień. Zlękłam się. – Interesy? – spytał cień z nutką ironii w głosie, która nie spodobała mi się – Wiesz, jak jest. – Nie wiem – powiedziałam – Nie wiem i nie chcę wiedzieć, bo nie rozumiem pana. - Po tych słowach zamierzałam taktownie się wycofać, lecz z jakichś powodów nie zrobiłam tego. Mężczyzna wyszedł powoli z ciemności i wtedy zobaczyłam jego obrzydliwą, usianą krostami i zmarszczkami twarz. – Uciekniesz, hę? – spytał z drwiną – Uciekaj, ale pamiętaj: interesy… - Nie mieszaj się do moich interesów! – krzyknęłam z całą mocą, chcąc zwrócić uwagę jakiejkolwiek innej osoby, mogącej uratować mnie z opresji. Lecz byliśmy sami; ja i dziwny, brzydki mężczyzna, który wiedział wiele o mym życiu. – Odejdź! – rozkazałam, wykonując wymowny gest rękami, jakbym próbowała się nimi zasłonić – Wiem wszystko – powiedział, po czym najzwyczajniej w świecie poszedł sobie. Zniknął, wyszedłszy przeciwnym wyjściem do tego, z którego ja przyszłam. Ponieważ nieczęsto bywałam w tego typu zaułkach domyślałam się jedynie, że za drugim wyjściem kryje się jedynie niewielki ogródek, obserwowany przez kilkadziesiąt okien starej, odrapanej kamienicy. Uśmiechnęłam się do siebie. „Świetnie, świetnie sobie poradziłaś – pomyślałam – Gratulacje. Och, na szczęście zniknął ten upiór! Pora załatwić wreszcie interesy” I, pomyślawszy tak, chciałam jak najszybciej wejść na klatkę schodową, lecz coś kazało mi czekać. Nie mogąc zrozumieć samej siebie, jak zahipnotyzowana wbiłam wzrok w miejsce, gdzie po raz ostatni widziałam mężczyznę-cień i nie potrafiłam go oderwać. „Coś tu jest nie tak – pomyślałam – Wiedział, że chcę załatwić interesy, ale skąd? Skąd? Przecież mogłam ot tak po prostu spacerować sobie i zajrzeć do zaułka… Albo odwiedzać przyjaciółkę… Ploteczki, ciasteczka i kawka, a on: interesy… Albo do kochanka, żeby wreszcie zaznać miłości… No, albo ostatecznie odwiedzić chorą kuzynkę, która umiera i… Nie potrafi przecież czytać w myślach, poza tym nie myślałam o niczym. Więc co?” Zaczęłam się dokładnie badać. Fryzura: czyżby nie za sztywna, taka gładka, prosta – może przypomina urzędniczą? Strój: zdradza tendencje do pedantyzmu? Zdecydowanie. Wyprasowany, czysty, bluzka połączona ze spodniami… Ale jeszcze nie to, to nie mogło być przez strój. „To ta teczka – pomyślałam – to teczka ludzi zdradza, że idą w interesach” Wtedy uświadomiłam sobie, że teczki przy sobie nie mam. Najpierw kategorycznie stwierdziłam, iż została skradziona, wreszcie doszłam do tego, że zostawiłam ją w domu. „No tak – pomyślałam – Nie mam atrybutu. Jak więc poznał?” To pytanie dręczyło mnie i nie mogłam wejść na schody. W podświadomości czekałam na coś, co miało rychło nadejść. Przymknęłam powieki, aby łatwiej znieść wpadające na twarz odłamki tynku ze odrapanych ścian kamienicy, które nawiewał wiatr. Zastanawiałam się, czy wróci, czy zapomni, chociaż nie chciałam go wcale widzieć. Znudzona czekaniem zaczęłam wołać na cały głos, ale i to nie pomogło. Usiadłam na schodku i znowu biernie oczekiwałam czegoś. Wreszcie zjawił się, tak samo brzydki, tak samo szary i wolnym krokiem zbliżył się do mnie. – Co chcesz? – spytał – Czego tu siedzisz, zamiast załatwiać interesy? – Czekałam na ciebie – powiedziałam – Dlaczego nie przychodziłeś? - Uśmiechnął się. – Nie wiem… - zaczęłam – skąd wiesz, że idę w interesach, więc… - Roześmiał się swym szyderczym śmiechem. Wyjął z kieszeni kawałek kredy i, ominąwszy mnie, podszedł do wyjścia na ulicę. Ukucnął i powoli, starannie nakreślił linię. Następnie powtórzył czynność przy wejściu do ogródka. – Możesz się poruszać jedynie w obrębie zaznaczonym przez linie – powiedział, skończywszy – Nie mogę wyjść na ulicę? – spytałam – Możesz, w każdej chwili. Ale nie wolno ci przekraczać tych linii. - Na przekór nakazowi, ruszyłam przed siebie. Jednak w chwili, gdy stanęłam tuż, tuż przed kreską, zatrzymałam się. – Jeżeli przekroczę… - wyszeptałam – Nie wolno ci – podchwycił cień – Nie wolno ci przekroczyć linii. – Pamiętam, że wiedziałeś, po co tu przyszłam – powiedziałam - Skąd znasz moje plany? – Nie znam – odpowiedział – strzeliłem, trafiłem. A teraz jesteś w mojej władzy, jeśli powiem ci, żebyś wyszła – wyjdziesz, jeśli żebyś została – zostaniesz. – Wcale nie! – krzyknęłam w rozpaczy – Zaraz załatwię interesy i odejdę! – Załatw – powiedział, uśmiechając się do mnie pobłażliwie – A potem odejdź. Tylko pamiętaj o jednym: tej linii nie wolno przekraczać. Uspokoiłam się trochę. „Dobrze, że mnie nie zatrzymuje gwałtem – pomyślałam – wtedy musiałabym się bronić i uciekać, a tak – droga wolna. Znajduję się więc w komfortowej sytuacji, mogę wyjść i mogę zostać… W sumie to po co mam wychodzić? Nie potrzebuję słuchać się tego brutala, zrobię mu na złość i zostanę. Właśnie – na złość. Zupełnie z własnej woli. Przecież co stracę, stojąc tu? Jeszcze zyskam. Trzeba być zdecydowanym, ale i nie dać się zniewolić.” Przemyślawszy wszystko, zupełnie się odprężyłam, wyjęłam z torebki gumę i włożyłam do ust. Instynktownie skierowałam spojrzenie na cień, jakby miał moc zabronienia mi tej gumy. „Nie bądź głupia – pomyślałam – Nie daj się otumanić. Najważniejszy jest spokój i tylko spokój… bo inaczej przegram i nic nie zyskam. Zysk się liczy. On też nie w ciemię bity:…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych