Wróć do katalogu

Walczący chrześcijanin

NOWONARODZONYM!

remi, opublikowano , 20 min czytania, 4,3 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Walczący chrześcijanin – ale o co i z kim?

Patrząc na dzisiejsze chrześcijaństwo łatwo można stwierdzić, że wierzący ludzie dzielą się na dwie kategorie: bierną i aktywną. Bierna to taka, która przyjęła postawę biorcy oraz obserwatora. Nie angażuje się zbytnio w to, co dzieje się wokół, nie wykazuje inicjatywy, nie zabiega o nic, a jedynie w razie konieczności, kiedy ktoś wydaje wyraźne polecenie, podejmuje się krótkiego i zwięzłego wykonania, by znów przyjąć poprzednią postawę. Ogólnie rzecz ujmując to ludzie, którzy potrzebowali zbawienia od piekła, a wszystko co ponadto traktują z wielkimi oporami aktywnej cielesności. W odróżnieniu od chrześcijan biernych, druga kategoria wyróżnia się chęcią działania, podejmowania trudów służenia Bogu, brakiem zadowolenia z wyłącznego brania. Są to ludzie zainspirowani przez biblijne oraz wzięte z życia przykłady uznanych sług Bożych do poświęcenia się dla Pana. Obie kategorie wierzących biorą udział w duchowej wojnie, która od zarania dziejów rozgrywa się w duchowym świecie pomiędzy Bogiem i mocami ciemności. Na ile jednak sobie zdajemy z tego sprawę, że nasze postawy mają istotne znaczenie w tej wojnie? Czy zdajemy sobie sprawę z tego, że nie wystarczy znaleźć się po stronie aktywnej, by być sprzymierzeńcem Boga? Słowa Pana Jezusa z Mat. 12:30: „ Kto nie jest ze mną, jest przeciwko mnie, a kto ze mną nie zbiera, rozprasza” są mocne i dosadne. Trzeba być z Panem, aby czynienie czegokolwiek miało sens. Przyp. 19:2: „Gdzie nie ma rozwagi, tam nawet gorliwość nie jest dobra; kto śpiesznie kroczy naprzód, może się potknąć.” Rzym. 10:2-3: „Daję im bowiem świadectwo, że mają gorliwość dla Boga, ale gorliwość nierozsądną; Bo nie znając usprawiedliwienia, które pochodzi od Boga, a własne usiłując ustanowić, nie podporządkowali się usprawiedliwieniu Bożemu.” Niejeden chrześcijanin sądzi, że z racji bycia dzieckiem Bożym, cokolwiek co zrobi dla Boga, niejako „z urzędu” przypadnie Bogu do gustu i otrzyma on za to pochwałę. Powyższe teksty powinny wyraźnie wskazywać na to, że jest inaczej. Można być nierozsądnym, działającym bez rozwagi, duchowej mądrości gorliwcem, który nie jest sługą, ale nie mającym nic wspólnego z Bożą wolą działaczem. Patrząc z zewnątrz, ludzkimi oczyma trudno dostrzec, czym kieruje się dany człowiek, jakie są jego metody działania, skąd czerpie energię. Niewielu ma ochotę i potrzebę zerkania w motywacje inspirujące do czynu tych, którzy podejmują się jakiegoś działania, gdyż całkowicie wystarcza im, że przynoszą oni jakiś pożytek. Mało kto potrafi przykładać duchową miarę, ale są i tacy, którzy nie chcą tego robić, by nie drażnić swego sumienia i nie narażać się na podejmowanie niewygodnych decyzji oraz sprzeciwu wobec niekompetencji wielu braci. Z drugiej zaś strony są i tacy, którzy pomimo swej cielesności, niedojrzałości a nawet duchowej ślepoty za wszelką cenę prą naprzód, zupełnie nie dopuszczając do siebie, że ich aktywność na polu budowania Kościoła przynosi (z Bożej perspektywy) wręcz odwrotny skutek! Zamiast zbierać wierzących na wybrane przez Pana miejsce, rozpraszają i pochwalają rozproszenie (podziały) innych. Poprawiając zasady Boga, unieważnia się je. Statuty wyróżniające daną grupę przez podkreślenie jakiejś szczególnej doktryny, podobnie jak gloryfikacja jakiegoś wybitnego człowieka (1Kor.3) wprowadzają wręcz odwrotny skutek do zamierzonego. Zamiast wywyższenia Boga i Jego Słowa, wywyższa się człowieka i jego mądrość w dochodzeniu do biblijnych prawd. To jednak nie wszystko. Następną konsekwencją takiej postawy jest stawianie siebie ponad innych, w opozycji do innych. Prowadzi to do pogłębiania animozji, podziałów i wrogości wobec konkurencyjnych grup chrześcijańskich, przy czym zachowuje się tak zwaną „niewidzialną jedność”, która ma być wypełnieniem modlitwy Pana Jezusa z 17 rozdziału Jana, a jest jedynie jej sztucznym, mało wybrednym substytutem wyłącznie na płaszczyźnie słownych deklaracji, wobec których światu pozostaje tylko wątpienie w niesioną mu ewangelię. Świat może dostrzec jedynie fizyczną, wyrażającą się w praktycznej miłości jedność, kiedy chrześcijanie stoją jak jeden mąż, jak jedno ciało. Wielu aktywnych chrześcijan bierze sobie do serca słowa apostoła Pawła, który do Tymoteusza zwraca się: „Cierp wespół ze mną jako dobry żołnierz Jezusa Chrystusa” (2Tym. 2,3) i poświęcają się roli walczącego żołnierza. Myśl Pawła ma jednak konkretne podłoże i cel. Podłożem jest Chrystus i celem jest Chrystus! Niewielu jednak to rozumie. W dzisiejszym chrześcijaństwie jest całe mnóstwo walczących braci, których deklarowanym celem jest Chrystus, Kościół i Prawda, jednakże praktyczna rzeczywistość wskazuje na coś zupełnie innego. Słowa Jakuba z Jak. 4:1-2: „Skądże spory i skąd walki między wami? Czy nie pochodzą one z namiętności waszych, które toczą bój w członkach waszych? Pożądacie, a nie macie; zabijacie i zazdrościcie, a nie możecie osiągnąć; walczycie i spory prowadzicie. Nie macie, bo nie prosicie” - znajdują dziś swe wypełnienie, które oscyluje wokół najprzeróżniejszych dogmatów oraz praktycznego ich zastosowania. „Namiętności toczące bój w członkach” zmierzają do pozyskania braci dla swoich poglądów na tę czy tamtą prawdę, a potem do zaliczenia kolejnego członka swojej grupy. Oczywiście nikt nie przyzna, że wewnątrz ogarnięty jest ambicjonalną gorączką odniesienia sukcesu w przekonywaniu i przeciągnięciu na swoją stronę, co wiąże się z ogromną satysfakcją i chwałą. Wszelkie działania podejmowane są, rzecz jasna, dla Pana... I tu kryje się sedno sprawy. Czy naprawdę dla Pana? Czy to Pan jest wodzem walczącego chrześcijanina? Czy inspiracją do prowadzonych rozmów jest głos Ducha Świętego? Z własnego doświadczenia wiem, że niejednokrotnie zależało mi na przekonaniu kogoś, że to właśnie ja zobaczyłem prawdę, a on się myli. Początek rozmowy był łagodny i pokojowy, a wobec oporu przeciwnej strony wzbierało we mnie poczucie irytacji, potem złości, a nawet gniewu. Nie raz doświadczyłem pochodzącego od Boga, słusznego upokorzenia, kiedy to po jakimś czasie stwierdzałem, że właśnie nie ja miałem słuszność, a moja walka toczona była w moim własnym interesie! Jakże bardzo ważne jest zadawanie sobie kilku prostych pytań, na które musimy szczerze przed Panem odpowiedzieć. Co kieruje mną w danej sytuacji? Jakie motywacje są w moim sercu? Do czego zmierzam i co chcę osiągnąć? Jeszcze lepiej jest dać samemu Panu zadanie, które formułuje Dawid: Ps. 139:23-24: „Badaj mnie, Boże, i poznaj serce moje, Doświadcz mnie i poznaj myśli moje! I zobacz, czy nie kroczę drogą zagłady, A prowadź mnie drogą odwieczną!” Pan o wiele lepiej zna nas, niż my sami. Sami o sobie jesteśmy skłonni wydawać opinie skrajnie złe i skrajnie dobre. Pan się nie myli i nie da się oszukać naszymi pięknymi słowami, jak mówi cały ten psalm. W wielu sytuacjach może się okazać, że nasze działania i walka, którą podejmujemy w „słusznej sprawie” nie mają w oczach Boga najmniejszej aprobaty, gdyż trudzimy się w swym własnym imieniu i dla swych własnych zysków. Paweł pisze: 1 Kor. 9:26: „Ja tedy tak biegnę, nie jakby na oślep, tak walczę na pięści, nie jakbym w próżnię uderzał;”. Uderzanie w próżnię to mijanie się z celem. Gdzie indziej pisze znowu: Kol. 1:28-29: „Jego to zwiastujemy, napominając i nauczając każdego człowieka we wszelkiej mądrości, aby stawić go doskonałym w Chrystusie Jezusie; Nad tym też pracuję, walcząc w mocy Jego, która skutecznie we mnie działa.” Kol. 2:1-2: „Chcę bowiem, abyście wiedzieli, jak wielki bój toczę za was i za tych, którzy są w Laodycei, i za tych wszystkich, którzy osobiście mnie nie poznali, Aby pocieszone były ich serca, a oni połączeni w miłości zdążali do wszelkiego bogactwa pełnego zrozumienia, do poznania tajemnicy Bożej, to jest Chrystusa...” Oto cele jakie przyświecały apostołowi! Paweł walczył o braci dla Chrystusa. O braci, a nie przeciwko braciom! Czy doświadczyliście już rozmów, a może raczej sporów i kłótni, w których padliście ofiarą, lub też sami chcieliście zadać cios mający na celu szybkie powalenie przeciwnika, wykazanie mu jego błędów, oczywistych wypaczeń, a nawet wytknięcie ludzkich słabości i potknięć? Przypomnijcie sobie, czy mieliście wtedy gorące pragnienie przyprowadzenia w tych dyskusjach kogoś do Pana, zbudowanie go, zachęcenie, pocieszenie, może napomnienie, ale ze względu na poznanie i doznanie Pana. Uderzenie nie może być skierowane w próżnię. Jeśli uderzamy w uczucia brata, mijamy się z celem i zadajemy wiele szkód. Poraniony brat ucieknie i wiele trudu będzie nas kosztowało następne spotkanie. Nie będzie on przyjmował niczego, co mamy do powiedzenia. Często potrafimy być bardzo precyzyjni w wykazywaniu wad, głupoty, niezdarności, słabości i niechcianych błędów używając wyrafinowanej, często podszytej złośliwością docinki. Gdybyśmy zamiast tego byli tacy dobrzy w pozyskiwaniu przez duchową zachętę... Kiedy pewnego razu dotarło do mnie słowo z Listu do Tymoteusza, przeżyłem delikatny wstrząs w moim rozumowaniu na temat stosunków między braćmi i roli sług. Jaki to tekst? 2 Tym. 2:22-26: „Młodzieńczych zaś pożądliwości się wystrzegaj, a zdążaj do sprawiedliwości, wiary, miłości, pokoju z tymi, którzy wzywają Pana z czystego serca. A głupich i niedorzecznych (niezdolnych do wychowywania) rozpraw unikaj, wiedząc, że wywołują spory. A sługa Pański nie powinien wdawać się w spory, lecz powinien być uprzejmy dla wszystkich, zdolny do nauczania, cierpliwie znoszący przeciwności, napominający z łagodnością krnąbrnych (układających siebie przeciw), w nadziei, że Bóg przywiedzie ich kiedyś do upamiętania i do poznania prawdy, i że wyzwolą się (otrzeźwieją) z sideł diabła, który ich zmusza do pełnienia swojej woli.” Zobaczyłem, że wielokrotnie stan mojego…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych