Wróć do katalogu

Wartownia

Jeden dzień z życia kilku wojaków na dość nietypowej służbie.

rNAZ, opublikowano , 17 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Był bezchmurny wrześniowy wieczór. Gdzies w ruinach starego miasta, połozonego na północy Francji, tliło się w jednym z znajdujących sie tam ruin budynków małe ognisko. Siedziało przy nim trzech ludzi. Byli oni usadowieni na trzecim(i zarówno ostatnim) piętrze budynku spoczywającego niedalego od rynku zrujnowanego miasta, które jednocześnie stanowiło jego centrum. Nad nimi nie było dachu, siedzieli zapatrzeni w niebo, które rozświetlało stado nagich gwiazd, zawisłych nad bezchmurną czarną powłoką tegoż nieba. Po środku jednego pokoju, który był większy od reszty sąsiednich trzech, stało wcześniej już wspomniane rozpalone ogisko a wokół niego rozsiedli sie Ci trzej osobnicy. Mieli na sobie wojskowe ubrania w zółto-zielole łaty i czarne kropy. - Ach... czemu akurat to na nas musiało trafić... - rzekł jeden z nich. - Taki już los zołnierza w tym zasranym świecie. Biorą Cię w najmniej spodziwanym momęcie i w najbardziej oddalone zadupie - odezwał sie drugi. - Nie wiem o co wam chodzi ?! - burknął trzeci z nich - Może i nie jest to najlepszy moment na prawienie służby kiedy to trzeba pożegnać sie z dziećmi i wyprawić je do szkół, bo teraz pewnie zobaczymy je dopiero za pół roku, ale i tak nie musimy siedziec na skraju północy gdzie szczątki ludzkich ciał są jak widok porannej kawy na stole. Pierwszym z rozmówców był Andree, Francuz z południa. Miał na sobie wojskowy, rozpiety płaszcz siegający do kolan i jak wszyscy spodnie wpuszczone w cholewy wysokich butów. Pod płaszczem nosił szary, sprany podkoszulek a jego twarz była pokryta kilku dniowym zarostem. Na głowie widniała czarna, kędzieżawa czupryna siegająca do karku. Jego nos przypominał klamke od sracza, był duży i garbaty. Jego okrągła twarz wydawała sie mieć juz ponad czterdzieści lat. Drugi rozmówca - Adam był mnijeszy od reszty. Łysa głowa i smukła, wydłużona twarz pokryta gdzieniegdzie bliznami świadczyła o ciężkich przezyciach tego osobnika. Był on młody, miał nieco ponad 20 lat. Cherlawa figura kontrastowała z jego groźnie wygladającą twarzą. Bluzka bez ramiączek odsłaniająca jego liczne tatuaże o dość kontowersyjnej tematyce, szelki, spodnie w butach, tak prezentował sie jego obecny styl bycia. Trzecim i zarazem ostanim rozmówcą był Siergiej - Rosjanin, który przeprowadził sie do Francji i tam sie ożenił (podobnie jak Andree, tylko Adam był samotnikiem w swoim prywatnym życiu). On zaś nosił na sobie pełen komplet wojskowego umundurowania(chyba tylko on lubiał te ciuchy). Wyglądał w nim jak by nigdy nie wychodził z siłowni. Co poczęści było prawdą o nim. Szeroki jak szafa z twarzą pokornego obywatela. Czarne, krótkie włosy i przystojne lice odrzucały od niego wzrok wielu panów. - Co racja to racja - odpowiedział Adam. - Ale to nie zmiania faktu że chciłbym teraz sobie siedzieć w domciu z jakąś fajna panienką i bajerować ją o moim niebezpiecznym pełnieniu służby w tym gównie. - Ta, Ty to sobie możesz pobajerować nawet i jej wibrator - powiedział Siergej. - My z Andree mamy swoje obowiązki w domu w przeciwnieństwie do Ciebie. - To nie ja kazałem wam sie ożenić młotki - odrzekł Adam. - Teraz wipijcie piwo które nawazyliście. Ja wam w tym nie pomoge. Ale pamietajcie że w każdej chwili możecie ulżeć sobie cierpień - wskazując w tym momęcie na pare karabinów które leżały oparte o ściane w kącie pokoju. - Ha... Ha... Ha... - zaśmiał sie fałszywie Andree. - To Ty lepiej uważaj żeby któraś z tych rurek nie została ci na zawsze jako przyżąd do oddawania kału. - Tak... fantastyczna riposta Andree. - bronił sie Adam. - Przestańcie, cholera jasna!!! - krzyknął zniesmaczony Siergiej. - Juz nie moge słuchać tych waszych naskakiwań na siebie. W każdej chwili może coś nam z zaskoczenia odgryźść Wacka a Wy sobie docinacie za każdym razem kiedy jest okazja. Już chyba tego wystarczy. Reszta popatrzała na niego jak na wariata a potem na siebie samych i wzruszając ramionami rzekła jednocześnie aby "Szanowny Pan Siergiej" wrzucił na luz. Siergiej pacną sie ręką w głowe i pokiwał rezygnująco. Teraz nastała cisza. Było słychac jedynie trzaski ogniska, jakby w srodku wesoło piszczało stado smażacych sie ludzi. Siedzili tak i pielęgnowali swoje karabiny maszynowe. Nagle coś przerwało muzyke ogniska. Głuchy i długi dzwięk podobny do spiewu orki przeszył uszy naszych bohaterów. Wszyscy równo staneli na nogi i z ciarkammi na plecach powiedzieli w myślach sobie słowa: - Zaczeło się...

Dzień 1

Wibiła północ. Niebo dalej było bezchmurne i świetliste od gwiazd. Andree podszedł do okna na północy i usilnie wytęrzał wzrok w kierunku rynku. Pozostała dwójka rozeszła sie ze swoimi karabinami na okna przy wschodzie i zachodzie. Stali tak przez chwile i wpatrywali sie w opustoszałe miasto. W oddali świeciły latarnie, wiatr lekko kołysał przewodami wysokiego napięcia. Z zimmnym potem na plecach wpatrywali sie w uliczki pomiędzy kaminicami miasta. Siergiej, nagle jakby oparzony, pobiegł do ogniska i wylał na nie bukłak wody. Ognisko zaczeło sie już tylko słabo jarzyć i wydobywało sie z niego ciche syczenie. Siergiej udeptał jeszcze sowim cięzkim butem i doszczędnie zgasił zródło swiatła. Zapadła ponura ciemność. Błyski światła były dawane juz tylko przez oddalone latarnie i lampy. Rosjanin odrazu podpiegł do radia i zaczął próby komunikacji: - Centrala? Centrala? Słyszycie mnie?! - Kszzzzz... - rozległ sie szum zakłóceń - Tak słyszymy Cię, melduj. - odezwał się głos z radia. - Maszerowaliśmy dwa dni i doszliśmy do wskazanego miejsca. Objeliśmy stanowisko oddalone o jakies 500 metrów na południe od runku. Od paru godzin obejmujemy kontrole nad tym budynkeim. W oddali słychac znowu ten paskudny skowyt. Nie wiemy co mamy robic! Mieliśmy tylko tu obserwować dopływ prądu a teraz, do cholery słyszymy tych skórwieli! Zapewniliście nas...! Głos Siergieja został przerwany przez radio: - Spokojnie, nie wpadajcie w panike. Obserwujcie dalej dopływ prądu i meldujcie sie co godzinne. Kszzzz... Głos z radia urwał się. Rozległy sie przekleństwa towarzyszy. - Mamy tu kurwa stać i gapić sie w pojebany snop swiatła, kiedy te małe pokraki bedą wcinać nasze jajka?! Oooo nieee ! Nie tak miało być! - krzyknął oburzony Adam. - Spokojnie może to tylko jakaś przybłeda. - uspokajał Andree. W momencie kończenia słów przez rozmówce rozległ sie teraz kolejny głuchy dzwięk a za nim kolejny z druguej storny budynku. - Przybłęda? No to teraz mamy conajmniej dwie przybłedy. - odezwał sie Adam.

Czekali tak ponad kilka godzin wsłuchując sie w przerażliwe jęki i wpatrując sie w oddalone latarnie. Zaczął wiać lekki orzeźwiający wiatr. Osuszył on spocone twarze trzech obserwatorów. Cisza przeciagała się, przecinana pojedyńczymi piskami z zewnatrz i regularnymi meldunkami żołnierzy. Wszyscy pukali się w głowe myśląć czemu to akurat na nich wypadło aby obserwowac dostawe elektryczności w tym zadupiu. Dostali wyraźne zapewnienia że to misja rozpoznawczo-rutynowa i nie ma czego sie obawiać. Ponoć jak to ich zapewniano "Miasto było kontorlowane przez oddział dywizji szóstej przez dwa miesiące a potem przez miesiąć była zakładana sieć elektryczności, także przez trzy misiące nie było tam ani zanku aktywności żywej istoty. Wysyłamy was tam w trójke abyście przez pare tygodni obserwowali czy wyszstkie elementy sieci działają prawidłowo. W tym małym miasteczku na 100% nie ma żadnych zalążni, wszytko zostało dokładnie przebadane. Także możecie potraktować to jako miły odpoczynek na wsi". Ledwo co doszli do wyznaczonego pierwszego punktu obserwacji a tu już czekała na nich mała niespodzianka. Jeżeli to tylko przybłedy będą mieli okazje żeby się rozerwać w potoku nudy jaka ich czeka przez kolejne dni.

- Już zaczyna świtać. - zaznaczył Adam. - Tak... A Ty mało co nie posrałeś się w gacie w nocy. - podsumował Andree. - Znowu zaczynacie?! - wtrącił sie Siergiej. - Jak mamy tu siedzieć przez kilka tygodniu to przestańcie mi grac na nerwach i odłużcie swoje spory na bok. O ile wogule można to nazwać sporem... - Jak zawsze rezolutny - podkreślił Adam. - Może jak sobie postrzelasz do tych kurdzibąków to ci przejdzie ten wspaniałomyślny pacyfizm. Niby z Rosji, gangster i lichwiarz a…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych