Wróć do katalogu

Warto było...

Opowiadanie o tym co warto.

karmelowa, opublikowano , 16 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Opowiadanie pod tytułem „Warto było” „Warto było” – te słowa zadźwięczały w mej głowie kiedy odebrałam telefon. Mimo, że mój rozmówca nie przedstawił się, wiedziałam kim był. Serce podskoczyło mi do gardła i nie mogłam wydusić z siebie choćby cichego „ cześć”. Stałam oparta o framugę drzwi, z telefonem w drżących rękach, o drugiej w nocy, a moje czarne jak heban włosy opadały mi na czoło. Rodziców nie było. Znów się pokłócili i każde z nich pojechało gdzieś. Mama prawdopodobnie była u jednej ze swoich wiecznie nieszczęśliwych przyjaciółek, a ojcem musiał popijać drinki w barze, kilka przecznic od mojego domu. Jednak nie myślałam o tym. Moja twarz na przemian zmieniała kolory z czerwonego na blady jak ściana, gdy wsłuchiwałam się w głos Daniela. Właśnie tak nazywał się chłopak, który uratował, wcale nie przesadzam, moje życie. - Wiem, że tam jesteś. Wiem, że mnie słyszysz – mówił. Jego głos brzmiał tak ciepło… - Obiecałem, że zadzwonię i sprawdzę czy naprawdę wróciłaś do domu i nic sobie nie zrobilaś. Jak widzę, posłuchałaś mnie. Cieszę się. Nie chciałbym, żebyś kręciła się sama w nocy gdzieś po ulicy. Mogłaby ci się stać krzywda… - Naprawdę cię to interesuje? – spytałam cienkim głosem, opadając na ziemię. Wspomnienia z ostatnich kilkunastu godzin zaczynały powracać. - Owszem. Mówiłem ci już. - Co…Co było warto? - Przeżyć z tobą te kilka chwil – szepnął Daniel. Jego głos nie mógłby chyba już zejść na niższy ton, jednak słyszałam każde słowo. Doskonale. Tak jakby to zdanie już było w mojej głowie, zanim on je wypowiedział. Jakby czekało na mały impuls. Na niedosłyszalny szept, który obudziłby je do ożycia w mojej głowie. Zamknęłam na chwilę oczy, kilka łez popłynęło po moim policzku. Nie wiem czy to były łzy szczęścia, ulgi, smutku czy…Sama już nie wiem. Tym razem wspomnienia nie były jak mgła. Wdarły się do mojej głowy i nie chciały jej opuścić. Kazały mi przeżyć wszystko jeszcze raz…

Wściekły dźwięk budzika, zerwał mnie ze snu. Podskoczyłam do góry i uderzyłam głową w sufit. W tym pokoju mieszkałam dopiero od tygodnia. Zapomniałam, że ten przeklęty sufit jest tak nisko. Jednym groźnym uderzeniem uciszyłam budzik i pomasowałam się po głowie. - Ała… - wychrypiałam, spoglądając z wyrzutem na deski mojego sufitu. Z trudem powstrzymałam chęć schowania się pod kołdrą i wyskoczyłam z łóżka. Skierował kroki ku łazience. Z sypialni rodziców dochodziło mnie głośne chrapanie. Spali. Widocznie znów się pogodzili. Dobrze. Przynajmniej nie będą się kłócić. Za to wyżyją się na mnie, kiedy wrócę… - O kurcze – jęknęłam, wpatrując się w odbicie w lustrze. Spoglądała na mnie czarnowłosa dziewczyna z podkrążonymi oczami i zaczerwienionymi policzkami. Zazwyczaj wyglądałam przeciętnie, jeśli się postarałam ładnie, ale tamtego ranka patrzyłam na potwora. Ochlapałam twarz wodą i poszłam zjeść śniadanie. Potem umyłam się, ubrałam, doprowadziłam do jako, tako porządku i spakowałam plecak. Wyszłam z domu i zamknęłam drzwi. Wcisnęłam guzik przywołujący windę. Rzuciłam okiem na brudną klatkę schodową, na ściany, z których odrywały się płaty starej farby nieokreślonego koloru, na podłogi, do których kleiły się buty z powodu wylanych napojów i brudu. Westchnęłam głośno, kiedy zdałam sobie sprawę, że winda jest zepsuta i nie ma sensu czekać na cud. Zeskakując po kilka stopni, dotarłam do wyjścia. Wyszłam na dwór i od razu poczułam na sobie konsekwencje nie noszenia czapek zimą. Z nieba padał puszysty śnieg, a zimny wiatr kłuł moje policzki i bawił się włosami, rozwiewając je we wszystkie strony. Przeklęłam w duchu taką podłą pogodę i pomaszerowałam do szkoły. Chodzę do pierwszej klasy liceum w miasteczku pod bardzo optymistyczną nazwą „ Śmierć na ciebie czeka”. Dziwna nazwa jak na miasteczko, ale samo to miejsce również było dziwne i dość ponure. Nie było to miasto aż tak małe, żeby wszyscy się znali, ale i tak miałam wrażenie, że pod maską uśmiechu, każdy ma ochotę skoczyć z mostu. Kiedy byłam mała uważałam, że moje rodzinne miasteczko jest przeklęte. Do szkoły dotarłam, jak zawsze spóźniona. Szary posępny budynek sprawiał się mnie obserwować i przyprawiał o dreszcze. Ciemne drzwi zapraszały do środka. Zrezygnowana weszłam do szkoły i szybko zmieniłam buty. Odwiesiłam kurtkę na miejsce i powlokłam się do klasy. Zaczynaliśmy polskim, chyba jedynym przedmiotem, który znoszę. Kocham pisać wiersze i opowiadania, ale pani Szpilka chyba nie za bardzo lubi mnie. - Znowu spóźniona – wysyczała kobieta, nawet nie patrząc w moją stronę. - Ile razy mam ci powtarzać, że szkoła to nie jest bar, gdzie możesz wchodzić kiedy ci się podoba, w dodatku bez pukania? - Przepraszam – warknęłam gniewnie i usiadłam na swoim miejscu. Oczywiście sama. - Kiedyś ci się dostanie, Marlicka – wysyczała Anna, mój wróg numer dwa. Numeru jeden nie było dziś w szkole. Może zachorowała? Zamknęłam na chwilę oczy by odsapnąć. - Marlicka?! Marlicka, słyszysz mnie?! Nie śpij na lekcji!!! – ktoś wrzasnął mi do ucha. Otworzyłam oczy i zmierzyłam wściekłym spojrzeniem moją nauczycielką. Pani Szpilka była w średnim wieku. Miała czarne krótkie włosy, zawsze czerwone usta i ubierała się jak moja babcia. Jednak muszę przyznać, lekcje prowadziła fajne. - Słucham? Może pani powtórzyć? – spytałam jak najgrzeczniej. - Powiedziałam, ze dostajesz dwie jedynki, naganny z zachowania i twoja matka czeka przed klasą! - Ach… - mruknęłam tylko i podniosłam się z miejsca. Czułam na sobie wzrok całej klasy. Śmiali się ze mnie. Kpili. Wyszłam na korytarz i zobaczyłam brudną, ciemnowłosą kobietę, która chyba zapomniała założyć zwyczajnego ubrania. Jęknęłam, poznając w niej swoją własną mamę. Podeszłam do niej i puknęłam w ramię. Miała siniaki na twarzy. Znowu… - Co ty tu robisz? – warknęła. - Jestem w szkole jak widać. Uczę się. - Mówiłam ci, że masz inne rzeczy do roboty! - Wolę… Mój policzek zapulsował bólem, kiedy matka uderzyła mnie w twarz. Łzy stanęły mi w oczach. - Nic mnie nie obchodzi, co ty wolisz! Wracaj do domu, ojciec coś od ciebie chce. - Nie mogę… Znów dostałam. Tym razem nie powstrzymałam słonych kropel, które zaczęły płynąc po mojej twarzy. - Piłaś – syknęłam przez łzy. - Znowu! – spojrzałam na matkę oczyma pełnymi bólu i rozczarowania, poczym puściłam się biegiem przed siebie, widząc jak znów chce mnie uderzyć. Wypadłam ze szkoły bez kurtki i pobiegłam w stronę parku. Łzy rozpaczy i żalu lały się po mojej twarzy. Kocham matkę, oczywiście, że ją kocham. Nadal pamiętam szczęśliwe czasy, święta. Niegdyś było wspaniale. Do czasu, kiedy nie poznała Roberta, mojego ojczyma, którego kazała nazywać ojcem. Bił ją. Bił też mnie. Mama popadła w alkoholizm. Ciągle była pijana, ciągle kłóciła się z Robertem. Teraz jest tak samo…Tylko jeszcze bez wystarczającej ilości jedzenia i godnych warunków życia. A w klasie nikt nie rozumie. Nikt nie może zrozumieć. Wszyscy myślą, że mam tak łatwo… - Ała! – krzyknęłam, potykając się o jakiś kamień w parku. Wpadłam w zaspę śniegu. Drżąc, wyczołgałam się z niej i siedząc na ziemi o dziewiątej rano, zaczęłam płakać. Ukryłam mokrą twarz w dłoniach. Miałam obdarte ręce, trafiłam nimi w jakiś twardy grunt. Spodnie rozcięły mi się, kiedy zahaczałam o gałąź, a teraz powoli zabarwiały się na bordowo pod wpływem mojej krwi. Czułam się tak samotnie. Sama… Byłam w parku jedyna. Drżącymi dłońmi wyjęłam z plecaka piórnik i wygrzebałam nożyk do papieru - Obiecałam sobie, że już nigdy więcej tego nie zrobię – szepnęłam do siebie, jednak złamałam obietnicę. Dotknęłam zimnym ostrzem skóry na nadgarstku i przejechałam kilkakrotnie, zaciskając mocno zęby. Było mi lepiej. Ból odwracał moją uwagę od reszty świata. Jednak nadal nie było dobrze… Znów cięłam. Krople ciepłej krwi skapywały na śnieg, barwiąc ją na…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych