Wazon w kształcie ryby
Dobra, to już było, ale co tam...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Ranek. Adam siedzi w kuchni. Pije kawę. Intensywnie próbuje przypomnieć sobie dzisiejszy sen, w którym oślepiło go jakieś światło. "Co to mogło być?" Niestety, czym bardziej wytęża umysł, tym bledsze staje się to wspomnienie, jak na złość. Czuje, że to jednak z jakiegoś powodu ważne. Pociąga kolejny łyk kawy z kubka z napisem ZACZNIJ OD NOWA i patrzy za okno, gdzie świat tonie jeszcze w ciemnościach styczniowego poranka. Kawa jest jakaś taka bez smaku. "Światło, światło, światło, światło, światło?" Nadal pustka. Kolejny łyk ciemnego napoju, po którym odkłada kubek na stół. Wracająca ręka zahacza o łyżeczkę, a ta spada na podłogę, odbija się kilka razy i leży bez ruchu,jakby chciała, żeby nikt jej nie zauważył. "Potem podniosę." Pociera oczy, a następnie przeczesuje włosy. Słyszy żonę, którą, o czym jest przekonany, budzi dźwięk spadającej łyżeczki. "Eee, i tak miała zaraz wstawać. Pójdę się przywitać." Idzie do niej, otwiera drzwi sypialni, które uderzają o ścianę, a kobieta podskakuje zlękniona. - Jak się spało, Kitek? - Adamie, nie wiem jak długo to jeszcze wytrzymam! - oświadcza żona błądząc wzrokiem po ścianach sypialni jakby nie chciała go zauważyć. - Ale, najdroższa, chciałem tylko... Nie kończy bo widzi, że zbiera jej się na płacz. Patrzy na nią jak wstaje i idzie do łazienki. Tam wyciąga z szuflady paczkę chusteczek. Nie wraca już do sypialni tylko człapie do dużego pokoju i zrezygnowana siada na sofie. Płacze. On stoi nad nią. - Czy to, że cię kocham nic już dla ciebie nie znaczy? - łzy podkreślają dramaturgię jej pytania. Adam nie wie, dlaczego Basia się złości, ale jest mu smutno z tego powodu. Chciałby to naprawić, lecz nie wie dokładnie co. Widzi, jak kobieta sięga po telefon. - Do kogo dzwonisz? - pyta, ale jest ignorowany. Taka reakcja sprawia, że jego duma zostaje urażona. Zaczyna wzbierać w nim gniew. Daje żonie kolejną szansę na odpowiedź. - Powiesz mi do kogo dzwonisz? Nadal cisza. Słyszeć szmery w słuchawce, sugerujące, że ktoś odebrał połączenie. - Cześć. Obudziłam cię? To dobrze. Widzisz... - przerywa na chwilę i pociąga nosem - ...on znowu zaczyna. Przyjedziesz? - pyta błagalnie. - Kto ma przyjechać. Co to ma znaczyć, do cholery? - pyta głośno i wali w drzwi, a mała, mrożona szybka pęka. Żona płacze jeszcze głośniej, a przez łzy pyta: - Dlaczego mi to robisz? Dlaczego? Mężczyzna nie wytrzymuje. Wraca nabuzowany do kuchni. Czuje skumulowaną energię, która potrzebuje się uwolnić. Nie namyśla się. Bierze miskę z owocami, leżącą na stole i ciska nią o ścianę. Szkło rozpada się na setki małych kawałków. Jest mu jednak mało. Raz za razem stuka szafami jakby czegoś szukał, byle tylko narobić hałasu. Sztućce dzwonią w szufladach, które otwiera i zamyka. W pewnym momencie do kuchni wchodzi żona i krzyczy. - Przeeestaaań! Przestaje. - Skończ wreszcie! Czy ja już nic dla ciebie nie znaczę? - pyta płacząc. Najbardziej w tej sytuacji denerwuje go to, że nie wie, czym zawinił. Próbuje sobie przypomnieć, ale nic nie przychodzi mu do głowy, jak to światło ze snu. "Za babami nie trafisz." - myśli zrezygnowany i wychodzi z kuchni. Mijając żonę czuje jak ta drży, co go dodatkowo złości. Idzie do sypialni, a tam od razu podchodzi do okna łaknąc większej przestrzeni w tej dusznej atmosferze. Chcąc przewietrzyć umysł i uspokoić się. Patrzy na mały skwerek. W pewnym momencie coś zauważa. W słabym świetle budzącego się zimowego poranka, na tle wycofującej się nocy zaczyna rysować się sylwetka jakiegoś człowieka. Zdaje się on obserwować Adama. "Dziwne." Mężczyzna, jak zakłada, patrzy jeszcze przez chwilę, a następnie robi kilka kroków do przodu, pozwalając, żeby światło, bijące od niedaleko stojącej latarni, zdradziło jego powierzchowność. Macha ręką do Adama. Zachęca, żeby ten wyszedł. - Co to za wariat? - pyta Adam na głos. - Baśka, widziałaś? - pyta żonę, ale ta konsekwentnie nie odpowiada. Nieznajomy za oknem wytrwale macha ręką. Adam mieszka na parterze więc otwiera okno i woła: - O co chodzi? - Mam sprawę do ciebie - słyszy w odpowiedzi. - Do mnie? My się znamy? - Tak – odpowiada mężczyzna i uśmiecha się. - Zejdziesz? - Nie dzięki – odpowiada Adam i chce zamknąć okno uznając, że to jakiś żart. - To dotyczy twojej żony – oznajmia nieznajomy, rozbudzając tym komunikatem zainteresowanie swojego rozmówcy. Adam ponownie otwiera okno na oścież, rozgląda się, ale nie widzi nikogo oprócz rozmawiającego z nim człowieka. - Słucham – mówi i czeka na wyjaśnienia. - Zejdź do mnie to pogadamy o żonie, o świetle, które nie daje ci spokoju. - Co, nie możesz mi tego powiedzieć tutaj? - pyta Adam broniąc się przed wyjściem na styczniowy chłód. - Nie da rady, przyjacielu. Adam musi zejść. - No dobra, daj mi sekundę. Zamyka okno. "Trzeba się ubrać." Otwiera szafę, wyciągając z niej kilka wieszaków z koszulami, które rzuca na łóżko. Z drugiej szafy wydobywa szybko kilka par spodni i wybiera stare dżinsy. Otwiera szufladę ze skarpetami, a po krótkiej selekcji przygotowuje jedną parę. W końcu dochodzi do wniosku, że zaraz i tak wraca, a więc wystarczy mu to, co już ma na sobie. Rezygnuje z przebierania się. Zostawiając bałagan szybko wchodzi do przedpokoju. Idzie do żony. - Słuchaj, muszę wyskoczyć na chwilę – informuje, jednak Basia nie reaguje, siedząc na sofie z telefonem w ręku, kołysząc się do przodu i do tyłu. - Zaraz będę. Wychodzi z domu, a drzwi wejściowe wyślizgują mu się z rąk i zamiast delikatnie je zamknąć, trzaska nimi. - Trudno – mówi do siebie i zbiega po schodach. Wychodząc na zewnątrz stwierdza, że nie jest tak zimno jak podejrzewał. Rozgląda się w poszukiwaniu nieznajomego. Dostrzega go stojącego kilkadziesiąt metrów od bloku. Idzie za nim, a człowiek ów zaczyna się oddalać. - Hej, no poczekaj – woła Adam. - Nie mam zamiaru spacerować tu zbyt długo. Mężczyzna nie zatrzymuje się, a wręcz przeciwnie, zaczyna iść szybciej. Adam próbuje go
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Vercotti
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…