Warszawska miłość
Perypetie miłosne oraz problemy dorastającej nastolatki mieszkającej na obrzeżach stolicy.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Mam na imię Agata. Chodzę do Technikum nr 5 w nigdy nie śpiącej Warszawie,a właściwie na obrzeżach miasta. Mam 17 lat i z pozoru nudne życie,ale gdyby przyjrzeć się temu bliżej.. Jak co rano jechałam do szkoły autobusem nr 13. Tradycyjnie siedziałam po prawej stronie,w drugim rzędzie przy oknie i słuchałam jakiegoś electro. Nagle kierowca zatrzymał się na jednym z miejskich przystanków. Do środka weszło kilka osób,w tym on-chłopak którego często widywałam po szkole. Wyglądał góra na 18 lat. Piwne oczy i czarne włosy. Od razu widać było,że na bank się farbuje. Niby pewności nie miałam,ale kobieta przecież zawsze ma rację,prawda? Zbliżył się do mojego rzędu i usiadł koło mnie,nawet nie pytając czy miejsce jest wolne albo czy może. -Przepraszam-odezwał się i spojrzał na mnie-czy mogłabyś przyciszyć? Miałam ochotę powiedzieć mu coś mocnego,ale ograniczyłam się tylko do wyłączenia muzyki. -Nie musiałaś wyłączać. -Gdybym przyciszyła,to nie słyszałabym muzyki,więc wolałam wyłączyć,żeby nie marnować baterii.-odwróciłam głowę w stronę szyby i obserwowałam ludzi. Po tym co powiedziałam,chłopak,już się nie odezwał,więc całą drogę do szkoły milczeliśmy. Kontem oka widziałam,że na mnie patrzy,ale udawałam,że tego nie widzę. Kiedy wysiedliśmy każde z nas ruszyło w swoją stronę. Jeszcze raz spojrzeliśmy na siebie. On się uśmiechnął,a ja stwierdziłam,że jest nad wyraz bezczelny. Weszłam do środka szkoły i od progu zostałam napadnięta przez swoją najlepszą przyjaciółkę-Monikę. Niedaleko niej stał Krystian,jej chłopak. -Zaspałaś!-powiedziała i rzuciła mi się na szyję. -Wcale nie-powiedziałam nie wyspanym głosem. -Oh Monika,daj jej spokój.-rzucił Krystian,a Monika przewróciła tylko oczami. Monikę znałam rok. Poznałyśmy się w pierwszej klasie technikum,ale nie od razu się zaprzyjaźniłyśmy. Była średniego wzrostu brunetką o ciemnych oczach i niesamowitym temperamencie. Krystiana zaś znałam od pięciu lat. Był moim sąsiadem,przyjacielem i jednocześnie jednym z "ciasteczek" szkoły. Mógł mieć każdą,ale nie każda mogła mieć jego. Chodził do tej samej szkoły co ja i dwa tygodnie po poznaniu Moniki poznałam ich ze sobą. -Krystian,nie obraź się,ale mam do pogadania z Agą. W cztery oczy. -Umm,jasne-pocałował ją i poszedł w stronę sali gimnastycznej. -Adam o Ciebie pytał. Chyba chciał pogadać z Tobą o czymś bardzo,bardzo ważnym. -Oh..już mnie to nudzi. Ciągle chce ze mną rozmawiać o czymś "ważnym". Adam..No cóż. Adam był moim kumplem. Chodził do 3 klasy tego samego technikum co ja i odkąd znalazłam się w tej szkole,nie daje mi spokoju. Nie powiem,jest całkiem fajny i przystojny,ale traktuję go tylko jak kumpla,a on sobie wyobraża Bóg wie co.. Muszę przyznać,że nie pociągają mnie blondyni. -Wiesz,wydaje mi się,że on się w Tobie zakochał. To znaczy,może mi się wydawać,ale rzadko kiedy mi się coś wydaje. On tak na Ciebie patrzy,że..no wiesz. Wytrzeszczyłam oczy. Monika gadała jak nakręcona. W tym momencie mogłabym porównać ją do szafy grającej-jak się wrzuci monetę to gra,a jak nie to siedzi cicho. Monika niestety umiała pracować bez monet. -Ogarnij się. Mam gdzieś to,że on prawdopodobnie się we mnie zakochał,zrozum. -Jakie prawdopodobnie? Ja jestem tego więcej niż pewna. Spojrzałam na nią z lekkim poirytowaniem. -Nie chcę mieć chłopaka. Nie kręci mnie zmienianie partnerów jak rękawiczki. To ma być miłość,a nie dyscyplina sportowa. Od roku byłam sama. Dzięki Maćkowi,byłemu chłopakowi,stałam się nieufna. Stwierdziłam,że połowa facetów jest taka sama i,że zależy im tylko na jednym. -Przecież ja o tym wiem,ale nie uważasz,że pora w końcu dać sobie szansę? -Może i masz rację,ale ja nie jestem jeszcze o tym przekonana. -Marudzisz.. Słuchaj! Mam kumpla,który też jest samotny. Bardzo fajny chłopak,ma 18 lat i chodzi do liceum tutaj obok-wskazała palcem na drzwi wyjściowe.-Mogę Cię z nim poznać jeśli chcesz. Faktycznie. Po drugiej stronie ulicy znajdowało się liceum,ale dlaczego nie wiedziałam nic o tym,że Monika ma tam jakiegoś kolegę? -No nie wiem Monia.. -Zgódź się. Zobaczysz,nie pożałujesz. -No dobra,niech Ci będzie. -Zobaczysz!-moja przyjaciółka wyjęła telefon z torebki i wybrała numer-Halo? Sebastian? Słuchaj,miałbyś dzisiaj czas po lekcjach? Tak? A mogę wziąć ze sobą przyjaciółkę? Świetnie! Będziemy czekać w "Marcepanie". Mhm,to jesteśmy umówieni!-uśmiechnęła się do telefonu,spojrzała na mnie,a potem jeszcze raz spojrzała na telefon.-Kończy lekcje o 15:10. Stałam na środku korytarza bez żadnych oznak życia. Monika parę razy machnęła mi reką przed oczami. -Co? -Zaczekamy na niego w "Marcepanie". -Dobrze. Cały dzień nie ogarniałam. Niby nigdy nie ogarniam,ale dzisiaj jakby mocniej. Nie umiałam się skupić na lekcjach. Wciąż myślałam o chłopaku z autobusu. Jeżeli mam być szczera,to spodobał mi się. A ten jego głos.. Drugą sprawą,która nie dawała mi spokoju,było to,jak kulturalnie spławić Adama. W końcu lekcje się skończyły,a ja i Monika wyszłyśmy tanecznym krokiem z sali. Przed wejściem zauważyłam Adama. Chciałam cofnąć się do tyłu,ale Monika złapała mnie za rękę. -Daj spokój. Spojrzałam na nią wymownie i ruszyłyśmy przed siebie. Kiedy mnie zauważył,natychmiast strzelił banana na pół twarzy. -Aguś,cześć!-podszedł do mnie i próbował objąć,ale zrobiłam unik. Uff! -Adam! Przepraszam,spieszę się. -Muszę z Tobą porozmawiać. -Obiecuję,że pogadamy,ale nie teraz i nie dzisiaj.-pociągnęłam Monikę za rękaw i szybko wyszłyśmy przed szkołę. -Monia,ja mam go totalnie dosyć! -Nie lamentuj. Jeszcze tylko rok z nim. -Oh! Cały,długi,rok.. -Przestań. I chodź szybciej,bo to Seba będzie musiał czekać na nas,a nie my na niego. Prawie wbiegłyśmy do "Marcepanu" i zajęłyśmy stolik w kącie,w którym świeciła się mała,czerwona lampa. -Na szczęście zdążyłyśmy. Seby jeszcze nie ma. -No to sobie poczekamy-odpowiedziałam i zaczęłam stukać palcami w stolik. Siedziałyśmy chwilę czekając na tego Sebastiana,czy jak mu tam było. Zauważyłam,że drzwi otwierają się. Pomyślałam,że to na pewno ten Seba. Nagle w drzwiach ukazał się..chłopak z autobusu?! Boże,czy on mnie śledzi? Myślałam,że gorzej już być nie może,ale to,co wydarzyło się później przeszło moje najśmielsze oczekiwania! Wzięłam swoją torbę na kolana i udałam,że czegoś szukam. Nie było szans żeby mnie poznał w tym świetle.Zwłaszcza teraz,kiedy spuściłam głowę. -Seba! Cieszę się,że przyszedłeś. -Też się cieszę. -To jest Aga-kopnęła mnie w nogę-a to Sebastian. Poznajcie się. -Mił..-wstałam i otworzyłam buzię ze zdziwienia. Sebastian był chłopakiem z autobusu! Widać było,że też jest zaskoczony. -Mnie również miło. Chwilę później Monika i Sebastian rozmawiali w najlepsze,a ja siedziałam jak mumia i wgapiałam się w stół. Byłam na siebie wściekła,za to,że nie poznałam go po głosie. -Aga? Jesteś z nami?-zapytał Sebastian i uśmiechnął się do mnie. "No nie udawaj,że tak Cię to interesuje" pomyślałam. -Tak,jeszcze jestem-odwzajemniłam jego uśmiech. -Jeszcze? -Słuchajcie,ja muszę już iść. Obiecałam mamie,że przed 17 będę w domu. -Może Cię odprowadzić? -Nie uważasz,że byłoby niegrzecznie zostawiać Monikę samą? -Daj spokój. Idźcie. Zaraz i tak przyjdzie Krystian,więc nie będę sama. -Naprawdę nie trzeba. Dam sobie radę. Wyszłam stamtąd tak szybko jak tylko się dało,prawie zabijając się z pośpiechu na schodach. Nie mam pojęcia dlaczego tak bardzo mi sie spieszyło. W pewnym momencie zauważyłam,że na rogu ulicy stoi kilku dresów i pali papierosy. Przeszył mnie dreszcz. Schowałam telefon do kieszeni udając przy tym ogromną pewność siebie. W rzeczywistości bałam się jak cholera. -Ej lala-odezwał się jeden z nich. Jego głos był tak okropny,że nie dało się go słuchać.-masz ochotę na papieroska? Reszta "ziomów" czekała chyba na moją reakcję,ponieważ stali jak słupy soli i wgapiali we mnie swoje zezowate oczka. -Nie dzięki-rzuciłam pewnym głosem. -Mnie się nie odmawia,dziewczyno. -Ale ja lubię odmawiać,więc odmawiam. Proste.-zaczęłam trochę cwaniakować. Miałam nadzieję,że żaden z nich nie zauważy,że się boję. -Patrzcie chłopcy! Twarda sztuka.-złapał mnie za nadgarstek.-Powtórzę jeszcze raz.. -Zostaw ją-usłyszałam za sobą czyjś głos. To był Sebastian. -Bo co?-zaśmiał się złowrogo,jak te wszystkie czarownice w Disney'owskich bajkach i pokazał szereg żółtych i na wpół powybijanych zębów.-Zbijesz mnie? -Jeżeli zaistnieje taka potrzeba,to czemu nie? Sebastian wykazywał tak wielką pewność siebie,że na chwilę przestałam się trząść,ale chwilę później strach spotęgował dreszcze. -Chłopcze,Ty chyba nie za bardzo wiesz z kim rozmawiasz. -Owszem wiem. Z pierwszym lepszym dresem,trzymającym papierosa w ręku,którego mogę spotkać w każdym miejscu i który grozi Bogu ducha winnej dziewczynie. Dres spojrzał na niego. Wiedziałam już co to znaczy. Schowałam się za Sebastianem i złapałam go za zimną rękę. Wiecie,normalnie bym tego nie zrobiła,ale to była wyjątkowa sytuacja,ja byłam zdenerwowana,a jak jestem zdenerwowana to robię różne rzeczy. Sebastian odwzajemnił uścisk. Gość w dresie rzucił papierosa na ziemię,przydeptując go i podszedł. -Jeszcze się policzymy.-splunął koło buta Sebastiana i odszedł. Puściłam go,a on odwrócił się i spojrzał na mnie. -Tylko nie myśl sobie,że zaraz padnę przed Tobą na kolana. Dziękuję. Sama też bym sobie poradziła. -No nie wątpię.. -Miło było Cię poznać. Wydawało mi się,że byłam wobec niego trochę chamska,ale w tym momencie było już za późno na cokolwiek,a przepraszać nie miałam zamiaru. Wieczorem,podczas oglądania telewizji z moim bratem,dostałam wiadomość od Moniki "Seba mówi,że fajna z Ciebie dziewczyna". Byłam dla niego taka niemiła,a on uważa,że jestem fajna? Odpisałam tylko "Dziękuję. To miłe,że ma o mnie takie zdanie". Było mi głupio. Ale tylko trochę. "Seba pyta,czy mogę mu dać Twój numer telefonu". Oh..teraz zaczęło się coś,czego nie lubiłam. Musiałam myśleć! Nie byłam pewna czy chcę z nim pisać,rozmawiać i w ogóle się z nim kontaktować,ale po milionie sms'ów od Moniki,dałam sie przekonać. Kilka minut później nieznajomy numer puścił mi sygnał. Ja zrobiłam to samo. Do 22:30 czekałam na wiadomość,a potem najzwyklej w świecie poszłam spać. Obudziłam się o 6:20,po czym wyciągnęłam telefon spod poduszki. Po przycisnięciu jednego z klawiszy,ekran zaświecił się,a ja zobaczyłam,że mam wiadomość "Mam nadzieję,że nie budzę". No tak. Wszyscy zawsze pisali do mnie kiedy już spałam,a potem obrażali sie o to,że nie odpisuję. Przez chwilę zastanawiałam sie czy odpisać mu,że już spałam czy wstać z łóżka. Wybrałam jednak opcję drugą i poszłam do łazienki. Pół godziny później byłam już gotowa. Musiałam jeszcze tylko wysuszyć włosy,ale nie sprawiło mi to większego problemu,dlatego za pięć siódma wyszłam i pobiegłam na przystanek,który znajdował się jakieś 3 minuty od mojego domu. Autobus przyjechał,jak nigdy,punktualnie. Po kilku minutach jazdy zatrzymał się na przystanku Sebastiana. Myślałam,że go nie ma,ale po chwili zauważyłam jak przepuszcza do środka starszą kobietę. Miał na sobie czarną bluzę z kapturem,jeansy i niebieski plecak z napisem "RAP MOJĄ SIŁĄ". Kiedy mnie zauważył,uśmiechnął się do siebie i wszedł. -Dzień dobry-powiedział-czy to miejsce koło pani jest wolne? -Oczywiście. Niech pan siada. -Dziękuję bardzo. -Proszę bardzo. -Przepraszam,że tak późno napisałem. Rozumiem,że już spałaś. -Tak. Wczorajszy dzień obfitował w dużą ilość wrażeń. Chciałam o nim szybko zapomnieć. Czekałam do 22:30-właściwie niepotrzebnie o tym wspominałam. Teraz mógł pomyśleć,że zależy mi na rozmowie z nim. -Rozumiem. Trochę głupio wyszło z tym wszystkim. Pewnie myślisz teraz,że jestem jakimś natrętem czy coś. -Nie coś Ty. Wcale tak nie myślę. Spuściłam dzisiaj z tonu. Wczoraj okropnie się zachowałam,a Sebastian przecież,jakby nie patrzeć,uratował mnie przed tymi typami. Chciałam pokazać,że zasługuję na miano fajnej dziewczyny. Dalszą drogę spędziliśmy na milczeniu. Już nawet nie chciało mi się słuchać muzyki. W końcu dojechaliśmy . Autobus zatrzymał się prawie przy wejściu do mojej szkoły. -Seba,słuchaj. Chciałam.. -Przepraszam Cię,muszę lecieć. Obiecałem kumplom,że zagramy w piłkę przed lekcjami. Pogadamy później. -Jasne. Stałam przed bramą jak manekin i patrzyłam,jak Sebastian znika w tłumie. Po chwili ocknęłam się i weszłam do szkoły. Znowu cały dzień o nim myślałam. Nie miałam pojęcia co jest grane. Czyżbym się w nim zakochała? O nie! Nie mogę sobie na to pozwolić. Bynajmniej nie teraz. Z rozmyślań wyrwał mnie głos Adama,na którego prawie weszłam. -Oh..cześć-powiedziałam nieprzytomnie. -Pogadamy? Musimy Aga. Obiecałaś! -Wiem,że obiecałam..-spojrzałam mu w oczy. Chciałam wymyślić jakąś wymówkę,ale miałam wrażenie,że gdy to zrobię,on się rozplacze.-No dobra. Ale chodźmy stąd. Tutaj się nie da porozmawiać. -Ile masz jeszcze lekcji? -Już skończyłam. -Hm,czekaj. Powiem chłopakom,żeby coś wcisnęli nauczycielowi-powiedział i zniknął w klasie numer 21. Zawsze był na lekcjach,a dzisiaj chciał tak po prostu zwiać? Wydawało mi sie,że nie preferuje wagarów. Miałam nawet wrażenie,że mieszka w szkole,ponieważ nigdy lekcji nie opuszczał,co sprawiało,że miał wzorową frekwencję,a tymczasem chce się urwać i prosi kolegów o to,żeby kłamali? -Załatwione. Możemy iść. -Idziesz z lekcji? -Jak mnie nie będzie na jednej czy dwóch to nic sie nie stanie. Wzruszyłam ramionami. Właściwie to nie była nawet moja sprawa. Ja byłam w porządku. Wyszliśmy ze szkoły. Adam chciał iść do "Marcepanu" a ja,chcąc mieć tą rozmowę za sobą,zgodziłam się. Rozsiedliśmy się na kanapach. -No to słucham. Szczerze nie interesowało mnie to,co ma mi do powiedzenia. W mojej głowie był teraz Sebastian. Zastanawiałam się co robi,z kim rozmawia,o czym myśli,gdzie jest.. Aga,stop! -..jakoś tak wyszło. -Ale co? -Nie słuchałaś? -Yyy..szczerze to nie. Przepraszam,odleciałam. Mógłbyś powtórzyć? -Jasne.. Chodzi o to,że.. no wiesz. Znamy się już rok. Po tylu rozmowach i spotkaniach z Tobą,zrozumiałem,że jestem w Tobie zakochany. Wytrzeszczyłam oczy. On sobie chyba robił jaja. -Nie chciałem Cię przestraszyć-powiedział drżącym głosem,widząc moją minę. -Nie przestraszyłeś mnie. Po prostu ja tego nie czuję. Lubię Cię,ale nic poza tym. Jest mi dobrze samej i na razie nie chce tego zmieniać. Może kiedyś będę chciała się z kimś związać,ale nie teraz. -Ale Aga,przemyśl to. Ja poczekam. Poczekam tyle,ile będzie trzeba. -To nie ma sensu. Nie czekaj. Moje uczucia się nie zmienią. -Moi rodzice też niczego do siebie nie czuli na początku. Znali się kilka lat i w końcu zaiskrzyło.. -Im się widocznie udało. Ja nie jestem taka jak Twoi rodzice. Jezeli kogoś kocham to o tym wiem. Przykro mi-powiedziałam i wstałam. Szybkim krokiem ruszyłam do wyjścia i chwilę później byłam już na schodach. Adam wybiegł za mną. -Aga,dajmy sobie szansę. -Wyraziłam już swoją opinię na ten temat. Nie ma o czym mówić-krzyknęłam i nagle zauważyłam Sebastiana,który szedł w moją stronę. Miałam nadzieje,że mnie nie zauważył,bo był jakiś zamyślony i namiętnie pisał do kogoś sms'a. Adam nadal stał przed wejściem i raz po raz wykrzykiwał moje imię. Oh,irytujące. -A to co? Kłótnia małżeńska? Zdradził i chce druga szansę? Cholera jasna! On to wszystko widział i słyszał? Pięknie! -Spadaj. Nie zdradził mnie,bo nie jest nawet moim chłopakiem. Nie mam chłopaka. -Wiem. Pytałem Monikę. Tak tylko powiedziałem,żeby Cię zdenerwować. Lubię gdy się złościsz.-powiedział i uśmiechnął się szczerze,a w jego policzku ukazał się dołeczek. No ładnie. O wszystko wypytywał Monikę. Ciekawe co jeszcze o mnie wie. Spojrzałam na niego i dałam mu kuksańca w żebro. -Hej,za co to? Wzruszyłam ramionami. Żeby rozładować atmosferę,zmienił temat. -Chciałaś chyba pogadać rano? -A tak..Chciałam Cie przeprosić za wczoraj. Wiesz,za to,że byłam niemiła i w ogóle. Uratowałeś mnie,a ja zamiast okazać wdzięczność zachowywałam się jak ostatnia.. -Nie kończ. Przecież nie musisz mnie przepraszać. Monika mówiła,że jesteś trochę narwana. Coś w stylu "najpierw robię,potem myślę". Też tak mam. W innym wypadku pewnie bym sie obraziła,ale to był Sebastian,a na niego nie mogłam sie obrażać. Nie umiałam.. -Eh,moja wada. Wiesz już o mnie tak dużo,chociaż znamy się dopiero dwa dni,a ja o Tobie nie wiem nic. Dlaczego? -Moje życie nie jest ciekawe. Ja nie jestem ciekawy. Wokół tylko nuda,nuda i nuda.. W życiu nie zrobiłabym tego,co właśnie zrobiłam,ale czułam,że powinnam. Rzuciłam się Sebastianowi na szyję. Z początku był trochę zdezorientowany,ale później objął mnie. -Nie jesteś nudny. Może tego nie widać,ale mimo tych dwóch dni,ja Cię lubię-powiedziałam i puściłam go. -Przytulać też się lubisz? -Mhm,ale nie zawsze jest z kim. Uśmiechnął się. Pod wpływem tego uśmiechu ja się po prostu roztapiałam. -To już wiem o Tobie kolejną rzecz. -Chyba za bardzo się otwieram. -Możesz mi ufać. Teraz to ja się uśmiechnęłam. Byłam nieufna,ale czułam,że z nim jest inaczej. Wydawał się bezczelny,ale przy bliższym poznaniu okazało sie,że zbyt pochopnie oceniałam ludzi. -Wiesz Aguś,też Cię lubię. Nie lubiłam gdy ktoś zdrabniał moje imię,a zwłaszcza Adam,ale z Sebą było inaczej. Czułam,że moje imię w jego ustach jest całkowicie bezpieczne. I tak,jestem zdrowa psychicznie,chociaż po tym co powiedziałam,mogłoby wydawać się inaczej. Spojrzałam na zegarek. -Muszę już lecieć. Zaraz mam autobus i nie chcę się spóźnić. -Gdybym miał samochód to bym Cię odwiózł. -Ależ..-stanęłam na palcach i pocałowałam go w policzek. -Za co to? -Aa..do zobaczenia! Nie wiedziałam czemu to robię. Bałam sie,że Sebastian pomyśli,że jestem łatwa i lepię sie do każdego chłopaka. Tego bym nie chciała. Na szczęście on wcale tak nie myślał. Wręcz przeciwnie. Uważał mnie za świetną dziewczynę. Dni mijały,a my spotykaliśmy się coraz częściej-w weekendy,po lekcjach,przed lekcjami,w czasie zwykłych przerw i tych piętnastominutowych. -Aguś,słoneczko!-zawołał do mnie pewnego październikowego popołudnia,widząc jak wychodzę z cukierni. Podszedł do mnie wtedy i pocałował w policzek. -Cześć,cześć i jeszcze raz cześć! -Co tam niesiesz? Mmm,czy to pączki? -Pączki. Chcesz jednego? -Uwierz mi,że na jednym by się nie skończyło.-zaśmiał się.-Zaczekasz na mnie? Czuje,że jeśli ich teraz nie kupię to zwariuję! -Jasne. Nie spiesz się. Potem siedzieliśmy na jednym z miejskich przystanków i zajadaliśmy się pączkami z lukrem. Niesamowicie się dziś cieszyłam. Zaczął się weekend,a w niedzielę mieliśmy robić grilla całą paczką. I co najważniejsze-Sebastian tez miał być! -Słuchaj,a może byś do mnie wpadła dzisiaj? Mam świetny film. -Co to za film? -"Szukając szczęścia". Komedia romantyczna. -Romantyczna? Nie wiedziałam,że oglądasz. Szczerze to takie romantyki uważam za badziewie nie z tej ziemi. Bez obrazy. Wolę zwykłe komedie albo komedie gore lub horrory. -Nie oglądam. Wziąłem to z myślą o Tobie,ale skoro nie oglądasz.. -Mogę zrobić wyjątek i to z Tobą obejrzeć. Sebastian uśmiechnął się i ugryzł pączka. Zaśmiałam się głośno. -No co? -Ah,nic-odwróciłam sie w jego stronę i wyszczerzyłam zęby. Czułam się szczęśliwie,chociaż nie wiedziałam z jakiego powodu. Miałam wrażenie,że zakochuję się w Sebastianie coraz bardziej i mocniej,ale mogło to być mylne uczucie. Zwykle myliłam się w tych sprawach. Po kilku minutach z moich filozofii,wyrwał mnie warkot silnika nadjeżdżającego autobusu. Od razu po powrocie do domu,zaczęłam się szykować na wieczór. Musiałam wyglądać idealnie! Byliśmy umówieni na 19. Mój brat był tak kochany,że obiecał zabrać mnie z powrotem dlatego mogłam siedzieć u Seby ile tylko chciałam. Kiedy już byłam gotowa,stanęłam przed lustrem i powiedziałam sama do siebie "No Aga. Dzisiaj jest Twój dzień". Gdy z przystanku doszłam do jego domu,zorientowałam sie,że mam jeszcze mnóstwo czasu,ale co tam. Przecież wracać się nie będę. -O,cześć. Wiesz,że jesteś przed czasem? -Tak wiem,ale nie mam autobusu tak żeby zdążyć,więc jestem teraz. -Mhm,masz potem jak wrócić? -Tak. Brat po mnie przyjedzie. -Ok. Ale w razie czego mogę zadzwonić po tatę żeby Cię odwiózł. -Nie trzeba.-posłałam mu uśmiech,którym zapewniłam,że wszystko jest ok i,że dam radę. Weszliśmy do salonu. Rodzice Sebastiana byli tak uprzejmi,że poszli do kina,zostawiając mu "wolną chatę" -Ładnie tu masz-rozejrzałam się dookoła. Salon był w kolorze jasnej czerwieni. Zawsze upierałam się żeby pomalować tak mój pokój,ale z mamą nie dało się dojść do porozumienia,dlatego obydwie poszłyśmy na kompromis,w związku z czym mój pokój został przemalowany na seledynowy. Fu! Podłoga w salonie wykonana była z machoniowego drewna,na której stały duże,skórzane kanapy w kolorze khaki. Chwila,khaki? Do tej pory myślałam,że khaki używany jest tylko do odzieży,ale skoro tak.. Widze,że są na tym świecie rzeczy,o których nie mam bladego pojęcia. Na ścianie wisiał ogromny telewizor plazmowy. -E tam. Nic szczególnego,ale dziękuję-uśmiechnął się i podszedł do DVD wkładając płytę.-Może się czegoś napijesz? Albo coś zjesz? -Może później? Najadłam się pączków. -Dobrze. W razie czegoś,mów. -Jasne. Szczerze to rzygałam już tymi pączkami. W domu nawet nie zjadłam obiadu,bo wszystko wychodziło mi bokiem. Usiedliśmy na dużej kanapie. Zaczął się film. Po dziesięciu minutach,wiedziałam już kto jest kim i jak ma na imię. W którymś momencie,chyba wtedy kiedy główna bohaterka dowiaduje się,że jej chłopak ją zdradzał,ja się rozpłakałam. No totalnie się rozkleiłam. Sebastian,widząc moje łzy przytulił mnie i pogładził moje włosy. -Nie płacz. To tylko film. -Wiem,ale.. jestem za bardzo uczuciowa chyba i w ogóle. A gdzie tam! Po prostu przypomniałam sobie jak to było z Maćkiem.. Wszystko pięknie ładnie i nagle bum! Się dowiedziałam. Zdradzał mnie od dwóch miesięcy. No i podobnie było w tym filmie. W tej chwili Sebastian spojrzał na mnie. Wiedziałam,że coś się stanie i chciałam tego. Zbliżył swoje usta do moich i pocałował mnie. To było niesamowite. Moje serce zaczęło bić jak szalone,mózg się wyłączył,a ja straciłam kontrolę nad zmysłami. Przyciągnął mnie do siebie bliżej,tak,że teraz nasze serca biły jednym,niespokojnym rytmem,a ja objęłam go. Czułam,że jest mój i tylko mój. Nagle odzyskałam świadomość i zorientowałam się co robię. -Sebastian.. Ja nie mogę.-skoczyłam z kanapy i w pośpichu zaczęłam zakładać kurtke. -Przepraszam. Nie powinieniem. -Nie przepraszaj. Muszę lecieć. Wyszłam. Zimne powietrze natychmiast mnie obudziło. Całowałam się z Sebą! Przez okno zauważyłam,jak łapie się za glowę i chyba nie za bardzo wierzy w to,co przed chwilą się stało. Zadzwoniłam do brata. Czekając na niego,usiadłam na schodach prowadzących do jakiegoś domu i podparłam twarz rękami. Po dłuższej chwili usłyszałam warkot silnika. To był Dawid. -Co tak siedzisz?-zapytał zatrzymując się na podjeździe.-Wsiadaj. Posłusznie wsiadłam do samochodu. Ruszył. Przez chwilę milczeliśmy,aż w końcu mój brat przerwał ciszę. -Myślałem,że będziecie siedzieć do rana. -Daj spokój. -Coś się stało młoda? -Tak. Całowałam się z nim,a potem uciekłam. -Że co zrobiłaś? -Uciekłam no. Nie praw mi kazań. -Jak małe dziecko. Chciałaś tego? -Czego? -Oh..chciałaś go pocałować czy nie? -Chciałam. -No więc dlaczego uciekłaś? -Nie wiem. -Cofam to,co powiedziałem. Ty się zachowujesz gorzej niż dziecko. Miałam dosyć trucia swojego brata,ale muszę przyznać,że miał rację. Skoro chciałam pocałować Sebastiana,to dlaczego uciekłam? To było trochę głupie z mojej strony,ale czasu nie mogłam już cofnąć. Kiedy byliśmy już w domu,od razu weszłam do pokoju. Wyjęłam telefon z kieszeni. Miałam ochotę napisać do Sebastiana albo do niego zadzwonić,ale dałam sobie spokój. Wzięłam gorącą kapiel,umyłam zęby i poszłam spać. Od razu po przebudzeniu zerknęłam na telefon. Właściwie to całe zerkanie na telefon po przebudzeniu,było swego rodzaju tradycją. Tak mi sie wydaje. Na ekranie pojawił sie komunikat o wadomości "Cześć. Wiem,że nie powinienem się odzywać,ale.. chciałbym się z Tobą spotkać. Dzisiaj o 17 w parku. Jeżeli będziesz chciała-przyjdziesz." To był Sebastian. Czułam,że powinnam się z nim spotkać i przeprosić za tą wczorajszą akcję. Wstałam z łóżka,ubrałam się i zeszłam na dół. W domu nikogo nie było,a na lodówce wisiała kartka "Pojechaliśmy z Dawidem na zakupy. Obiad masz w mikrofalówce. Mama." Kochana mama,zawsze o mnie myślała. Otworzyłam mikrofalówkę. W środku znajdował się talerz z kurczakiem w warzywach. Cały dzień jakoś mi zleciał. W końcu zaczęłam się szykować. Założyłam czarną bluzę z PROSTO i czarne rurki. Niesforne,czerwone włosy,związałam niebieską gumką,a grzywkę zaczesałam na bok. "No,może być" powiedziałam sama do siebie,przeglądając się w lustrze. Równo o 17 byłam w umówionym miejscu. Zauważyłam Sebę. Siedział odwrócony plecami. Podeszłam i usiadłam obok niego. -Przepraszam. Przemyślałam sobie to wszystko. Zachowałam się jak rozkapryszone dziecko,które nie wie czego chce. Ten pocałunek..nigdy wcześniej czegoś takiego nie czułam. Nie mam pojęcia jak zareagujesz,ale dłużej tego ukrywać nie będę. Kocham Cię,tylko,że w momencie odkrycia tego,trochę się przestraszyłam. Nie mam szczęścia w miłości.-spojrzałam ślepo przed siebie. Wiatr strącał liście z drzew,a słońce ogrzewało moją twarz. -Czy Ty przed chwilą powiedziałaś,że mnie kochasz? -Tak. Wiem,że to dla Ciebie nowa sytuacja i.. -Ja też Cię kocham. Zakochałem się w Tobie od pierwszego wejrzenia,wtedy,w autobusie. Myślałem,że to zauroczenie,ale gdy mnie przytuliłaś,przekonałem sie,że to jest właśnie to. Że Cię kocham. Nie mogłam w to uwierzyć. Sebastian przez ten cały czas mnie kochał,a ja byłam dla niego taka niemiła.. Złapałam go za rękę,a on odwzajemnił uścisk. Przysunęłam się bliżej i pocałowałam go. Kiedy wróciłam do domu byłam tak zmęczona,że nie było mowy o poinformowaniu Moniki o tym zdarzeniu. Nie miałam nawet siły się przebierać ani brać kąpieli,dlatego od razu wślizgnęłam się do łóżka i zasnęłam z bananem na twarzy. Następnego dnia,zadzwoniłam do Moniki i o wszystkim jej opowiedziałam. Niesamowicie się ucieszyła. Od początku zapoznania mnie z Sebą,liczyła na to,że będziemy razem. Parę dni później wybrałam się na spotkanie ze znajomymi. Zabrakło oczywiście Sebastiana,który tłumaczył swoją nieobecność,wyjazdem do babci na weekend. Zrobiło mi się trochę przykro,bo niby miałam faceta,ale jednak go nie miałam. To dosyć skomplikowane.. Spotkaliśmy się w "Marcepanie". Była Monika,Krystian,Darek,Paweł,Sylwia,chłopak Sylwii i chłopak,którego w ogóle nie znałam. Przedstawił się jako Albert. Był brunetem o nieco dłuższych włosach,ale krótszych niż moje!,i grzywce opadającej na piwne oczy. Siedzieliśmy tam dosyć długo. Albert zaproponował,że mnie odwiezie. Zgodziłam się,bo dlaczego nie? Miałam do wyboru albo nocować w "Marcepanie" albo iść pieszo. Każdy na moim miejscu by się zgodził. Przez całą drogę milczeliśmy. Miałam do wyboru albo milczeć albo porozmawiać o dzisiejszej pogodzie. Tak,wybrałam to pierwsze. Uśmiechaliśmy się tylko głupio co jakiś czas. -O,tutaj możesz mnie wysadzić-powiedziałam,kiedy zbliżał się do podjazdu. Zauważyłam,że garaż jest otwarty,a samochodu Dawida nie ma,więc nie chciałam,żeby Albert zagradzał mu wjazd. -Jesteś pewna? Bo mogę podjechać bliżej-odpowiedział i uśmiechnął się tak ciepło,że aż wstrząsnął mną dreszcz. -Tak,jestem pewna. -Em..mogę? Na początku nie miałam pojęcia o co mu chodzi,ale kiedy na niego spojrzałam,wiedziałam co mu chodzi po głowie. Pochwylił się w moja stronę i co? Chciał mnie pocałować. -No,możesz-zbliżyłam się do niego nieco,a on musnął mój policzek. Ten pocałunek był tak czuły,że aż poczułam motyle w brzuchu i zaczęłam się zastanawiać co się dzieje. Dlaczego nie czułam tego,gdy całował mnie Seba? A może ja..O nie! Kocham Sebastiana i już. W między czasie do domu przyjechał Dawid,który trafił akurat na całą akcję. -Muszę lecieć. Dziekuję za podwiezienie-wysiadłam z samochodu,żeby nie prowokować czegoś więcej. Stanęłam przy bramie i pomachałam mu na pożegnanie. Szłam w stronę Dawida,który właśnie zamykał garaż. -Nie wydaje mi się żeby to był Sebastian. -Bo to nie był Sebastian. Byłam poirytowana jego ciekawością. Jestem na tyle dorosła,żeby szukać sobie znajomych samodzielnie. Gdy byłam młodsza,Dawid poznawał mnie ze swoimi znajomymi,którzy w chwili obecnej mieli po 30 lat. Wybaczcie,miałam się kumplować z dorosłymi mężczyznami? A ten pocałunek nic nie znaczył i to był tylko policzek. -Przecież się nie złość siostra. Chciałem tylko.. -Dawid,ja nie wiem. Z Sebą tego nie czuje. -Czego? -Albert pocałował mnie w policzek i poczułam motyle w brzuchu,a z Sebą całowałam się już milion razy i nic. Zero motyli. -Dziecko,Ty wierzysz w te bajki o motylach? Sylwek wchodząc do salonu samochodowego ma motyle w brzuchu i jak to wytłumaczysz? Nic z tego nie rozumiałam. Dawid miał rację,ale ja bałam się tego,że jednak miłość do Sebastiana była tylko zauroczeniem,którego nie rozpoznałam. -Aga-do rzeczywistości przywrócił mnie głos Dawida-niby kochasz Sebastiana,a masz jakieś wątpliwości. Co jest? -Nie wiem. Nic już nie wiem.. Muszę się z tym przespać. Miałam zamiar ruszyć do domu,ale Dawid zatrzymał mnie i pocałował w czoło. Nie ma to jak starszy brat. Weszłam do łóżka i oparłam brodę na kolanach. Wydarzenia z ostatnich tygodni i dni przelatywały mi przez głowę-pierwsze spotkanie z Sebastianem,pierwszy pocałunek,wyznawanie sobie miłości,wspólna kolacja w "Piekiełku".. i Albert. Położyłam głowę na poduszce i obserwowałam księżyc. Telefon na szafce zaświecił sie i zawibrował. "Bardzo mocno Cię kocham. Pamiętaj" To był Sebastian. Odpisałam tylko,że też go kocham,ale pewnie niedługo będę musiała porozmawiać z nim o moich wątpliwościach. Wiedziałam,że faceci i miłość to zawsze same problemy,ale nie podejrzewałam,że spotka to mnie. Dlaczego akurat mnie? Przecież nie jestem jedyną osobą na świecie.. W końcu,zmęczona myśleniem,zasnęłam i obudziłam się w momencie gdy mój autobus odjeżdżał właśnie z przystanku. "DAMN!" zaklęłam pod nosem. Wstałam i poszłam do łazienki. Spojrzałam w lustro-wory pod oczami na przemian z rozmazanym tuszem,którego wczoraj nie zmyłam. A włosy? Szkoda gadać. W takich chwilach jak ta wolałabym być łysa. No więc włosy wykręcone były we wszystkie strony świata. Wyglądałam gorzej niż moja sąsiadka,pani Kwiatkowska,która chyba nigdy w życiu nie widziała grzebienia. Nie pozostało mi nic innego,jak tylko umyć twarz i ogarnąć włosy. Niewiele myśląc zrobiłam to. Dwadzieścia minut później wyglądałam już jak człowiek,a nie jak dziad z lasu czy tam jakieś yeti. Nagle zadzwonił telefon domowy. Nikogo nie było już w domu,więc szybko zbiegłam na dół i podniosłam słuchawkę. To był Albert! -O której będziesz w szkole?-zapytał i od razu rozpoznałam jego głos. -Albert? Skąd masz mój numer? -Agata? -No tak. Nie rozumiem Twojego zdziwienia. To ja powinnam być zdziwiona. -Przepraszam. Byłem pewny,że dodzwoniłem się do mojego kumpla.. -Rozumiem. -No nic. Ja już będę kończył. Miłego dnia. Rozłączył się,a ja zabrałam się za robienie śniadania. Lodówka była w połowie pusta,więc postanowiłam zjeść tosty. Potem ubrałam się i wyszłam,ale nie do szkoły,tylko na miasto. Nie widziałam sensu w pójściu na 5 lekcji. Niby był poniedziałek,ale dzisiaj można było wliczyć go w weekend,prawda? Odwiedziłam parę barów. W "Heaven'ie" spotkałam Sebastiana i.. Alberta?! Oni się znają? Wygladało na to,że tak,bo siedzieli i śmiali się w najlepsze. -Cześć kochanie-powiedział Sebastian,całując mnie przy tym w policzek.-To jest mój najlepszy kumpel Albert. Poznajcie się. Najlepszy kumpel? No to wpadłam. -My się już..znamy-odpowiedziałam przewracając oczami. Po chwili jednak bezwładnie opadłam na kanapę. -Tak? Nic mi o tym nie wiadomo.-zamyślił się.-Kiedy się poznaliście? -Wczoraj-odpowiedział Albert i nieśmiało potarł czoło. -Mieliśmy wczoraj takie małe spotkanie w "Marcepanie". Trochę się to przedłużyło i Albert zaproponował mi podwiezienie do domu. Jak wróciłam i odpisałam Ci na sms'a,kompletnie wyszło mi to z głowy.. -Rozumiem-znowu mnie pocałował. Kontem oka zauważyłam,że obserwuje nas Albert. Na jego twarzy malowała się chyba zazdrość. Podobałam mu się i było to wyraźnie widać. Kiedy wyszliśmy z "Heaven'u" Sebastian tylko mnie w tym utwierdził. -Podobasz się Albertowi. -Chyba sobie żartujesz. Wyglądam jak pokemon. I jestem gruba,o patrz!-podciągnęłam bluzę i złapałam kawałek ciała,żeby pokazać Sebastianowi fałdkę na brzuchu. -Przestań głuptasie. Dla mnie jesteś najpiękniejsza na świecie i jesteś moja!-przytulił mnie mocno i pocałował w czoło.-Kocham Cię. -Ja też Cię kocham.-a przynajmniej miałam taką nadzieję. Wróciłam do domu i oznajmiłam mamie,że nie poszłam do szkoły. -Jak to? Chcesz mieć zaległości? Ile miałas dzisiaj lekcji? -No 6..ale nie będę miała zaległości. Obiecuję. -No dobrze,ale czemu nie poszłaś? -Obudziłam się za późno..Autobus właśnie wtedy odjeżdżał,a jak już się ogarnęłam,było trochę za późno i poszłam na miasto. Jakoś tak wyszło.. -Eh..ale żeby to się więcej nie powtórzyło,dobrze? -Dobrze mamo. Zjadłam obiad i zamknęłam się w pokoju. I to dziwne,ale cały czas myślałam o Albercie. Jak to się stało,że chłopak,w którym najprawdopodobniej się zakochałam,jest najlepszym kumplem mojego chłopaka? Musiałam pogadać o tym z Moniką. Napisałam do niej sms'a o treści "Zakochałam się! Ratuj" Pół godziny później Monika siedziała już w moim pokoju. -Po pierwsze,dlaczego nie było Cię dzisiaj w szkole? A po drugie,co to za sms? Przez chwilę krążyłam nerwowo po całym pokoju,zastanawiając się jak zacząć rozmowę. W końcu stanęłam przy oknie i założyłam ręcę na piersiach. -Nie byłam w szkole,bo za późno wstałam. -A sms? Wzięłam głęboki wdech. -Zakochałam się w Albercie. Monika wstała jak oparzona i spojrzała na mnie tak,jakby nie wierzyła w to co słyszy. -Co? Ej,nie mówisz serio? -Mówię całkiem serio. Nie wiem jak to się stało. W dodatku okazało się,że to najlepszy kumpel Sebastiana. -No nie mogę w to uwierzyć. Co chcesz zrobić? -A co ja mam zrobić? Nic. Po prostu nic,dalej będe z Sebastianem. -Nie kochając go? Monika miała rację. Nie mogłam go okłamywać,ale z drugiej strony nie miałam całkowitej pewności czy Albert czuje do mnie to samo. Znowu znalazłam się w martwym punkcie bez jakiegokolwiek wyjścia albo rozwiązania. Spojrzałam na Monikę błagalnym wzrokiem. -Na razie nic mu nie powiesz. Ja też sie nie wydam. Pomyślimy co z tym zrobić.-przytuliła mnie. Cieszyłam się,że ją mam. Mogłam się jej zawsze wygadać. Była chyba jedyną osobą na świecie,której tak mocno ufałam. Dawidowi i mamie też mogłam ufać i w ogóle,ale to nie to samo. A ojciec? Z mojego punktu widzenia nie miałam ojca. Zostawił nas jak miałam 10 lat. Co ja mogłam wtedy wiedzieć. Nie rozumiałam dlaczego odszedł i nie wrócił. Nie utrzymywaliśmy kontaktu nawet,więc miałabym pojechać do niego jakby nigdy nic i powiedzieć mu,że się zakochałam i nie wiem co robić? Przecież on nawet nie wiedział co to miłość.. Myślał,że pieniądze wszystko załatwią. -Dzięki Monia. -Nie ma sprawy. Od tego są przyjaciele. Cały wieczór przesiedziałam przed telewizorem oglądając "Teorię wielkiego podrywu" i "Jak poznałem waszą matkę". Znudzona wszystkim poszłam spać. Śniły mi się jakieś niestworzone rzeczy,których rano niestety nie pamiętałam zbyt dokładnie,ale wiem,że to było okropnie głupie. Obiecałam sobie wtedy,że nigdy więcej nie będę siedzieć do późna przed telewizorem. Z łóżka wstałam trochę po 8. Dzisiaj miałam na 10:30,więc mogłam sobie na to pozwolić. Jak zwykle poszłam do łazienki,potem ubrałam się i spakowałam książki. Na śniadanie niestety nie było już czasu. Napisałam do Sebastiana. Chciałam się z nim spotkać. Musiałam! Od paru dni mijaliśmy się zupełnie jak zwykli,obcy sobie ludzie. Nie chodziliśmy na spacery po parku,nie przesiadywalismy po lekcjach w barach,nie spotykaliśmy się na przerwach,ani w weekendy. Nawet nie siadał już ze mną w autobusie. Po szkole przyszłam do naszego parku i usiadłam na ławce. Kilka minut później przyszedł Seba. -Cześć-rzucił i usiadł obok. -Cześć. Dzięki,że przyszedłeś-odpowiedziałam i poprawiłam szalik. -Nie ma sprawy-chuchnął w dłonie. Milczeliśmy. Jak zahipnotyzowani wgapialiśmy się w dzieciaki,które bawiły się na placu zabaw. Ciekawe czy myślał o tym samym co ja. Zastanawiałam się,czy dojdziemy do takiego wieku,że będziemy mieć razem dzieci,a on? Pewnie o tym kiedy w końcu będzie mógł iść do domu,bo marznie. Zebrałam się w sobie i przerwałam ciszę. -Nie mam już Twojego zdjęcia na tapecie. -To nawet lepiej. Źle na nim wyszedłem. -Nieprawda. Wcale tak nie myślisz. Zastanawiasz się co jest tego przyczyną. Blefowałam. Mogę się założyć,że mnie teraz nie słuchał. Wstałam i zaczęłam krążyć w koło. -Już się nawet nie spotykamy. Co jest Seba? Spojrzał na mnie tym swoim cierpiącym wzrokiem i ciężko odetchnął. -Oj Aga..Nie mam teraz czasu na spotkania. Robię referat z Tomkiem na temat wojen Polski z innymi krajami. Zrozum. Obiecuję,że jak tylko skończymy,wszystko wróci do normy. -No okey.. Objął mnie. Poczułam ciepło,które od niego biło. Ogarnęłam,że coś z nim jednak nie tak. Tomek był kumplem Sebastiana z klasy. On jakoś miał czas dla swojej dziewczyny. Często spotykałam ich razem na mieście albo w jakimś barze w czułych objęciach. Myślę,że gdyby Seba nie był taki obojętny w stosunku do mnie,uczucie do Alberta nie miałoby żadnych szans na rozkwit,a tymczasem było coraz silniejsze.. A ja,znów zostałam na lodzie. -Muszę lecieć. Obiecałem Tomkowi,że zajrzę do biblioteki i przywiozę potrzebne materiały. Do zobaczenia!-pocałował mnie w czoło i zostawił na ławce. Naszej ławce. Dla niego to była tylko zwykła,odrapana ławka,a dla mnie tyle wspomnień,które w tym momencie odbijały sie gorzkim echem.. Zaczęłam się zastanawiać jak ten brak czasu wpłynął na to,że nie siedział ze mną w autobusie. Znając życie,gdybym o to zapytała,on odpowiedziałby,że się czepiam i takie tam. Dałam sobie spokój i wróciłam do domu. Zbliżały się urodziny mamy. Co ja mówię. Będą już jutro! Razem z Dawidem,Moniką i Krystianem szykowaliśmy przyjęcie-niespodziankę. Zaprosiliśmy rodziców moich przyjaciół i kilku znajomych mamy. Siedzieliśmy w kuchni,kiedy nagle naszą rozmowę przerwał dzwonek do drzwi. -Ja otworzę!-tanecznym krokiem ruszyłam korytarzem,wycierając ręce z mąki w fartuch.-Dzień dobry-powiedziałam. Przede mną stał wysoki mężczyzna w czarnym płaszczu i kapeluszu. Na moje oko mógł mieć koło 50-lat. -Agata? Ale wyrosłaś. Ostatnio jak Cię widziałem byłaś taka mała.. -Przepraszam,my się znamy? W głębi serca czułam,że znamy się całkiem dobrze,ale nie potrafiłam sobie niczego przypomnieć. -Nie poznajesz mnie? To ja,tata. Zamurowało mnie. Totalnie. Tatuś sobie o nas przypomniał? -Tak dawno Cię nie widziałem..-zrobił krok w przód i widząc,że chce mnie przytulić,cofnęłam się. -Dawid? Czy mógłbyś na chwilę przyjść? Dawid wystawił głowę z kuchni. Kiedy zobaczył naszego gościa,ruszył pewnym krokiem w stronę drzwi. -Tata? Co Ty tutaj robisz? -Anna,tzn wasza matka ma jutro urodziny,więc przyjechałem. -Nie przypominam sobie żebyśmy Cię zapraszali-tak! Postanowiłam być niemiła. -Aga..-mój brat skarcił mnie wzrokiem. -Dobra. Już mnie tu nie ma. Poszłam do swojego pokoju. Tylko tutaj tak naprawdę odnajdywałam upragniony spokój i ciszę. Po kilku minutach ktoś zapukał. -Można?-ojciec wychylił głowę zza drzwi i spojrzał na mnie. Mój Boże,jaka ja byłam do niego podobna.. Na szczęście,różniliśmy się charakterami. -Skoro musisz. -Kochanie,posłuchaj. To będzie dla Ciebie nowa sytuacja i.. -O czym Ty mówisz? -Chcę do was wrócić. -Czy ja się przesłyszałam? Że co chcesz zrobić? -Chcę do was wrócić. Nie cieszysz się? -Nie? Dlaczego niby mam się cieszyć? Najpierw piłeś,niszcząc zdrowie mamie,a kiedy już skończyłeś zostawiłeś nas. Mam być z Ciebie dumna? -Aga,każdy zasługuje na drugą szansę. -Ale nie Ty. Przez tyle lat miałeś nas po prostu w dupie,a teraz wracasz i co? Liczysz na coś? Mój ojciec spojrzał na mnie z przerażeniem. Pewnie nigdy nie spodziewał się,że jego mała córeczka będzie taką wyszczekaną gówniarą. Zasłużył na to. Nie mogłam zrozumieć jak można być tak bezczelnym. Zostawił nas rok po tym,jak mama pomogła wyjść mu z alkoholizmu. Nawet jej za to nie podziękował. Gdyby nie mama,dziś byłby nikim. Kiedy już ułożyliśmy sobie życie bez niego,on wraca i chce udawać dobrego i kochającego tatusia? -Gdzie byłeś jak wybiłam sobie pierwszego zęba? Jak przez tydzień leżałam w szpitalu? Albo jak szukałam dobrej szkoły po gimnazjum i skakałam z radości,bo mnie przyjęli? Gdzie byłeś,kiedy przez pierwsze dni od Twojego odejścia płakałam w poduszkę,bo mi Ciebie brakowało,ale nie chciałam żeby ktokolwiek słyszał i wiedział? A kiedy zakochałam sie w pierwszym chłopaku,który później mnie zostawił,gdzie byłeś?-zniżyłam ton głosu co najmniej o połowę.-Potem nauczyłam się żyć bez ojca i mówić wszystkim,że nie żyjesz,chociaż dobrze wiedziałam,że mieszkasz sobie w Katowicach,w jakimś apartamencie,masz świetną pracę i dużo zarabiasz,ale wybacz,nas nie można kupić. Mnie nie można kupić.. Nie każ mi już niczego zmieniać. Żyjmy tak jak dotychczas. Zauważyłam w jego oczach łzy,ale szczerze miałam to daleko gdzieś. -A teraz wyjdź. Nie chcę Cię wiecej widzieć. Ojciec posłusznie wyszedł z mojego pokoju,a ja rzuciłam się na łóżko i zaczełam płakać tak samo jak wtedy,gdy nas zostawił. To było dla mnie ciężkie. Ze wszystkich osób,jakie znam,tylko Monika wiedziała o mojej sytuacji. Inni pewnie potępiliby mnie za to,jak potraktowałam własnego ojca,ale jak mam traktować kogoś,kto wyszedł i nie wrócił,nawet nie dając żadnego sensownego powodu? Właściwie wtedy nie podał żadnego powodu. Pamiętam,że pocałował mnie tylko w czoło i zamknął za sobą drzwi. Kilka dni później sprawa z nim ucichła. Z Sebastianem nie wiedziałam się od momentu tamtego spotkania. Wiadome było,że mnie okłamuje. Tomek mówił,że już dawno skończyli referat,więc o co chodziło? Wciąż snułyśmy podejrzenia razem z Moniką,ale pewności nie miałyśmy. Coraz większymi krokami zbliżał się listopad. Postanowiliśmy wyjechać na wszystkich świętych do Szczecina na grób dziadków ze strony ojca. Miałam szczerą nadzieje,że jego tam nie będzie. Spakowałam połowę szafy. Do walizek wepchnęłam pięć par jeansów,trzy bluzy z kapturem,siedem koszulek,dwie bokserki,cztery pary butów,szalik i dwie pary rękawiczek. Do torebki wpakowałam kosmetyczkę wraz z "zestawem małego tapeciarza",kanapki i wodę mineralną. -Oszalałaś chyba-powiedziała mama widząc jak znoszę z góry walizki.-Przecież my tam jedziemy tylko na cztery dni. -No to co! Mam chodzić w tym samym cały czas? -Oh,a kto to będzie niósł? -Jak to kto? Ja,jak zwykle-wtrącił Dawid,który chwilę po mnie znosił swoją walizkę z góry. -No a jak. Jestem kobietą-płcią lepszą,ale słabszą. -Tak,tak-Dawid poczochrał mnie po głowie. -Co Ty robisz?! Dopiero co się czesałam! Mamo no.. -Zachowujecie się jak dzieci. Pospieszcie się,bo ucieknie nam taksówka. Wyszliśmy z domu i szybkim krokiem ruszyliśmy w stronę podjazdu. Taksówka czekała już od pięciu minut,a licznik nabijał kasę. Eh,ci taksówkarze.. Piętnaście minut później czekaliśmy już na stacji. Mieliśmy bezpośrednie połączenie Warszawa-Szczecin o 10:03. Była dopiero 8:50,więc postanowiłam sie przejść. -Mamo? Idę ten..pozwiedzać. -Tylko się nie zgub. -Nie ma takiej opcji. Z ławki wypatrzyłam kiosk,który znajdował się jakieś pięć minut od nas. Miałam ochotę na coś słodkiego,więc niewiele myśląc ruszyłam pewnym krokiem w jego stronę. Nagle wpadłam na jakiegoś chłopaka,którym był,jak się później okazało,Albert. -Przep..Albert? Co Ty tutaj robisz? -Mógłbym zapytać Cię o to samo. Jadę na wszystkich świętych do Zakopanego,a Ty? -Ja.. Ja też jadę na wszystkich świętych tylko,że do Szczecina. -Rozumiem,że to dla Ciebie ważne i depczesz wszystkich,którzy staną Ci na drodze-uśmiechnął się. Oh! Jego uśmiech był jak miód na moje serce! -Nie..po prostu się zamyśliłam.. -Mhm. Słuchaj,muszę lecieć. Kuzyn obiecał poznać mnie ze swoją koleżanką. Podobno bardzo fajna. Trzymaj się. -I wzajemnie. Szlag! Odechciało mi się tego cholernego batona. Jechał sobie poznać jakąś dziewczynę,kiedy ja tutaj.. Chwila,przecież on nie wie,że się w nim zakochałam. No tak,zamiast obwiniać jego,mogłabym chociaż raz przyznać się do błędu. To wszystko było takie pogmatwane.. Wróciłam do mamy. Dawid jak zwykle wisiał na telefonie i rozmawiał ze swoją dziewczyną Magdą. Od razu mi się spodobała. Mamy mnóstwo wspólnych tematów. Rok temu byłam u niej na wakacjach w Rybniku. Wtedy właśnie poznałam Maćka i obiecałam sobie,że na razie się nie zakocham. Że poczekam aż będę dorosła i w ogóle.. Magda obiecała,że weźmie mnie do siebie na ferie. Trochę się bałam,że wpadnę na niego przypadkiem albo coś,ale czasem trzeba stanąć z problemem twarzą w twarz. -Pozdrów-powiedziałam jakby od niechcenia,wgapiając się w swój ledwo żywy telefon. Biedak spadł mi już tysiąc razy,a mam go zaledwie od stycznia. -Madzia dziękuje i pozdrawia. I przypomina o feriach. -Tak,pamiętam. Cieszylam się,że mój brat jest szczęśliwy i,że znalazł w końcu kobietę swojego życia. Zdawałam sobie sprawę z tego,że miną lata zanim ja poznam tego jedynego,ale w momencie poznania Sebastiana wszystko się zmieniło. Myślałam,że on jest tym jedynym,u boku którego się zestarzeję,a teraz co? Nic. Zupełnie nic,bo zjawił się Albert i zrozumiałam,że z Sebastianem to jednak nie bylo to. No tak,tylko,że on już miał kogoś na oku.. -Aga? Aga!-z zamyślenia wyrwała mnie mama-Zaraz mamy pociąg. -No przecież wiem. Nie musisz krzyczeć. Pół godziny później,czyli według mamy "zaraz",przyjechał pociąg. Mama od razu weszła do pierwszego lepszego przedziału,w którym siedziała starsza kobieta i jakiś chłopak. Na moje oko matka z synem. Ona mogła zbliżać się do 50-tki,on nie miał więcej niż 20-lat. Uparłam się,żeby znaleźć pusty przedział,dlatego pociągnęłam Dawida za rekę. Po kilku minutach znalazłam swój cel. Pociąg ruszył,a ja wróciłam do mamy,żeby ją stamtąd zabrać. -Ale tu mi wygodnie.-powiedziała i zabrała się za rozwiązywanie krzyżówki. -Ale mamo..tam będziemy mieć przedział tylko dla siebie. -Oj przestań. Wracaj do Dawida. Spotkamy się w Szczecinie. Przewróciłam oczami. Chłopak,który siedział na przeciwko,uśmiechnął się do mnie. Naprawdę nie miałam dzisiaj ochoty na takie wygłupy,więc podniosłam lewą brew i spojrzałam na niego. Widząc moją wrogość natychmiast odwrócił wzrok,a ja wyszłam z przedziału i trzymając się hm.. ściany wróciłam do Dawida. -I co? -I nic. Powiedziała,że jej tam wygodnie.-wyjęłam z torby telefon i włączyłam "The alphabeat" Davida Guetty. Właściwie to była jedyna…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Weeeee94
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…